Kiedy Marta czuje, że chce coś powiedzieć, napisać - budzi mamę, a ta chwyta zeszyt i notuje skrzętnie słowa córki
fot. Magdalena Kruszka
Pamiętniki M., książka, Łabiszyn, Marta Piwko
Marzenia spełnione, i te, które muszą poczekać
Mam 25 lat, a już mogłabym obdarzyć swoimi przeżyciami niejednego człowieka - pisze w swojej książce Marta Piwko z Łabiszyna, która pięć lat temu została potrącona przez samochód i na dziewięć miesięcy zapadła w śpiączkę. Pamiętniki M. będzie można nabyć tylko w najbliższą niedzielę i tylko w kościele św. Mikołaja w Łabiszynie.
Marta wita nas uśmiechem od ucha do ucha. Jest dumna z tego, że udało jej się spełnić jedno z marzeń i wydać książkę zatytułowaną Pamiętniki M., ale do tej pory nie wierzy w rozgłos, jaki sobie nią zapewniła. Zresztą o Marcie już wcześniej słyszało wiele osób z Łabiszyna i okolic.
16 listopada 2007 roku w Bydgoszczy na oznakowanym przejściu dla pieszych potrącił ją samochód. Rozpoznanie kliniczne było bezwzględne: uraz wielonarządowy w tym czaszkowo-mózgowy, wieloogniskowe stłuczenie mózgu, niedowład spastyczny czteroogniskowy. Najpierw dwa tygodnie śpiączki farmakologicznej, potem Marta zapadła w śpiączkę własną, która trwała dziewięć miesięcy. Zarówno Marta, jak i jej mama Elżbieta niechętnie do tego wracają.
- Nikt nie gwarantował, że się wybudzi - wspomina Elżbieta Piwko. - Lekarze na neurochirurgii ją skreślili, powiedzieli, że będzie rośliną, a ja mimo wszystko nie traciłam nadziei.
Zaczęła się walka o życie. W końcu udało się nawiązać pierwszy kontakt z Martą. Najpierw mrugała oczyma. Odpowiadała w ten sposób tak lub nie na zadane pytania. Potem, mimo karmienia dojelitowego, pani Elżbieta zaczęła ją karmić widząc, jak córka oblizuje się na widok jedzenia. Zaczęła karmić ją serkami, a potem Marta z apetytem zjadała nawet nierozdrobnione kotlety schabowe.
- Jak ja zobaczyłam, że ona je tego schabowego, to wiedziałam, że będzie żyła - opowiada pani Elżbieta.
Obecnie rehabilitacja odbywa się pięć dni w tygodniu. To ciężka praca służąca spełnieniu kolejnego marzenia Marty - o tym, żeby wstać z wózka.
- Teraz już nie czuję bólu podczas rehabilitacji, ale znudzenie - mówi Marta Piwko. - To tak pomału idzie. Wiem, że moi rehabilitanci się starają, ale wolałabym, żeby postępy przychodziły tak szybko, jak szybko zdarzył się wypadek. Na pstryknięcie palcem. Wiem, że tak się nie da.
Teraz Marta i jej mama skupione są na książce. Powstała ona za namową psychologa, a proces jej tworzenia trwał od grudnia ubiegłego roku. Początkowo Marta się opierała, ale później przystąpiła do pracy nad pamiętnikami, zwłaszcza w nocy. Wyglądało to tak, że gdy Marta ułożyła sobie w głowie, co chce powiedzieć, wołała mamę, a ta zapisywała jej myśli.
- W nocy przychodziły najlepsze pomysły, a biedna mamunia musiała wstawać i pisać - wspomina Marta.
Efekt końcowy w postaci książki zatytułowanej Pamiętniki M. powstał około trzy tygodnie temu. Trafiła ona od razu do Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy w Łabiszynie, do Zespołu Szkół w Łabiszynie, na oddział, na którym Marta leżała oraz do kościoła św. Mikołaja w Łabiszynie. To właśnie w tym kościele będzie można książkę kupić. Jedyna ku temu okazja będzie w najbliższą niedzielę. Książka nie ma ceny, nabywcy sami będą decydować, ile za nią zapłacić. Wpływy z niej Marta zamierza przeznaczyć na Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, do którego należała do 20 roku życia.
- Książkę wydał tajemniczy anioł stróż, który nie chciał, żeby wyjawiać, kim jest. Spełnił jedno z moich marzeń - przyznaje autorka książki.
Dzięki temu uda się spełnić być może drugie marzenie Marty. Jej idolem od 15 roku życia jest Ricky Martin. Wspomniała o tym w swoich pamiętnikach, a przeczytała o tym jedna z pań, która obiecała postarać się o jego autograf. Ponadto Marta wzięła udział w jesiennej sesji fotograficznej, z której jest bardzo dumna, a jedno z jej zdjęć zostanie wysłane do fundacji Ricky Martina.
Książka ukazała się w 250 egzemplarzach. Marta opisała w niej wydarzenia związane z wypadkiem oraz to, jak wygląda jej życie po nim. Pisze także o swojej rodzinie, przyjaciołach i marzeniach, o tym, co czuje, i co jest dla niej ważne.
- Myślałam, że moje życie jest nudne i bezbarwne, a okazuje się, że sporo osób chce przeczytać moją książkę - mówi Marta. - To aż dziwne, aż zdumiewające, że te moje wypociny mają takie wzięcie. Naprawdę nie myślałam, że będzie takie zamieszanie z tą moją książką.
Dla Elżbiety Piwko książka jest zakończeniem dyskusji na temat wypadku. Przyznaje, że nie chce już o tym mówić, wracać do tego, a w książce są wszystkie informacje dotyczące zdarzeń sprzed pięciu lat. Dzięki niej nie będzie musiała o nich ciągle opowiadać. Elżbieta Piwko chętniej podkreśla dobroć, z jaką się spotkały ona i jej córka. Wsparcie mają we wszystkich wokół, między innymi w sąsiadach i parafianach. Marta i jej rodzina są wdzięczni za wsparcie, jakiego im udzielono. Teraz obydwie są pełne nadziei i pogody ducha.
- Najbardziej denerwuje mnie, że nie mogę chodzić, ale ja tam się nie poddam, mam już pomysł na drugą część książki - wyjawia tajemniczo Marta. - Nie zawsze miałam taką wolę walki, ale złego licho nie bierze - żartuje.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1080 (43/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze