Szubin, ul. Orzeszkowa, mieszkańcy, skargi, pismo
Interweniują, by pomóc
Mieszkańcy ul. Orzeszkowej i Krasickiego narzekają na jedną ze swoich sąsiadek. Skarżą się na nieprzyjemny zapach trzymanych przez nią psów, na nieporządek na posesji, a ostatnio na częste interwencje strażaków związane z naprawą dachu. Pytają, kto za to zapłaci, a przedstawiciele służb odpowiadają, że skoro ktoś prosi o pomoc, to odmówić nie mogą.
O skargach mieszkańców ul. Orzeszkowej w Szubinie pisaliśmy już pięć lat temu. Temat, zresztą ten sam, wraca. Wtedy chodziło o to, że jedna z mieszkanek ulicy na swojej posesji trzymała kilka psów. Jej sąsiedzi narzekali na przykry zapach, na ujadanie, na nieporządek. Teraz doszedł do tego jeszcze temat dachu. Przez lata frustracja sąsiadów urosła do tego stopnia, że znowu postanowili prosić służby o interwencję. Wysłali pismo do burmistrza i do wiadomości wojewody, komendantów wojewódzkich straży i policji, do weterynarii, sanepidu w Bydgoszczy, do inspektoratu budowlanego w Nakle i do starosty. Pismo podpisało ponad czterdzieści osób.
PISMO
Minęło wiele lat od ostatniego listu do burmistrza. Zmienił się przez te lata burmistrz, wielu mieszkańców tych ulic zmarło, kilkoro się urodziło, tylko jedno się nie zmieniło, a wręcz pogłębiło. To rządy pani Anieli P. - tak zaczyna się list mieszkańców ul. Orzeszkowej i Krasickiego. W dalszej części pisma wskazują, że ich sąsiadka zachowuje się w stosunku do mieszkańców obcesowo, ignorując potrzebny i prośby. Twierdzą w piśmie, że zagrożone jest zdrowie mieszkańców przez wieczny hałas dobiegający z posesji, gdzie sfora psów szczeka w dzień i w nocy. Oprócz hałasu z posesji unosi się przykry zapach z niewywiezionego ogromnego kontenera pełnego psich kup, który stoi przy bramie, koło ulicy. Anieli P. boją się wszyscy, kiedy ktoś jej zwróci uwagę, żeby uciszyła psy, bo nie można spać, to następnego dnia taką osobę czeka nieoczekiwana wizyta policji - zauważają mieszkańcy.
Pytają, jak długo mają żyć w ciągłym strachu, zastraszani, śledzeni, filmowani. Twierdzą też, że Aniela P. nie umie zapanować nad psami.
Dodatkowo mieszkańców irytuje temat zniszczonego dachu na posesji ich sąsiadki. 17 czerwca w związku z silnym wiatrem i opadami deszczu dach ten uległ uszkodzeniu i został zabezpieczony. Mieszkańcy jednak wskazują, że dach został zniszczony, ponieważ przez ostatnie 15-20 lat niszczał. Pytają, kto zapłaci za interwencje strażaków, którzy są wzywani do poprawiania plandeki na dachu. Interweniowali już 7 razy.
Mieszkańcy proszą burmistrza Szubina o interwencję, o zorganizowanie spotkania i o pozytywne załatwienie problemu sfory psów, zapachów, hałasu i nieporządku na posesji.
SIEDEM INTERWENCJI STRAŻAKÓW
Przykrycie dachu plandeką nastąpiło po interwencji Gminnego Zespołu Zarządzania Kryzysowego w Szubinie. U Anieli P. interweniowała straż pożarna, która skierowała do zespołu prośbę o dowiezienie plandeki zabezpieczającej dach. Strażacy z PSP i OSP dach zabezpieczyli. Materiały do tego użyte kosztowały 500 zł. Na mocy decyzji wojewody w związku z likwidacją skutków nawałnic na remont dachu Anieli P. przyznano 6.000 zł. Ten dach zostanie naprawiony.
- Trzeba zaznaczyć, że naszym obowiązkiem jest zabezpieczenie mienia i ludzi w sytuacjach kryzysowych - informuje Katarzyna Błoch-Kitkowska, szefowa Gminnego Zespołu Zarządzania Kryzysowego.
Rzeczywiście, tak jak podali mieszkańcy, strażacy od 17 czerwca interweniowali u Anieli P. 7 razy. Dowódca JRG Szubin Mariusz Mantych wyjaśnił, że jeśli jest zgłoszenie, to strażacy mają obowiązek udzielić pomocy. Na dachu posesji przy ul. Orzeszkowej została umieszczona folia, był problem z jej przymocowaniem i kiedy jest zgłoszenie, by ją poprawić, to akcja musi być podjęta. Gorzej byłoby, gdyby strażacy tej akcji nie podjęli. Mariusz Mantych dodał, że w związku z silnymi wiatrami i opadami deszczu mieszkanka ul. Orzeszkowej nie jest jedyną, u której tego typu interwencje są podejmowane.
Jeśli chodzi o stan budynku, to Andrzej Niedbała z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego powiedział, że w dniu interwencji straży oględzinom poddano tylko dach i wydano decyzję, by go zabezpieczyć. Stan całego budynku nie był badany, ponieważ inspektorzy nie mogli nawet wejść na posesję ze względu na biegające i ujadające psy.
ZWIERZĘTA W DOBREJ KONDYCJI
Stan całej posesji, jak powiedziała Iwona Kubiak, naczelnik wydziału ochrony środowiska i rolnictwa, jest monitorowany przez Urząd Miejski w Szubinie, który powiadomił sanepid i weterynarię w Nakle. Naczelnik wyjaśniła, że podstawą, by odebrać zwierzęta mieszkance ul. Orzeszkowej, jest opinia lekarza weterynarii lub wniosek policji, ale takich podstaw nie ma, ponieważ lekarz weterynarii stwierdza, iż zwierzęta przebywające na tej posesji są w dobrej kondycji. - Mieszkanka nie bije psów, nie maltretuje, nie głodzi, są zdrowe i nie ma podstaw do tego, by je zabrać - tłumaczy Iwona Kubiak. Nawet jeśliby weterynaria stwierdziła, że zwierzęta powinny być zabrane, to ostateczna zgodę musiałaby wydać sama mieszkanka. - A takiej nie wyda - słyszymy od urzędniczki.
Najprawdopodobniej w najbliższym czasie może zostać zabrany z posesji wskazany w liście mieszkańców pojemnik. Naczelnik powiedziała, że sanepid stwierdził, że może on stanowić zagrożenie epidemiologiczne i to może być podstawą do podjęcia działań.
Iwona Kubiak zaprzeczyła, by kiedykolwiek gmina Szubin wydawała zgodę na prowadzenie schroniska dla psów. Prowadzenie schroniska obarczone jest spełnieniem rygorystycznych wymogów, których Aniela P. po prostu nie jest w stanie spełnić.
PRZYJEŻDŻAŁA POLICJA
O informacje dotyczące ilości i rodzajów interwencji na tej ulicy poprosiliśmy policję. Mł. asp. Justyna Andrzejewska, oficer prasowy KPP w Nakle poinformowała, że w okresie ostatnich dwóch miesięcy szubińscy policjanci podejmowali jedną interwencję u Anieli P. dotyczącą zachowania zwierząt. Interwencja ta miała miejsce 30 lipca br. o 0:25. - Zgłaszający interwencję informował, iż pies kobiety szczeka, co mu przeszkadza. Kiedy na miejsce dojechał patrol, szczekał zarówno pies kobiety, jak i zgłaszającego. Strony zostały wzajemnie poinformowane o przysługujących uprawnieniach.
Ponadto w okresie ostatnich dwóch miesięcy zgłoszonych było kilka innych interwencji pod tym adresem. Były to interwencje zgłaszane zarówno przez mieszkankę, jak i jej sąsiadów. Dotyczyły istniejących pomiędzy nimi nieporozumień. Strony były przez policjantów informowane o uprawnieniach. Do policji nie wpłynęło jednak żadne oficjalne pismo od mieszkańców ul. Orzeszkowej czy też Krasickiego w Szubinie dotyczące niewłaściwego zachowania kobiety czy też jej zwierząt.
Burmistrz Artur Michalak zapoznał się z pismem mieszkańców i powiedział, że zostanie przygotowana odpowiedź. Dodał, że 30 sierpnia spotka się z mieszkańcami.
WŁAŚCICIELKA NIE CHCE ROZMAWIAĆ
Udaliśmy się na ul. Orzeszkowej. Aniela P. w rozmowie z reporterem nie wyraziła zgody na filmowanie, choć o filmowanie nikt jej nie prosił. Reporter prosił o wyrażenie zgody na zrobienie zdjęcia posesji. Nie zgodziła się. Wtedy reporter oświadczył, że wykona zdjęcie ulicy. Aniela P. powiedziała, że po poprzednim artykule odpuściła, ale jeśli teraz ukaże się artykuł na jej temat, to odda sprawę do sądu. Dodała, że sama pomagała ludziom, a reporter żeruje na ludzkim nieszczęściu. Skoro tak, to niech rozmawia z innymi pokrzywdzonymi przez nawałnice. Oświadczyła, że rozmowa jest nagrywana.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1278 (32/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze