Mała Zuzia jest już 20 minut na świecie i jest blisko swojej mamy. Pani Hania karmi swoją pociechę w sposób naturalny. Obie są jednymi z pierwszych pacjentek na wyremontowanym oddziale położniczo-neonatologicznym szpitala w Szubinie.
fot. Piotr Bembenek
Porody, narodziny, dziecko, szpital
Z dzieckiem w sercu
Ponad dwa tysiące lat temu w Betlejem stał się cud, bo narodził się Syn Boży. Jednak każde z narodzin jest powtarzającym się od setek tysięcy lat cudem. Świadkami tych cudów w codziennej swojej pracy są położne. One są tymi osobami, które jako pierwsze witają nowe życie. W swojej pracy spotykają się z różnymi sytuacjami. Ale za każdym razem towarzyszy im radość z bycia przy narodzinach.
- Proszę opowiedzieć o pierwszym odebranym porodzie - zwracam się do położnej Grażyny Michlic-Bembenek, pracującej w szubińskim szpitalu.
- Ale my nikomu niczego nie odbieramy. My przyjmujemy porody - wyjaśnia Grażyna Michlic-Bembenek, która w zawodzie pracuje od połowy lat 80. i od początku związana jest ze szpitalem w Szubinie. Pochodzi jednak z Bydgoszczy. To, że została położną, wzięło się z czystego przypadku. - To że trafiłam właśnie do szubińskiego szpitala, zawdzięczam wykładowcy w Pomaturalnym Studium Zawodowym, który był wtedy ordynatorem oddziału wewnętrznego w szpitalu w Szubinie i skusił mnie do przyjazdu do tego właśnie szpitala wizją pracy na sali porodowej. Miałam tu zostać rok, góra dwa. Zostałam do dzisiaj - mówi Grażyna Michlic-Bembenek.
POCZĄTKI
Kiedy wspomina pierwszy poród w życiu, który widziała jeszcze jako słuchaczka, mówi o wzruszeniu w chwili, gdy dziecko przyszło na świat i że się popłakała. Zapytała też szkolącą ją starszą położną, czy dziecka nie boli przecięcie pępowiny. - Nie wiedziałam, że nie jest unerwiona - wyjaśnia.
Zdobycie dyplomu położnej też nie było sprawą łatwą. Egzamin składał się z dwóch części. Trzeba było wykazać się wiedzą teoretyczną, ale i praktyczną znajomością tematu. Część praktyczna odbywała się na sali porodowej. Kandydatka na położną musiała poprowadzić i przyjąć poród, a komisja śledziła każdy jej ruch będąc obok łóżka rodzącej. - Wszystko się udało. Bałam się tylko tego, by nie zrobić krzywdy dziecku - wspomina Grażyna Michlic-Bembenek.
Bożena Wencka jest położną oddziałową w szubińskim szpitalu. Już w chwili kończenia nauki w szkole podstawowej wiedziała, że chce zostać pielęgniarką. - Mama jednak powiedziała mi, że się do tego zawodu nie nadaję i ukończyłam normalne liceum ogólnokształcące, a potem zaczęłam naukę w policealnym studium dla położnych w Gnieźnie - wspomina położna oddziałowa. Bożenie Wenckiej w pamięci pozostał pierwszy zabieg szycia krocza. W szkole ćwiczyła szycie na gąbce, a pierwsze szycie krocza wykonywała pod okiem doświadczonej położnej Danuty Przybylskiej. - Nie wiedziałam jak zacząć - przyznaje się położna. - Co chwilę pytałam, czy dobrze szyję, a ona zostawiła mnie i poszła robić swoje. Na pewno był stres.
Pracę w szpitalu w Szubinie rozpoczęła w 1990 roku. Zaczęła na oddziale noworodkowym, a po 1,5 roku przeszła na oddział położniczy. Ponad dziesięć lat temu została oddziałową na oddziale położniczym.
Dla położnych priorytetem jest to, by mamy były zadowolone, a dla mam najważniejsze są ich nowo narodzone dzieci. Dlatego położne z taką czułością podchodzą do rodzących się na ich oczach maluchów. Są przy rodzących i czuwają, by poród przebiegał bez powikłań. Wykonują zapis KTG, sprawdzają bicie serca malucha, który za chwilę ma przyjść na świat, podają niezbędne leki, zanoszą próbki do laboratorium, przyjmują poród, pokazują mamom, które rodzą pierwszy raz, jak opiekować się dzieckiem.
AKTYWNA RODZĄCA
Położne przyznają, że porody dwadzieścia lat temu i te dzisiejsze są zupełnie inne.
Grażyna Michlic-Bembenek uważa, że kobietom łatwiej teraz rodzić. Zmieniły się zasady postępowania podczas porodu. Dawniej, po odejściu wód płodowych, kobiety mogły tylko leżeć.
- Dziś zalecane są zmiany pozycji, tak by rodzącej było łatwiej i wygodniej, a i dziecku w ten sposób zapewnia się większy komfort przyjścia na świat. Podczas porodu rodzącej może towarzyszyć bliska osoba. Są szkoły rodzenia. Do tego dochodzą nowoczesne środki farmakologiczne. Wszystko to bardzo pomaga kobietom - dodaje Grażyna Michlic-Bembenek.
Anna Wodyńska jest położną w pałuckim Centrum Zdrowia w Żninie. Prowadzi tam też szkołę rodzenia. Pracę rozpoczęła w 1983 roku. - Od tego momentu, gdy zaczęłam pracować, do dziś zmieniło się bardzo dużo - twierdzi położna. - Kiedyś oddział położniczy był oddziałem zamkniętym dla odwiedzających. Ojcowie stali przed oknami budynku położniczego, a matki swoje nowo narodzone dzieci pokazywały im przez szybę w oknie. Na oddziale w drzwiach wejściowych było okienko, przez które można było porozmawiać z rodziną. Obecnie podejście do porodu zmieniło się o 180 stopni. Dotyczy to przede wszystkim aktywności rodzącej w czasie porodu. Rodząca może przyjmować pozycje, które pozwolą jej złagodzić ból związany z porodem. Noworodek od chwili narodzin przebywa z matką. Pierwsze przystawienie dziecka do piersi matki odbywa się już na sali porodowej. Zmiany dotyczą również wyposażenia w sprzęt specjalistyczny, który niewątpliwie ułatwia nam pracę.
Dziś noworodki przebywają razem z mamami w jednej sali, ale wcześniej zabierane były od matek i przebywały w sali dla noworodków. Kontakt matki z dzieckiem możliwy był tylko podczas karmienia. W szubińskim szpitalu przychodziły na świat wcześniaki, co dziś zdarza się bardzo rzadko. Wcześniaki, które rodzą się w szpitalu w Szubinie, przekazywane są do szpitali o wyższym stopniu referencji.
DZIECKO W DRODZE
W latach 90. karetki wyjeżdżały do rodzących poza Szubinem. Podczas jednego z takich wyjazdów Bożenie Wenckiej zdarzyło się odebrać poród w karetce. Karetka z Barcina wiozła rodzącą do porodu do Szubina, a karetka z Szubina wyjechała jej naprzeciw. Auta spotkały się w Łabiszynie, ale karetka nie zdążyła dojechać do szpitala. Dziecku tak się śpieszyło na świat, że poród nastąpił w karetce w Drogosławiu. Była zima, a wokół same lasy. Trzeba było otworzyć tylną klapę karetki, żeby przyjąć poród. Teraz już położne po rodzące nie jeżdżą.
Z kolei Anna Wodyńska przypomina sobie, że do szpitala wyjechał mąż z rodzącą żoną, a dotarli we trójkę. Dziecko przyszło na świat w samochodzie swojego taty.
Bożena Wencka wspomina też, jak zmieniła się technika podawania leków rodzącym i położnicom. Kiedyś podawane były za pomocą strzykawki. Dziś pacjentki korzystają z pomp, za pomocą których dozowana jest odpowiednia dawka leku niwelując ból.
Skróceniu uległ także pobyt mam w szpitalu. - Z dziewięciu dni na cztery po cięciu cesarskim - mówi Bożena Wencka.
Jeszcze 20 lat temu istniało przekonanie, że po urodzeniu noworodek musi mieć sterylne warunki. Jednak na przestrzeni lat ta tendencja się zmieniła. Bożena Wencka wyjaśniła, że noworodki nabywają odporności przez kontakt ze skórą matki skóra do skóry. Dlatego zaraz po urodzeniu dziecko jest w takim kontakcie z mamą, aż do zakończenia pierwszego karmienia.
Od połowy lat dziewięćdziesiątych do szpitala w Szubinie wszedł rooming. Dzieci po porodzie wraz z mamami przebywają razem w jednej sali. Rozdzielane są tylko na krótko na wykonanie zabiegów pielęgnacyjnych lub diagnostycznych, bądź gdy stan noworodka wymaga umieszczenia go w inkubatorze.
Wcześniej dodatkowe emocje związane były z niewiadomą, czy na świat przyjdzie dziewczynka, czy chłopiec. Teraz badanie USG z dużym prawdopodobieństwem pozwala określić płeć dziecka na długo przed jego narodzinami. - Myślę, że coś nam przez to umknęło - przyznaje Anna Wodyńska. - Jednak zdarzają się pary, które nie chcą znać płci dziecka do samego porodu.
SZKOŁA RODZENIA
To co również uległo zmianie, to podejście partnerów do okresu ciąży i porodu. Pojawiły się bowiem szkoły rodzenia oraz porody rodzinne.
W żnińskim szpitalu pierwsze zajęcia w szkole rodzenia odbyły się w 1998 roku. Od 2010 roku zajęcia szkoły rodzenia prowadzą Anna Wodyńska i Iwona Kamińska.
- Zadaniem naszej szkoły jest przygotowanie przyszłych rodziców do świadomego porodu, opieki nad noworodkiem oraz przygotowanie kobiet do karmienia piersią. Ważnym elementem podczas prowadzonych zajęć jest podniesienie ogólnej kondycji fizycznej i nabycie umiejętności zachowania się kobiety w kolejnych okresach porodu. Można również dowiedzieć się o metodach łagodzenia dolegliwości związanych z porodem. Lęk przed bólem i potrzeba jego zmniejszenia jest często poruszanym problemem podczas zajęć. Na jednym ze spotkań odwiedzamy oddział, aby poznać bliżej miejsce narodzin dziecka. Uczymy kąpieli i pielęgnacji noworodka, pozycji przy karmieniu oraz bezpiecznego trzymania dziecka. Wszystkie te czynności są wykonywane i ćwiczone na lalkach - mówi Anna Wodyńska. I dodaje - Z perspektywy dwóch lat widzę, że procentowy udział rodzących kobiet jest taki sam. Uważam, że mógłby być większy. Zajęcia są bezpłatne i odbywają się porą popołudniową.
Zajęcia w szkole rodzenia w Żninie to cykl 5-6 spotkań. Każde z nich trwa około 1,5 godziny. - Ćwiczymy również oddech i relaksację. Zajęcia rozpoczynamy po 30. tygodniu ciąży. Nie znaczy to jednak, że kobieta, która nie uczestniczyła w zajęciach, nie poradzi sobie z trudem porodu - uspokaja Anna Wodyńska.
Hanna Jarocka jest położną i prowadzi szkołę rodzenia w szpitalu w Szubinie. Do szkoły przychodzą najczęściej panie, które mają przed sobą pierwszy poród. Na spotkaniach panie dowiadują się o tym, jak rozwija się ciąża, rozmawia się o fizjologii ciąży i porodu, a także o możliwych scenariuszach, jakie mogą się pojawić w czasie rodzenia. Kursantki uczą się kąpania, przewijania i przystawiania dziecka do piersi. Przypomnijmy, że szpital w Szubinie jest placówką przyjazną dziecku, która promuje karmienie naturalne i tego przyszłe mamy uczą się w szkole rodzenia. W Szubinie panie w szkole rodzenia spotykają się raz w tygodniu. Przyszłe matki przychodzą same lub z osobami towarzyszącymi. - Takie spotkania dużo dają. Łatwiej jest potem pacjentce przejść przez poród, bo wie, że pewne sytuacje się w trakcie zdarzają - wyjaśnia Hanna Jarocka. Szkoła rodzenia działa w Szubinie od połowy lat 90.
BYĆ DLA SIEBIE
Położne podczas spotkań w szkole rodzenia wyjaśniają również, jak podczas porodu powinny zachowywać się osoby towarzyszące, jak mogą wspierać rodzącą. Hanna Jarocka mówi, że decyzja o tym, czy podczas porodu rodząca będzie sama, czy z osobą towarzyszącą, musi być podjęta wspólnie. Nie może być tak, że jedna ze stron jest namawiana na to, by podczas porodu była osoba towarzysząca.
- Osobiście lubię porody rodzinne. To rodząca musi wiedzieć, kto ma przy niej być w tym momencie. Musi być to osoba jej najbliższa. Nie może to być osoba z przypadku. Nie musi być to nawet osoba, która uczestniczyła w szkole rodzenia. Rodząca i osoba jej towarzysząca są dla siebie. Oni sami wiedzą jak najlepiej sobie pomóc: potrzymać za rękę, pospacerować, przypomnieć o odpowiednim oddychaniu, zmienić pozycję na dogodniejszą w danej chwili - wyjaśnia Anna Wodyńska.
Z POWOŁANIA
Hanna Jarocka w zawodzie położnej pracuje od 20 lat. Od początku pracuje w szpitalu w Szubinie. Będąc jeszcze w szkole średniej wiedziała, że chce zostać pielęgniarką. Ukończyła LO w Kcyni, a potem zaczęła naukę w 2,5-letniej policealnej szkole dla położnych. Czy wybrałaby ten zawód jeszcze raz? - Trudno odpowiedzieć. Jest to duża odpowiedzialność. Odpowiadamy za dwa życia: matki i dziecka, a jak są bliźnięta, to za trzy. Ale myślę, że tak.
- Zawód, jaki wybrałam trzydzieści lat temu, jest zawodem trudnym, ale jednocześnie pięknym. Największą satysfakcję daje mi widok zdrowej matki i jej dziecka - deklaruje Anna Wodyńska.
Czy wybrałyby inny zawód? - Nie widzę się w innym zawodzie - twierdzi Bożena Wencka. - Szkoda tylko, że od chwili kiedy zostałam oddziałową, mam mniej czasu na kontakt z pacjentkami.
Annie Wodyńskiej również doskwiera biurokracja w zawodzie położnej, której jest obecnie więcej niż kiedyś. Zabiera to dużo czasu, ale też ma świadomość, że tego się nie da zmienić, że jest to konieczne. Kiedy patrzy w przeszłość z perspektywy lat pracy w zawodzie, to drogi wtedy obranej nie zmieniłaby. - Nie potrafię powiedzieć, w którym momencie zapadła decyzja o wyborze zawodu. Była to decyzja trafna. Po latach pracy mogę powiedzieć, że jestem położną z powołania.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1088 (51/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze