Rodzinne Domy Dziecka
Chcą nadal mieć dzieci
Do jutra dyrektorzy Rodzinnych Domów Dziecka w Żninie i Gąsawie mają czas, aby zdecydować, czy wycofać wypowiedzenia i uniknąć tym samym likwidacji domów, które prowadzą.
Przypomnijmy, że dwoje dyrektorów Rodzinnych Domów Dziecka złożyło wypowiedzenia. Pod swoją opieką mają 15 dzieci. Ósemka jest w Rodzinnym Domu Dziecka w Żninie i siódemka w Gąsawie. Starosta żniński Zbigniew Jaszczuk powiedział na poprzedniej sesji Rady Powiatu, że dla niego wypowiedzenie umowy przez dyrektorów jednoznaczne jest z likwidacją placówki. Dlatego - jak mówił - konieczne jest zabezpieczenie innego miejsca dla dzieci z terenu powiatu żnińskiego.
Dodać trzeba, że w Rodzinnych Domach Dziecka przebywają dzieci z kilku powiatów. Z powiatu żnińskiego w żnińskim domu jest piątka, a w gąsawskim dwójka dzieci. W wypadku likwidacji jednostek dzieci spoza powiatu żnińskiego trafią do tych powiatów, z których pochodzą.
Jednak dyrektorzy placówek nie wyobrażają sobie tego, że ich placówki zostaną zlikwidowane, a dzieci zabrane. Od początku podkreślają, że pragną dobra dzieci i nie chcą ich oddawać. A czego chcą? Chcą prowadzić Rodzinne Domy Dziecka, ale z innym organem prowadzącym. Zamiast powiatu żnińskiego organem prowadzącym ma być stowarzyszenie Domowe ognisko w Bydgoszczy. Stowarzyszenie to przejęłoby prowadzenie placówek po ogłoszeniu konkursu ofert przez starostwo. Jednak konkursu nie było, a ofertę stowarzyszenia, na podstawie opinii dyrektor PCPR Marii Zwolenkiewicz, Zarząd Powiatu odrzucił. Dlaczego? Starosta Zbigniew Jaszczuk powiedział, że miesięczny koszt utrzymania jednego dziecka w Bydgoszczy w ofercie stowarzyszenia był wyższy o 700 zł w stosunku do tego, jaki jest teraz.
Dyrektorzy Rodzinnych Domów Dziecka - Michał Janiszewski i Zdzisława Wójcik podkreślają, że całą sprawę chcieli rozwiązać za porozumieniem stron, ale wobec braku zgody zarządu postanowili podjąć kroki bardziej stanowcze i rozwiązali umowy o pracę. Twierdzą, że innego wyjścia nie mieli.
Na pomysł zmiany organu prowadzącego miało wpływ kilka czynników. Między innymi chodzi o brak środków na zajęcia wyrównawcze i terapie dzieci u psychologów. Te ostatnie są szczególnie kosztowne, gdyż rodzice z dziećmi jeździli do Bydgoszczy. Aby terapia była skuteczna, dziecko musi być u psychologa co najmniej 2 razy w tygodniu, terapia trwać może nawet 10 miesięcy, a koszt jednej wizyty to około 100 zł. W ramach kontraktu dochodzi do jednej wizyty na 2-3 miesiące. Poprzednie wizyty u psychologa finansowane były ze środków pozyskanych spoza własnego budżetu.
Kolejną rzeczą, z którą borykają się dyrektorzy, jest dodatkowe zatrudnienie. W Rodzinnym Domu Dziecka od tego roku pracuje osoba na pół etatu. Dyrektor Rodzinnego Domu Dziecka Michał Janiszewski zabiegał o dodatkowy etat w ramach swojego budżetu od dwóch lat i w tym roku otrzymał zgodę na pół etatu w ramach budżetu, ale z tego nie skorzystał i nie zatrudnił nikogo.
Nasi rozmówcy wyjaśnili też, że co prawda koszt brutto, jaki otrzymują na jedno dziecko, wynosi powyżej 2.000 zł, ale tak naprawdę, to należy brać pod uwagę ryczałt w wysokości 658,80 zł. Z tej kwoty muszą zakupić dla dzieci żywność, ubrania, przybory szkolne, zapłacić za bilety dzieci do szkół. Z reszty część pieniędzy idzie na pensje dyrektora i jego pochodne, muszą być opłacone media (prąd, woda, gaz). Twierdzą, że co prawda wygląda to na dużą kwotę, ale tak naprawdę, to nie są zbyt wysokie stawki.
Jeśli wyjeżdżają na wypoczynek, to biorą z sobą lodówkę pełną jedzenia, aby zaoszczędzić na miejscu. Doszło do tego, że mieli problemy z uzyskaniem zwrotu kosztów poniesionych na dowóz dzieci na wypoczynek, który zresztą sami zorganizowali. Sprawa otarła się o Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej oraz Regionalną Izbę Obrachunkową. PCPR musiał zwrócić koszty.
Nie wyobrażają sobie tego, że dzieci z ich domów dziecka mogą zostać zabrane. Nie wyobrażają sobie chwili rozstania i płaczu. - Tyle lat walczymy o to, aby nie wrócili tam skąd do nas przyszli. Chcemy dać im szansę na normalne życie. A teraz decyzja urzędnika może to wszystko przekreślić - powiedziała Elżbieta Janiszewska, żona dyrektora Rodzinnego Domu Dziecka w Gąsawie.
Wczoraj odbyło się spotkanie wicestarosty Roberta Luchowskiego z dyrektorami Rodzinnych Domów Dziecka w Żninie - Zdzisławą Wójcik i Gąsawie - Michałem Janiszewskim. Przedwczoraj wicestarosta spotkał się z prezesem stowarzyszenia Domowe ognisko Maciejem Lisem i członkiem stowarzyszenia Zbigniewem Fudzińskim. W trakcie rozmów obecna była dyrektor PCPR Maria Zwolenkiewicz. Ustalono, że do wojewody zostanie wysłane pismo z pytaniem, czy likwidacja zgodnie z tokiem myślenia dyrektorów jest w ogóle możliwa. Wicestarosta powiedział, że chodzi o interpretację prawną tego, czy w czasie likwidacji dzieci mogą zostać w Rodzinnym Domu Dziecka. - Chodzi nam o to, aby prawnicy wydali opinię, czy ten tok rozumowania jest słuszny, a przede wszystkim, czy jest zgodny z prawem - powiedział wicestarosta.
Dodatkowo dyrektorzy, w związku z tym, że sprawa dotyczy dzieci, zostali poproszeni o rozważenie możliwości wycofania wypowiedzeń. Odpowiedź mają dać w piątek.
Tadeusz Głowacki, prezes Fundacji im. Janusza Korczaka w Wądrożu Wielkim, przechodził podobny proces dwa lata temu. Jako dyrektor Rodzinnego Domu Dziecka w Przedmościu koło Głogowa postanowił zmienić organ prowadzący. - Koszt utrzymania jednego dziecka był jednym z najniższych w kraju. Jeśli we Wrocławiu było to ok. 2 tys. zł, to u nas było to 1,2 tys. W naszym odczuciu powiaty nie sprawdziły się w roli do jakiej były powoływane - powiedział prezes.
Wraz z innym dyrektorem złożył wypowiedzenie umowy i zmusił tym samym powiat głogowski do podjęcia rozmów. Nasz rozmówca dodał, że nie obyło się bez zgrzytów, ale placówkę udało się przekształcić. Starostwo zrozumiało i zobaczyło, że nie jest w stanie zapewnić miejsc dwudziestce dzieci w innych ośrodkach i zostały one w swoich domach. Jednostki publiczne uległy likwidacji, po kilku dniach nowy podmiot skontrolował pracownik Urzędu Wojewódzkiego i placówka na nowych zasadach rozpoczęła działalność, a jej organem prowadzącym została Fundacja im. Janusza Korczaka, z którą powiat podpisał nową umowę. Stawka uległa zwiększeniu, ponieważ fundacja wzięła na siebie rozliczenia księgowe, które do tej pory prowadził PCPR. W tej chwili fundacja ma 3 Rodzinne Domy Dziecka i podpisane umowy z czterema powiatami. Zdaniem Tadeusza Głowackiego wiele zależy od dobrej woli starostwa.
Monika Madej z Fundacji św. Mikołaja, która prowadzi Rodzinne Domy Dziecka powiedziała, że nie ma wglądu w sytuację tych domów, ale dodała, że to opiekunowie wiedzą co jest najlepsze dla dzieci. Starostwo powinno zrobić wszystko, aby jak najpłynniej przekształcić placówki. Współpraca winna zaistnieć po obu stronach i obie strony powinny myśleć o dobru dziecka.
Dyrektor domu dziecka w Gąsawie powiedział, że teraz najważniejsza jest kwestia wypowiedzenia i przekształcenia i nie chciał zagłębiać się w temat stawek. Powiedział jedynie, że stawka powinna być większa. - Na razie wolałbym o tym nie mówić. W piątek będziemy wiedzieć, co będzie dalej - powiedział Michał Janiszewski.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1001 (16/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze