Reklama

Opowieści o Państwie Środka w bibliotece

Marek Pindral podczas spotkania w Klubie Podróżnika opowiedział o Chinach fot. Barbara Filipiak Marek Pindral podczas spotkania w Klubie Podróżnika opowiedział o Chinach fot. Barbara Filipiak

Żnin, Marek Pindral, MiPBP, biblioteka
     Opowieści o Państwie Środka w bibliotece
     W poniedziałek 6 czerwca w żnińskiej Bibliotece Publicznej gościł Marek Pindral - wykładowca uniwersytecki języka angielskiego, dziennikarz i podróżnik.

     Marek Pindral gościł już w Klubie Podróżnika w grudniu ubiegłego roku. Wówczas opowiedział o Omanie, w którym spędził ponad 3 lata. Tym razem, na ostatnim przed wakacjami spotkaniu klubu, mówił o Chinach, kraju wciąż totalitarnym. - To nie jest kraj wolny. Krytykujemy często rządy Chin. Ale proszę państwa, proszę wziąć pod uwagę, gdzie indziej na świecie taką masą ludzi i tak zróżnicowaną, zajmuje się kilkadziesiąt rządów. A tam jeden rząd musi ogarnąć całą tę mozaikę, całą tę masę - powiedział podróżnik i dodał, że chiński komunizm trzeba brać w duży cudzysłów. - W tej chwili, moim zdaniem, z tego co widziałem, z tego co inni doświadczają , w Chinach mamy kapitalizm i to jeden z najdzikszych z możliwych. Jest takie znane powiedzenie o Chinach. Tak jakby rząd zdawał się mówić: "Bogaćcie się, ale siedźcie cicho". To jest taka filozofia na dzień dzisiejszy - dodał stwierdzając przy tym, że w Chinach panuje też niebywała korupcja. - Dla nas trudna czasami do wyobrażenia.

     Podczas swojego dwuletniego pobytu w Chinach Marek Pindral uczył chińskich studentów języka angielskiego. - Różnica między chińskimi studentami a studentami arabskimi była kolosalna. Chińczycy zdają sobie sprawę, że muszą pędzić, gnać, ścigać świat. Ten angielski jest jednym ze sposobów dorównywania do świata. Natomiast Arabowie, póki Allah darzy ich ropą, niewiele się przejmują, bo mają tanią siłę roboczą z Indii, Bangladeszu, Pakistanu. Oni za nich wszystko zrobią - usłyszano.

Reklama

     Chińczycy to - zdaniem wykładowcy - ludzie bardzo mili i radośni. Jednak, jak zauważył, w każdej swojej grupie wykładowej miał ukrytych trzech tzw. monitorów-nadzorców. - Jeden, który kontrolował mnie - nauczyciela, czy przychodzę na zajęcia, czy jestem punktualny i przygotowany. Drugi, który to samo nadzorował, jeśli chodzi o studentów. A trzeci był takim ukrytym monitorem z ramienia partii komunistycznej, który czuwał nad czystością ideologiczną nas wszystkich - opowiadał podróżnik.

     Chińczycy spędzają czas głównie w grupach. Marek Pindral czasem chciał odpocząć od tłumu ludzi, usiąść gdzieś samotnie i odpocząć, ale się nie dało. Młodzi Chińczycy się przysiadali i chcieli rozmawiać, aby w ten sposób ćwiczyć swój angielski. - Potem się do tego przyzwyczaiłem. Oni tę grupowość, masowość mają we krwi od samego początku. Jeden z ich mitów mówi, że bogini stworzyła ludzi od razu hurtem, od razu w grupie. Także to jest inne podejście do świata - podkreślał.

Reklama

     Podczas spotkania usłyszano o chińskim jedzeniu i savoir-vivre. Marek Pindral nazywa Chiny imperium smaków. - Po Chinach praktycznie żaden kraj, wiem, że już mnie nie zachwyci, nie zaskoczy niczym, jeśli chodzi o jedzenie - powiedział i dodał: - Ja uwielbiałem świeże młode pędy bambusa. No coś pysznego - powiedział.

     Podróżnik wprowadził klubowiczów w klimat miejsc, w których żył podczas swojego pobytu w Chinach. Usłyszano m.in. o przyrodzie i krajobrazie Chin, ich historii, przesądach chińskich, tradycjach, wyprawianiu zmarłych w zaświaty oraz mniejszości chińskiej zwanej Miao. - Ich wioski są po prostu przepiękne. Pięknie wkomponowane w stok góry i wszystkie domy zrobione z drewna. Dlaczego? Miaończycy pięknie wierzą, że świat powstał z nieśmiertelnego klonu. Dlatego oni do dziś czczą drzewa. Kiedy rodzi się mały Miaończyk - sadzą drzewo. Kiedy będzie umierać, z tego drzewa będzie zrobiona trumna. Piękne, prawda? Takie zbratanie ze światem przyrody.

Reklama

     Jednym z symboli Chin są pandy. - To są wielkie niedźwiedzie. Nie radzę zadzierać z pandami. Ja byłem w ośrodku hodowli pandy. Akurat urodziły się małe pandziątka, niestety potrzymanie takiej małej pandy kosztowało prawie tysiąc złotych - opowiadał podróżnik.

     Podczas barwnej opowieści usłyszano również o prowincji Yunnan na południu Chin, gdzie znajdują się setki, jeśli nie tysiące pól ryżowych, tarasów, wyciosanych przez setki lat w górach. - Mądrzy Chińczycy mawiają, że w każdym ziarnku ryżu jest kropla ludzkiego potu. I to tutaj widać, ile wysiłku kosztowało wyciosać przez setki lat w górach, w tym nieprzyjaznym krajobrazie te pola. W uznaniu ich zasług jeden z cesarzy nadał tamtejszym góralom tytuł górskich rzeźbiarzy, który z dumą do dzisiaj noszą - powiedział Marek Pindral.

Reklama

     - Cokolwiek pomyślimy o Chinach w poniedziałek, we wtorek może być już kompletnie nieaktualne. To jest tak dynamicznie zmieniający się w tej chwili kraj - podkreślił Marek Pindral na zakończenie. Po spotkaniu podpisywał swoją książkę, rozdawał autografy i chętnie odpowiadał na zadawane mu pytania.

    Więcej zdjęć w naszej galerii, a film w zakładce Filmy.

Barbara Filipiak, 8 VI 2016

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama