Halina i Leszek Krauze planowali rozkręcić w Piechcinie biznes. Kiedy to się nie udało, mieli nadzieję, że zyskają chociaż porządny garaż, ale nie mogą z niego korzystać, bo budynek nie został oddany do użytku.
fot. Magdalena Kruszka
Piechcin, garaż, mieszkańcy, handel
Nie mogą korzystać z garaży
- Miał być biznes, a zostały zasieki - mówi Halina Krauze, która w latach dziewięćdziesiątych planowała rozwinąć handel w Piechcinie. Pawilon handlowy nigdy nie powstał, za to zaczęły powstawać garaże, a mieszkańcy zaczęli z nich korzystać. Okazało się, że robią to nielegalnie. Budynek został ogrodzony.
Jeszcze miesiąc temu użytkownicy garaży w Piechcinie mieli utrudniony wyjazd z tych garaży z powodu handlu odbywającego się w sąsiedztwie. Mimo tego korzystali z nich. Od 22 maja w ogóle nie mogą tego robić, bo z punktu widzenia nadzoru budowlanego jest to plac budowy. O sprawie pisaliśmy w połowie kwietnia. Wtedy to niektórzy z użytkowników garaży w Piechcinie przy ul. Wiertników zwrócili uwagę na trudności z wydostaniem się z nich w dniach, kiedy na sąsiednim targowisku odbywa się handel. Poruszali problem zbyt krótkiego dojazdu do nieruchomości. Po publikacji artykułu na ten temat burmistrz Barcina Michał Pęziak poinformował, że obiekty butików, a obecnie garaży, nie posiadają równej ściany frontowej budynków, a odległość od ściany budynku do granicy targowiska, uwzględniając szerokość drogi, wynosi najmniej 7,1 m, a najwięcej 9,3 m.
Na sąsiedniej nieruchomości zabudowanej zespołem garaży odległość pomiędzy ustawionymi naprzeciwko siebie garażami wynosi około 13 metrów, które pozostają do dyspozycji dwóch użytkowników garaży. Do indywidualnej oceny pozostawiam, czy jest to dużo, czy też mało - pisze burmistrz Michał Pęziak. - Z umieszczonego w gazecie zdjęcia wynika, że użytkownicy obiektów są niedoinformowani o właściwym dostępie nieruchomości do drogi publicznej. Domniemywam, że w/w sami we własnym zakresie wykonali niezgodnie ze stanem prawnym zjazdy z kostki betonowej bezpośrednio na teren targowiska, a Spółdzielnia nie zainterweniowała we właściwym czasie informując ich o przebiegu granicy drogi 22/88. Ponadto z artykułu wynika, że inwestycja nie należy do ukończonych, nie posiada pozwolenia na użytkowanie, zatem prawidłowość realizacji postanowień pozwolenia na budowę podlega nadzorowi organów budowlanych, a nie Burmistrzowi.
MIAŁ BYĆ PAWILON, SKOŃCZYŁO SIĘ NA GARAŻACH
Halina i Leszek Krauze w 1996 roku jako jedni z pierwszych wykupili grunt pod budowę pawilonu handlowego. Właścicieli było kilku i każdy planował rozwinąć w Piechcinie biznes. W Spółdzielni Mieszkaniowej Kujawy zmieniali się prezesi, a budowa pawilonu nigdy nie została dokończona. Halina Krauze, która przez dziewięć lat zasiadała w Radzie Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej, winą za taki stan rzeczy obarcza między innymi spółdzielnię, która nie zadbała o uzbrojenie działki, na której zaczął powstawać budynek.
- Myśmy pierwsi zaczęli nachodzić spółdzielnię, żeby coś z tym zrobić - wspomina Halina Krauze. - Z handlu nic nie wyszło, a potem pojawił się pomysł, żeby sprzedać to na mieszkania lub na market, ale to wszystko nie wychodziło. W końcu wpadłam na pomysł, żeby zrobić tam garaże. Stwierdziłam, że w ten sposób chociaż częściowo uda się odzyskać pieniądze, które włożyliśmy w tę nieruchomość. W międzyczasie wygasło pozwolenie na budowę.
Mieszkanka Piechcina wspomina, że w 2005 roku już nikt nie chciał pawilonu handlowego, bo handel już upadał, a w 2010 roku zapadła decyzja o adaptacji budynku na garaże. Wówczas jeszcze byli ci sami właściciele, co na samym początku planowali rozwijać handel. W 2011 roku wykonane zostały przyłącza, a państwo Krauze jako pierwsi zaczęli wykańczać garaż. Pierwsza faktura przyszła do nich na początku 2012 roku. Wówczas okazało się, że mają zapłacić czynsz - dzierżawę gruntu pod garażem i wieczyste użytkowanie gruntów pod garażem. Zbiegło się to z wprowadzeniem do tego garażu samochodu przez syna Mariusza, na którego zostało przeniesione prawo własności gruntu.
- Jak syn wprowadził samochód, to dostaliśmy fakturę, a motywacja była taka, że skoro garażujecie, to płaćcie i nie było wtedy umowy dzierżawy garaży, a tylko umowa dzierżawy gruntu - wspomina pani Halina. - Myśmy ruszyli z budową jako pierwsi. Spieszyliśmy się, żeby pozwolenie na budowę nie wygasło.
Obecnie w budynku, w którym miały powstać pawilony handlowe, mieści się osiem garaży, w różnym stopniu wykończenia. W pięciu z nich trzymane już były samochody, niektóre mają otwory zabite deskami. Kiedy w gazecie została podana informacja o tym, że właściciele z tych garaży korzystają, odbyła się kontrola z Inspektoratu Nadzoru Budowlanego.
BUDOWA NIEUKOŃCZONA, KORZYSTANIE NIELEGALNE
- Nikt im nie pozwolił na korzystanie z tych garaży, oni to robili nielegalnie - grzmi prezes SM Kujawy Henryk Popławski i mówi, że 20 maja została przeprowadzona kontrola przez Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego. Stwierdzono, że budowa nie jest skończona i nie można garaży użytkować.
- Korzystanie z tej budowy grozi kilkunastotysięczną karą dla spółdzielni - mówi Henryk Popławski.
- Żeby jej uniknąć, musiałem składać oświadczenie, że nie wiedziałem, że garaże są użytkowane. Poza tym dostałem zalecenie, że należy plac budowy ogrodzić i powiesić tablicę informacyjną i właśnie to uczyniłem.
Budynek został więc 22 maja ogrodzony, a do właścicieli gruntów pod tym pawilonem trafiło przypomnienie o zakazie użytkowania budynku przed uzyskaniem przez inwestora zgody na użytkowanie obiektu.
W przypadku nieprzestrzegania zakazu użytkowania Zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej „Kujawy“ w Barcinie zmuszony będzie do kierowania pozwu przeciwko osobie nieprzestrzegającej do Sądu Rejonowego w Szubinie i do powiadomienia Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Żninie - czytamy w piśmie. Właścicielom gruntu pod garażami przypomniano także, że budynek mogą wykorzystywać jedynie do przechowywania materiałów budowlanych przeznaczonych do wykonania inwestycji. Zarząd spółdzielni wezwał także te osoby do zakończenia robót budowlanych do 30 października, a prezes poinformował, że jeśli nie dopełnią tego terminu, to wystąpi o nakaz sprzedaży lub rozbiórki.
- Determinacja osiągnęła pewien punkt kulminacyjny - uważa prezes Henryk Popławski. - Staraliśmy się o to, zabiegaliśmy, robiliśmy kolejne ułatwienia, a skala roszczeń rosła. Mój błąd polega na tym, że powinienem się uprzeć i rozebrać to wszystko w cholerę i byłby spokój.
PŁACĄ ZA GRUNT, NIE ZA KORZYSTANIE Z GARAŻY
Halina Krauze nie może pogodzić się z tym, że poniosła ogromne koszty na wykończenie swojego garażu, że garaż ten jest już niemal skończony, a syn nie może z niego korzystać, bo cały budynek to formalnie plac budowy. Wylicza, że prawie 4.000 zł zapłaciła za grunt, 500 zł udziału, ponad 300 zł za projekt i 20.000 zł wyniosły jej rodzinę koszty samych materiałów budowlanych, nie licząc robocizny. Garaż jej syna jest już prawie skończony. Pozostało tylko tynkowanie, a to potrwać może nie dłużej niż kilka dni. Nie rozumie, dlaczego nie może korzystać z garażu, skoro spółdzielnia regularnie wystawia fakturę, a jej syn musi płacić za dzierżawę.
- Postawili słupki i będą to grodzić - mówiła 22 maja Halina Krauze. - Wygląda to jak w Oświęcimiu. Dzieci z przedszkola zatrzymują się, żeby zobaczyć, co tu się wyrabia. Ludzie chodzą i mają widowisko. Jak wstałam o 7 i zobaczyłam z okna, że ten budynek grodzą, to przez 15 minut nie mogłam odejść od tego okna. Od trzech lat ten garaż użytkowaliśmy, płaciliśmy dzierżawę, więc na jakiej podstawie teraz nam ten garaż grodzą?
- Te osoby dzierżawę płacą, bo zajmują grunt i tylko z tego tytułu - wyjaśnia prezes Henryk Popławski. - Nie płacą za korzystanie z garaży, tylko za dzierżawę gruntów, na których stoją ich budynki, za którą wiele lat nie płacili, a niestety w życiu nie ma nic za darmo. Skoro budują, zajmują teren, to muszą ponosić tego koszty. Oni dziś wynajmują grunt. Jak skończą budowę, to prawo własności zostanie na nich przeniesione, a koszty poniesione na budowę zostaną zaliczone jako wkład budowlany. Od początku tak twierdziłem.
Prezes przypomina, że sprawa ciągnie się około 20 lat i budynek początkowo powstawał jako pawilon handlowy, ale nigdy nie został ukończony.
- Przez wiele lat walczyliśmy z nimi, żeby to dokończyli albo rozebrali, zamówiliśmy projekt na zmianę przeznaczenia z pawilonów na garaże, doprowadziliśmy przyłącze energetyczne, a oni mieli to tylko wykończyć - mówi prezes. - To już się ciągnie ponad cztery lata, to czego oni się spodziewają, że ja za nich to wybuduję?
Prezes Henryk Popławski podkreśla, że dopóki nie ma odbioru, to budynek nie jest wykończony i nie można z niego korzystać. Trzeba najpierw skończyć budowę. Zapowiada, że nie zamierza występować o odbiór cząstkowy budowy, więc nawet jeśli państwo Krauze skończą swoją inwestycję w stu procentach, to nie będą mogli garażu użytkować tak długo, dopóki każdy z ośmiu właścicieli nie zakończy swojej części i nie zostanie uzyskane pozwolenie na użytkowanie.
- Dwa tygodnie wystarczą i garaż mamy gotowy - mówi Leszek Krauze. - A teraz mam czekać następne 15 czy 20 lat, aż inni swoje garaże wykończą? Syn nie będzie mógł tego użytkować? Do tego prezes dąży. Nie widzę tego inaczej.
UBIEGANIE SIĘ O ODSZKODOWANIE I STRACONE NADZIEJE
Leszek Krauze rozważa ubieganie się przed sądem o odszkodowanie. Zamierza także sprawdzić, czy możliwe jest dokonanie odbioru częściowego budynku. Jego garaż jest w szczycie budynku przy samej ulicy, więc nie byłoby problemu odgrodzić się od innych garaży.
Andrzej Grzegorczyk z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Żninie informuje, że odbiór częściowy jest możliwy, ale z wnioskiem o taki odbiór musiałby wystąpić inwestor. Inwestorem jest w tym przypadku Spółdzielnia Mieszkaniowa Kujawy. Jako wykonawcy na tablicy widnieją właściciele garaży.
- Odbiór częściowy możliwy jest, jeśli inwestor złoży wniosek o pozwolenie na użytkowanie i przedstawi stanowisko straży pożarnej, sanepidu, protokoły badań i sprawdzeń dotyczące instalacji i wentylacji przy garażu, a także dziennik budowy i oświadczenie kierownika budowy - wyjaśnia Andrzej Grzegorczyk. - Wtedy my przeprowadzamy dodatkową kontrolę i sprawdzamy, czy da się cześć budynku użytkować w bezpieczny sposób.
Andrzej Grzegorczyk przyznaje, że kontrola odbyła się w wyniku zawiadomienia złożonego 7 maja przez burmistrza Barcina Michała Pęziaka, który posiłkując się artykułem opublikowanym na naszych łamach na ten temat poprosił o sprawdzenie prawidłowości realizacji pozwolenia na budowę wydanego przez starostę żnińskiego. W trakcie kontroli, która odbyła się 20 maja, nie stwierdzono użytkowania obiektu, więc poza zaleceniami ogrodzenia terenu i zawieszenia tablicy informacyjnej, nie nałożono na spółdzielnię żadnych sankcji. Andrzej Grzegorczyk informuje, że do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Żninie wpłynęła już informacja o wykonaniu zaleceń, poparta zdjęciami.
- Miał być biznes, biznes nie wyszedł, miał powstać garaż, wszystko to rodziło się w bólach, a teraz nie mamy aktu własności i zostaliśmy wyrzuceni jak śmieci - skarży się Halina Krauze. - Włożyliśmy w to pieniądze, a zostały stracone nadzieje.
CZĄSTKOWYCH ODBIORÓW NIE BĘDZIE
Sprawę na ostatniej sesji poruszył także burmistrz Michał Pęziak, który wspomagając się specjalnie przygotowaną prezentacją dowodził, że nie mógł nie wydać decyzji o zmianie zagospodarowania terenu i zmianie sposobu użytkowania obiektu.
- Muszę mieszkańcom Barcina i Piechcina i właścicielom tych garaży przedstawić, jak ona się ma - uzasadniał burmistrz i poinformował, że przeprowadził postępowanie administracyjne i wydał decyzję, która miała na celu ustalenie zasad zabudowy i zagospodarowania terenu działki, przy spełnieniu warunków określonych w art. 61 ust. 1, podpunkt 1-5 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Wymieniał te warunki, między innymi dostęp do drogi publicznej i dowodził, że w wyżej wymienionym przypadku zostały one spełnione.
- Mieszkańcy wykorzystali trochę inaczej działeczkę i zrobili sobie zjazdy nie na drogę, tylko przez drogę na targowisko i wyjeżdżają z drogi na targowisko, a ponieważ tutaj odbywają się targi, to handlujący blokują im te zjazdy wykonane niezgodnie z prawem i stąd się wziął konflikt - dowodził burmistrz i wyjaśniał, że Karol Gapiński podał, że odległość pomiędzy garażem a terenem targowiska wynosi około 10 metrów. Dodał jednocześnie, że w nieodległym od niedokończonej zabudowy ciągu garaży odległość między dwoma garażami wynosi mniej, bo 9 metrów.
Na sesji radny Henryk Popławski, będący jednocześnie prezesem spółdzielni stwierdził, że spółdzielnia jako inwestor główny na pewno nie wystąpi o cząstkowe odbiory, bo nie ma innej możliwości zmuszenia ludzi do zakończenia budowy, jak skłonienie ich do tego, żeby między sobą zaczęli się mobilizować.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1216 (22/2015)
Inne teksty na ten temat:
Samochody uwięzione w garażach
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze