Barcin, ekologia, spalarnia, kombinat KCW Kujawy, park
Miała być spalarnia – jest stowarzyszenie
Kto ma informację, ten ma władzę - takie obiegowe stwierdzenie świadczy, jak bardzo w społecznej świadomości informacja łączy się z siłą sprawczą. I słusznie. Od wieków bowiem tylko nieliczna grupa uprzywilejowanych miała dostęp do informacji, wykorzystując je do sprawowania różnego rodzaju władzy – kiedyś przez czarowników, kapłanów, a później polityków czy koncerny przemysłowe.
Podobnie było z informacją dotyczącą planów wobec środowiska, np. miejsca wielkich budów, czy planowany przebieg drogi trzymano w tajemnicy tak długo, aż zaistniały fizycznie w przestrzeni. A wszystko po to, by uniknąć konkurencji czy protestów.
Dziesięć lat temu sytuację związaną z budową wielkiego obiektu, któremu towarzyszyło utajnienie planów i dezinformacja, przeżyli mieszkańcy Pałuk i Kujaw Zachodnich. Był to czas, gdy po zmianach ustrojowych przyjeżdżali z Zachodu do Polski m.in. cwaniacy, którzy przywozili przestarzałe technologie, sprzedawali je jako nowoczesne i zarabiali na tym wielkie pieniądze.
Teren ówczesnego województwa bydgoskiego upatrzył sobie niejaki Jacques Coru - dyrektor francuskiej firmy SICO. Bardzo szybko udało mu się przekonać ministra ochrony środowiska, wojewodę, burmistrza Barcina a przede wszystkim zarząd Kombinatu Cementowo-Wapienniczego Kujawy, iż najważniejszym przedsięwzięciem dla tego regionu będzie budowa spalarni odpadów niebezpiecznych. Trzeba oddać panu Coru, że umiał reklamować i siebie i spalarnię. Myli się jednak ten, kto sądzi, że czynił to za własne pieniądze. Pracował za nasze pieniądze! Kombinat Cementowo-Wapienniczy Kujawy zatrudnił go jako doradcę ds. ochrony środowiska. Otrzymał wysoką gażę, mieszkanie, wyżywienie i samochód do dyspozycji. Mieszkańcy Barcina sądzili, że pracuje nad taką modernizacją cementowni, która zmniejszy jej uciążliwość. Coru doradzał jednak działania pozorne. Bo czy zmniejszyło się zapylenie środowiska przez podwyższenie kominków o 7 metrów i zwężenie ich? Oczywiście, że nie.
Wyrzucane wyżej pyły leciały po prostu dalej i choć spadały nieco cieńszą warstwą, było ich tyle samo. Przez kilka miesięcy Jacques Coru urabiał grunt pod zamierzone przedsięwzięcie, całkowicie pomijając informację społeczną. Dopiero, kiedy decyzja o budowie była bliska podpisania, wiadomość - jako forma zachęty - dotarła do nielicznej grupy mieszkańców. Mówiło się o nowych miejscach pracy, o oczyszczeniu środowiska z wszelkich odpadów, nowoczesnym transporcie itp. O tym, że na ww. terenie istnieje zakaz budowy i rozbudowy zakładów uciążliwych - ze względu na fakt, iż w roku 1983 rejon kombinatu Kujawy uznany został obszarem ekologicznego zagrożenia - nie padło słowo. Nie wspomniano też, że do spalarni planuje się zwozić niebezpieczne odpady I i II grupy toksyczności z obszaru 13 ówczesnych województw.
Mieszańcy gminy Barcin szybko zrozumieli, że ci, którzy za ich plecami decydują o budowie kolejnego truciciela, nie są wiarygodni. Utworzyli więc komitet protestacyjny, który docierał do źródeł informacji, apelował, wyświetlał filmy otrzymane z Greenpeace"u, informował o faktycznym zagrożeniu dla regionu, zbierał podpisy.
Pod hasłem Nie spalarni podpisały się 4 tysiące mieszkańców a dwudniowa manifestacja ludności Barcina, wsparta przez mieszkańców pozostałych gmin kujawsko-pałuckich, ostatecznie przekreśliła plany budowy spalarni.
Komitet protestacyjny postanowił, że ten przyspieszony kurs wiedzy obywatelskiej i ochrony środowiska, jaki przeszło społeczeństwo Barcina, należy wykorzystać w walce z istniejącymi już zagrożeniami. 22 stycznia 1994 roku siedemnaścioro organizatorów niedawnego protestu utworzyło komitet założycielski stowarzyszenia, które zostało zarejestrowane w Sądzie Wojewódzkim w Bydgoszczy 12 kwietnia 1994 roku. Założyciele reprezentowali prawie wszystkie zawody, mieli poczucie odpowiedzialności i to była ich siła.
Stowarzyszenie Ekologiczne w Barcinie podjęło działania mające na celu powstrzymanie degradacji środowiska przez KCW. Częste awarie i związana z tym niekontrolowana emisja pyłów, nieoplandekowany transport materiałów sypkich oraz paliwa zastępcze, w szczególności tzw. kożuchy z Petrochemii Płockiej - to były ówczesne zmory mieszkańców. Poprawa i zmiany następowały poprzez interwencje, negocjacje, a nawet występowanie w roli strony, co wtedy było całkowitą nowością.
W miarę upływu czasu organizacja stawiała sobie nowe zadania, np. kształtowanie świadomości ekologicznej młodzieży i ogółu społeczeństwa. Od sześciu lat prowadzi zielony uniwersytet z całorocznym cyklem wykładów. Od 1998 roku, kiedy grupa zapaleńców wyremontowała osadę leśną w Jeziorach tworząc Terenową Stację Ekologiczną, możliwe stało się prowadzenie autorskich zajęć na ścieżce przyrodniczej, rajdów rowerowych, wakacyjnych obozów młodzieżowych i Spotkań przyjaciół przyrody.
Wspomnieć też trzeba o organizowanych regionalnych konkursach literackich, malarskich i fotograficznych. O ogólnopolskich konkursach poezji ekologicznej połączonych z wydaniem dwóch antologii. O wydawaniu gazetki Przegląd Ekologiczny. O wystawach pokonkursowych. O nasadzaniu drzew, krzewów i tworzeniu terenów zielonych.
Podkreślić należy także trzyletnią działalność na rzecz utworzenia Pałuckiego Parku Krajobrazowego, której podsumowaniem jest wydana przez Stowarzyszenie Ekologiczne w Barcinie praca naukowa: Przyroda, krajobraz, kultura Pałuk.
Poczynania tej pozarządowej organizacji ekologicznej są sprawdzoną, choć trudną do osiągnięcia sukcesu pracą na drodze do środowiska zrównoważonego. Prowadzenie zaś działalności statutowej na rzecz zbiorowości szerszej niż zbiorowość członków, daje asumpt do uznania jej za organizację użyteczności publicznej.
członek założyciel, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego w Barcinie
Janina Drążek
Pałuki nr 528 (14/2002)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze