Reklama

Jak upadł SKR

Gąsawa, SKR, upadłość, sąd, majątek, syndyk

    Jak upadł SKR

     22 kwietnia sąd ogłosił upadłość Spółdzielni Kółek Rolniczych w Gąsawie. Od tego dnia w zakładzie przebywa syndyk. Gmina chciała za długi przejąć majątek SKR i sprzedać go wiarygodnemu kontrahentowi, a tym samym uratować miejsca pracy. Nie powiodło się.

     PO KOLEI

     8 listopada ub.r. Rada Nadzorcza SKR rozpatrywała sposób i formę wyjścia zakładu z kryzysu. Uczestniczący w obradach wójt Zdzisław Kuczma zaproponował Radzie Nadzorczej i członkom zarządu SKR, by budynki, które są mieniem gminy oddać jej bez zobowiązań, a sprzęt rolniczy i warsztatowy, który nie jest zajęty przez bank i komornika, przekazać gminie jako spłatę zobowiązań podatkowych.

     Wójt zaproponował ponadto sprzedać część zbędnego sprzętu celem uregulowania należnego, zaległego wynagrodzenia wobec pracowników za dwa miesiące, utworzenie nowej firmy w formie spółki w celu prowadzenia dalszej działalności na bazie istniejących budynków i pozostałego sprzętu, aby uniknąć utraty pracy przez zatrudnionych pracowników. Na pozostałych budynkach proponował pozostawić zadłużenie i ogłosić upadłość spółdzielni.

Reklama

     13 grudnia ub.r. Nadzwyczajne Zgromadzenie Przedstawicieli podjęło uchwałę dotyczącą uregulowania długu wobec Urzędu Gminy w Gąsawie, czyli 45.215 zł wraz z odsetkami. Zadecydowano, że dług zostanie spłacony do 15 stycznia b.r. w formie przekazania maszyn i budynków. Druga z podjętych uchwał dotyczyła przygotowania materiałów potrzebnych do przeprowadzenia procedury zmierzającej do ogłoszenia upadłości spółdzielni.

     GMINIE NIE MOŻNA BYŁO

     Do przekazania majątku spółdzielni gminie jednak nie doszło. 25 lutego b.r. Rada Nadzorcza spółdzielni postanowiła o tym, iż wcześniejsze ustalenia Nadzwyczajnego Zgromadzenia Przedstawicieli SKR są nieaktualne. Zdaniem prezesa wszyscy członkowie Rady Nadzorczej uczestniczący w posiedzeniu (było 12 spośród 14) głosowali za tym, by nie przekazywać majątku gminie.

Reklama

     27 lutego wójt otrzymał pismo mówiące, iż SKR odstępuje od wcześniejszych postanowień. Następnego dnia z Urzędu Gminy w Gąsawie wysłano pismo do Urzędu Skarbowego w wyniku czego zajęto wszystkie maszyny na rzecz długu SKR wobec gąsawskiego magistratu.

     Prezes SKR Jan Sykut wyjaśnia, że dług spółdzielni wobec gminy wynosi około 70.000 zł, a wartość przekazanego gminie majątku wyniosłaby w granicach 150-200.000 zł.

     - Gdybym przekazał gminie majątek zgodnie z ustaleniami walnego zgromadzenia, syndyk oddałby mnie do sądu - powiedział Jan Sykut.

Reklama

     Syndyk SKR Henryk Pietrzak potwierdził, że gdyby zorientował się po zajęciu zakładu, iż prezes wcześniej przekazał majątek spółdzielni gminie, wówczas rzeczywiście oddałby sprawę do prokuratury z zarzutem uszczuplenia majątku SKR.

     - Wtedy prezes dopiero miałby kłopoty. Firma nie mogła zaspokoić jedynie jednego wierzyciela. Jest także wierzycielem np. ZUS-u - dodaje syndyk.

     Dług SKR wobec gminy wynika z zaległości w płaceniu podatku od nieruchomości. Ponadto firma od 2000 r. nie płaci ZUS-owi. - Gros zobowiązań mamy wobec ZUS-u. Są bardzo wysokie - mówi Jan Sykut i dodaje, iż radca prawny Ewa Sadowska po zapoznaniu się z przygotowywaną umową dotyczącą przekazania majątku firmy w gminie oraz sytuacją spółdzielni wyraziła opinię, iż wartość przekazanych do Urzędu Gminy rzeczy ruchomych i budynków znacznie przewyższyłaby wartość zobowiązania podatkowego.

Reklama

     Przekazanie majątku o wartości większej niż zadłużenie byłoby równoznaczne z przekazaniem darowizny, a pozostały majątek nie wystarczyłby na pokrycie zobowiązań wobec innych wierzycieli. Jan Sykut wyjaśnia, że ta opinia radcy prawnego zadecydowała o zmianie decyzji.

     Według Jana Sykuta, 8 listopada ub.r. radca prawny Urzędu Gminy (z jego usług korzystał też SKR) Bogusław Szymczak wydał opinię, że przekazanie gminie majątku SKR na poczet długu jest dopuszczalne.

     - Wyjaśniałem zarządowi SKR i Zarządowi Gminy, by wartość przekazanych środków odpowiadała wartości zobowiązania podatkowego wraz z odsetkami. Taka forma rozliczenia była możliwa. Natomiast nie wiem już, jaka była wartość mienia, które SKR zamierzał gminie przekazać - wspomina Bogusław Szymczak.

Reklama

     SAMI WYCENIALI

     Wójt Zdzisław Kuczma nie ukrywa swojego zdziwienia w kwestii wyceny majątku w SKR: - Wycena majątku była wykonywana przez Zarząd i Radę Nadzorczą spółdzielni. Majątek ruchomy wyceniono na 70.000 zł. Dziwne, że nagle tak podniesiono jego wartość. Może niekompetentne osoby brały udział w wycenie? Ile ten majątek był wart okaże się, gdy go syndyk sprzeda. Podejrzewam, że sprzeda za niższe ceny. Ceny majątku zawyżono. Jako przykład mogę podać, że samochód marki "żuk" był wyceniony na 3,5 tys. zł. Samochód w takim stanie można kupić znacznie taniej.

Reklama

     Jan Sykut odpowiada, że jeśliby doliczyć wycenę budynków w wysokości 86.000 zł oraz wartość wyceny urządzeń i maszyn, wychodzi ponad dwukrotna wartość długu.

     - Była powołana przez Radę Nadzorczą specjalna komisja do wyceny majątku. Była jedna wycena. Nie pamiętam kto był w tej komisji - powiedział Jan Sykut.

     Wójt uważa, że skoro najwyższa władza spółdzielni - walne zgromadzenie zobowiązało organy wykonawcze czyli Zarząd i Radę Nadzorczą do wykonania uchwały z 15 grudnia ub.r., niewykonanie jej jest ewidentnym naruszeniem prawa. - Mogli przecież w ogóle tej uchwały nie podejmować, a skoro podjęli, należało ją wykonać - argumentuje wójt. - Każdy powinien dążyć, by swoje zaległości odzyskać, które można by zagospodarować na budowę dróg, oświatę, dodatki mieszkaniowe. Każdy skrzeczy o swoje rzeczy. Ja nie będę odpowiadać za ZUS - mówi wójt.

Reklama

     Zdzisław Kuczma zapytany o kwestię pisma do Urzędu Skarbowego powiedział, że taki jest obowiązek. - Jeżeli ktoś nie realizuje zobowiązań podatkowych, wówczas by te pieniądze odzyskać musimy je zabezpieczyć. Jeśli ktoś nam zalega pieniądze, nie mogę bezczynnie siedzieć, patrzeć i czekać aż Rada Gminy mnie rozliczy i zarzuci, że nic w tej sprawie nie robię. Ponadto SKR miał wiele razy te płatności odraczane - wyjaśnia wójt.

     KONTRAHENCI

     Jan Sykut powiedział, że przejęciem spółdzielni były zainteresowane firmy, ale na przykład przedstawiciel pewnej firmy z Annowa proponował pracę 6 osobom, a nie 20, dlatego negocjacje nie przyniosły oczekiwanego skutku.

Reklama

     Wójt wyjaśnia, że miał 2 oferty przejęcia zakładu. Warunkiem dla potencjalnych nabywców było to, że przejmą firmę z wyspecyfikowanym sprzętem. Zdaniem wójta, Eko-Rol z Rogowa gwarantował pracę wszystkim pracownikom fizycznym SKR oraz możliwość zwiększenia zatrudnienia. Takiemu obrotowi sprzeciwili się - zdaniem wójta - pracownicy umysłowi. Pracownicy produkcyjni mieli automatycznie przechodzić do nowej firmy z chwilą przejęcia SKR.

     - Najbardziej przykre jest to, że pracownicy nie mieli możliwości skorzystać z tej oferty, a członkowie Rady Nadzorczej zmienili uchwałę walnego zgromadzenia. Połowa załogi SKR to pracownicy fizyczni, druga połowa - pracownicy nieprodukcyjni - dodaje wójt.

Reklama

     Jan Sykut stwierdził, iż pierwsze słyszy od reportera Pałuk, że Eko-Rol chciał przejąć zakład i zatrudnić wszystkich pracowników produkcyjnych.

     - Prezes „Eko-Rol” powiedział, że nie jest firmą zainteresowany. Być może był nią zainteresowany wcześniej - uważa Jan Sykut.

     Prezes Eko-Rol Marian Słomkowski powiedział, że rozmawiał z wójtem Zdzisławem Kuczmą odnośnie przejęcia zakładu i utworzenia nowych miejsc pracy, gdy walne zgromadzenie SKR postanowiło przekazać majątek gminie.

     - Propozycja wójta była konstruktywna. Gdyby wójt to przejął, wówczas prawdopodobnie doszłoby do porozumienia. Z prezesem Sykutem nie rozmawiałem, gdyż nie był stroną. Jak się później okazało - gmina i SKR nie dogadały się. Nie chciałbym tego komentować - powiedział prezes Eko-Rol.

Reklama

     Zdzisław Kuczma wyjaśnia, że druga firma zainteresowana przejęciem zakładu zamierzała zatrudnić fizycznych pracowników SKR, lecz nie wszystkich. Przejęciem firmy zainteresowana też była Fundacja Zdrowia, która zamierzała otworzyć klinikę rehabilitacyjną, lecz budynki SKR nie odpowiadały standardom takiego przedsięwzięcia.

     UPADŁOŚĆ

     Prezes Jan Sykut wspomina, że kłopoty SKR zaczęły się w 2000 r., kiedy dotychczasowy dzierżawca firmy nie kupił hali. Kolejne powody mizernej egzystencji firmy to: zmniejszenie usług typowo rolniczych w 2001 r. o około 40% w porównaniu z 2000 r., zmniejszenie frontu robót oraz zatory płatnicze. Zdaniem prezesa, firmy którym zakład świadczył w ub.r. i latach poprzednich, jeszcze do dziś nie uregulowały żadnych zaległości.

     22 kwietnia decyzją sądu została ogłoszona upadłość firmy. Tego samego dnia pojawił się syndyk.

     - Zgodnie z prawem upadłościowym przejąłem cały majątek, inwentarz oraz zatrudnionych 20 ludzi. Zgodnie z paragrafem 111 sprzedaliśmy część ruchomości na zaspokojenie kosztów postępowania upadłościowego. Pokrywamy bieżące wydatki za prąd, ogłoszenia do wszystkich naszych wierzycieli - powiedział syndyk. Wszyscy zatrudnieni w SKR pracownicy otrzymali trzymiesięczne wypowiedzenia.

     WŁASNOŚĆ

     Henryk Pietrzak podjął działania mające na celu sprzedaż zakładu.

     - 10 maja odbył się przetarg na ruchomości, które mogliśmy sprzedać na koszty postępowania. Jak dotychczas nikt się nie zgłosił z wnioskiem o dzierżawę lub kupno firmy. Zależy nam, by przyszedł taki oferent, który chciałby tutaj coś produkować. Daliśmy ogłoszenie do "Gazety Wyborczej". Będziemy więc szukać nabywców, którzy podjęliby produkcję i zatrudnili ludzi - wyjaśnia syndyk.

     Zdaniem Henryka Pietrzaka mankamentem, który może negatywnie wpływać na potencjalnych nabywców jest nieuregulowana kwestia własności zakładu. Grunt należy do gminy, część nieruchomości jest własnością gminy, a część SKR (to, co dobudowano ze środków SKR).

     Wójt Zdzisław Kuczma: - W 1995 r. SKR mógł się na to uwłaszczyć wpłacając równowartość budynków. Było to wówczas około 80.000 zł. Gdyby wpłacili te pieniądze, stałoby się to ich własnością. Będę w tym temacie rozmawiał z syndykiem. Chcę negocjować. Albo za długi, które spółdzielnia zalega gminie przekażą nam ten majątek, albo uwłaszczą się i zapłacą gminie.

     Syndyk liczy na dobrą wolę ze strony gminy i, że kwestię własności uda się uregulować. Henryk Pietrzak nie ukrywa, że najlepiej byłoby, gdyby gmina przekazała swoje nieruchomości na własność SKR.

     ZZA BIURKA

     Wójt powiedział, że syndyk w gminie się jeszcze nie pojawił. Dodaje również, że ma kolejne oferty dotyczące zagospodarowania budynków SKR.

     - Bardzo przeżywam upadłość tej firmy, gdyż swego czasu byłem zastępcą dyrektora i pracowało tam 200 osób. Aby firma funkcjonowała, to trzeba ludziom dać pracę. A żeby dać im pracę nie można siedzieć za biurkiem - mówi wójt.

     ZALEGŁOŚCI

     Spółdzielnia posiada zaległości płatnicze wobec pracowników. Jan Sykut wyjaśnia, że wypłata zaległości jest obowiązkiem. - Spłata pracownikom zadłużeń zależy od syndyka - dodał Jan Sykut. Syndyk powiedział, że złożył wniosek do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych w Bydgoszczy.

     - Dowiedziałem się, że pieniądze z funduszu otrzymamy za 4 lub 5 miesięcy. Może w międzyczasie sprzedamy jakieś ruchomości i zaległe pieniądze wypłacimy wcześniej. Po ogłoszeniu upadłości wypłaty pracownicze regulujemy na bieżąco. Cały czas w pierwszej kolejności myślę o tym, by te zaległości uregulować - dodaje Henryk Pietrzak.

Arkadiusz Majszak

Pałuki nr 538 (24/2002)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości