Reklama

Dość im było zimnych fal Bałtyku. Teraz kajakarze z Barcina, Żnina i Londynu opłynęli jezioro Como (zdjęcia)

Pasjonaci ekstremalnych wypraw kajakowych z Barcina i okolic kontynuują realizację swoich podróżniczych marzeń. Teraz nad prucie wiosłem zimnych fal Bałtyku przedłożyli kajakową wyprawę spokojną tonią jeziora, które jest azylem bogaczy i światowych gwiazd. To był relaksujący przerywnik w ich prawdziwych wyzwaniach. Teraz planują pływać wzdłuż wybrzeży Islandii, a później Grenlandii.

W ostatnich latach powstaje nowe osiedle domów jednorodzinnych w Kniei w odległości kilkudziesięciu metrów od jeziora Wolickiego. Jednym z jego mieszkańców jest Bartosz Boliński. Z okien domu ma piękny widok na jeden z największych akwenów w powiecie żnińskim. Widok na jezioro i linię brzegową jest odsłonięty, ponieważ wokół nie ma wielu drzew. Mimo że transport barkami Notecią (koryto rzeki przecina jezioro Wolickie) ustał już ponad 30 lat temu, nadal akwen tętni życiem, zwłaszcza w sezonach letnich. Dużo tam żaglówek, a od 10 lat coraz częściej też widać kajaki, albo rowery wodne. W Barcinie bowiem i w Łabiszynie również uruchomiono wypożyczalnie tego sprzętu wodnego.

 

Reklama
fot. z arch. Bartosza Bolińskiego

 

CO SIĘ RODZI W GŁOWACH, GDY MIESZKASZ NAD JEZIOREM WOLICKIM?

Pewnego dnia latem 2018 r. Bartosz Boliński gościł u siebie kilkoro kolegów: Jacka Ojczenasza, Łukasza Rybczyńskiego i Marka Nowakowskiego. Delektując się chwilą relaksu w przyjacielskim gronie spoglądali na jezioro. Zwrócili uwagę na to, jak dużo pływa po akwenie kajakarzy. Któryś z obserwatorów rzucił mimochodem, że trzeba by było wybrać się na taką wyprawę kajakiem, ale może nie z Barcina Notecią nad jezioro, bo to raptem 3 km. Żadna wyprawa. Może więc popłynąć do Wiktorowa? Przecież Jezioro Wolickie jest połączone kanałem z Jeziorem Kierzkowskim, a to z Jeziorem Ostrówieckim. Po chwili stwierdzili, że to byłaby nadal zbyt krótka wycieczka. Żadne wyzwanie. Rzucali więc dalsze pomysły, aż zapadła decyzja: płyniemy kajakami nad Morze Bałtyckie. Oczywiście mieli już jakieś doświadczenie na kajakach, ale 255 km z Kniei do Gdańska - takiej wyprawy wcześniej nie odbywali. Od rzuconego pomysłu do jego realizacji minęły raptem 2 tygodnie. Spływ czterema kajakami potrwał 5 dni. Były to jednostki starego typu, dwuosobowe. Płynęli pojedynczo, gdyż trzeba było zabrać ekwipunek, w tym namioty i śpiwory. Wyprawa zakończyła się sukcesem.

Reklama

 

fot. z arch. Bartosza Bolińskiego

 

W 2020 r. w lipcu kajakarze zrealizowali kolejny cel swój. Tym razem w eskapadzie Morzem Bałtyckim z Ustki do Helu (5 dni - 155 km) udział wzięli: Bartosz Boliński, Łukasz Rybczyński, Piotr Grochowiak i Marek Nowakowski. Również popłynęli na 4 kajakach, tym razem 2 mieli pożyczone z wypożyczalni w Barcinie.

Wreszcie w 2021 r. barcińscy kajakarze podjęli najtrudniejsze z dotychczasowych wyzwań. Tym razem była to trasa z Kołobrzegu na wyspę Bornholm. W linii prostej to 110 km. Trudność polegała na tym, że cały odcinek trzeba pokonać jednego dnia. Trzeba też pamiętać, że płynąc kajakami trudno utrzymać na morzu prosty kurs. Powtarzał to zresztą często na swoich spotkaniach z publicznością (choćby w Żnińskim Domu Kultury) chyba najsłynniejszy z polskich podróżników - kajakarzy, Aleksander Doba. Barcinianie zdawali sobie sprawę, że płynąc samotnie, mogliby zgubić kurs. Wynajęli do asekuracji kuter "James Cook" z Kołobrzegu. Jego szyper specjalizuje się w asekurowaniu różnych śmiałków podejmujących wyzwania, czy to wpław, czy na kajakach np. w okolicach polskiego wybrzeża. Ostatecznie okazało się, że barcinianie nie zgubili kursu. GPS pokazał, że pokonali tamtego sierpniowego dnia 110 km do brzegów duńskiej wyspy. Ich podróż trwała 17 godzin. Wypłynęli z Kołobrzegu jeszcze przed świtem, a do celu dotarli o zachodzie słońca. Jak wspomina Bartosz Boliński, wrażenia na mecie były niesamowite. Byli mocno zmęczeni wiosłowaniem, ale wielką frajdę sprawił widok polskiego szkunera Zawisza Czarny, który akurat przepływał koło Bornholmu. Słońce chyliło się ku zachodowi w tle rozpostartych żagli tej jednostki. Panowie, a tym razem byli to jedynie Bartosz Boliński i Marek Nowakowski na dwóch kajakach, nie mieli czasu na zwiedzanie wyspy. Załadowali sprzęt na "Jamesa Cooka, sami też wsiedli na jego pokład i zaraz po przyłożeniu głów do swoich koi, zasnęli. Obudzili się już w Kołobrzegu.

Reklama

 

fot. z arch. Bartosza Bolińskiego

 

W kolejnych miesiącach zaczęli planować kolejną wyprawę. Wiedzieli jedno: nie może być to już tak duże wyzwanie, polegające na zmierzeniu się z własnymi słabościami. Chcieli mieć też przyjemność z oglądania widoków i nie być zmuszeni do długich etapów bez przystanku, jak to było w przypadku eskapady na Bornholm. Pokonywanie takich odcinków to nie tylko wysiłek. Wiążą się z tym też takie niedogodności, jak konieczność załatwiania potrzeb fizjologicznych do uciętych, plastikowych butelek.

COMO DLA WYTCHNIENIA I WIDOKÓW

Reklama

Początkowo nie mieli skonkretyzowanego celu na kajakarską wyprawę Anno Domini 2022. Bartosz Boliński ma znajomego, który pracuje w firmie transportowej. Ten znajomy regularnie jeździł do Lombardii w północnych Włoszech w sprawach służbowych. Firma posiada bowiem magazyn w miejscowości Turate. Ten znajomy opowiadał o zachwycających widokach nad jeziorem Como. Miasteczko Turate położone jest właśnie w prowincji Como, około 30 km od brzegu jeziora.

Kajakarze wymyślili więc, że dzięki tym kontaktom będzie można przetransportować do Włoch ich kajaki, namioty i inny ekwipunek. Tak też się stało jeszcze w sierpniu br. Ekwipunek i sprzęt pływający został zdeponowany w magazynie firmy znajomego. Samą wyprawę kajakarze zamierzali przedsięwziąć 18 października. Dzięki temu, że było to już po sezonie a zamiar przelotu samolotem do Bergamo podjęli już wcześniej, udało się kupić całkiem tanio bilety lotnicze: 300 zł od osoby na trasie Poznań - Bergamo i powrót.

Reklama

 

fot. z arch. Bartosza Bolińskiego

 

Z Bergamo do Como dostali się pociągiem. - Kupiliśmy bilety, ale nie wiedzieliśmy, że w Italii w pociągach jest jeszcze obowiązek skasowania takiego biletu. Tak, jak u nas w komunikacji miejskiej. Na szczęście konduktor zrozumiał, że jesteśmy z innego kraju, nie znamy ich zasad i nie wlepił nam kary. Kiedy powiedzieliśmy, w jakim celu jedziemy nad jezioro Como, tylko życzył nam powodzenia i przyjemności - opowiada Bartosz Boliński. Kajaki już na nich czekały nad brzegiem, bo o przewiezienie ich zadbał szef wspomnianej firmy transportowej, która udzieliła im logistycznej pomocy. Sprzęt z Turate nad jezioro przewieziony został busem.

Reklama

Pasjonaci ekstremalnych wypraw kajakowych z Barcina i okolic kontynuują realizację swoich podróżniczych marzeń. Teraz nad prucie wiosłem zimnych fal Bałtyku przedłożyli kajakową wyprawę spokojną tonią jeziora, które jest azylem bogaczy i światowych gwiazd. To był relaksujący przerywnik w ich prawdziwych wyzwaniach. Teraz planują pływać wzdłuż wybrzeży Islandii, a później Grenlandii.

 

fot. z arch. Bartosza Bolińskiego

 

Tym razem w wyprawie brali udział Bartosz Boliński, Marek Nowakowski, Łukasz Sobolewski, czyli barcinianie oraz Zbigniew Mordarski, który obecnie mieszka w Londynie, a pochodzi z Krakowa i Dionizy Fanslau ze Żnina. Popłynęli na trzech kajakach. Dwa były dwuosobowe i jedna jedynka. Jezioro Como to akwen, który ma trzy odnogi. Postanowili tak opracować trasę spływu, by zobaczyć jak najwięcej wybrzeża, ale nie płynąć wzdłuż całej linii brzegowej. To bowiem wymagałoby znacznie dłuższego czasu, niż te 5 dni, którymi dysponowali. Przy czym samo pływanie było obliczone zaledwie na 3 doby, bo pozostały czas zabrała logistyka wyprawy. Podróżnicy chcieli odwiedzić jak najwięcej ciekawych punktów wzdłuż wybrzeża. Widoki były oczywiście niesamowite. Jezioro Como to akwen, nad którym swoje wille i posiadłości posiadają najbogatsi ludzie świata. To miejsce wypoczynku także dla bogatych mediolańczyków. Lombardia jest jednym z najlepiej rozwiniętych gospodarczo regionów nie tylko Europy, ale i świata.

Reklama

KAJAKI W OAZIE FILMOWYCH GWIAZD

Mimo że było już po sezonie, ruch na jeziorze był bardzo duży. Choć akurat innych kajakarzy, poza bohaterami naszego artykułu, nie było. Za to kursowały pasażerskie wodoloty i prywatne, luksusowe jachty, czy szybkie łodzie motorowe. Kajakarzom przydała się znajomość sygnalizacji dźwiękowej w ruchu wodnym. Wiedzieli, co oznacza konkretny sygnał syreny z większej jednostki pływającej, dzięki czemu mogli zaraz zbaczać z kursu, by nie zostać staranowanymi i zatopionymi przez któryś z wodolotów, czy jachtów.

Reklama

- Como to bardzo piękne miasteczko wypoczynkowe, baza dla wczasujących mediolańczyków. Kiedyś swój rozkwit opierało też na włókiennictwo. 19 października popłynęliśmy z Como do miasteczka Lenno i zaliczyliśmy pierwszą odnogę jeziora. Po drodze widzieliśmy liczne wille. Niektórym z nich robiliśmy zdjęcia i wrzucaliśmy do wyszukiwarki. Dzięki temu od razu wiedzieliśmy, do kogo należą lub należały w przeszłości. A były to różne znane postaci. Jedna z piękniejszych należała do projektanta Versace, a następnie do jakiegoś rosyjskiego księcia. Było też sporo willi, które zostały ostatnio, po ataku rosyjskim na Ukrainę, skonfiskowanych oligarchom sprzyjającym reżimowi Putina. Namierzyliśmy też wille należące do Sylvestra Stallone, George Clooney"a, Madonny, czy Brada Pitta. Pogoda bardzo nam sprzyjała. Mimo drugiej połowy października było 26 stopni Celsjusza - opowiada Bartosz Boliński.

 

Reklama
fot. z arch. Bartosza Bolińskiego

 

Wieczorem dotarli na plażę w Lenno i tam przespali się pod namiotami. Rankiem następnego dnia poszli odwiedzić znajdującą się niedaleko plaży Villę del Balbianello. Obecnie należy ona do państwa włoskiego. Jest to willa, która bardzo często służy jako plan filmowy dla światowych produkcji. Tam kręcono choćby Casino Royal z serii o Jamesie Bondzie, czy jedną z części Gwiezdnych Wojen, a mianowicie Atak klonów. Zwiedzanie willi jest możliwe od 8.00 do 10.00, więc od tego zaczęli drugi dzień swej eskapady. Dopiero przed południem znów wsiedli do kajaków. Popłynęli w stronę Menaggio a następnie Domaso, gdzie zawrócili. Kolejny nocleg mieli w Derivo, pięknym, zadbanym miasteczku, w którym na promenadzie pełno było biegaczy. Namioty pozwolono im rozbić na trawniku przy jednym z pubów.

Reklama

Trzeciego, ostatniego dnia pływania pogoda nieco się pogorszyła. Pojawiła się mgła, ale Bartosz Boliński przyznaje, że to była nawet fajna okoliczność. Owa mgła bowiem dała dodatkowy urok górom widocznym wokół jeziora. Swoją wyprawę zakończyli w Lecco.

Teraz kajakarze planują już kolejne wyzwanie. To ma być jakiś odcinek wzdłuż brzegów Islandii. Jeszcze nie określili dokładnego celu. Zamierzają się tam wybrać za 2 lata. Później zaś pokuszą się o swój top - topów. Będzie nim odcinek południowego wybrzeża największej wyspy świata, a więc Grenlandii. - Myślimy o południowym wybrzeżu, bo bardziej na północ, to musielibyśmy chyba wynająć do pomocy lodołamacz - zaśmiał się na koniec swojej opowieści Bartosz Boliński.

Karol Gapiński, 17 XI 2022

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości