Reklama

Oczarowana Iranem

Anna Pietrzak-Włodarczyk w hidżabie, w którym przemierzała Iran

fot. Sylwia Wysocka

Anna Pietrzak-Włodarczyk, podróż, Iran
     Oczarowana Iranem
     Rodzina próbowała ją odwieść od wyjazdu, obawiali się Irańczyków, w głowach mieli obrazy i opowieści o terrorystach i ich krwawych działaniach. Wszystko na nic. Zdecydowała, że pojedzie i to sama, wizę niemal wydarła siłą, zarzuciła plecak na ramię, hidżabem owinęła głowę i poleciała.

     Anna Pietrzak-Włodarczyk obecnie wraz z rodzicami prowadzi firmę, przebiega maratony, skacze ze spadochronem, jest morsem i podróżuje. Zdążyła już zwiedzić ponad 37 państw, ostatnią jej wyprawą był wyjazd do Iranu i o nim nam właśnie opowie; o państwie tylko z pozoru niebezpiecznym, ciepłym gościnnością jego mieszkańców.
     KOMFORT INDYWIDUALISTY
     - Iran był moim 37. krajem, który odwiedziłam. Moje podróżowanie trwa od 10 lat. Zaczęło się standardowo od kurortów i ciężkiej walizki. U mnie w domu nie było tradycji podróżowania, dlatego wydawało mi się, że na wczasy za granicę można wyjeżdżać tylko dzięki biurom podróży. Od początku nie mogłam odnaleźć się w tłumie turystów drepcząc za przewodnikiem, który za mnie decydował, co ma mnie interesować, a co nie - opowiada o początkach swych podróżniczych przygód Anna Pietrzak-Włodarczyk.
     Wtedy też zdecydowała wybrać się na wycieczkę samochodową po Europie i to był, jak sama mówi, jej kolejny krok w podróżniczej ewolucji. Wycieczkę zorganizował jej mąż, a sam pomysł i sposób zwiedzania w takiej formie spodobał się jej tak bardzo, że zaczęła organizować takie podróże dla najbliższych. - Jednak nie wszędzie dało się pojechać autem, więc zaczęłam czytać o podróżach z plecakiem. Jak tanio kupić bilety, gdzie i kiedy ich szukać, jak organizować noclegi, planować połączenia i przemieszczanie się, które atrakcje warto zobaczyć. W ten sposób odwiedziliśmy z mężem 7 państw - opowiada podróżniczka.
     Do Iranu na ostatnią wyprawę, z której wróciła kilkanaście dni temu, pojechała sama. Zapytana, co spowodowało, że postanowiła zwiedzać ten kraj samotnie, podkreśliła, że mimo wielu wypraw, wciąż jednak nie była na tyle blisko miejsc, które odwiedzała, na ile by chciała. - W związku z tym postanowiłam ruszyć całkiem sama i zaznać podróżowania jeszcze głębiej. Wcześniej już była Rumunia i Ukraina. Pojechałam tam swoim autem. Miałam z grubsza określony plan podróży, ale wszystko zmieniło się w trakcie jej trwania. Spałam w aucie lub tanich hostelach prowadzonych głównie przez młodych ludzi, z którymi spędzałam wieczory. To oni polecali mi kolejne atrakcje i pomagali zobaczyć ich świat - ich oczami. Samotne podróżowanie ośmiela i otwiera osoby, które się spotyka. Często o pomoc czy o radę nie trzeba nawet prosić, bo ludzie starają się pomagać na każdym kroku - opowiada.
     DOTKNĄĆ TAJEMNICY
     Iran był kolejnym wyzwaniem dla Anny, która w życiu szuka wyzwań i kieruje się dewizą, że im trudniej, tym lepiej. - Nieustannie chcę przesuwać horyzont. Stoi za tym też siedząca we mnie potrzeba ciągłego udowadniania sobie, że mogę, że sobie poradzę, że dam radę. Lubię tę adrenalinę towarzyszącą planowaniu, wizualizowaniu tego, co mnie czeka, i podróży w nieznane. Iran wydawał mi się takim szczytem podróżniczym. Pomysł samotnego wyjazdu z plecakiem do Iranu początkowo był całkowitą abstrakcją, ale im więcej czytałam o tym kraju, tym bardziej czułam, że to jest coś, co muszę przeżyć - nawiązuje do genezy wyprawy.

Meczet Sheikh Lotfollah w Esfahan

Reklama
fot. Anna Pietrzak-Włodarczak

     POKONANIE BARIER
     Wyjazd do Iranu, szczególnie dla samotnie podróżującej kobiety, to wielka przeprawa jeszcze w Polsce. Anna Pietrzak-Włodarczyk wyjaśnia, że aby dostać wizę irańską, trzeba mieć specjalne zaproszenie. O takie zaproszenia wnioskuje się do irańskich biur podróży. We wniosku trzeba dokładnie opisać swoją podróż oraz podać nazwy hoteli, w których będzie się spało. Iran nie ma popularnych portali oferujących rezerwacje hotelowe, więc było to dość karkołomne wyzwanie. Tym bardziej, że rogowianka planowała spać jak najczęściej w prywatnych domach, a tego we wniosku napisać nie mogła.
     - Numer otrzymałam, złożyłam wniosek wizowy w konsulacie w Warszawie i czekałam. Już na etapie aplikowania dowiedziałam się, że nie powinnam jeszcze płacić za wizę, bo konsul niechętnie daje wizy samotnie podróżującym kobietom. Ja jednak byłam pełna wiary, napisałam list do konsula zapewniając go, że będę uważała na siebie i respektowała zasady panujące w Iranie. Po dwóch tygodniach zadzwoniłam i otrzymałam odpowiedź odmowną. Dostałam tylko 3 możliwości: albo pojadę do Iranu z jakąś wycieczką - grupą, albo polecę bez wizy i będę się o nią starała na lotnisku w Teheranie, albo też ktoś z Iranu zadzwoni i powie, że na miejscu mną się zaopiekuje - opowiada o swych perturbacjach Anna Pietrzak-Włodarczyk.
     Trzy dni wcześniej, zupełnie przypadkiem, poznała trzy osoby, które przed tygodniem wróciły z Iranu. Poskarżyła się im na decyzję konsula i otrzymała wsparcie. - Usłyszałam: „zaczekaj, poznałam tam jednego chłopaka, może on zadzwoni“. Jeszcze tego samego dnia wieczorem odbyłam rozmowę z tym kolegą z Iranu, a następnego dnia po jego telefonie do ambasady dostałam wizę i to była moja przepustka do kraju, o którym wcześniej tylko marzyłam - wspomina z uśmiechem, dodając, że wiara w to, że się uda, to podstawa każdej wyprawy.
     WIEDZA I DETERMINACJA
     Podróżniczka zapewnia, że obawy są zawsze. Uważa, że to najzdrowszy objaw w szale podróżniczym. - Do każdej wyprawy trzeba się dobrze przygotować. Trzeba się oczytać. Poznać zasady panujące w danym kraju, żeby nie popełnić jakiegoś błędu. Czasem zupełnie niechcący możemy obrazić czyjeś uczucia, innym razem przez niewiedzę możemy narazić się na poważne konsekwencje. Co prawda czasem, im więcej się czyta, tym większe ma się obawy, ale wszystko jest dla ludzi - zapewnia.
     Ania Pietrzak-Włodarczyk przyznaje, że rodzina nie bardzo chciała słuchać o jej pomyśle. Jednak wiedzieli, że nie są w stanie jej powstrzymać. Przyznaje, że może i nie zniechęcali jej jakoś na siłę, ale na pewno też nie zachęcali i nie kibicowali. - Jestem bardzo autonomiczną jednostką i rzadko rezygnuję z powziętego planu. Wiem, że bardzo się o mnie martwią, gdy odbywam samotne podróże i przykro mi, że narażam ich na stres, ale dla nich ważne jest moje szczęście, a ja szczęście znajduję w drodze - zapewnia realizatorka własnych wyzwań.
     Najtrudniejszym momentem tej podróży było lotnisko i lot z Aten do Teheranu. Czekała 6 godzin i z każdą kolejną wpadała w coraz większą panikę. Powoli zbierali się jej współpasażerowie, od których bardzo się różniła. - Byłam pojedyncza i strasznie biała - wspomina. Zdawała sobie sprawę, że będzie musiała mieć zakryte włosy, ale nie bardzo wiedziała, kiedy je zakryć. Przyznaje z uśmiechem, że była w pełnej gotowości gumkowo-hidżabowej. Obserwowała inne kobiety, ale potwornie bała się, że coś przegapi, że podeszła do sprawy zbyt lekko, że jej domowe przebieranki za Irankę były wielką pomyłką i trzeba było jakoś lepiej się przygotować, a nie tak na luzie. - Zawsze mam do siebie pretensje, gdy się stresuję, ale umiem też przywołać się do porządku i opanować stres - mówi.
     PRZYJAŹNI IRAŃCZYCY
     Co urzekło ją w tym kraju najbardziej? Podkreśla, że ludzie, zdecydowanie ludzie. - Iran jest piękny. Widoki bardzo przypadły mi do gustu, ale ludzie wszędzie byli niesamowicie przyjaźni. Już w samolocie poznałam dwie przesympatyczne osoby. Jedna z nich dała mi wizytówkę, żebym dzwoniła, gdybym miała jakikolwiek problem. Zanim wyszliśmy z lotniska, trzy osoby zapytały, czy mam dokąd pójść i gdzie spać. Znajomy jedynie z rozmów telefonicznych, który interweniował w mojej sprawie w konsulacie, jechał po mnie 4 godziny autobusem, żeby odebrać mnie z lotniska, żebym nie musiała samotnie czekać do rana. Ludzie na ulicy pytali, jak mi pomóc, polecali, co warto zobaczyć i zapraszali na obiad do siebie. Gdybym chciała skorzystać ze wszystkich zaproszeń, do dziś bym tam była. Skorzystałam z kilku i wiem, że one faktycznie płyną z głębi serca, bo w Iranie „Gość w dom, Bóg w dom“ jest wręcz namacalne. Dla nich gość to największy dar, jaki mogą otrzymać i od progu traktują go jak rodzinę, bez napinania się i stawania na baczność - opowiada o niezwykle gościnnych Irańczykach.
     Wspomina również o zwyczaju jedzenia na podłodze. Przyznaje, że nie wie, czy na dłużej też by się jej to tak podobało, ale na chwilę było to wspaniałe doświadczenie: obiad na podłodze w kuchni lub salonie, na jednorazowej ceracie, doskonałe, przyprawione i barwne dania; smaki, jakich nie znała i ta atmosfera bliskości, gdy wszyscy siedzą obok siebie na podłodze i dzielą się jedzeniem. Doskonałe doświadczenie.
     Anna zapewniła, że najbardziej smuci ją nasze pojęcie o Iranie, opinia o muzułmanach, jaką mamy, szczególnie teraz. W naszym przekonaniu Iran jest pełen terrorystów, gdzie żywym nie wyjdzie się nawet z lotniska. - Ludzie byli tam zdziwieni, gdy mówiłam im, że Europejczycy boją się ich kraju, że mamy takie, a nie inne wyobrażenie o nich. Gdy wspominałam o moim blogu, że prowadzę go z tej wyprawy, prosili by napisać, że to wspaniały i przyjazny kraj, który jest bardzo otwarty na turystów - opowiada samotna podróżniczka.
     CZAS BEZ PRACY
     Anna Pietrzak-Włodarczyk tłumaczy, że każdą swoją wyprawę musi ograniczać czasowo, co związane jest z godzeniem pasji z pracą. Na jednorazową podróż ma zazwyczaj góra 10 dni. Iran jest zbyt dużym państwem, by chociaż pobieżnie zwiedzić go w tak krótkim czasie.
     Do tego był pierwszym krajem w jej historii podróżowania, w którym internet był prawie w ogóle niedostępny i nie mogła w wolnych chwilach pracować, co od zawsze było normą podczas jej wypraw.
     - Z braku czasu każdą podróż staram się wypchać atrakcjami po brzegi. Staram się zobaczyć jak najwięcej i ciągle się spieszę. Wszędzie jestem tylko chwilę. W Iranie ze względu na odległości zwolniłam. Zobaczyłam tylko kilka miejsc, ale za to poznałam wielu cudownych ludzi. Poznałam ich domy, rodziny, przyjaciół. Myślę, że nigdy wcześniej żadnego kraju nie poczułam, tak jak tego. Iran skradł moje serce - dodaje.

Jedno z wyjątkowych stoisk handlowych z dywanami, które są tak ważne w miejscowych domach

Reklama
fot. Anna Pietrzak-Włodarczak

     PORTFEL PODRÓŻNICZKI
     Koszty wyprawy to przede wszystkim koszt zaproszenia, wizy, bilet lotniczy i jednego hotelu, za który zapłaciła. Resztę nocy spędziła w prywatnych domach. Nawet w restauracjach musiała bardzo walczyć, żeby móc zapłacić za siebie. - To jest taka swoista pułapka, o której dobrze wiedzieć. Irańczycy chcą nas gościć, bo tak nakazuje im tradycja, ale życie na ich rachunek tak w pełni nie jest dobrze widziane. Trzeba im pozwolić się ugościć, ale też należy się odwzajemnić. To takie trochę targowanie się w drugą stronę, taka gra między gospodarzem a gościem, w której trzeba się odnaleźć - opowiada Anna Pietrzak-Włodarczyk.
     Wylicza korzyści płynące z podróżowania z plecakiem. Podkreśla, że takie wyprawy są wygodne, bo cały swój dobytek nosi się na plecach i to pozwala obniżyć koszt wyjazdu. - Mój plecak nigdy nie przekracza wielkością bagażu podręcznego, który nieodpłatnie można zabrać do kabiny samolotu. Bilety kupuję najtańsze, niestety podróżując tanio musimy dostosować się do biletów i terminów. Jedziemy wtedy, kiedy jest tanio, a nie wtedy, kiedy mamy ochotę jechać - tłumaczy. Opowiada, że w Iranie kobiecie trudno jest znaleźć tani hostel - raczej nie są mile widziane w takich miejscach, a często wręcz nie są przyjmowane. Dlatego doskonałą alternatywą jest CouchSurfing, czyli możliwość spania za darmo w prywatnych domach. I choć przyznaje, że może brzmi to dziwnie, ale jest to niezwykle popularny sposób na tanie podróżowanie i poznawanie ludzi z najróżniejszych zakątków świata. - Czasem tylko zamiast zwiedzać miasto, musimy z rodziną, u której mieszkamy, witać kolejnych gości i pić z nimi hektolitry herbatki, bo wszyscy chcą nas poznać, ale to też ma swój urok - wspomina z uśmiechem i zapewnia, że nie warto przepłacać, bo w podróży drożej wcale nie musi znaczyć lepiej.
     OBAWY I TRUDNOŚCI
     - Jedyną obawą, jaką na miejscu odczuwałam, był strach o mój hidżab. Strach, że moja chusta spadnie mi z głowy, że za bardzo odsłoni moje włosy. Osoby, które tam poznałam, śmiały się, że jestem bardziej irańska niż oni. Wszystkie ubrania miałam dokładnie przemyślane. Nosiłam tylko golfy z długim rękawem, na to sukienkę i spodnie. Chustą ciasno okrywałam włosy i uszy. Kobiecie nie wolno jest pokazywać włosów, uszu i szyi. Nie może też nosić krótkich spodni i rękawów. W listopadzie, gdy byłam w Iranie, było około 15 stopni, więc w moim stroju czułam się super, ale upalne lato musi być tam męką dla kobiety. Zresztą nieustannie walczyłam z chęcią ściągnięcia chusty po wejściu do autobusu lub restauracji - opowiada.
     To zdecydowanie było w całej jej podróży najtrudniejsze i pozwoliło doskonale zrozumieć dziewczęta, które mówiły, że kochają swój kraj, ale muszą wyjechać, bo chcą być wolne, nie chcą nosić hidżabu.
     ZDECYDOWANIE TAK
     Iran poleciłaby każdemu i o każdej porze, bo nie była, mimo swego podróżniczego dorobku, jeszcze w drugim tak przyjaznym i otwartym kraju. Zaznacza, że jednak należy się dobrze przygotować i pogodzić z przymusem respektowania panujących tam zasad. Uważa, że tylko takie podejście w 100 procentach gwarantuje zadowolenie z wyprawy.
     Pytana o ocenę bazy turystycznej odwiedzanego państwa zapewnia, że ludzie uczą się angielskiego i wszędzie w tym języku można się porozumieć. W miastach są też biura informacji turystycznej i wygodne hotele. Po Iranie jeżdżą komfortowe autobusy dla turystów, które mimo wysokich standardów są bardzo tanie. W okolicach miast można przemieszczać się taksówkami, ale tu należy z góry ustalić cenę.
     - Myślę, że turyści nie mogą narzekać na Iran. Irańczycy są przychylni dla wszystkich obcokrajowców. Polskę kojarzą głównie dlatego, że po wojnie Iran przyjął do siebie wiele sierot z Polski. Do dziś w dużych miastach są bardzo zadbane polskie cmentarze, a Polacy cieszą się dobrą opinią - mówi podróżniczka.
     KORZYŚCI Z WYPRAWY
     - Moja podróż otworzyła mi oczy. Już w Rumunii i na Ukrainie przekonałam się, że nie taki diabeł straszny. Iran potwierdził to w stu procentach. Wiele o Iranie wiedziałam, zanim tam pojechałam. Wiedzę czerpałam głównie z blogów i książek podróżników, czyli z pierwszej ręki. Wszystko co przeczytałam, potwierdziło się. Za to nikt na mnie nie pluł, nie chłostał mnie, nie obrażał i nikt nie ściął mi głowy. Nie powinniśmy wszystkich wyznawców islamu zamykać do jednej szufladki. Zresztą oni sami obawiają się Państwa Islamskiego i terrorystów - przekonuje Anna Pietrzak-Włodarczyk.
     Opowiada, że Iran pomógł jej na pewno uwierzyć w siebie, pomógł też bardziej otworzyć się na innych. Przez długi czas bała się samotnej podróży, bo nie wierzyła w siebie. Bała się, że gdzieś się zgubi, czegoś nie zrozumie, zrobi jakiś błąd. Rumunię i Ukrainę odwiedziła jadąc swoim samochodem, więc zawsze mogła się do niego schować, wszędzie dojechać, nie potrzebowała niczyjej pomocy. W Iranie była zdana na ludzi, na autobusy i na siebie. - Ten egzamin zdałam, ale zawsze gdzieś czeka jakieś „bardziej“ i tego bardziej będę szukała - mówi.
     PLANY NA PRZYSZŁOŚĆ
     Zapytana o plany na kolejne podróże, bez wahania odpowiada, że pojedzie tam, gdzie bilety będą w promocji. Bo taka jest często rzeczywistość, a tanie podróżowanie rządzi się swoimi prawami.
     - Wiza irańska w paszporcie trochę komplikuje sprawę, dlatego pierwszym krajem będzie kraj, w którym już na lotnisku zostanę zatrzymana na małe przesłuchanie. Zapewne będzie to ciekawe doświadczenie. Planów jest wiele - mówi żądna nowych wyzwań i przygód Anna Pietrzak-Włodarczyk.
     Swoje wrażenia związane z wyprawami, refleksje, podróże nielukrowane - jak je nazywa - opisuje na swoim blogu, który traktuje jak pamiętnik z podbojów świata.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1245 (51/2015)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości