Komu zgłosić straty
Odwilż niszczy ściany
Spółdzielnia Mieszkaniowa w Żninie od 22 do 27 grudnia przyjęła 9 zgłoszeń od lokatorów o przeciekającej przez ściany wodzie. Nagła odwilż spowodowała zniszczenia w mieszkaniach. - Odwilż to najgorsza sytuacja, która nas może spotkać, ponieważ rynny są zamrożone i kiedy śnieg zaczyna odtajać, to się przelewa, a woda ścianami dostaje się do mieszkania - mówi zastępca prezesa spółdzielni Zdzisław Goliński.
Damian Lewandowski pokazuje zniszczenia powstałe w mieszkaniu podczas nagłej odwilży 22 grudnia. Za oknem temperatura dodatnia. Ogromne połacie śniegu zamieniają się w wodę. Około 14:30 mieszkający na ostatnim piętrze bloku przy ul. Browarowej w Żninie Damian Lewandowski i jego żona wrócili do domu. Kobieta zauważyła, że w kuchni z sufitu odpada tynk. Oczom małżeństwa ukazała się kapiąca z sufitu woda.
- Woda kapała nawet z lampy - opowiada Damian Lewandowski.
Żona pana Damiana zadzwoniła natychmiast do Spółdzielni Mieszkaniowej i poprosiła o pomoc w usunięciu usterki. Usłyszała, że pracownicy pracują do 15:00, a pomocy należy się spodziewać następnego dnia rano.
- No i tak nas zostawili z tym problemem na całe popołudnie i całą noc. Podłożyliśmy wiaderka, miski, garnki i inne znajdujące się naczynia w domu, by nie zalać sąsiadów. W niektórych miejscach woda leciała sobie ciurkiem - relacjonuje nasz rozmówca.
Damian Lewandowski nie dawał za wygraną i postanowił na bieżąco informować kierownictwo spółdzielni, co się dzieje w jego mieszkaniu. Dwie godziny po pierwszym telefonie zadzwonił bezpośrednio do kierownika spółdzielni.
22 grudnia. Za oknem temperatura dodatnia. Ogromne połacie śniegu zamieniają się w wodę. Około 14:30 mieszkający na ostatnim piętrze bloku przy ul. Browarowej w Żninie Damian Lewandowski i jego żona wrócili do domu. Kobieta zauważyła, że w kuchni z sufitu odpada tynk. Oczom małżeństwa ukazała się kapiąca z sufitu woda.
- Woda kapała nawet z lampy - opowiada Damian Lewandowski.
Żona pana Damiana zadzwoniła natychmiast do Spółdzielni Mieszkaniowej i poprosiła o pomoc w usunięciu usterki. Usłyszała, że pracownicy pracują do 15:00, a pomocy należy się spodziewać następnego dnia rano.
- No i tak nas zostawili z tym problemem na całe popołudnie i całą noc. Podłożyliśmy wiaderka, miski, garnki i inne znajdujące się naczynia w domu, by nie zalać sąsiadów. W niektórych miejscach woda leciała sobie ciurkiem - relacjonuje nasz rozmówca.
Damian Lewandowski nie dawał za wygraną i postanowił na bieżąco informować kierownictwo spółdzielni, co się dzieje w jego mieszkaniu. Dwie godziny po pierwszym telefonie zadzwonił bezpośrednio do kierownika spółdzielni.
- Powiedział mi, że nie przyjdą i kazał czekać do rana. Zaproponował mi również, że może jedynie pomóc mi zbierać szmatą wodę z podłogi i się rozłączył. Potem nie mogłem się do niego dodzwonić i wysłałem SMS-a. W ogóle na niego nie zareagował - mówi Damian Lewandowski.
Następnie mieszkaniec Browarowej szukał pomocy u prezesa. Opowiedział mu przez telefon, że woda zalewa mu coraz bardziej mieszkanie. Prezes stwierdził, że nie jest w stanie nic poradzić. I zapewnił, że następnego dnia z samego rana przyjdą pracownicy. Tak też się stało. Według Damiana Lewandowskiego pracownicy weszli na dach i uprzątnęli śnieg.
- Nic więcej nie zrobili, ale przestało lecieć - przyznaje pan Damian.
Jak woda przestała dostawać się do mieszkania przez ściany i sufit, Damian Lewandowski wybrał się do spółdzielni, by opowiedzieć o powstałych stratach. Cały sufit jest zalany. W niektórych miejscach ze ścian poodpadał tynk. Nasz rozmówca zaproponował kierownictwu spółdzielni, że fakturę za naprawę powstałych zniszczeń wystawi na spółdzielnię i odliczy sobie od czynszu poniesione koszty. Dowiedział się, że powstałą szkodę może zgłosić ubezpieczycielowi. Mieszkanie jest bowiem ubezpieczone.
Pan Damian wyjaśnił również kierownikowi, że na święta ma zamiar wyjechać, ale w obliczu odwilży obawia się o zalanie mieszkania sąsiadów. Prosił kierownika o radę, co ma zrobić. - Kierownik powiedział, że mam zamknąć mieszkanie i jechać na święta, a jeśli zalałoby mieszkanie sąsiadów, to koszty pokryje ubezpieczyciel - opowiada Damian Lewandowski.
Mężczyzna wspomina, że to nie jego pierwsze problemy w mieszkaniu. Woda wdzierała się przez ściany już wiosną.
- To było po wiosennych roztopach. Mieszkanie nie było wtedy w takim stopniu zniszczone jak teraz. Ale musiałem je remontować latem. I teraz znów jest zniszczone. Znów będę musiał przeprowadzić remont, ale nie wiem, czy mi się to opłaca, bo za 2 miesiące będę miał to samo. Tylko przez okres letni mam spokój. Teraz była lekka odwilż i mieszkanie jest zniszczone, a co będzie wiosną, jak się zaczną porządne roztopy? Zgłaszałem spółdzielni usterki na dachu na wiosnę w tym roku i rok wcześniej. Na dachu jest za dużo śniegu, ale nie widzę pracowników, by ten śnieg z dachu zbierali. Mam tu oko i widzę, że z dachu Przychodni Rodzinnej śnieg jest regularnie odgarniany - mówi Damian Lewandowski.
Zdzisław Goliński, zastępca prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej, wyjaśnia, że po południu nikt nie jest w stanie wejść na dach. Dlatego powiedział Damianowi Lewandowskiemu, że lód będzie usuwany z dachu następnego dnia z samego rana. I dodaje, że 22 grudnia zgłoszenia dotyczące przecieków były nagminne. Pochodziły one od mieszkańców bloków przy ul. Kopernika i Browarowej.
- Odwilż to najgorsza sytuacja, która nas może spotkać, ponieważ rynny są zamrożone i kiedy śnieg zaczyna odtajać, to się przelewa, a woda ścianami dostaje się do mieszkania - tłumaczy Zdzisław Goliński.
- To nie jest wina dachu. Zamrożona rynna nie odprowadza wody. Topiący się na dachu śnieg nie ma ujścia rynną - dodaje Kazimierz Jańczak, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej.
Po zgłoszeniach mieszkańców o zalewaniu mieszkań, nadmiar lodu i śniegu na dachach był usuwany przez wynajętą firmę. Prezes przyznaje, że śnieg nie jest usuwany na bieżąco, ponieważ kosztowałoby to spółdzielnię za dużo pieniędzy.
- Usuwamy, kiedy widzimy, że jest tego dużo i zagraża bezpieczeństwu - wyjaśnia Kazimierz Jańczak.
Otrzymaliśmy również sygnały od mieszkańców ul. Żytniej, że przed atakiem zimy rozpoczęto prace przy ocieplaniu bloków. Roboty przerwano, a rusztowania pozostały. Po przyjściu pierwszych roztopów przed świętami, ściany na klatkach schodowych zostały zalane. Zdzisław Goliński wyjaśnia, że zalane ściany na klatkach są spowodowane tą samą sytuacją, co w blokach przy ul. Browarowej i Kopernika. I może również to występować w mieszkaniach. - Ocieplanie nie ma tu żadnego znaczenia. Prace przy ocieplaniu zostały przerwane, aż przyjdzie ocieplenie - tłumaczy Zdzisław Goliński.
Kto ma ubezpieczone mieszkanie, powinien zgłosić powstałe straty ubezpieczycielowi. W przypadku nieubezpieczonego mieszkania szkody należy zgłosić w Spółdzielni Mieszkaniowej. Spółdzielnia zgłasza je dalej do ubezpieczyciela.
- Wszystkie budynki mamy ubezpieczone. Jeśli szkody powstaną z winy spółdzielni, to my to zgłaszamy ubezpieczycielowi. W opisywanym przypadku szkody powstały z winy spółdzielni - mówi Kazimierz Jańczak.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 985 (52/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze