Żnin, sąd, Lidia C., ARiMR
Lidia C. cudzych pieniędzy nie potrzebowała
Przedwczoraj w żnińskim sądzie odbyło się ostatnie posiedzenie w sprawie dotyczącej szefowej biura ARiMR w Żninie, obwinionej o przywłaszczenie pieniędzy z bankomatu. W przyszłym tygodniu sędzia ma wydać werdykt w tej sprawie.
Sędzia Ewa Montowska po wtorkowym posiedzeniu w sądzie w Żninie w sprawie obwinionej o wykroczenie Lidii C. zapowiedziała ogłoszenie orzeczenia w przyszłym tygodniu. Lidia C. jest kierownikiem biura powiatowego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Żninie, a od jesieni zeszłego roku również radną Rady Miejskiej Żnina. Kobieta została obwiniona o to, że 17 września 2013 r. przywłaszczyć miała sobie 400 zł z bankomatu PKO BP przy ul. 700-lecia. Poszkodowanym był Witold P. Mężczyzna około 15:20 tamtego dnia był przy bankomacie, wybrał pieniądze ze swojego konta, ale zapomniał je zabrać. Poszedł na pobliską pocztę i wtedy zorientował się, że nie wziął gotówki z bankomatu. Wrócił, ale pieniędzy już nie było. Później stwierdził, że pieniędzy nie ma też na jego koncie.
Jedynym materiałem dowodowym w sprawie było nagranie z monitoringu. Przypomnijmy, że biegły antropolog wykluczył możliwość identyfikacji na podstawie nagrania kobiety w niebieskiej kurtce i z zieloną torebką. To ona mogła zabrać pieniądze, o których zapomniał na kilka chwil Witold P. On z kolei twierdzi, że kobietą w niebieskiej kurtce jest Lidia C.
Na wtorkowe posiedzeniu sądu policjant reprezentujący oskarżyciela publicznego dostarczył zdjęcia, na których widać samochody należące do innych pracowników ARiMR, ale nie do pani kierownik tej instytucji. Policjant powiedział, że zdjęcia dał mu pokrzywdzony Witold P. Samochody stoją wzdłuż ulicy, poza parkingiem na terenie spółdzielni Rolnik. A na poprzednim posiedzeniu świadek Mirosław S. zeznawał, że Lidia C. parkuje na parkingu spółdzielni. Policjant sugerował sędzinie, że jeśli inny pracownik parkuje wzdłuż ulicy, a niekoniecznie za budynkami, na terenie Rolnika, to Lidia C. też może to czynić.
Reprezentujący obwinioną mecenas Henryk Biniek zaoponował przeciwko wnoszeniu przedłożonych sądowi zdjęć aut pracowników ARiMR do materiału dowodowego. Zdjęcia zostały wykonane obecnie, nie we wrześniu 2013 r. Nie ma też na tych zdjęciach samochodu Lidii C., a na poprzednim posiedzeniu świadek zeznał, że kierownik biura ARiMR ma zarezerwowane miejsce na parkingu spółdzielni. Nie mówił, że parkują na nim również wszyscy pozostali pracownicy ARiMR. Dlatego zdaniem Henryka Bińka ten dowód jest nieprzydatny w sprawie. Sędzia Ewa Montowska myślała podobnie. Zdecydowała o oddaleniu tego wniosku dowodowego oskarżyciela. Zdjęcia nie mają więc znaczenia dla rozstrzygnięcia w sprawie.
Sędzia poprosiła strony o mowy końcowe. Policjant reprezentujący oskarżyciela publicznego powtórzył stanowisko przedstawione wcześniej przed Sądem Okręgowym w Bydgoszczy, gdzie składał apelację od wcześniejszego wyroku Sądu Rejonowego.
Policjant stwierdził, że dwie panie potwierdziły, iż Lidia C. ma niebieską kurtkę i zieloną torebkę. Ponadto zwrócił uwagę, że jednym z dowodów była księga wyjść z pracy w biurze ARiMR. W tej księdze nie widnieje wpis, żeby w dniu kradzieży z bankomatu Lidia C. wychodziła z pracy przed 15:30. Jednak policjant zauważył, że podobnie nie ma takiego zapisu w przypadku innej pracownicy biura Jolanty C. Tymczasem na nagraniu z kamery monitoringu Jolantę C. widać przed 15:30. Sugestia oskarżyciela była więc taka, że skoro Jolanta C. mimo braku zapisu w księdze wyjść z biura była poza biurem, to również mogło to dotyczyć obwinionej.
Oskarżyciel publiczny zaznaczył też, że Agnieszka P., żona poszkodowanego Witolda P., otrzymała jakiś czas po zgłoszeniu sprawy przez męża kopertę, a w niej 600 zł z prośbą, żeby sprawę zakończyć.
Policjant wniósł o ukaranie Lidii C. grzywną 500 zł i nawiązką dla pokrzywdzonego - 400 zł.
Henryk Biniek w swojej mowie końcowej nie ukrywał emocji. - Ile trzeba pychy i arogancji, żeby żądać skazania, odczytując po prostu treść wcześniejszej apelacji. Na nagraniu widać jakiś biały samochód, ale czy widać, że to akurat „panda”? - pytał Henryk Biniek. Mecenas stwierdził, że szczytem arogancji jest ciągłe podtrzymywanie zarzutu, że to obwiniona chodzi kilka razy wzdłuż ulicy, zabiera pieniądze z bankomatu i wraca do pracy, gdy żaden dowód tego zarzutu nie podtrzymuje. - To chora wyobraźnia, a nie dowody. Nic tutaj nie potwierdza winy obwinionej. Owszem, pokrzywdzony jest faktycznie pokrzywdzony, ale to wynik wyłącznie jego własnej nieostrożności, tego, że zapomniał - mówił mecenas wnosząc do sądu o uniewinnienie.
Sędzia zapytała, czy na koniec chce coś powiedzieć sama obwiniona. Lidia C. skorzystała z tej możliwości. - Nigdy się nie dowiem, dlaczego to mnie ze strony pokrzywdzonego i policjanta spotkało. Bardzo mi ciężko. Jeszcze przyczynił się do tego pan Gapiński, który tutaj jest (w tym momencie Lidia C. skierowała wzrok na niżej podpisanego - przypis kg). Artykuły na 2 strony, na pół strony tylko to podsycały. Ja wiem, że jestem osobą publiczną, ale bardzo ciężko mi się żyje z tym, co mi zarzucono. Ja naprawdę nie wzięłam tych pieniędzy. One mi do niczego nie były potrzebne. Ja mam pieniądze - mówiła drżącym głosem, bliska łez.
Po wysłuchaniu tej mowy sędzia Ewa Montowska zapowiedziała ogłoszenie orzeczenia w całej sprawie w przyszłym tygodniu.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1218 (24/2015)
Inne teksty na ten temat:
Czy Lidii C. pomoże antropolog
Byli świadkowie, czas na antropologa
Uniewinniona, bo kurtki z zaciągniętym kapturem nie nosi
Lidia C. niewinna
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze