Na działkach w Szubinie
Dom w altanie
Siedmioosobowa rodzina mieszka na terenie Rodzinnego Ogrodu Działkowego Pelikan w Szubienie. To nie jedyni dzicy lokatorzy ROD. Gmina nie da im mieszkania - ludzie ci nie zwrócili się o jego przydział, sami sobie radzą.
W tym budynku mieszka ojciec z piątką dzieci. Jego żona wyjechała do pracy poza granice Polski. Mąż, żona i pięcioro dzieci. Najmłodsze ma ponad rok. Mieszkają na terenie Rodzinnego Ogrodu Działkowego Pelikan od lutego ubiegłego roku. Altanę zaczęli budować jeszcze w 2009 roku. W tym też roku nabyli dwie działki. Jeden z małżonków działkę 316, a drugi 317. Wcześniej mieszkali w Bydgoszczy. Tam właściciel nie przedłużył im umowy na wynajem mieszkania, najprawdopodobniej za zaległości w opłatach. Nie mieli się gdzie podziać i tak trafili na działki w Szubinie.
Nie wiadomo, czy budynek, który zajmują, nazwać domem czy altaną. Budynek stoi na działkach, a skoro na działkach, to powinien być altaną. Z tym, że jest to altana piętrowa.
W środku kuchnia, piecyki, pokój z telewizorem, komputer, dywan, stół, krzesła, kanapa, meblościanka. Niby wszystko jest, ale bez luksusu. Na środku kurierek, od którego wychodzi prowizorycznie odprowadzona rura kominowa, a obok drewno na opał. Na ścianach kaloryfery. Jest centralne ogrzewanie, a kurierek służy do dogrzania pomieszczenia. W pokoju jest ciepło. Szambo jest, prąd jest, tylko wody nie ma. Ojciec piątki dzieci twierdzi, że donoszenie wody sprawia im najwięcej kłopotów; biorą taczkę, a w niej pięciolitrowe baniaki i idą do ujęcia wody. Ale - jak mówi - w tym roku woda będzie już doprowadzona do domu/altany.
Mąż nie pracuje. Żona wyjechała zarobić za granicę. Rodzina objęta jest opieką Ośrodka Pomocy Społecznej w Szubinie.
INTERPELACJA
Na ostatniej sesji Rady Miejskiej radny Maciej Leciejewski złożył interpelację dotyczącą zasiedlenia ogródków działkowych Pelikan w Szubinie. - Nie ma tam bieżącej wody, nie wiem, czy jest kanalizacja. Budynek stoi w miejscu, w którym nie powinien stać. Wszystko to zagraża bezpieczeństwu osób, które tam przebywają, a dodatkowo Urząd Miejski zalegalizował pobyt tych ludzi na działkach meldując ich tam - mówił radny Maciej Leciejewski.
- Gmina musi zameldować. W tym wypadku nie ma nic do gadania. Nie ma takiego przepisu, który zakazywałby zameldowania - wyjaśnił burmistrz Ignacy Pogodziński. Burmistrz dodał, że zameldować ich musiał ze względu na obowiązek szkolny dzieci. Żeby mogły chodzić do szkoły, musiały mieć zameldowanie.
Z naszych informacji wynika, że oprócz siedmioosobowej rodziny, inni dzicy lokatorzy, którzy mieszkają przez okrągły rok w altankach, mają w większości mieszkania, ale do nich wracać nie chcą, głównie z powodu konfliktów rodzinnych.
TO WINA PREZESA
Z przepisów, na których opiera się działalność rodzinnych ogrodów działkowych wynika, że na działkach nie można mieć ani dużych, piętrowych altan, ani nie można na stałe tam mieszkać. Regulamin rodzinnego ogrodu działkowego mówi, że działka nie może być wykorzystana do zamieszkania (paragraf 12), że altana w granicach miasta powinna mieć 25 metrów obwodu mierzonego w obrysie ścian zewnętrznych i nie może być wyższa niż 5 metrów (paragraf 107).
Działek z ponadwymiarowymi altanami jest w Pelikanie około 20. Tak wynika z danych z 2009 roku. Zamieszkanych jest 7.
Jeden z działkowców, który prosi o zachowanie anonimowości powiedział, że to prezes Jerzy Błażejak odpowiedzialny jest za to, że na terenie ogródków działkowych kwitnie budownictwo altan, które nie spełniają przyjętych norm. Jego zdaniem, prezes odpowiedzialny jest także za to, że w altanach mieszkają ludzie. Twierdzi, że prezes był bierny, nie reagował na naruszanie regulaminu, a szczytem tego było przyzwolenie na wybudowanie altany-domu mieszkalnego na działkach 316 i 317, czyli tych, które zajmuje siedmioosobowa rodzina. Zdaniem naszego rozmówcy, to też jest niezgodne z regulaminem, gdyż na rodzinę winna przypadać jedna działka. Z naszych informacji wynika również, że prezes złamał postanowienie uchwały z 30 września 2009 roku, która zakazuje na okres zimy (1 listopada - 1 marca) włączania prądu dla mieszkańców altan.
Te argumenty odrzucają prezes Jerzy Błażejak oraz sekretarz ogródków działkowych Józef Zakrzewski. Prezes twierdzi, że on sam i zarząd nie miał wpływu na to, jak wielkie altany budują działkowicze.Tłumaczą, że każdy członek ROD ma obowiązek powiadomić władze o budowie: - Niby podpisują zobowiązanie, że nie będą budować altan powyżej 25 m, a potem okazuje się, że altany mają po 50 metrów. My jesteśmy bezsilni w takim wypadku - mówi Jerzy Błażejak.
W sprawie zbyt dużych altan interweniował w Szubinie Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego. Kontrole były w 2009 i 2010 roku. Jak powiedział Józef Zakrzewski, sekretarz zarządu ROD Pelikan, skontrolowano cztery altany. Jeden z członków przystosował swoją altanę do wymogów regulaminowych, a trzech tego nie zrobiło. Ponadto zarząd wstrzymał budowy dwóch altan. - Kontrola dała efekt, bo działkowcy uzgadniają teraz plany budowy altan - dodał Józef Zakrzewski.
Tłumacząc sprawę włączenia prądu zimą Jerzy Błażejak powiedział, że zrobił to z powodów humanitarnych, gdyż zimą ubiegłego roku urodziło się rodzinie zamieszkującej altanę piąte dziecko i prąd był potrzebny. Sekretarz pokazuje uchwałę wolnego zgromadzenia z 18 kwietnia 2009 roku. Z ręcznie dopisanego paragrafu wynika, że prąd na okres zimowy może być włączony i prezes prawa nie złamał.
Sekretarz przyznał też, że choć nie wolno członkom rodziny przydzielać więcej niż jednej działki, takie praktyki były stosowane. - Naszym celem było zagospodarowanie terenu przylesia. Nie było chętnych. Chcieli dwie, to przydzieliliśmy - przyznał Józef Zakrzewski
ZARZĄD DZIAŁA
Prezes twierdzi, że zarząd działa w sprawie dzikich lokatorów. W lutym zarząd na piśmie poinformował burmistrza Szubina, że na terenie ogródków zamieszkanych jest 7 altan. W dokumencie władze ROD wskazują, że altany nie nadają się do stałego zamieszkania, że woda nie nadaje się do celów konsumpcyjnych ze względu na dużą ilość żelaza i amoniaku, a brak kanalizacji może spowodować zagrożenie epidemiologiczne. Wyraźnie jest też napisane, że w okresie zimy nie przewiduje się zasilania energetycznego ze względów ekonomicznych. Dodatkowym, zdaniem zarządu, zagrożeniem są niskie zimowe temperatury, spożywany przez dzikich lokatorów alkohol oraz groźba pożaru. Zarząd stwierdza, że nie może zapewnić bezpieczeństwa dzikim lokatorom i prosi burmistrza Szubina o przyjście z pomocą wszystkim tym osobom. Pismo wpłynęło do sekretariatu 1 marca.
Tego samego dnia prezes złożył w Sądzie Rejonowym w Szubinie pismo, w którym poinformował wydział rodzinny i nieletnich, że na terenie działek od lutego 2010 roku mieszka rodzina z pięciorgiem dzieci. Zarząd przyznał, że altana pobudowana została bez nadzoru i odbioru budowlanego. Ponadto, że ROD nie ma odpowiedniej infrastruktury umożliwiającej stałe zamieszkanie, że woda jest niezdatna do picia, a szambo nie zapewnia wymaganych potrzeb dla licznej rodziny.
SĄD NIE WIDZI PODSTAW
Zarząd wyznaczył terminy. Na wyprowadzenie się z altan - do 30 czerwca 2011 roku, a na dostosowanie altan do wymogów normatywu budowlanego - do 30 grudnia 2011 roku. Pisma z terminami zostały wystosowane do wszystkich działkowców. Do tych, którzy mieszkają na działkach i do tych, którzy mają altany zbudowane niezgodnie z przyjętymi normami. Jeśli do wyprowadzki nie dojdzie, to działkowcy zostaną pozbawieni członkostwa w ROD i prawa użytkowania działki. W praktyce będzie to konieczność opuszczenia działki i szukania sobie dachu nad głową w innym miejscu.
Decyzje w sprawie zbyt dużych altan ma wydać Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego Bogusław Wołowicz. Powiedział on, że jeśli otrzyma sygnał o ponadnormatywnych altanach, to będzie egzekwował prawo i wszyscy działkowcy, którzy mają altany o wymiarach niezgodnym z prawem, będą musieli je rozebrać i dostosować do wymogów. Nawet jeśli były budowane 20 lat temu. - W prawie budowlanym nie ma instytucji przedawnienia. Trzeba dostosować obiekt do prawa budowlanego. Jeśli zarząd ogródków przyśle wykaz ogrodów z ponadnormatywnymi altanami, to nie będziemy mieli innego wyjścia, jak kontrolować sztuka po sztuce - powiedział Bogusław Wołowicz.
Sędzia Sądu Rejonowego w Szubinie, która orzeka w Wydziale Rodzinnym i Nieletnich Grażyna Stankiewicz-Salińska wyjaśniła, że sąd zarządził wywiad środowiskowy u rodziny zamieszkującej działki pod kątem opieki nad dziećmi. Po przeanalizowaniu sytuacji, m.in. w oparciu o opinie kuratora rodzinnego, sąd uznał, że nie ma podstaw do wszczynania postępowania o ograniczeniu władzy rodzicielskiej. Jednocześnie sąd wystosował pismo do burmistrza Szubina, aby zabezpieczył tej rodzinie mieszkanie.
Ignacy Pogodziński powiedział, że nie może pozytywnie odpowiedzieć na prośbę zarządu działek i nie zajmie się dzikimi lokatorami na działkach. Po pierwsze dlatego, że nie dysponuje wolnymi mieszkaniami socjalnymi, a po drugie dlatego, że dzicy lokatorzy wcale nie prosili burmistrza o mieszkanie (potwierdzili to zresztą w rozmowie z reporterem Pałuk). Burmistrz powiedział, że kurator sądowy powiadomił go (w związku z cytowanym wyżej pismem zarządu do Sądu Rejonowego), że rodzina ta mieszka w dobrych warunkach. Ignacy Pogodziński uznał, że skoro kurator, po badaniu środowiskowym, nie zamierza interweniować w tej sprawie, to on także nie ma do tego podstaw.
Ośrodek Pomocy Społecznej w Szubinie ma pod swoją opieką nie tylko siedmioosobowa rodzinę. Na działkach Pelikan pod opieką M-GOPS są dwie osoby. Jedna otrzymuje zasiłek stały, a druga zasiłek okresowy. M-GOPS opiekuje się również innymi tzw. bezdomnymi działkowiczami na terenie gminy Szubin.
CHCĄ MIESZKAĆ
Siedmioosobowa rodzina nic nie wie o piśmie do sądu. Nie zamierza się na razie z altany wyprowadzać. Mimo niedogodności wynikających z braku pitnej wody, chcą mieszkać na terenie działek. Dzieci nie chorują. Dorośli zresztą też nie. Burmistrza o mieszkanie nie prosili. Prosili tylko straż pożarną o wypompowanie wody. - Chcę, żeby całe zamieszanie się uspokoiło i żebyśmy mogli spokojnie mieszkać - powiedział ojciec.
ZWIĄZEK NIE JEST OD TEGO
Prezes Okręgowego Zarządu Polskiego Związku Działkowców w Bydgoszczy Barbara Kokot powiedziała, że w małych miejscowościach problem osób zamieszkujących działki jest dużo mniejszy niż w miastach takich jak Bydgoszcz. Przypadki są różne. Są osoby, które mają własne mieszkania, ale wynajmują je, osiągają zysk, a same zamieszkują na działce. Są też studenci i osoby pracujące, których nie stać na wynajem mieszkania. Zarządy rodzinnych ogrodów działkowych muszą często same borykać się z tym problemem, ponieważ władzom miejskim jest na rękę, kiedy mieszkańcy działek nie proszą burmistrzów o mieszkania.
Barbara Kokot, w odniesieniu do sprawy szubińskiej, mówi że z jednej strony zostały złamane przepisy, bo pozwolono na zasiedlenie działek i włączony został prąd w okresie kiedy nie powinien być włączony, ale z punktu widzenia moralnego - jak mówi pani prezes, wygląda to już inaczej.
Co zatem mają zrobić prezesi, zarządy i inni działkowcy, aby zlikwidować bezdomność? - Należy konsekwentnie na walnych zebraniach podejmować uchwały o wyłączaniu energii elektrycznej i wody w okresie zimowym i egzekwować prawo, które mówi, że należy pozbawiać członkostwa tych, którzy naruszają ustawę, statut i regulamin. Oczywiście każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie. Zarządy nie powinny się bać rozwiązań w oparciu o dostępne przepisy. Zarządy ogrodów powinny dotrzeć do samorządów, których zadaniem jest zapewnić mieszkania socjalne, ponieważ posiadają do tego środki i odpowiednie służby socjalne - mówi Barbara Kokot.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 998 (13/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze