Niezapowiedziana kontrola sanepidu, kontrola termometrów przez rodziców. Według niektórych rodziców, dzieci w przedszkolu marzną. Dyrektor placówki zapewnia, że temperatura w salach odpowiada zaleceniom MEN.
Przedszkolanka Olga Liberska prezentuje termometr wskazujący na 22 stopnie C, a dzieci zapewniają, że jest im ciepło fot. Sylwia Wysocka ZA ZIMNO
Ojciec przedszkolaka, który uczęszcza do Przedszkola Samorządowego w Janowcu Wlkp., skarży się, że jego dziecko w przedszkolu marznie. Powołując się na pomiar temperatury przez jednego z rodziców, która wynosiła od 18 do 20°C, twierdzi, że dziecko marznie podczas pobytu w przedszkolu i to stanowi główny powód jego wszystkich chorób. - Wcześniej nie wiedzieliśmy, co to choroba. Teraz, odkąd zaczął chodzić do przedszkola, wciąż jest zaziębiony, z temperaturą i na antybiotykach. Dziecko w domu żali się, że w salach jest zimno - mówi rodzic przedszkolaka, który dla dobra dziecka chce zostać anonimowy. Jedna z matek, która również prosiła o anonimowość, zapewnia, że jej córka po powrocie z przedszkola kilka razy żaliła się, że w przedszkolu było jej zimno. - Odbierając ją ma zimne dłonie, często choruje. Tu należy zauważyć, że w dużej mierze jest to też wina rodziców, którzy przyprowadzają dzieci chore, nawet z antybiotykiem w plecaku, by wychowawczyni podała, na co też już zwracaliśmy uwagę nauczycielce, że jest to powód problemów zdrowotnych pozostałych dzieci.
CZUJĄ SIĘ POMAWIANI
Zaalarmowani przez rodzica udaliśmy się do janowieckiego przedszkola z prośbą do dyrektor Aliny Kucharskiej, by w jej asyście odwiedzić sale i sprawdzić, jaka panuje w nich temperatura powietrza. Dyrektor była przekonana, że wizyta lokalnego tygodnika spowodowana jest krążącymi opiniami, że w przedszkolu dzieci marzną.
- Nauczycielki mówią o wpisach na portalu społecznościowym kilku mam, w tym takich, których dzieci już kilka lat temu opuściły przedszkole, że w przedszkolu jest zimno. Nikt jednak z tym problemem nie przyszedł do mnie jako dyrektora tej placówki. Za to jesteśmy pomawiani, na co też zwracają uwagę rodzice naszych przedszkolaków uważając to za oszczerstwa - mówi Alina Kucharska.
Dyrektor podkreśla, że przedszkole przeszło pozytywnie kontrolę sanepidu. Kontrolerzy mierzyli temperaturę we wszystkich salach i nie mieli do niej zastrzeżeń, o czym można przekonać się czytając protokół kontroli.
REGULACJE PRAWNE
Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z 31 grudnia 2002 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach mówi, że w pomieszczeniach, w których odbywają się zajęcia, zapewnia się temperaturę co najmniej 18° (art. 17 ust. 1).
Zgodnie z przepisami rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z 31 sierpnia 2010 r. w sprawie rodzajów innych form wychowania przedszkolnego, warunków tworzenia i organizowania tych form oraz sposobu ich działania temperatura w pomieszczeniu, w którym przebywają dzieci powinna być adekwatna do realizowanych zajęć - podczas zajęć niewymagających aktywności fizycznej temperatura powinna być wyższa, natomiast w trakcie aktywności fizycznej należy zapewnić temperaturę niższą i dostęp świeżego powietrza. Należy pamiętać o częstym wietrzeniu i nie przegrzewaniu pomieszczeń - zbyt wysoka temperatura prowadzi do zmniejszenia wydolności i obniża odporność organizmów dziecięcych.
DWOJE NEGOWAŁO TEMPERATURĘ
- Dwoje rodziców z dwóch grup zgłaszało nauczycielkom, że ich dzieciom jest chłodno. Rodzic jednego z nich powiedział, że w domu mają 26°; jest to temperatura za wysoka i nierealna w placówkach oświatowych. - dodaje Alina Kucharska. - Nauczycielki uczulają rodziców, jak należy ubierać dzieci. Jak jest dziecku za ciepło, to zdejmuje bluzę, a jak za zimno to ubiera. Są różne dzieci, niektóre tzw. zmarzluchy i takie które wciąż chodzą w krótkich rękawach.
Dyrektor wyjaśnia, że gdy w salach jest za ciepło, skręcane są grzejniki, a pomieszczenia są często wietrzone, by umożliwić dostęp świeżego powietrza.
W PONIEDZIAŁEK BYŁO CIEPŁO
Podczas wizyty w każdej z sal wisiał termometr, były też sale, w których wisiały dwa. Na nich temperatura od 21 do 23°C. Dzieci, pytane czy jest im chłodno, zapewniały, że za gorąco i rozpoczynały opowieści, że musiały zdjąć bluzę czy nawet spodnie. - Dzieci, które pod spodniami czy getrami mają wełniane rajstopki przychodzą do nas, byśmy im zdjęły spodnie i zostają w samych rajstopkach. Prosimy też, by dzieci pod sweterkiem czy bluzą miały krótki rękawek, wówczas jak dziecku jest za ciepło, to może się rozebrać - tłumaczą wychowawczynie grup, wskazując na porozbierane dzieci.
Alina Kucharska przyznaje, że rano na korytarzu jest chłodniej i temperatura spada do 18°C, ale jest to efektem wchodzenia i wychodzenia rodziców przyprowadzających dzieci i częstego otwierania drzwi. Po ich zamknięciu temperatura na korytarzu rośnie.
- Dobro dzieci jest dla nas najważniejsze i nie jest prawdą, że ktoś nam każe oszczędzać na ogrzewaniu. Zastanawiam się, jaka powinna być tutaj temperatura, żeby wszystkich zadowoliła i czy jest to w ogóle możliwe - mówi dyrektor przedszkola.
NIE TEMPERATURA, A DZIECI Z INFEKCJAMI
Korzystając z obecności w przedszkolu, gdzie spotykałam rodziców odbierających dzieci, pytałam o ich spostrzeżenia w kwestii panującej w placówce temperatury. Ewa Wiśniewska zapewniła, że nie ma żadnych zastrzeżeń. Dodała, że jej syn Nikodem w przedszkolu chodzi w krótkim rękawku. - Za to zastrzeżenia mam do niektórych rodziców, którzy przyprowadzają na zajęcia dzieci chore, z temperaturą, kaszlące, o czym można się przekonać rano w szatni - mówi.
Joanna Smelkowska zapewniała, że dziecko przyprowadza w długim rękawie, a jak je odbiera, to jest rozebrane do koszulki i krótkiego rękawka, co jest najlepszym dowodem na to, że nie marznie w placówce.
Ciepło potwierdziła też kolejna z mam. Joanna Jakubowska zapewnia, że jej dziecko na chłód nie narzeka. Zastrzeżeń nie miał też odbierający córkę Robert Popiel: - Nie wiem, jak jest w innych klasach, ale tam gdzie jest moje dziecko, jest normalna temperatura. Dziwił się pytaniu, gdyż temperatura w przedszkolu nie budzi u niego żadnych uwag.
Dyrektor Alina Kucharska podkreśla, że duży udział w odporności dziecka mają rodzice, odpowiednia dieta, spacery i wietrzenie pomieszczeń. Tymczasem notorycznie zdarzają się przypadki przyprowadzania do przedszkola zainfekowanych dzieci, z temperaturą, kaszlem, katarem czy nawet grypą jelitową. Zdaniem wielu rodziców to jest właśnie główny powód licznych zarażeń w grupie przedszkolaków w placówce. Jak podkreślała jedna z mam, chore dzieci przyprowadzają nie tylko te mamy, które pracują zawodowo, ale i te, które zajmują się tylko domem i te kilka godzin chcą mieć wyłącznie dla siebie.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1295 (49/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze