W Mongolii przeżyć można survivalową przygodę obcując z naturą i podziwiając jej nieskażone piękno.
Klubowicze z zainteresowaniem słuchali opowieści i oglądali zdjęcia z podróży, zadawali też gościowi pytania fot. Marta Złotnicka Tematem poniedziałkowego spotkania w Klubie Podróżnika była Mongolia, kraj w Polsce mało znany, kojarzony głównie z Czyngis-chanem. Przewodnikiem był Jakub Czajkowski, który organizuje podróże w siodle po Mongolii.
Podstawowym środkiem transportu w Mongolii nadal są konie. Konie na stepie pasą się zupełnie swobodnie, a gdy jest taka potrzeba, chwytane są na arkan i ujeżdżane. Mongołowie są doskonałymi jeźdźcami, konno jeżdżą już czteroletnie dzieci.
Życie w stepie w Mongolii wygląda tak jak przed wiekami. Głównym zajęciem jest pasterstwo i hodowla zwierząt, których przy ok. 3 milionach ludności hodowanych jest w tym kraju blisko 50 mln. Rodziny mieszkają w jurtach i wraz ze swoimi zwierzętami cztery razy do roku zmieniają miejsce zamieszkania. Jakub Czajkowski zapewnił uczestników spotkania, że jurtę złożyć można w ciągu dwóch godzin, tyle samo trwa jest rozstawianie.
Północ Mongolii zajmuje porośnięta modrzewiami tajga. Teren ten jest właściwie bezludny. - Jeśli ktoś potrzebuje spokoju, w Mongolii go znajdzie, ale na północy, w tajdze, szczególnie - podkreślił Jakub Czajkowski.
Na południu kraju znajduje się pustynia Gobi. Są tu tak zwane płonące klify i najwyższe na świecie wydmy.
Warunki klimatyczne w Mongolii są trudne, temperatura zimą spada do -40 stopni Celsjusza, a lata bywają bardzo gorące. W kraju tym na pierwszym miejscu jest gościnność i przyjacielska atmosfera, nawet mimo bariery językowej. Napotykając na swej trasie jurtę, można być pewnym, że zostanie się przez zaproszonym jej mieszkańców do środka. Z tego powodu, dla tych wspaniałych ludzi stepu, a także dla urzekającej nieskażonej przyrody i krajobrazów warto odwiedzić ten kraj.
Marta Złotnicka, 15 XI 2017
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze