Reklama

Jak osiedle willowe i blokowisko na polach uprawnych budowano (fotogaleria)

20/07/2025 07:00

Obecnie w Wolicach kwitnie budownictwo jednorodzinne. Wieś ta stała się przedmieściem Barcina. Niewykluczone, że w kolejnych dziesięcioleciach stanie się także formalnie częścią miasteczka. Byłaby to powtórka z historii, bo ponad pół wieku temu Barcin już raz wchłonął część tej miejscowości. Zresztą nie tylko Wolic, bo i Krotoszyna. Na rolniczych polach i na ugorach wybudowano osiedla, w których współcześnie mieszka większość barcinian. A wszystko zaczęło się od budowy cementowni w Bielawach.

W tym roku minęło równe 50 lat od uruchomienia w Bielawach pierwszej cementowni z trzema piecami obrotowymi. Wcześniej, od drugiej połowy XIX w., na tych terenach realizowane było wydobycie kamienia wapiennego, ale produkcja cementu rozpoczęła się dopiero w 1972 r. Decyzja o budowie kombinatu została podjęta kilka lat wcześniej.
Do końca lat 60. ubiegłego stulecia Barcin był maleńkim miasteczkiem, którego zabudowa ograniczała się do rynku i kilku ulic od niego wychodzących oraz zachodnich przedmieść, czyli obecnej ul. Żnińskiej i ul. Podgórnej. Na południu Barcin kończył się na tzw. Rydzku, nie licząc początkowego odcinka ul. Polnej z młynem, na której zabudowa kończyła się w okolicach obecnego Domu Pomocy Społecznej. Dodajmy, że ul. Polna, podobnie jak ul. Podgórna, istniały już przed II wojną światową. Tereny, na których obecnie istnieją największe skupiska ludności, a więc bloki wielorodzinne i osiedle willowe na południowy-zachód od ul. Polnej, były obszarami wiejskimi. Znajdowały się tam pola uprawne.


Z MYŚLĄ O MIESZKAŃCACH WAPIENNA
Budowa cementowni, a wraz z nią intensywny wzrost liczby ludności (wcześniej to było około 3,5 tysiąca mieszkańców, która to ilość przez dekadę podwoiła się) spowodowały konieczność zapewnienia pracownikom mieszkań. Pierwsze bloki powstawały na obecnej ul. Wojska Polskiego. Jak przypomina Zbigniew Zwierzykowski, który pracował w pionie kierowniczym działu mieszkaniowego Kombinatu Cementowo-Wapienniczego, bloki przy ul. Wojska Polskiego powstały z myślą o mieszkańcach Wapienna.
Tamtejsze osiedle robotnicze, związane z działalnością kopalni, już wtedy było zagrożone oddziaływaniami górniczymi. Ludzi należało przenieść. Wapienno ostatecznie zniknęło z powierzchni ziemi jako osiedle robotnicze w 2002 r. Pisaliśmy o tym wówczas w Tygodniku Barcińskim Pałuki. Cała historia kopalni i osiedla robotniczego zaczęła się, gdy w roku 1860 przy wierceniu nowej studni w posiadłości ziemskiej Bielawy natrafiono na pokłady kamienia wapiennego. W efekcie zaczęła powstawać najpierw kopalnia, później całe zakłady wapiennicze. Wówczas też zaczęły powstawać osiedla robotnicze w Piechcinie i Wapiennie. W rywalizacji między obydwoma centrami przemysłowego ośrodka, Piechcin wziął ostatecznie górę nad Wapiennem. Bloki w Wapiennie były budowane stopniowo. Przed wojną i zaraz po wojnie istniały tam tylko klasyczne familoki na terenie między szosą Barcin - Inowrocław, a torami linii kolejowej. Na przełomie lat 50. i 60. wybudowano nowe bloki za torami w Wapiennie. Tak samo stopniowo później zaczęto Wapienno wyburzać. I to właśnie po pierwszym etapie likwidacji osiedla - tej starej, przedwojennej części - przesiedlono jej mieszkańców do nowych bloków przy obecnej ul. Wojska Polskiego w Barcinie. To też najstarsze budynki tzw. osiedla bloków w mieście.
Rozbudowa Barcina realizowana była w pierwszych latach równolegle z reformą administracji terenowej w całym kraju. Barcin znajdował się w strukturach ówczesnego powiatu szubińskiego. W 1972 r. do pracy w Urzędzie w Barcinie został skierowany Kornel Śledzikowski, który pochodzi z Szubina. Wcześniej pracował w wydziale komunikacji Powiatowej Rady Narodowej w Szubinie. Został później pełnomocnikiem powiatu ds. reorganizacji administracji terenowej w Barcinie.

Reklama


W POWIATOWEJ RADZIE NARODOWEJ
W tamtych miesiącach ten pełnomocnik koncentrował się na likwidacji Gromadzkich Rad Narodowych w Piechcinie i Barcinie. Ówcześnie teren obecnej gminy Barcin wchodził w skład istniejącego wtedy powiatu szubińskiego. Władzę w powiecie sprawowała Powiatowa Rada Narodowa w Szubinie. Choć trzeba pamiętać, że większe wpływy miały komitety rządzącej w kraju Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W skład ówczesnej kadencji Powiatowej Rady Narodowej w Szubinie wchodził m.in. młody wówczas działacz Ignacy Pogodziński, późniejszy burmistrz Szubina. Pamięta on, że byli w tejże Radzie w kadencji 1968-1972 także m.in. znana działaczka harcerska Benigna Olszewska, działaczka społeczna Danuta Siewkowska, bardzo energiczna Zofia Milczek z Jeżewa, którą zajmowały sprawy rolnictwa, czy z terenu Barcina choćby Alojzy Rybczyński, nauczyciel i dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Barcinie, a wcześniej odkrywca kurhanu megalitycznego w Złotowie. Natomiast przewodniczącym Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Szubinie był Czesław Doberstein.
Pamięta go zresztą dobrze Kornel Śledzikowski, ponieważ to Czesław Doberstein oficjalnie przed 1 stycznia 1973 r. był obecny w ratuszu w Barcinie podczas przekazania nominacji pierwszemu naczelnikowi miasta i gminy, którym został właśnie Kornel Śledzikowski. Naczelnik był wtedy bardzo młodym urzędnikiem, jeszcze przed trzydziestką. Urząd Miasta i Gminy w Barcinie został utworzony wówczas w budynku, w którym wcześniej była siedziba Miejskiej Rady Narodowej (Gromadzka Rada Narodowa mieściła się wtedy przy ul. Dworcowej). Było to w kamienicy przy ul. Wyzwolenia. Zresztą w tej samej, w której Urząd Miasta i siedziba burmistrza mieściły się również przed II wojną światową. W 1939 r. nosiła nazwę ul. Romana Dmowskiego. Zresztą przy obecnej ul. Wyzwolenia, w czasach, gdy nie powstały jeszcze osiedla mieszkaniowe, umiejscowione były inne instytucje ważne dla funkcjonowania miasta. Choćby ośrodek zdrowia, którym kierował świetny lekarz rodzinny Stanisław Krzyś. Obecnie jest on patronem SP 1 w Barcinie i jednej z ulic w mieście. W czasie, gdy Urząd Miasta i Gminy w Barcinie mieścił się przy ul. Wyzwolenia, w części tej kamienicy mieścił się jeszcze Zakład Gospodarki Komunalnej.


PIERWSZE BLOKI W KROTOSZYNIE
Cementownia została uruchomiona w 1972 r., ale decyzja o budowie kombinatu zapadła już kilka lat wcześniej. Podczas realizowania tej inwestycji równolegle zaczęto budować pierwsze bloki wielorodzinne na terenie, który należał do przedwojennego majątku rodu Brzeskich w Krotoszynie. Teren, na którym powstały bloki, wcześniej wcale nie znajdował się w granicach miasta, tylko właśnie w Krotoszynie. Bloki były budowane z myślą o pracownikach nowego kombinatu cementowo-wapienniczego i ich rodzinach.
Tadeusz Szóstak, w tamtych latach kierownik Zakładu Gospodarki Komunalnej w Barcinie, ale później też członek Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej w Szubinie, a także pracownik Spółdzielni Mieszkaniowej Kujawy w Barcinie (która w latach 90. ubiegłego wieku wzięła w administrowanie bloki wybudowane na potrzeby pracowników Kombinatu Cementowo-Wapienniczego w Bielawach), przypomina sobie, że jednym z pierwszych budynków był tzw. hotelowiec. Powstał przy ul. Mogileńskiej. W sąsiedztwie tego bloku została wybudowana Restauracja Kujawiak, więc pracownicy zatrudnieni przy budowie bloków mieli blisko swoją stołówkę. Na nowym osiedlu wybudowane zostały dla rekreacji betonowe korty.
Tereny, na których wybudowano bloki, to wcześniej były pola, które uprawiali pracownicy Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Krotoszynie (na dawnym majątku rodu Brzeskich). Górka, na której istnieją dzisiaj ul. Lotników i ul. Artylerzystów, była naturalnym wzniesieniem. Prawie wszystkie nowe bloki powstawały do końca lat 70. ubiegłego wieku. W czasach, gdy Kornel Śledzikowski był naczelnikiem miasta i gminy, choć tak naprawdę nie miał on, jako urzędnik administracji terenowej, wielkiego wpływu na decyzje. Także te związane z przydziałem mieszkań. Jeśli chodzi o bloki budowane przez kombinat, tutaj wszystko zależało od Henryka Hałasa, dyrektora kombinatu i wysoko postawionego działacza partii, posła na sejm PRL.

Reklama


WOJSKOWE NAZEWNICTWO ULIC
Równolegle swoje bloki w Barcinie budowała również Spółdzielnia Mieszkaniowa w Szubinie. Jak przypomina sobie Ignacy Pogodziński, została ona zawiązana jeszcze w latach sześćdziesiątych, ale najpierw była skoncentrowana na rozwoju budownictwa mieszkaniowego w samym Szubinie. Pierwszym prezesem szubińskiej spółdzielni był Kazimierz Lis, natomiast pierwsze jej bloki powstały przy ul. Nowej w grodzie pelikana.
Pod koniec lat 60. zapadła w Szubinie decyzja o budowie bloków mieszkaniowych również w Barcinie. Do dzisiaj SM w Szubinie administruje także barcińskimi blokami (oraz jednym w Piechcinie). Jak zaznacza z kolei Tadeusz Szóstak, gdy budowano bloki w Barcinie, decyzje podejmowały również zrzeszenia zarządzające innymi sektorami, stąd np. powstawały też bloki kolejowe. Zapytaliśmy Tadeusza Szóstaka, czy wie dlaczego wytyczone pod zabudowę wielorodzinną ulice zostały nazwane w nawiązaniu do wojskowości. Mamy przecież obok ul. Wojska Polskiego (wtedy LWP, czyli Ludowego Wojska Polskiego), także ul. Artylerzystów oraz ul. Lotników. Tego jednak nasz rozmówca nie wiedział. Ignacy Pogodziński również nie wie, jaka była geneza tego nazewnictwa ulic na nowym osiedlu.
Sprawę wyjaśnił nam wreszcie Kornel Śledzikowski. Przyznał, że te nazwy: LWP, Artylerzystów i Lotników wymyślone zostały w Urzędzie Miasta i Gminy w Barcinie. Dzisiaj były naczelnik nie jest już pewien, ale nie wyklucza, że to on rzucił taki pomysł.

 

Reklama


ZMIANA SIEDZIBY URZĘDU
Tymczasem Kornel Śledzikowski, jako naczelnik miasta i gminy, swoje działania związane z rozbudową miasta koncentrował gdzie indziej. Po pierwsze przeprowadził przenosiny siedziby administracji terenowej z ul. Wyzwolenia do nowego obiektu na nowym osiedlu (obecnie w tym miejscu stoi gmach Miejskiego Domu Kultury). Kadra urzędnicza zwiększała się, ale wielu pracowników urzędu pracowało zarówno w starej, jak i następnie w nowej siedzibie. W tym miejscu wyjaśnijmy, że w kamienicy przy ul. Wyzwolenia, w której dotychczas działał Urząd, zorganizowano siedzibę Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy w Barcinie. Funkcjonowała tam ona przez około 
20 lat. Obecnie kamienica ma funkcję wyłącznie mieszkaniową.
Przypomina to sobie inna nasza rozmówczyni, a mianowicie Teresa Rydlewska, która przez kilkadziesiąt lat pracowała w ratuszu, najpierw przy ul. Wyzwolenia, a później na osiedlu, zajmując się wymiarem podatków. Pokazaliśmy jej zdjęcie, które posiada w swoim archiwum Kornel Śledzikowski. Zostało ono wykonane całej kadrze urzędniczej już w nowej siedzibie Urzędu Miasta i Gminy w Barcinie. Nasza rozmówczyni, mimo upływu prawie 50 lat, szybko rozpoznała koleżanki i kolegów na zdjęciu. I tak zostali na nim uwiecznieni: Grażyna Zebel, która pracowała w sekretariacie naczelnika, Jerzy Kaczmarek - zootechnik, Irena Nowicka - kierowniczka Urzędu Stanu Cywilnego, Ewa Kozłowska - księgowa, Krystyna Lange - budownictwo, Ludwika Wojtynek - komunikacja, Otylia Rzepka, Barbara Mróz - księgowość, Stefania Tomczyk - rolnictwo, Stefania Gajda i Teresa Rydlewska - podatki, Stanisława Jachimowicz, Wanda Mróz (obecnie Męczyńska) - ewidencja ludności, Zofia Kamadulska (obecnie Urbańska) - ewidencja ludności, Wit Niedbalski - melioracje, Aleksander Wysocki - referent prawny, Irena Zboińska - rolnictwo, Genowefa Kamadulska - główna księgowa. Na zdjęciu siedzą również: Bernadeta Kryszak, Maria Kleszczewska, naczelnik Kornel Śledzikowski, Teresa Paliwoda, która zajmowała się obsługą biura Rady Narodowej oraz Wiktor Fąferek - sekretarz gminy. Niestety, Teresa Rydlewska nie zapamiętała wszystkich obszarów działalności urzędników. Nie wyklucza, że być może niektórych przydziały obowiązków pomyliła, zwłaszcza że w przypadkach wielu jej współpracowników one się również zmieniały.

Reklama


OSIEDLE WILLOWE NA WOLICKICH POLACH
Drugim zadaniem, obok przenosin siedziby i reorganizacji administracji Barcina, postawionym przed Kornelem Śledzikowskim, było rozwiązywanie problemów mieszkaniowych. Mieszkania w blokach bowiem, to jedna sprawa. Tamtym zadaniem zajmowała się cementownia oraz spółdzielnia szubińska. Było jednak również duże zapotrzebowanie na domy jednorodzinne. W przedwojennym Barcinie takiej zabudowy nie było wiele.
Mieszkańcy żyli w przeludnionych kamienicach oraz starego typu budynkach wielorodzinnych (nie z tzw. wielkiej płyty). - Taka wielka była potrzeba mieszkań, że budowano równolegle i bloki, i domy jednorodzinne. Szło się w każdym kierunku, jeśli chodzi o budownictwo mieszkaniowe - wspomina dawny naczelnik Barcina.
Południowo-zachodnie przedmieścia powojennego Barcina graniczyły z Wolicami. Miasto od tamtej strony kończyło się, jak wspomnieliśmy, na początkowym odcinku ul. Polnej. Za wybudowaną w 60. latach Szkołą Podstawową nr 2 przy ul. Polnej były już Wolice. Młode pokolenie barcinian tego nie pamięta, ale obecne ulice noszące nazwy wielkich polskich pisarzy i poetów, to nieco ponad 50 lat temu nie był jeszcze Barcin, a Wolice właśnie. Konkretnie znajdowało się tam duże pole uprawne.
Skontaktowaliśmy się z Zenonem Stawickim, który mieszka w Wolicach Górnych i jest nieprzebraną skarbnicą informacji, jeśli chodzi o historię tej miejscowości. Otóż Kornel Śledzikowski nie pamiętał już nazwiska rolnika z Wolic, który odsprzedał Skarbowi Państwa swoją ziemię pod budowę osiedla willowego. Było to zresztą jeszcze w latach 60., a więc wtedy Kornel Śledzikowski nie pracował jeszcze w Barcinie. Podziały geodezyjne tej ziemi przeprowadził już Szubin i tam też sprzedawano pierwsze działki pod zabudowę jednorodzinną w Barcinie. A dokładniej nie tyle sprzedawano działki, co prawo do ich wieloletniej dzierżawy. Dopiero w III Rzeczpospolitej właściciele wybudowanych domów otrzymali możliwość uzyskania pełnego prawa własności.
Zenon Stawicki pamięta owego rolnika z Wolic, który ziemię, na której obecnie znajdują się ul. Konopnickiej, Mickiewicza, Słowackiego, Prusa, Orzeszkowej, Kasprowicza, Reymonta, ul. Polna za numerem 55 sprzedał na rzecz Skarbu Państwa. Dokładnie - jak przypomina sobie z kolei Ignacy Pogodziński - nazywało się to wtedy Państwowy Fundusz Ziemi. Otóż wymienione wyżej, do dzisiaj istniejące ulice miasta, to wtedy - pod koniec lat 60. - były pola, które Pelagia Jakubisiak przekazała swemu synowi Sylwestrowi. Uprawiane tam były, według pamięci Zenona Stawickiego ziemniaki i buraki.
W czasie II wojny światowej parobkiem niemieckiego wówczas gospodarza był tam Ludwik Biel. Ten mężczyzna bardzo zżył się z ziemią, na której pracował. Dlatego, gdy Sylwester Jakubisiak zbywał na rzecz państwa tę ziemię, Ludwik Biel odkupił na własność samotny dom, który znajdował się pośród pól.

WOŁGA I DOM W CHŁOPACH ZA POLE
Sam Sylwester Jakubisiak, według wiedzy Zenona Stawickiego, otrzymał od państwa za sprzedaną ziemię 1.000.000 ówczesnych złotych i przeprowadził się nad morze do Chłopów. Zenon Stawicki nawet kiedyś u niego był w odwiedzinach. Obecnie dawny właściciel pól w Wolicach, które stały się osiedlem willowym w Barcinie, już nie żyje. Jego matka, czyli Pelagia Jakubisiakowa zmarła jeszcze w czasach, gdy mieszkali w Wolicach. Przy czym wtedy nazywała się już Pelagia Kosiorkiewicz, po drugim mężu.
Ustaliliśmy, że Janina Bartosiewicz z Barcina i Sylwester Jakubisiak to kuzynostwo poprzez jej męża. Pani Janina opowiedziała nam, że pierwszy mąż Pelagii (po wojnie już Kosiorkiewicz), nazwiskiem Jakubisiak, i ojciec Sylwestra (rok urodzenia 1937) zginął podczas wojny. Pelagia zaraz po okupacji trafiła na nasze tereny i tutaj otrzymała ziemię. Konkretnie w Wolicach. Zmarła w latach sześćdziesiątych. Jej syn Sylwester nie miał nic do powiedzenia, jeśli chodzi o zgodę, czy jej brak na sprzedaż ziemi na rzecz państwa. Gdy władza zdała sobie sprawę, że ten akurat teren potrzebny jest pod rozbudowę Barcina, Sylwester Jakubisiak otrzymał ofertę niepodlegającą negocjacji. Choć według wiedzy Janiny Bartosiewicz, ziemia została odkupiona od niego za nieco więcej, niż 1.000.000 zł. Gospodarz z Wolic za te pieniądze nabył dom w Chłopach, a także samochód - radzieckiej produkcji wołgę. Dom w Chłopach był blisko morza. Będąc w jego wnętrzu nawet można było delektować się słuchaniem uspokajającego szumu bałtyckich fal. Janina Bartosiewicz bywała tam u swoich kuzynów.
Pelagia Kosiorkiewicz została pochowana na cmentarzu w Barcinie, a nie w Szczepanowie, ponieważ historycznie Wolice Dolne należały do parafii w Barcinie, a Wolice Górne - do parafii w Szczepanowie. Przez kilkadziesiąt lat spoczywała na barcińskiej nekropolii. Jak opowiada nam Janina Bartosiewicz, której pani Pelagia była ciocią, kilka lat temu przeprowadzona została ekshumacja i przenosiny szczątków na cmentarz w Chłopach. Otóż po śmierci Sylwestra Jakubiaka wdowa po nim, Ilona Jakubisiak, chciała, aby teściowa spoczęła właśnie tam, na cmentarzu w nadmorskiej miejscowości. Tak, aby mieszkający tam krewni mogli opiekować się grobami bliskich.

 

Reklama


AKACJA PADŁA OSTATNIA
Ludwik Biel, rocznik 1919, był natomiast ważną osobą w dziejach administracji terenowej w Barcinie. Pełnił funkcję sekretarza w czasach, gdy funkcjonowała Gromadzka Rada Narodowa w Barcinie, czyli jeszcze przed przybyciem tutaj Kornela Śledzikowskiego. Już przed wojną mieszkał w Wolicach. Jego córka Małgorzata Kuźmińska nie pamięta, jak nazywał się niemiecki właściciel pola, na którym tata pracował w czasie okupacji. Pamięta natomiast, że dom gospodarzy, czyli po wojnie Jakubisiaków, znajdował się w głąb terenu od ulicy Polnej, ale wtedy jeszcze w granicach Wolic. Został on rozebrany przez Ludwika Biela w latach 70.
Janina Bartosiewicz posiada zdjęcie z lat sześćdziesiątych, na którym widać dom i budynek gospodarczy po Jakubisiakach. Zresztą ona sama ten dom też doskonale pamięta. Jeszcze, gdy mieszkali w nim Jakubisiakowie, ona odwiedzała ich, jako że to był przecież dom cioci jej męża. Zresztą Janina Bartosiewicz nawet pamięta, że była w tym domu w związku z przyjazdem na wesele Sylwestra i Ilony Jakubisiaków. Wiele lat później, gdy w miejscu starego domu stały już wybudowane nowe domy jednorodzinne, przy dawnym wjeździe, rosła jeszcze ostatnia z akacji pamiętająca gospodarstwo Jakubisiaków. Była ona zostawiana mimo realizowanych nowych nasadzeń w jej sąsiedztwie. Niestety, kilka lat temu ta stara akacja złamała się, co Janina Bartosiewicz przyjęła ze smutkiem. Tym samym bowiem zniknął na zawsze ostatni ślad po gospodarstwie, na którym wyrosło barcińskie osiedle. Przecież dzisiaj żyje na całym tym obszarze około tysiąca mieszkańców Barcina.
Zdjęcie, które nam pani Janina udostępniła, zostało zrobione z wysokości obecnej ulicy Polnej (wtedy jeszcze to były Wolice). Obecnie na tym miejscu przy ul. Polnej stoją akurat wyróżniające się pośród pojedynczych posesji z terenem wokół, domy szeregowe - bliźniacze. W jednym z nich mieszka zresztą obecnie Janina Bartosiewicz.
Cały teren tworzonego osiedla domków pełnił w tamtym czasie podwójną funkcję. Z jednej strony powstawały już nowe, rozproszone jeszcze domki jednorodzinne, ale wokół nich były jeszcze ugory, na których rolnicy woliccy wypasali bydło. W miarę przybywania nowych domów, funkcje rolnicze zanikały coraz bardziej. Aż ostatecznie dawna cześć Wolic stała się osiedlem miejskim ze zwartą już zabudową, jak to jest do dzisiaj. Dawne pole Jakubisiaków, to obszar od południa zamknięty torowiskiem kolei do Żnina. Na północy zaczynał się na wysokości ul. Polnej 55. Kolejne numery domów przy ul. Polnej, a jest ich ponad 100, to jest także dawne pole Jakubisiaków. Sam Ludwik Biel zmarł w 2009 r.
Ciekawą informację, dotyczącą wymienionych wcześniej nazw ulic na tym nowym osiedlu, podał nam Kornel Śledzikowski. Zapytaliśmy go bowiem, czy to on wymyślił, aby ulice w tej części miasta nazwać imionami pisarzy i poetów. - To był pomysł naszego sekretarza gminy, Wiktora Fąferka. On wcześniej pracował w szkole, m.in. jako nauczyciel języka polskiego, i podsunął, że nie mamy żadnych pisarzy jako patronów ulic w mieście, a wypadałoby ich mieć - opowiada Kornel Śledzikowski.

Reklama


ANONIM NA SIEBIE I BUDOWA WODOCIĄGU
Były naczelnik wspomina, że ówcześnie rozproszona administracja nie ułatwiała działań związanych z tworzeniem nowego osiedla. Część obszarów podlegała pod urzędy odpowiedzialne wcześniej za obszary wiejskie. Były problemy z wodociągami. Główny szedł wtedy - jak i obecnie - z ujęcia w Wolicach pod ul. Polną. Jednak nowe ulice trzeba było wyposażyć w wodociągi. Trzeba było wywalczyć możliwość podłączenia wody z terenów wiejskich (Wolice) do miasta. Na przykład przy ul. Słowackiego był wielki problem z wybudowaniem wodociągu.
Komitet Wojewódzki PZPR w Bydgoszczy wymagał efektów, ale nie dawał środków na realizację. Kornel Śledzikowski z politowaniem wspomina tamte realia. Ulica została wreszcie zwodociągowana, gdy naczelnik sam na siebie (teraz już może to zdradzić) napisał anonimowy donos do władz w Bydgoszczy. Anonim donosił towarzyszom partyjnym w komitecie, że naczelnik sobie nie radzi, że nowe osiedle nie ma wody. Równolegle z wysłaniem anonimu na siebie naczelnik oficjalnie ogłosił propagandowy czyn społeczny w związku z budową wodociągu, by wywrzeć tym wrażenie na władzy w Bydgoszczy. Jednocześnie poczynił uzgodnienia z Okręgową Dyrekcją Rozbudowy Miast w Inowrocławiu, ponieważ udało mu się przekonać tamtejszego dyrektora, że wystawi on fakturę za roboty.
Komisja z Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Bydgoszczy w związku z donosem na naczelnika miasta i gminy w Barcinie przyjechała do urzędu, którym kierował Kornel Śledzikowski z takim zamiarem, aby go odwołać. Naczelnik jednak pokazał całą dokumentację, w tym fakturę za robotę, i zaprosił komisję w teren, by działacze partyjni przekonali się, że wodociąg przy Słowackiego jest zrobiony. W efekcie Kornel Śledzikowski nie tylko nie został odwołany, ale zaraz po tej wizycie otrzymał z Bydgoszczy środki finansowe i mógł rozliczyć się z dyrektorem Okręgowej Dyrekcji Rozbudowy Miast z Inowrocławia.
Drogi na powstającym osiedlu domów jednorodzinnych w Barcinie nie były utwardzane. Były to zwykle gruntowe szlaki, przeważnie z piasku. Zresztą nie warto było kłaść tam betonu, bo przecież trwały budowy domów, wszystko było rozjeżdżane przez ciężarówki z materiałem. Budowy te niejednokrotnie trwały latami, ponieważ trudno było o materiały budowlane, a także o pracowników. Niejednokrotnie domy jednorodzinne w tym obszarze budowali ci sami pracownicy, którzy równolegle zatrudnieni byli na budowach bloków kilkaset metrów dalej. To samo dotyczyło sprzętu.


INFRASTRUKTURA DROGOWA
Podziały geodezyjne i sprzedaż prawa do wieczystej dzierżawy działek pod domki jednorodzinne na nowym osiedlu barcińskim przeprowadzono jeszcze w wydziale geodezji w Powiatowej Radzie Narodowej. Siedziba była przy ul. Kcyńskiej w Szubinie, gdzie obecnie jest tamtejszy Urząd Miejski.
Tymczasem Kornel Śledzikowski, jako naczelnik Barcina, miał bezustanne naciski z Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy, by oddawał pod klucz mieszkania w mieście. Nie miał przy tym jednak żadnego wpływu na przydziały nowych lokali w powstających blokach. Tutaj o wszystkim niepodzielnie decydował poseł Henryk Hałas. Praktycznie jedyne, czym naczelnik miasta i gminy dysponował prowadząc politykę mieszkaniową, to zasoby w kamienicach na starym mieście w Barcinie. Było tego niewiele. Ponadto miasto mogło przydzielać kwatery w prywatnych domach, dając właścicielowi nakaz zasiedlenia lokalu, którym taki właściciel dysponował. Jednakże czynsz, choć regulowany odgórnie, był i wtedy płacony właścicielowi kamienicy, nie zaś miastu. Tak czy inaczej, niedostatek lokali mieszkaniowych był ogromny i powstające osiedla były jedynym ratunkiem dla cierpiącego na ten deficyt Barcina, do którego przybywali nowi osadnicy za pracą w kombinacie i powstających zakładach satelickich dla cementowni. Były to np. firmy remontowe, transportowe i inne.
Budowa osiedla domków jednorodzinnych na dawnym polu Jakubisiaków realizowana była jeszcze do końca lat 80. Stopniowo tworzono również infrastrukturę drogową osiedla. Ulice zostały utwardzone właśnie w latach 80. Choć też nie wszystkie ich odcinki. Pamiętają to zresztą sami państwo Śledzikowscy, którzy kupili sobie już wybudowany dom od poprzedniego właściciela przy ul. Kasprowicza w 1999 r. I wówczas na ulicy był jeszcze piasek, a zaznaczmy, że na tym fragmencie ulicy, ale za linią domów (od strony torów kolejowych do Żnina), kilkadziesiąt lat wcześniej funkcjonowało nieformalne wysypisko śmieci. Była to hałda odpadów, które gromadzone były w czasach, gdy ziemie te nie były jeszcze zabudowane. Mieszkańcy Wolic, za zgodą ówczesnych właścicieli, wywozili wozami konnymi te śmieci i wrzucali do dołu przy nasypie kolejowym.
Postępy w budowie osiedla domów jednorodzinnych były obserwowane na bieżąco przez mieszkańców nawet z tą budową niezwiązanych bezpośrednio. Zwłaszcza w okresach letnich w tamtych czasach, gdy samochód nie był jeszcze dobrem powszechnym, ulicą Polną codziennie chodziło wielu barcinian, nawet ze starego miasta. Podążali oni oddawać się rekreacji na plaży, która funkcjonowała nad Jeziorem Kierzkowskim w Wolicach. Podczas tych wycieczek można było obserwować z wysokości ulicy, jak powoli przybywają nowe domy na dawnym polu Jakubisiaków.

Reklama


Karol Gapiński

Pałuki nr 1611 (52/2022)

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/08/2025 14:56
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości