Proces, oskarżeni, włamanie, plebania, pieniądze
Dwóch okradało, troje nic nie wiedziało
Krzysztofowi B., pomimo że pracował w Holandii i w kraju tulipanów zarabiał pieniądze nieosiągalne dla wielu Polaków, było mało i postanowił z Dawidem J. okraść okoliczne plebanie. Pozostali znajomi nie byli świadomi tego, co się stało. Tak przynajmniej wynika z zeznań złożonych w żnińskim sądzie.
Przypomnijmy, iż w marcu pisaliśmy o zatrzymaniu osób podejrzanych o włamania na plebanie w Gąsawie i Gębicach (gm. Mogilno). Oprócz wspomnianych plebanii sprawcy włamali się i skradli pieniądze również z plebanii w Nowym Mieście nad Wartą w powiecie średzkim. Podejrzani o włamania mieszkańcy Wrześni zostali zatrzymani 10 marca w miejscach swojego zamieszkania, dzięki wcześniej uzyskanym przez policję informacjom. Sprawcy wykorzystywali czas, kiedy księża odprawiali msze, w tym czasie po wcześniejszym wyważeniu okien wchodzili do wnętrza plebanii i po splądrowaniu pomieszczeń dokonywali kradzieży pieniędzy. Łącznie skradli 51.000 złotych, a z plebanii w Gębicach dodatkowo ponad 600 intencji mszalnych.
W ręce policji wpadli: 21-letni Damian J., Tomasz B., Krzysztof B. i 18-letnia Klaudia K. Nie udało się zatrzymać piątego z podejrzanych o włamania na plebanie Dawida J. W dalszym ciągu jest on poszukiwany przez policję.
Żnińska prokuratura skierowała przeciwko czwórce zatrzymanych sprawców akt oskarżenia do Sądu Rejonowego w Żninie. W ubiegły czwartek odbyła się pierwsza rozprawa. Prokurator Wojciech Jabłoński odczytał akt oskarżenia, w którym oskarża mieszkańców Wrześni o to, że 18 lutego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej dokonali włamania na plebanię w Gąsawie, po czym z jej wnętrza przywłaszczyli sobie 11.000 zł.
Oskarżony Krzysztof B. dopuścił się tego czynu w warunkach powrotu do przestępstwa. 21 lutego w Gębicach oskarżeni działając wspólnie i w porozumieniu w celu osiągnięcia korzyści majątkowych dokonali kradzieży z włamaniem i przywłaszczyli sobie 30.000 zł oraz kartki z intencjami mszalnymi.
Akt oskarżenia obejmuje również włamanie dokonane 9 marca w Nowym Mieście nad Wartą, gdy oskarżeni włamali się do plebanii parafii św. Trójcy i skradli 10.200 zł. Ponadto 21 lutego w Kwieciszewie (powiat mogileński) dokonali włamania do plebanii, a ich łupem padł tablet o wartości 300 zł.
Oskarżony Krzysztof B. - już wcześniej karany - przyznał się do zarzucanych mu czynów. Podkreślił, iż we włamaniach nie uczestniczył Damian J.
- On nie wiedział, że takie coś miało miejsce. Był z nami, ale siedział w samochodzie. Jak jeździliśmy samochodem, to nic mu nie mówiliśmy. Jeździliśmy zwiedzać. Ja miałem swoją działalność gospodarczą i pracowałem w Holandii. Rzeczami skradzionymi nie dzieliliśmy się z Damianem J. On nic nie otrzymał z tych wszystkich włamań - wyjaśnił Krzysztof B. I dodał, że raz w miesiącu zabierał współoskarżonych na wycieczki. Wybrali się między innymi do Karpacza. Opowiadał im, że wycieczki funduje z oszczędności, które uzbierał, kiedy pracował w Holandii. Pomagał też każdemu, kto potrzebował pieniędzy.
Współoskarżony Tomasz B. to młodszy brat Krzysztofa. Według Krzysztofa B. jego brat od samego początku nie brał żadnego udziału w dokonywanych przestępstwach. Po drugim włamaniu na plebanię powiedział o wszystkim bratu.
- Powiedziałem, że plebanię okradłem z Dawidem J. Wcześniej trzymałem to w tajemnicy z Dawidem J. Dłużej nie potrafiłem żyć z tą tajemnicą. Tomek wiedział, że miałem oszczędności z pracy. Zarabiałem 9-10.000 zł miesięcznie. Ja miałem swoje odrębne pieniądze, a za skradzione pieniądze zapłaciłem w sądzie za prowadzone czynności oraz długi. Ja o tej kradzieży powiedziałem bratu w domu. Mówił, że kolejny raz zrobiłem coś i powiedziałem, że takiego czegoś więcej nie zrobię. Myślę, że brat ma do tej chwili pretensje o to, co zrobiliśmy - zeznał Krzysztof B. Pod koniec składania wyjaśnień wyraził skruchę i żal za to co się stało. Ze łzami w oczach mówił: - Ja przepraszam wszystkich poszkodowanych, Damiana J. i mojego brata. Koleżanka również o niczym nie wiedziała. Nie było takiej sytuacji, żeby ona jakimś narzędziem wybijała okna. Oni zatrzymali się w sklepie, żeby coś zjeść. My z Dawidem J. powiedzieliśmy im, że idziemy się załatwić. Jak wróciliśmy po 15 minutach, to oni nic nie wiedzieli.
Tomasz B., również był w przeszłości karany - za pobicie. Posiada wykształcenie gimnazjalne. Nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Wyjaśnił, iż było tak, jak wcześniej zeznał starszy brat. Dodał, iż czynił wymówkę bratu po tym jak dowiedział się o włamaniach.
- Po tym co się stało policja nas zabrała z domu. Teraz przez Dawida J. będziemy musieli cierpieć. Na myśl by mi nie przyszło, żeby jechać coś okradać. Ja chciałbym naprawić wszystkie szkody, jakie wyrządziłem. Chciałem bardzo przeprosić wszystkich, bo ja też tam byłem. Byliśmy w tych miejscach z nimi (bratem i Dawidem J. - am). Oni kazali nam zaczekać i wracali po 20 minutach i potem wracaliśmy do domu. Ja się czuję niewinny, bo we włamaniach nie brałem udziału. Ja tam nie byłem razem z nimi w środku plebanii. My pod samą plebanię nie podjeżdżaliśmy. Mnie to nie interesowało po co się zatrzymujemy. Nie zadawałem pytań po co się zatrzymujemy - zeznał Tomasz B.
Damian J., wcześniej niekarany, wyjaśnił, że kiedy Krzysztof przyjeżdżał z Holandii, to miał zaoszczędzone pieniądze i zabierał swoich znajomych, czyli współoskarżonych, na wycieczki. Zwiedzając różne zakątki w Polsce zajechali również do Rezerwatu Archeologicznego w Biskupinie. Damian J. dodał, iż nie kradł pieniędzy z plebanii i nie był świadomy tego, że dwóch jego kolegów włamywało się i kradło pieniądze. Zaznaczył, iż Krzysztof B. i Dawid J. prosili Klaudię K., która prowadziła samochód, by się zatrzymała. Wysiadali z auta i pozostałym znajomym mówili, że idą się załatwić. Po pewnym czasie wracali, wsiadali do samochodu i cała piątka jechała dalej.
Klaudia K., uczennica technikum, dotąd niekarana, nie przyznała się do popełnienia zarzucanych jej czynów i odmówiła składania wyjaśnień przed sądem. Dziewczyna jako jedyna z oskarżonych odpowiada z wolnej stopy. Jej koledzy zostali przywiezieni do sądu przez policję skuci kajdankami, ponieważ zastosowano wobec nich areszt tymczasowy.
Krzysztof B. oświadczył, iż osobiście z bratem był przeprosić księdza Stanisława (proboszcza parafii w Gębicach). Dodał, iż przeprosił wszystkich poszkodowanych i żałuje tego co zrobił. Podkreślił, iż chce naprawić wszystkie wyrządzone krzywdy i oddać skradzione pieniądze.
Dawid J. nie zasiada na ławie oskarżonych i nie został przesłuchany, ponieważ cały czas szuka go policja. Niewykluczone, że mężczyzna uciekł za granicę.
Rozprawie przyglądał się proboszcz parafii w Gębicach. Chciał zabrać głos, ale nie pozwolił na to sędzia, ponieważ ksiądz nie jest stroną postępowania, nie zwrócił się bowiem do sądu wcześniej z wnioskiem o przyznanie mu statusu oskarżyciela posiłkowego. Zapytany przez nas po rozprawie, co chciał powiedzieć, wyjaśnił, że już dawno wybaczył oskarżonym i dodał, że chciał im zadać pytania.
Sąd ogłosił przerwę w rozprawie do 27 października.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1236 (42/2015)
Inne teksty na ten temat:
Areszt wobec pozostałych podejrzanych
Ksiądz odprawiał mszę, złodziej buszował na plebanii
Ukradli ponad 600 intencji pogrzebowych i 30.000 zł
Włamywacze z Gąsawy i Gębic na wolności
Kolejny świadek przesłuchany
Reszta nic nie wiedziała
Oskarżeni nie przyznają się
Bracia B. skazani, pozostali czekają na wyrok
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze