Reklama

Ksiądz prałat w drodze do Góry

Serdeczność, oddanie w służbie Bogu, Ojczyźnie i ludziom przysporzyły księdzu Janowi Lewandowskiemu przez całe życie wielu przyjaciół. Tych z lat najwcześniejszej młodości zostało już niewielu. Z tymi, którzy odeszli przed nim, ksiądz prałat, długoletni proboszcz parafii św. Marcina w Żninie, teraz spotyka się już w niebie. Odszedł od nas w czwartek, a w poniedziałek spoczął w pałuckiej ziemi.

Setki osób w poniedziałek pożegnały księdza prałata Jana Lewandowskiego, który spoczął na cmentarzu parafii św. Marcina, której proboszczem był przez 24 lata. Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył arcybiskup Wojciech Polak, prymas Polski. fot. Karol Gapiński Zdjęcie portretowe księdza prałata Jana Lewandowskiego oraz jego odznaczenia za służbę Ojczyźnie zostały złożone wraz z jego ciałem do grobu fot. Karol Gapiński Kondukt żałobny podczas pogrzebu księdza Jana Lewandowskiego fot. Karol Gapiński

     Liczna rzesza wiernych, rodzina, przyjaciele, duchowni z archidiecezji gnieźnieńskiej i nie tylko, uczestniczyli w uroczystości pogrzebowej ks. Jana Lewandowskiego, przez niemal ćwierć wieku proboszcza parafii św. Marcina w Górze. To właśnie na cmentarzu parafialnym w Górze spoczął ksiądz prałat. Uroczystości pogrzebowe odbyły się pod przewodnictwem księdza arcybiskupa Wojciecha Polaka, prymasa Polski. Homilię podczas mszy św. pogrzebowej wygłosił ksiądz dziekan, proboszcz parafii św. Floriana w Żninie Tadeusz Nowak. Ksiądz Jan Lewandowski zmarł w Gnieźnie 9 października, w wieku 90 lat.
     Z matki Agaty i ojca Jana przyszły ksiądz prałat Jan Lewandowski przybył na świat 8 marca 1924 r. w Morzewie niedaleko Chodzieży. (...) Wzrastałem w atmosferze głęboko patriotycznej i religijnej (...) - czytamy w jego życiorysie, który postanowił spisać, gdy był już proboszczem w parafii św. Marcina w Żninie. Lata poprzedzające wybuch II wojny światowej ksiądz wspominał jako czas, w którym w jego powiecie, ze względu na bliskość granicy z hitlerowskimi Niemcami, dawało się odczuć wiele szykan, które spotykały Polaków. Morzewo dzieliły raptem 3 km od granicy z III Rzeszą. Ojciec Jana był w przeszłości starszym sierżantem w powstaniu wielkopolskim. Zaraz po zajęciu rodzinnych stron przez okupantów zaczęły się ich wizyty w domu państwa Lewandowskich. Ojciec i starszy brat Jana zostali przez Niemców brutalnie pobici. Dom podlegał częstym rewizjom ze strony władz okupacyjnych.
     Jan postanowił jesienią 1939 r. uciec przed Arbeitsamtem, czyli przymusową pracą w Niemczech. Miejsce znalazł w Wyrzysku. Miasto wraz z całym województwem pomorskim zostało już w październiku 1939 r. formalnie wcielone do Rzeszy. Zatrudnił się w warsztacie samochodowym jako mechanik, którym rzekomo był już przed wojną. Pomogła mu smykałka do silników i samochodów. W 1941 r. zdobył prawo jazdy na samochód i motocykl.
     W mowie pogrzebowej nad grobem księdza Jana Lewandowskiego szef żnińskiego koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Franciszek Szafrański opowiedział setkom uczestników ceremonii, jak przyszły ksiądz wykorzystywał swoje umiejętności w służbie kurierskiej w czasie okupacji. Otóż Jan Lewandowski był też kierowcą straży pożarnej, a poza tym uczestniczył w różnych jazdach próbnych. Nawiązał sporo kontaktów w ruchu konspiracyjnym. Możliwość przemieszczania się samochodem spowodowała, że Jan Lewandowski podjął się przekazywania meldunków i informacji ludziom z podziemia. Poza tym mógł zdobywać wiele cennych informacji od wroga, gdyż klientami warsztatu samochodowego byli m.in. gestapowcy, niemieccy urzędnicy i policjanci. W oczekiwaniu na samochód ci funkcjonariusze niemieccy ucinali sobie pogawędki, z których Jan Lewandowski wyławiał cenne informacje. (...) Np. powiatowy szef NSDAP z szefem gestapo do spraw wysiedlania Polaków, powiatowy szef żandarmerii ze starostą... nie przypuszczali nawet, że nie bardzo dobrze mówiący po niemiecku, kręcący się pod samochodem usmolony mechanik, w rzeczywistości rozumie każde słowo i je skrzętnie notuje (...) - relacjonował swą działalność ksiądz Jan Lewandowski w swym życiorysie. Źródłem istotnych dla AK informacji, które nabywał Jan Lewandowski, były też pijackie wynurzenia oficerów i urzędników niemieckich, gdy ci czasami mocno podpici nakazywali mu zawiezienie się samochodem, najczęściej wieczorami do domów.
     Od końca 1939 r. młody Jan Lewandowski miał do dyspozycji aparat radiowy, 5-lampowy telefunken, przerobiony na odbiór słuchawkowy. Dzięki niemu młodzieniec prowadził nasłuchy radiowe, choć dopiero należąc już do struktur AK mógł przekazywać w zaufanym kręgu znajomych z konspiracji różne dane uzyskane przez taki nasłuch.
     Jan Lewandowski pomagał przy tworzeniu organizacji dowódcy Armii Krajowej Rejonu Wyrzysk Piotrowi Geszke, pseudonim Ryszard. To przed nim złożył przysięgę w maju 1943 r. Przyszły kapłan otrzymał pseudonim Witold. Został kurierem i łącznikiem między kilkoma obwodami i rejonami AK. Dostarczał tajną korespondencję i rozkazy. Dzięki temu, że w krytycznej dla niej sytuacji podwiózł samochodem niemiecką urzędniczkę, otrzymał od niej dowody rejestracyjne i tablice in blanko na próbne jazdy samochodowe i motocyklowe. W warsztacie, w którym pracował, miał do dyspozycji motocykl NSU 350 i samochód opel olimpia. Uzyskane dokumenty stwarzały mu zatem nieograniczoną możliwość poruszania się po godzinach pracy w ramach rzekomej jazdy próbnej po drogach całego powiatu wyrzyskiego. Wkrótce oprócz korespondencji i rozkazów, zaczął też przewozić z sąsiednich rejonów AK amunicję, zapalniki, granaty. Wraz z kolegami zorganizował skrytkę - magazyn tego uzbrojenia. Część z tej broni zabierała do Bydgoszczy specjalna grupa żołnierzy AK.
     Działalność Jana Lewandowskiego w rejonie AK Wyrzysk przerwało wywiezienie na początku sierpnia 1944 r. kilka transportów Polaków na roboty fortyfikacyjne nad Drwęcą. Młody mechanik samochodowy znalazł się wśród nich. Wkrótce i tutaj udało się zorganizować grupę kilkunastu zaufanych ludzi, którzy zostali zaprzysiężeni w AK. Udało się zorganizować kilka włoskich karabinów z amunicją, których obsługi uczyli ich przedwojenni podoficerowie, również żołnierze podziemia.

Reklama

Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył prymas Polski fot. Karol Gapiński

     Przed nadciągającym frontem radzieckim Jan Lewandowski uciekł do Wyrzyska. Tam zdołał uciec żandarmom niemieckim, którzy chcieli wziąć go na kierowcę podczas swojej ucieczki przed Armią Czerwoną. Podczas tych wydarzeń Jan Lewandowski wykorzystał ich panikę i unieszkodliwił policyjnego mercedesa.
     W marcu 1945 r. został powołany do Ludowego Wojska Polskiego do 1. Dywizji Kościuszkowskiej. 16 sierpnia 1946 r. zwolniono go z tej służby, aby mógł dokończyć swą edukację gimnazjalną i liceum w Złotowie. Zamieszkał przy konwikcie przy tamtejszym kościele Świętej Rodziny. Po zdaniu matury zgłosił się do Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie, gdzie został przyjęty we wrześniu 1948 r.
     27 maja 1954 r. Jan Lewandowski otrzymał święcenia kapłańskie w Katedrze w Gnieźnie z rąk biskupa Władysława Suszyńskiego. Tam też rozpoczął posługę. Po powrocie z uwięzienia księdza prymasa Stefana Wyszyńskiego został notariuszem w Kurii Metropolitalnej, penitencjarzem katedralnym i kapelanem biskupa Bernackiego. Od marca 1960 r. był proboszczem w Kamieńcu i Szydłowie. Wreszcie od 1 lipca 1977 r. zaczął pełnić posługę duszpasterską jako proboszcz w parafii św. Marcina w żnińskiej Górze. Tutaj przeżył wszystkie przełomowe dla narodu polskiego chwile: wybór Karola Wojtyły na papieża, powstanie Solidarności, stan wojenny, wreszcie Okrągły Stół i wybory kontraktowe. Przez lata pełnił funkcję dziekana dekanatu żnińskiego.
     Na początku lat dziewięćdziesiątych zaczął działać Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej. Pod tą nazwą zebrali się żyjący jeszcze żołnierze AK. W Żninie powstało koło tego związku, a ksiądz Jan Lewandowski mianowany został jego kapelanem przez Kurię Metropolitalną na wniosek kombatantów polskiego podziemia.
     Jednocześnie zaczął zabiegać o nadanie im. Armii Krajowej Szkole Podstawowej, która w 1950 r. została założona przy parafii św. Marcina jako ochronka parafialna, a 2 lata później została przejęta przez państwo. Teraz szkoła mogła wrócić pamięcią do swych korzeni, a niedługo później otrzymała sztandar i im. Armii Krajowej jako pierwsza w Polsce.
     Ksiądz Jan Lewandowski został odznaczony w kolejnych latach, jak wielu innych kombatantów polskiego podziemia z lat II wojny światowej. Wśród odznaczeń był Krzyż Oficerski Virtuti Militari, Krzyż Armii Krajowej, Krzyż Kombatancki, Krzyż Pro Memoria. 7 lipca 2005 r. został mianowany przez Ministra Obrony Narodowej porucznikiem Wojska Polskiego. Wtedy był już na kapłańskiej emeryturze. Od 2001 r. mieszkał w Archidiecezjalnym Domu Księży Seniorów w Gnieźnie.
     Tam, jak podkreślał w mowie pogrzebowej Franciszek Szafrański, ksiądz nadal utrzymywał regularny kontakt ze żnińskimi przyjaciółmi, członkami ŚZŻAK. Był to regularny kontakt telefoniczny. Były również msze św., które ksiądz emeryt odprawiał w intencji kombatantów. Nie było tygodnia, w którym choćby raz nie zadzwonił do swoich przyjaciół, nie spytał, co u nich, nie porozmawiał z nimi o tym, co dzieje się w Żninie, w Polsce i na świecie. Troskę o przyszłość Ojczyzny do końca miał głęboko schowaną w sercu.
     Ostatni raz kapelan AK-owców spotkał się z nimi 17 września w Gołąbkach przy pomniku AK podczas obchodów 75. rocznicy sowieckiej agresji na Polskę. Trzy tygodnie później do Żnina przyszła smutna wiadomość o śmierci księdza. Franciszek Szafrański wyraził pewność, że całe życie księdza Jana Lewandowskiego było świadectwem, którym zasłużył on sobie na promocję do lepszego świata, w niebie.
     Więcej zdjęć w galerii oraz i film w zakładce Filmy.

Reklama

Karol Gapiński
Pałuki nr 1183 (42/2014)
 

Podobne teksty:

Ostatnie pożegnanie księdza prałata

S2UFLADA

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 13/06/2024 12:51
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości