Reklama

Po majowych mrozach

Straty na polach, w sadach i ogrodach
     Po majowych mrozach
     Rolnicy w Polsce, także na Pałukach, są przyzwyczajeni do majowych, nocnych przymrozków. W zeszłym tygodniu jednak mieliśmy do czynienia nie z przymrozkami, a z kilkudniową serią mrozów. Zimne powietrze atakowało rośliny nie od ziemi, jak przy zwykłych przymrozkach, a z góry. Straty w uprawach, w tym w sadownictwie, są duże, a nawet całkowite. Złą sytuację pogłębia susza.

Czereśniowy sad w Szczepanowie. Lech Popenda mówi, że czereśni
ze swoich drzew w ogóle w tym roku nie zbierze.
            fot. Karol Gapiński

     W ubiegłym tygodniu wschodnią i północną część Wielkopolski, w tym Pałuki oraz Kujawy nawiedziła fala nocnych mrozów. Temperatura powietrza spadała do minus 5, nawet minus 6 stopni Celsjusza. W okolicach Torunia zanotowano najniższą w kraju temperaturę w tych dniach, czyli minus 7 stopni Celsjusza nad ranem.
     Mróz spowodował straty w uprawach. Trudną sytuację pogłębiło to, że od kilku tygodni na Pałukach panuje susza i rośliny były zbyt słabe, by oprzeć się spadkom temperatur.
     Mirosław Spochacz, kierownik powiatowego zespołu doradców rolnych w Żninie, Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Minikowie podkreśla, że jakkolwiek rolnicy są przygotowani co roku na przymrozki, to mrozy, takie jak zimą, to w maju nowość. Rośliny sobie z tym nie poradziły. Według Mirosława Spochacza, mieliśmy do czynienia z anomaliami, zwłaszcza że dni były suche, słoneczne i w miarę ciepłe, a noce mroźne. Jeśli chodzi o zboża, to lepiej poradziły sobie ozime. Jeśli chodzi o zboża jare, to lepiej w niskiej temperaturze wegetowały te, które posiane zostały wcześniej i były już bardziej wyrośnięte.
     Doradcy rolni otrzymali też sygnały o stratach w burakach cukrowych, kukurydzy czy rzepaku. Niektórzy rolnicy zapowiedzieli zaoranie poddanych działaniu mrozu i zniszczonych upraw i posianie w ich miejsce nowych. Jednak dla niektórych - po zniszczeniach spowodowanych przez wodę, a teraz przez mróz - byłoby to przesianie nowym materiałem siewnym pola już po raz trzeci w jednym sezonie. W takich przypadkach, nawet gdyby teraz spadł deszcz i zagrożenie suszą oddaliłoby się, a nowo zasiane uprawy dojrzewałyby w idealnych warunkach - straty są nieuniknione. Każde przeoranie i obsianie pola to nie tylko czas potrzebny na wegetację roślin, ale też strata paliwa do maszyn i pieniędzy na materiał siewny oraz na robociznę.
     Skutkiem majowego mrozu może się też okazać zagrożenie dla hodowli. Większość gospodarstw to gospodarstwa rolno-hodowlane i ci, którzy np. stracili wskutek mrozu uprawy kukurydzy, będą mieli problemy z utrzymaniem dotychczasowej obsady stad bydła. Chyba, że kupią więcej paszy z zewnątrz, a to oznacza dalsze koszty prowadzenia działalności.
     Jeśli chodzi o ziemniaki, to straty mogą sięgać 30 do 40%. Najbardziej dotknięte mrozami są uprawy wczesne. W niektórych przypadkach rolnicy sygnalizują u doradców, że zlikwidują uprawę i będą musieli sadzić nowe ziemniaki.
Duże straty zanotowano też w sadownictwie. Dotyczy to większości owoców, a przede wszystkim tych, które zakwitły wcześniej. Najbardziej ucierpiały czereśnie. Jak powiedział sadownik ze Szczepanowa (gm. Dąbrowa Mogileńska) Lech Popenda, straty w jabłkach, których drzewa przeważają w jego sadzie, są mniejsze. Dotyczą tych jabłoni, które kwitły wcześniej. Jabłoni ma w sadzie 14.000. Każda z nich powinna rodzić około 150 jabłek, a tymczasem, jak szacuje Lech Popenda, będzie to np. w jonagoldach może tylko 20 owoców na drzewku.
     Jak uważa Lech Popenda, majowy mróz dotknął sady we wschodniej Wielkopolsce, na Pałukach, Kujawach, częściowo Pomorzu. Nie są to zaś tereny, w których dominuje produkcja jabłek, czy w ogóle sadownictwo w skali kraju. Tych stosunkowo najwięcej jest w środkowej i wschodniej Polsce, a tam mrozu nie było. Dlatego, choć sam zanotuje straty, Lech Popenda konsumentom nie każe panikować. Nie spodziewa się wzrostu cen jabłek w skupach i w sprzedaży detalicznej.
     Zdaniem Mirosława Spochacza, w związku z mrozem w maju, ceny produktów rolnych wzrosną. Dodał, że w skali kraju wprawdzie około 10% gospodarstw jest ubezpieczonych, a w powiecie żnińskim jeszcze więcej, ale niewiele to daje producentom, gdyż są to ubezpieczenia od różnych, ale podstawowych przypadków spotykanych w naszym klimacie. A majowych, regularnych mrozów, a nie tylko przygruntowych przymrozków, raczej w pakiecie ubezpieczeń żaden tutejszy rolnik nie ma.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1004 (19/2011)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości