Reklama

Mniejsze zamówienia i zbyt duże zatrudnienie

Proces, prezesi, "Spomasz", prokuratura, Leszek F., Jan B.
     Mniejsze zamówienia i zbyt duże zatrudnienie
     W drugiej części procesu Leszka F. i Jana B. - prezesów "Spomaszu" prokuratura domagała się wyjaśnień jaka kwota z zysków nowej spółki "Spomasz" z o.o. przeznaczona została na zaspokojenie wierzycieli starego "Spomaszu". Leszek F. odpowiedział, że nie mógł spłacić wierzycieli w ten sposób. Tym samym zaprzeczył swojemu twierdzeniu sprzed dwóch miesięcy, że utworzenie nowej spółki miało pomóc w oddaniu pieniędzy dłużnikom "Spomaszu" SA.

     Na czwartkowej rozprawie prezesów "Spomaszu" Leszka F. i Jana B. mieli zeznawać czterej świadkowie. Poseł Tomasz Markowski, który wniósł do prokuratury w ubiegłym roku wniosek o popełnieniu przestępstwa przez szefów firm "Spomasz" SA i "Spomasz - maszyny spożywcze" sp. z o.o., nie stawił się w żnińskim sądzie usprawiedliwiając się tym, że przebywał właśnie na posiedzeniu Sejmu. Jeden świadek został wezwany przez pomyłkę, a kolejni dwaj: Joanna K. i Zygmunt G. - nie stawili się. W związku z tym przewodnicząca składu sędziowskiego Dorota Biernikowicz zdecydowała, aby strony przesłuchały biegłego w dziedzinie rachunkowości Zbigniewa Zielińskiego z Bydgoszczy.
     BEZ PRAWA DO ISTNIENIA
     Powołany przez żnińską prokuraturę biegły Zbigniew Zieliński w swojej opinii miał odpowiedzieć na dwa pytania: jaki wpływ na zaspokojenie roszczeń wierzycieli miało wydzielenie ze starej spółki "Spomasz" SA nowej "Spomasz - maszyny piekarnicze" sp. z o.o. przez oskarżonych we wrześniu 2002 roku oraz na pytanie jaki procent majątku trwałego spółki akcyjnej stanowiło aport wniesiony do nowo utworzonej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.
     Biegły w oświadczeniu podtrzymał swoje stanowisko wyrażone w opinii. Sędzia Dorota Biernikowicz zapytała biegłego jak ocenił wydzielenie nowej spółki na funkcjonowanie starej spółki akcyjnej.
     Zbigniew Zieliński przytoczył zapisane na stronie trzeciej opinii wyniki analizy finansowej: - "Z punktu widzenia prawa w chwili sprzedaży spółka nie miała prawa istnieć" - mówił biegły. Biegły dodał, że restrukturyzacja poszła złą drogą od samej chwili przejęcia jej przez nowego właściciela. Nie wykluczył jednak tego, że można było uniknąć takiego stanu.
     - "Co było nieprawidłowe i jaki to był moment, w którym prywatyzacja mogłaby pójść innym torem?" - pytała Dorota Biernikowicz. Biegły odpowiedział, że spółki, które zajmowały się produkcją zbrojeniową oddzielały ją od produkcji cywilnej. Dla biegłego dziwnym jest to, że przy zmniejszającym się poziomie sprzedaży i produkcji w zbycie pośredniczyła firma "Bakerfix" z Warszawy.
     - "Jaki wpływ na kondycję firmy miał układ zawarty z wierzycielami" - zapytywała Dorota Biernikowicz.
     - "Dla wyciszenia zadłużenia pracownicy firmy byli zaspokajani przez właściciela. Natomiast układ z pozostałymi wierzycielami przy takiej kondycji finansowej nie mógł być wypełniony. Problem układu z wierzycielami badałem częściowo, ale nie miało to znaczenia, bo i tak nie było możliwości spłaty wierzycieli" - stwierdził biegły.
     WYMIANA CIOSÓW
     Prokurator Stanisław Kupsik zapytał biegłego co było przyczyną kiepskiej kondycji finansowej i wielkości produkcji spółki akcyjnej. Wywołało to ostrą reakcję pełnomocnika oskarżonych Edmunda Dobeckiego, który powiedział, że tocząca się sprawa dotyczy spłaty wierzytelności, a nie kondycji firmy. Te pytania powinny być zadane przez prokuraturę w trakcie postępowania. Prokurator odpowiedział, że kondycja firmy miała wpływ na spłatę wierzytelności i stąd wynika zadane przez niego pytanie.
     ZYSKI I STRATY
     Odpowiadając na pytania biegły Zbigniew Zieliński przytoczył kilka sum wyciągniętych z dokumentów przedstawionych mu przez "Spomasz". Dotyczyły głównie wyników finansowych i wielkości sprzedaży towarów na poszczególne lata.
     - "Ograniczona wielkość produkcji pogorszyła wynik finansowy spółki akcyjnej, także po utworzeniu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Opieram to na tym, że zmniejszyła się znacznie produkcja, a były duże koszty utrzymania zatrudnienia. W 2002 roku sprzedaż wyniosła 3,5 mln zł, a w 2003 roku sprzedaż spółki SA wyniosła 1,8 mln, spółki z o.o. 1,3 mln co po podliczeniu daje 3,1 co i tak jest mniej niż rok wcześniej" - mówił biegły. Wyjaśnił również, że zastosowany przez nowych właścicieli zabieg polegający na zmniejszeniu produkcji da jednocześnie wynik polegający na zmniejszeniu straty spółki.
     Zbigniew Zieliński powiedział też, że fundusz kapitałowy i zapasowy w 2002 roku wynosił jeszcze ponad 4 mln zł, ale już rok później - po rozdzieleniu spółek - fundusz spadł do 1.619.000 zł. Biegły stwierdził, że w takiej sytuacji zakład mógł uratować nagły wzrost zamówień na towary i wzrost produkcji. Taki wzrost nie nastąpił, a wierzytelności nie mogły być regulowane.
     Prokurator chciał się od biegłego dowiedzieć, jak wyglądała możliwość spłacenia wierzytelności spółki akcyjnej po utworzeniu nowego "Spomaszu". Biegły stwierdził, że poziom sprzedaży po utworzeniu nowej spółki spadł, a poziom kosztów spółki akcyjnej wzrósł ze 166% w 2002 roku do 170% w 2003 roku. Spółka utraciła płynność finansową i nie można było spłacić wszystkich zobowiązań.
     ZAGLĄDAŁ
     Obrońca Edmund Dobecki pytał biegłego czy badał stan spółki przed sprzedażą nowemu właścicielowi, czyli przed 2002 rokiem, czy mogła regulować wierzytelności oraz czy analizował, w jaki sposób nastąpiły spłaty wynikające z zawartych układów z wierzycielami. Biegły powiedział, że nie badał sytuacji w spółce przed przejęciem jej i po przejęciu przez oskarżonego Leszka F. Ponownie powtórzył to, że spółka nie była i nie jest w stanie spłacić wierzytelności. Przyznał też, że postępowania układowe i ich realizacja nie były przedmiotem jego badań: - "Zaglądałem, ale nie badałem tego szczegółowo, bo to jest interes wierzycieli" - twierdził biegły.
     WIDAĆ ZYSK CZY STRATĘ
     - "Czy biegły mógłby wytłumaczyć jak to się stało, że spółka akcyjna na koniec 2003 roku osiągnęła zysk na sprzedaży w wysokości 748 tys. zł brutto? W jaki sposób przy tych wszystkich złych rzeczach, o których pan mówił ten zysk osiągnięto? Opieram się na analizie wykonanej przez spółkę audytorską" - mówił oskarżony Leszek F.
     - "Ja nie widzę tego zysku - odpierał zarzuty biegły - Ja tego co powiedziałem nie wymyśliłem. Takie dane zostały mi przedstawione".
     Leszek F. postanowił złożyć oświadczenie, w którym postanowił raz jeszcze wyjaśnić Sądowi, dlaczego została utworzona nowa spółka. Prezes na wstępie wyjaśnił, że spółka ma dwa rodzaje kosztów: wynikające z działalności operacyjnej, czyli takie, które związane są z prowadzoną działalnością i tak zwane koszty ogólnego zarządu.
     - "Rzeczywiście spółka od 2001 roku miała znaczny spadek sprzedaży. Zarząd nie miał żadnego wpływu na wielkość sprzedaży spółki dlatego, że pozyskiwała zamówienia na produkcję poprzez realizację zamówień publicznych na rzecz wojska. Brak tych zamówień lub ich znaczne ograniczenie było powodem spadku sprzedaży. Natomiast podjęte działania przez nowych właścicieli od kontroli strony spadków produkcji spowodowały, że koszty te zostały obniżone o 2 mln zł. To są działania restrukturyzacyjne, których biegły i prokuratura nie dostrzegły" - mówił Leszek F.
     Leszek F. powiedział też, że utworzenie nowej spółki pozwoliło oszacować jakie są potrzeby produkcyjne i jaka powinna być wysokość zatrudnienia. Oskarżony dodał, iż największym kosztem była kwestia nadmiernego zatrudnienia w stosunku do potrzeb firmy, dlatego w ramach obowiązującego prawa nastąpiło zmniejszenie zatrudnienia, a zarazem kosztów, które nie jest możliwe w czasie krótszym niż dziewięć miesięcy ze względu na obowiązującą procedurę związaną ze zwolnieniami.  
     - "Cały wysiłek podjęty w 2002 roku skutkował dopiero częściowo w 2003 roku i są to działania na korzyść wierzycieli. Przypominam, że zgodnie z prawem upadłościowym w pierwszej kolejności są zaspokajani pracownicy spółki, a wierzyciele handlowi na szarym końcu. W związku z tym spółka musiała uregulować wszystkie zobowiązania pracownicze, które odziedziczyła z lat poprzednich - przed rokiem 2002. Od chwili przejęcia przez nowych właścicieli spółka nie zwiększyła swoich zobowiązań handlowych, czyli tych, które są przedmiotem rozprawy" - mówił Leszek F.
     Oskarżony podkreślił również, że spłacił zobowiązania pracownicze na kwotę około 1.100.000 zł i to w okresie po utworzeniu nowej spółki. Natomiast zobowiązania handlowe zostały zmniejszone w ramach układu z wierzycielami o kwotę prawie 900 tys. zł, a spółka z podjętych zobowiązań wywiązywała się i wywiązuje w dalszym ciągu. Nastąpiło to po utworzeniu spółki z o.o.
     CO W TYM ZŁEGO
     Broniąc się oskarżony Leszek F. porównał stratę spółki akcyjnej z 2001 i 2004 roku. W pierwszym wypadku wyniosła ona 2.114.000 zł (bez dotacji z MON na produkcję sprzętu dla wojska), a w drugim 533.000 zł netto co obrazuje korzystne tendencje w spółce: - "W ciągu 3 lat straty spółki zmniejszyły się pięciokrotnie" - twierdzi Leszek F.
     Oskarżony powiedział również, że przez trzy lata (od września 2001 do września 2004 r.) zmniejszyły się zobowiązania handlowe z 2,7 mln zł do przeszło miliona zł. W tym samym okresie spadły także koszty z nieco ponad 6 mln do niecałych 2 mln zł.
     - "Co w tym jest złego?" - pytał Leszek F.
     Przytoczone dane wzbudziły wątpliwość prokuratora Stanisława Kupsika, który pytał również o to czy były one udostępnione biegłemu.
     - "Dane te przytaczam za swoją księgowością, a biegły miał dostęp do wszystkich dokumentów" - twierdzi Leszek F.
     NIE WIERZYCIELE LECZ PRACOWNICY
     Przewodnicząca składu sędziowskiego chciała dowiedzieć się także tego, czy zła sytuacja "Spomaszu" była znana oskarżonemu Leszkowi F. w chwili kupna zakładu oraz czy miało to wpływ na zaspokajanie wierzycieli.  
     - "Skala trudności i problemów nie była znana do końca" - twierdził Leszek F. Dodał, że zarząd spółki nie miał wpływu na dwa czynniki: utratę monopolu na produkcję kuchni polowych i pojawienie się konkurencji oraz brak informacji na temat udziału maszyn piekarniczych. Natomiast wpływ na zaspokajanie wierzycieli miała głównie wysokość zatrudnienia. Okazało się, że 100 osób w zakładzie było niepotrzebnych. Przy obecnym stanie zatrudnienia na poziomie 40-50 osób. Zdaniem oskarżonego wolne środki finansowe zamiast na zaspokajanie wierzycieli przeznaczane były na płace dla pracowników.
     Prezes podkreślił, że spółka miała 2,5 mln zobowiązań, nie miała szans na uzyskanie kredytów, które zostały wypowiedziane i nie mogła przystępować do przetargów. Realizowane były poprzednie zlecenia, ale od 2002 roku wojsko zmniejszyło zamówienia, nastąpiło zmniejszenie produkcji, a spółka utraciła roczną dotację (wynosiła ona od 1 do 0,5 mln zł). Nowa spółka mogła rozpocząć produkcję nieobciążona zobowiązaniami starej.
     PYTANIA BEZ ODPOWIEDZI
     - "Czy cena, za którą dokonał pan kupna miała wpływ na przejęcie zobowiązań i wierzytelności? Pan je przejmował czy nie" - pytał prokurator?
     - "To pytanie trzeba postawić tym, którzy sprzedawali spółkę" - stwierdził Leszek F.
     Prokurator Stanisław Kupsik chciał dowiedzieć się także w jakiej części zysk nowej spółki był przeznaczony na obsługę wierzytelności spółki akcyjnej.
     - "Spółka z o.o. nie może obsługiwać bezpośrednio wierzytelności innej spółki. Jest to niezgodne z prawem. Utworzenie jej jest zgodne z prawem. Nie jest to zresztą ewenement w Polsce. Jest to przykład klasyczny" - mówi oskarżony.
     - "Czy pieniądze z zysków spółki z o.o. były przekazywane na obsługę zadłużenia?" - dociekał prokurator.
     - "Nie odpowiem na to pytanie. Powiedziałem to wcześniej. Utworzenie spółki z o.o. odciążyło spółkę akcyjną od części zobowiązań" - mówił Leszek F.
     - "Dlaczego część zobowiązań została spłacona po akcie oskarżenia?" - pytał Stanisław Kupsik.  
     - "Spłacane były zgodnie z terminami wynegocjowanymi w układzie" - odpowiedział prezes.
     - "Czy układy te były korzystne dla pracowników czy dla spółki? Jakie spółka dyktowała warunki w chwili przeniesienia pracownika? Dlaczego część odmówiła i nie przystała na umowy?"
     - "Wszyscy mieli takie same warunki. Powtarzam, że wierzytelności pracownicze nie są przedmiotem sprawy - bronił się oskarżony.   - Zostały spłacone łącznie z odsetkami".
     TAK DOBRZE, TAK ŹLE
     Do linii obrony oskarżonego ustosunkował się także biegły Zbigniew Zieliński, który stwierdził, że nadmierne zatrudnienie nie mogło mieć wpływu na ograniczenie produkcji. Nie zgodził się z tym, że na ograniczenie zamówień zarząd spółki nie miał wpływu, bowiem to na nim spoczywa pozyskiwanie zamówień.
     - "Jeśli tak dobrze szło, to jak to się stało, że udział kapitału własnego w spłacie zobowiązań spadł z 39 do 30% - twierdził biegły. - Czas spłaty zobowiązań w 2002 roku wynosił 208 dni, a w roku następnym 574 dni".
     Biegły, aby odpowiedzieć na argumenty oskarżonego wniósł o udostępnienie i wgląd w dodatkowe dokumenty, m.in. opis z badania bilansu wraz z raportem, stan zobowiązań wobec pracowników i zobowiązania wobec pozostałych dostawców na dzień nabycia spółki przez nowego właściciela i na dzień 31 grudnia 2003 roku. 
     Kolejna rozprawa w tej sprawie odbędzie się w grudniu.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 665 (46/2004)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości