W ubiegły wtorek Klub Podróżnika działający w żnińskiej bibliotece publicznej odwiedziła Monika Witkowska - podróżniczka, która dociera w najdalsze zakątki świata.
Podróżniczka żeglowała wcześniej na bydgoskim jachcie Solanus. Z kapitanami Bronisławem Radlińskim i Włodzimierzem Palmowskim pokonała trasę od Grenlandii przez Przejście Północno-Zachodnie. - To jest ta kobieta, o której pan Bronisław mówił tak: To jest taka kobitka, że gdzie diabeł nie może, to posłać Monikę, ona wszystko załatwi - powiedziała dyrektor biblioteki Jadwiga Jelinek.
- Ja podróżuję sporo, bo właściwie całe moje życie związane jest z podróżami. Zaczęło się od pasji, później okazało się, że pasję można też połączyć z pracą. Wszystko podporządkowałam takiej idei, że mamy jedno życie i trzeba je fajnie wykorzystać na miarę różnych możliwości, ale te możliwości można sobie stwarzać. Marzenia można wcielać w życie i trzeba wierzyć, że się uda - powiedziała Monika Witkowska.
Temat spotkania w bibliotece dotyczył Arktyki, a więc obszaru Ziemi otaczającego biegun północny, który pokryty jest lodem. Dlatego też Jadwiga Jelinek poczęstowała gościa lodami, ale nie arktycznymi, tylko żnińskimi. Podróżniczka opowiedziała, jak doszło do wyprawy na Arktykę. Podczas rejsu Solanusem Monika Witkowska poznała szwedzkiego żeglarza Börje Ivarssona i zaprzyjaźniła się z nim do tego stopnia, że kiedy w porcie w arktycznej Kanadzie - Cambridge Bay - Szwed został bez dotychczasowego załoganta, załoga Solanusa podjęła decyzję, by to właśnie pani Monika pomogła mu przeprowadzić jego jacht Annę do kolejnego portu. Właśnie wtedy zrodził się plan kolejnej wyprawy pod banderą szwedzko-polską, której celem miała być Czukotka, a więc region, który jest białą plamą na podróżniczych mapach świata oraz wyspa Wrangla, o której mówi się, że to prawdziwy koniec świata.
Rejs Anną pod banderą szwedzko-polską przez morza Beauforta, Czukockie, Wschodniosyberyjskie i Beringa trwał trzy miesiące. Polka i Szwed wypłynęli z portu Inuvik w Kanadzie w lipcu 2011 roku. Oficjalnie wyprawę zakończyli pod koniec września 2011 r. w porcie Sand Point na Alasce (USA). Podczas trzydniowego spływu rzeką Mackenzie żeglarze widzieli ostatnie drzewa. Po wpłynięciu na Morze Beauforta pojawiły się pierwsze lody. - Przy Grenlandii są najpiękniejsze góry lodowe. Góry lodowe mają to do siebie, że widać je, natomiast bardziej niebezpieczne są takie małe bloki, których często nie widać, zwłaszcza we mgle. A właśnie taki mały blok lodowy może uszkodzić burtę jachtu - mówiła pani Monika. Dalej rejs wiódł przez wyspy Pelly i Herschel, północną Alaskę (Demarkation Bay i Barrow), aż dotarli na wyspę Wrangla, która została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jedyną zamieszkałą wioską na wyspie jest Uszakowskoje. Podróżnicy wywołali zdziwienie kilkunastu ludzi tam mieszkających oraz inspektorów rosyjskich, gdyż bardzo rzadko żeglarze w to miejsce przypływają. - Raz na rok statek przywozi im jedzenie i pocztę, a tak to żadnego kontaktu ze światem nie mają - powiedziała podróżniczka. Dostanie się na wyspę jest większym problemem niż góra lodowa, gdyż turystyka właściwie tu nie funkcjonuje, zaś biurokracja rosyjska - jak mówi - stwarza wiele problemów. 3-dniowy pobyt kosztuje 240 tysięcy rubli, co w przeliczeniu daje 8,5 tysiąca dolarów. Takich pieniędzy żeglarze Anny nie mieli, tym bardziej, że pani Monika źle odczytała maila, pomyliła się o jedno zero, sądząc, że pobyt kosztuje 24 tysiące rubli, a ponieważ obiecano im 50% zniżki, rejs miał wynieść 12 tysięcy rubli. Pomyłka o jedno zero sprawiła, że inspektorzy nie bardzo wiedząc co zrobić, pozwolili im zostać na wyspie tylko dwa dni. Białe niedźwiedzie są tam niemal wszędzie, a grób Czukczy zjedzonego we własnej chacie świadczy o tym, że z niedźwiedziami żartów nie ma. Żeglarze zobaczyli foki, pieśce (arktyczne lisy), śnieżne sowy, woły piżmowe i wieloryby. Przyroda i bezdrzewne krajobrazy z górami zrobiły wrażenie na podróżnikach, jednak nie dało się nie zauważyć wielkiego złomowiska i tysiąca pordzewiałych beczek po paliwie. Z pewnością Rosjanie woleliby, aby nikt z zagranicznych żeglarzy tego nie zobaczył, bo wówczas mit wielkiej Rosji mógłby upaść. I być może właśnie to było przyczyną kłopotów z prawem podczas dalszego rejsu na kontynentalną Czukotkę.
Po opuszczeniu wyspy Wrangla Polka i Szwed popłynęli do Pevek, najbardziej na północ wysuniętego miasta Rosji. Jak powiedziała pani Monika, jest to dziwne miasto, a jego połowa to miasto duchów z pustostanami i powybijanymi szybami w oknach. Żeglarzom wydawało się, że bez problemu wpłyną do portu, gdyż mieli wizy, specjalne zezwolenie na Czukotkę wydane przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa (odpowiednik KGB), z którego wynikało, że jacht Anna ma wpłynąć do miasta Pevek. - Podpływamy do Pevek, ja się zgłaszam przez radio, że przypływamy. Oni mówią: "Tak, już na was czekamy". Ja mówię do Börje: "Widzisz, już na nas czekają" - powiedziała pani Monika. Nie było to jednak dla nich przyjazne spotkanie, gdyż zostali aresztowani i postawieni przed sądem za nielegalne wkroczenie na wody terytorialne Federacji Rosyjskiej, mimo iż posiadali wymagane dokumenty. Dzień później stanęli przed sądem i dostali wyrok: musieli zapłacić po 30 dolarów kary i opuścić wody terytorialne Rosji. - Na korytarzu sędzia przepraszał mnie, na ucho powiedział mi, że on nie chciał, by to się tak potoczyło, ale dostał takie polecenia. Kiedy już mieli wypłynąć, zabrano ich ponownie na komisariat. - Zabrano nam paszporty, nie powiedziano, o co chodzi, zrobiono nam zdjęcia, takie, jakie się robi kryminalistom, wzięto odciski palców, całej dłoni - powiedziała podróżniczka i dodała, że do paszportów wbito im 5-letni zakaz wjazdu na teren Federacji Rosyjskiej. Aż do granicy wód terytorialnych Rosji miał Annę eskortować statek służby granicznej. Zgubili go jednak, przez co ponownie zostali zatrzymani i stanęli przed sądem.
Zakaz wjazdu do Rosji komplikuje plany pani Moniki związane z przepłynięciem ponad Rosją. - W przyszłym roku "Solanus" będzie się tam prawdopodobnie wybierał i jestem planowana w załodze "Solanusa", jak i jeszcze innego jachtu. Staram się o anulowanie tego zakazu i mam szansę, zwłaszcza teraz po wyborach.
Monika Witkowska opowiedziała także o rodowitych mieszkańcach Czukotki - Czukczach. Mieszkają oni w domach, w których nie ma bieżącej wody, korzystają więc z deszczówki lub wodę wytapiają ze śniegu czy lodu. Gotują na ognisku rozpalanym w chacie. W miejscowym sklepie nie ma żadnych słodyczy, można jedynie kupić chleb. - Półki są wypełnione rzeczami, których miejscowi nie kupują, dlatego że są dla nich zwykle za drogie i niepotrzebne. Ich wyżywienie opiera się głównie na upolowanych morsach, fokach, niedźwiedziach i wielorybach. Panowie polują albo łowią ryby, a kobiety zbierają takie maliny moroszki i robią z tego przetwory. Zaopatrzenie do tego sklepu przypływa raz w roku - powiedziała żeglarka.
Niezwykły rejs zakończył się pod koniec września 2011 r. w porcie Sand Point na Alasce. Pani Monika wróciła do Polski, a jej towarzysz podróży pożeglował dalej samotnie, szukając miejsca, w którym mógłby pozostawić jacht na zimę. Żeglarze przepłynęli 4,8 tys. mil morskich, pokonując tego typu trasę jako pierwsi na świecie.
Po spotkaniu w żnińskiej bibliotece podróżniczka rozdawała autografy, a chętni mogli zakupić jej książki.
Film można zobaczyć w zakładce Filmy.
Barbara Filipiak, 21 III 1201
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze