Mogilno, gwiazdka, obczyzna, 1939 rok, piechota
Moich osiem wigilijnych gwiazdek na obczyźnie
Stefan Kluczykowski przed wojną pracował w Mogilnie na kolei, 30 sierpnia 1939 roku został powołany do 1 Pułku Piechoty Legionów w Wilnie. Uczestniczył w Bitwie pod Monte Cassino. Po wojnie pracował jako pracownik fizyczny w Zarządzie Drogowym w Mogilnie, ostatnio - w Państwowym Technikum Rolniczym w Bielicach. Od pięciu lat na emeryturze.
Jest autorem niezwykle interesujących, bogato ilustrowanych wspomnień wojennych, z których fragment wybraliśmy dla Państwa.
* 24.12.1939 - niedziela
Jesteśmy nad Bałtykiem - sto metrów do wody morskiej. W pensjonacie Nowickisa przy gat. Gedymina w Połądze, kraju litewskiego. Nasza kwatera była przed wojną salą jadalną, dzisiaj Polacy ją zajmują, około 130 ludzi, wszyscy w polskich mundurach. Wygód tu nie mamy, leżymy pod jedną i drugą ścianą, na jednym metrze kwadratowym trzech wypoczywa, podłoga twarda, pod głową plecak z przyborami, stołu żadnego ani ławki, jak trzeba piszemy na kolanie. Do kuchni 200 m, w lesie sosnowym, tylko zadaszona, posiłki odbieramy do naszych menażek i tu na stojąco wszyscy spożywamy, bo też niejeden czekając zjadłby dolewkę.
Przecież miałem pisać o moich gwiazdkach, a ja zalewam "dolewkę". Kiedy już się dobrze szaro zrobiło i pokazała się pierwsza gwiazdka na niebie, składaliśmy sobie gorące życzenia świąteczne, byśmy następne święta mogli spędzić we własnym kraju, w chałupie, z rodziną. Tu najwięcej u wszystkich było łez, bowiem wielu z nas nie miało żadnej wiadomości z domu. Następnego dnia, w Boże Narodzenie byliśmy w kościele, ale kościół, zbyt mały, by mógł pomieścić wszystkich internowanych wypełniony był po brzegi - śpiew kolęd był silny - zdawało się, że jego mury fugowane z zewnątrz i wewnątrz rozstąpią się od pieśni śpiewanej: O Panie, któryś jest na niebie, wyciągnij sprawiedliwą dłoń...
**
24.12.1940 - wtorek
Pawliszczew-Bór, ZSRR, byli tu przed nami ludzie, którzy dziś spoczywają w Katyniu. W tym dniu widzimy zaostrzoną kontrolę NKWD; obserwując nasze zachowanie, wysyła patrole strełków do pomieszczeń. Niektórzy nasi chłopcy pracujący za drutami przynieśli poprzedniego dnia gałązki świerku dla upamiętnienia naszych świąt. Tego dnia musiało to być wyrzucone - tego tu nie nada - rzekł politruk enkawudzista. Na kolację otrzymaliśmy jak zwykle zupę wodnistą - bez dodatku łyżki stołowej kaszy.
***
24.12.1941 - środa
ZSRR. Polacy nie w koszarach, w ziemiankach kwaterują, jesteśmy zawszawieni, panuje tyfus plamisty, posiłki obiadowe - zupy z otrąb, chleb otrzymujemy na dzień następny, ale prawie o północy, na poczekaniu go zjadamy - choć jest zamarznięty na kość, w tym pomaga nam ostra siekierka. Brak piecyków i opału. Nikt tu nie troszczy się o nasze warunki bytowania. Nie ma żadnej instytucji zagranicznej, by tu zajrzała jak żyją Polacy - sprzymierzeńcy. Opłatka tu też nie było. Składanie życzeń tylko na szczeblu drużyny - w ziemiance, by to już ostatnia gwiazdka w Rosji była.
****
24.12.1942 - czwartek
W Iraku, w rejonie Khanaczinu, wśród nagich gór i wycia szakali. Już trochę po ludzku, jestem po chorobie - nosiłem groźny hemocolitys, jeszcze mnie leczą w hinduskim Convalescent Depo, otrzymałem tu na gwiazdkę nieco drobnych rzeczy od Czerwonego Krzyża. Moi koledzy strzegą pól naftowych, inni, ale też koledzy, gorączkują po malarii - zimnicy. I gwiazdka była jaśniejsza dla wszystkich. Tutaj słońce było nam łaskawsze.
*****
24.12.1943 - piątek
Liban, wśród oliwkowych gajów, - Bezmezine, na naszej wieczerzy wigilijnej w barakach blaszanych typu angielskiego cały 15 Batalion Piechoty. Gościliśmy gen. Kazimierza Sosnkowskiego, inspektora wojsk Polskich na Środkowym Wschodzie. Siedzieliśmy wszyscy przy suto zastawionych jadłem stołach - indykiem, owocami, papierosami - wszystkim, lecz bez alkoholu. Nasza droga w tym czasie zmierzała ku bitwie na półwysep Apeniński.
******
24.12.1944 - niedziela
Dzisiaj kojarzą mi się dwie nazwy - Costrocaro i S. Sofia na linii frontu Rippe - Predapio, miejsce urodzenia Benito Mussoliniego - włoskiego wodza (Duce). Jesteśmy zluzowani na kilka dni wolnego, odcinek nasz zajęły inne wojska. Korzystamy z dobrodziejstw wypoczynku: odpocząć, uporządkować się, obejrzeć jakąś sztukę teatralną i spędzić szóstą gwiazdkę na obcej ziemi - w jednej z tych dwóch miejscowości podanych wyżej. Jedzenia nam nie brakuje, jest go pod dostatkiem, jako dla ludzi wojujących dla dobra drugiego człowieka. Gorsza rzecz, ludzi nam ubywa, jest pytanie: czy się dojdzie do końca żywy? Tak bardzo by się chciało i pragnęło wrócić, skąd się wyszło na wojenkę. Mszy polowej i opłatka - tu na to nie było czasu. Następny odcinek frontu będzie Brizigiella, będzie to już Nowy Rok 1945.
I na tyłach, w czasie świąt, padają strzały. W drugie święto w nocy - strzał z karabinu. Oto nasz wartownik Marceli Francewicz, pełniący służbę postrzelił osobnika, który pod wpływem alkoholu wtargnął na teren zbrojowni polskiego oddziału, mimo trzykrotnego ostrzeżenia Stój! Kto idzie?! - osobnik nie zatrzymał się! Chwilę po tym okazało się, że był to Anglik, żołnierz 8 Brytyjskiej Armii. Gdy upadł, obraził jeszcze naszego żołnierza słowami: faken polisch. Rannego Anglika M.P. odstawiła do szpitala. Polakowi włos z głowy nie spadł, ponieważ działał w myśl regulaminu polskiego (był to ambitny nasz żołnierz z 15 batalionu Strzelców Wilków 5 Dywizji Piechoty), natomiast ranny Anglik po wyleczeniu odsiedział areszt i zapłacił niejednym żołdem.
*******
24.12.1945 - poniedziałek
Acquaviva delle Fonti. Włochy w rejonie Bari. Jest już po wojnie. Polacy w dalszym ciągu czekają na transport do kraju. Każdy z nas czeka w kolejce na statek, dotychczas odpływały tygodniowo do Gdańska dwa statki, ale jak przyjdzie ostra i mroźna zima, skuje lodem porty szkockie, może być wstrzymana repatriacja do kraju. Wigilia z opłatkiem w kasynie podoficerskim, my, starsi ludzie, spokojnie spędziliśmy siódmą gwiazdkę poza domem - guerra finita - koniec wojny.
********
24.12.1946 - wtorek
Maghull 5 mil na północ od Liverpoolu w Anglii, dystrykt Ormskirk. Do obozu Damfield Fane Camp 78 przybyli Polacy - cywile z Francji, Belgii, Holandii i Włoch - do swych rodzin wojskowych, którzy są rozsypani po całej Anglii. Osoby cywilne po uzyskaniu ważnych dokumentów w Maghull udali się do swych synów, braci, czy mężów na terenie Anglii.
Kościółek drewniany na miejscu, nabożeństwo odprawił ks. Anglik. W świetlicy obozowej, występy młodzieży szkolnej, jasełka betlejemskie. Urządziliśmy się w naszej świetlicy, były tu podane potrawy czysto po polsku, bo kucharze to też Polacy, znający dobrze sztukę kulinarną. Angielskie dania, to głównie indyk i cape of tea (herbata z mlekiem) do popicia na deser.
*********
Prace żniwne były w pełni, gdy po długiej tułaczce wojennej - po 2887 dniach - wróciłem do mojej rodziny w Procyniu koło Gębic. Był już rok 1947. Przez pewien czas pracy płatnej nie podejmowałem, pomagałem mojemu teściowi na jego gospodarstwie rolnym, odpłacając tym za opiekę i ubieranie moich dwojga małych dzieci i żony w czasie wojny 1939-1945.
Następne Święta Bożego Narodzenia spędzałem u moich teściów, staruszków Gorzkiewiczów wraz ze szwagrami: Feliksem i Stanisławem oraz szwagierką Janiną. Była to pierwsza od 1938 roku moja spędzona w rodzinie gwiazdka.
**********
To już 46 gwiazdka od czasu zakończenia wojny.
Moi wojenni koledzy! Zwracam się do Was, Moi Drodzy! Jeśli żyjecie jeszcze w kraju lub za granicą rozsiani - odezwijcie się! Gdzie Wy jesteście, chłopcy z tamtych lat, dziś już dziadkowie, ludzie białogłowi? Odezwijcie się, weterani walk w polskim Wrześniu 39 i żołnierze Polskiego II Korpusu - Franku Czechowski i Stefanie Rutkowski! Gdzie Obaj jesteście? Napiszcie, proszę. I Wy również, męczennicy, współtowarzysze niedoli sowieckich łagrów, uciekinierzy grabarzom spod łopaty, sowieckim barbarzyńcom NKWD. I Wy, torturowani na statku Klara Zetkin na Morzu Barentsa, gdzie Wy teraz jesteście, czy Wy jeszcze żyjecie? Dajcie znać o sobie!
Jakże byłbym rad, gdybym otrzymał choć jeden list wojennego kolegi we wtorek, 24.12.1991 r.!
Czekam cierpliwie nowiny od Was. Za to przyślę Wam, Drodzy Koledzy dawnej niedoli, serdeczne życzenia i wiadomości z nowej Rzeczpospolitej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze