Reklama

Podpalili go przez gadżet

Zarzuty wobec dwóch osób
     Podpalili go przez gadżet
     Mieszkaniec DPS w Barcinie wybrał się do sklepu - komisu z komórkami, ponieważ chciał wymienić swój telefon na lepszy. W sklepie jednak wszedł w konflikt z przebywającym tam innym mężczyzną, który zabrał mu zapalniczkę. Próby jej odzyskania dla mieszkańca DPS-u skończyły się jego podpaleniem.

W sobotnie popołudnie w krotoszyńskim lesie Wojciech Ciężak padł ofiarą podpalenia przez dwóch sprawców
            fot. Karol Gapiński

     Wojciech Ciężak (pozwolił nam posługiwać się swoimi personaliami w pełnym brzmieniu) niedługo będzie obchodzić 45. urodziny. Dorastał w Iwickowie koło Koronowa, ale od 19 lat jest mieszkańcem Domu Pomocy Społecznej w Barcinie przy ul. Polnej.
     - Wojciech Ciężak to oddany, przyjacielski i opiekuńczy mieszkaniec naszego domu. Jest lubiany, nie ma wrogów i w zasadzie nie sprawia większych problemów, choć jak każdemu, zdarzają się mu gorsze chwile. Znamy go też z tego, że ma duże zamiłowanie do różnych gadżetów - charakteryzuje Wojciecha Ciężaka dyrektor Domu Pomocy Społecznej Katarzyna Polachowska.
     I to właśnie zamiłowanie do gadżetów stało się pośrednio przyczyną sobotniego zdarzenia.
Wojciech Ciężak około 13:00 postanowił wybrać się kilka kilometrów dalej, do starego Barcina, gdzie jest m.in. sklep - komis z telefonami komórkowymi. Jak tłumaczy dyrektor placówki, mieszkańcy mogą sobie wychodzić na wycieczki grupowe, a jeśli nie są pozbawieni czynności prawnych, to również na indywidualne spacery w mieście. Dlatego Wojciech Ciężak wybrał się w sobotę do sklepu sam.
     - W sklepie oprócz sprzedawcy był jeszcze inny mężczyzna. Ja rozmawiałem ze sprzedawcą. Chciałem wymienić mój stary telefon na inny, który mi się bardziej podobał. Sprzedawca powiedział, że nie dokona takiej wymiany, gdyż na tym straci. Dlatego ja zaoferowałem oprócz mojej komórki
jeszcze moją zapalniczkę na gaz. To taka zapalniczka z latarką żarową. Jest warta ze 20 zł.     

     Sprzedawca nadal nie chciał się zgodzić na wymianę. Wtedy ten mężczyzna, młodszy ode mnie, który był też w sklepie, wyrwał mi zapalniczkę z ręki i schował sobie do kieszeni. Wyszedł ze sklepu i zaczął chodzić po ulicy. Wchodził do kamienic, gdzieś się przemieszczał po klatkach schodowych czy podwórzach, później wychodził z powrotem na ulicę. Ja cały czas za nim chodziłem i prosiłem, żeby oddał mi zapalniczkę. Wreszcie on mi powiedział: „jestem z mafii, idę na milicję”. I poszedł w kierunku komisariatu policji. Ja znów szedłem za nim. Jednak na wysokości targowiska miejskiego schował się za butikami. Nie chciałem wtedy iść jeszcze na policję, bo myślałem sobie, że ze mnie żartuje i odda mi z dobrej woli zapalniczkę. Wróciłem do tego sklepu z komórkami. Prosiłem sprzedawcę o pomoc, a ten powiedział mi, że to sprawa pomiędzy mną a tamtym mężczyzną. Ja wiedziałem tylko, że ten, który ukradł mi zapalniczkę ma nazwisko jakoś chyba na P. - opowiada Wojciech Ciężak.
     Zaraz też do sklepu z telefonami komórkowymi przyszedł 40-letni Dariusz K. Wojciech Ciężak znał go już wcześniej. Dwa lata temu Dariusz K. wyrzucił przez ogrodzenie na teren DPS-u dużą ilość tabletek i wykrzykiwał: - Bierzcie i jedzcie, ja tego nie potrzebuję. Były to tabletki psychotropowe. - Na szczęście nikt z naszych mieszkańców tego nie wziął i nie zjadł, a przecież mogło się tak zdarzyć - mówi o tamtym zdarzeniu Katarzyna Polachowska.
     W sklepie z telefonami przez kwadrans toczyła się dyskusja między Wojciechem Ciężakiem i Mariuszem P., 34-letnim mężczyzną, który zabrał wcześniej mieszkańcowi DPS zapalniczkę, a teraz znów pojawił się w sklepie. - Byłem zajęty rozmową w sprawie zapalniczki, a nagle poczułem na ramieniu mojego ubrania, że zostałem polany benzyną. To śmierdziało. Polali mnie benzyną z buteleczki, którą później policja znalazła w lesie. Ja byłem ubrany w taki strój paramilitarny: kurtka i spodnie moro. Pod spodem miałem golf i koszulkę. Przed sklepem stał srebrny samochód. To był samochód tego sprzedawcy sklepu. Sprzedawca siedział za kierownicą, obok niego jeszcze jeden mężczyzna. Dariusz K. i ten, który zabrał zapalniczkę wepchnęli mnie do tyłu, na siedzenie samochodu. Siedziałem pośrodku nich. Pomyślałem, że już nie odzyskam zapalniczki, ale chciałem wysiąść koło stacji paliw na skrzyżowaniu z ul. Polną, tak, ażebym sobie doszedł do naszego domu.

Reklama

     Tymczasem samochód pojechał koło kościoła na starym mieście i obwodnicą, a następnie skręcił do lasu krotoszyńskiego. Ci z tyłu wypchnęli mnie z samochodu, sami wysiadając. Samochód odjechał. Ja po chwili zobaczyłem, że pali mi się ubranie na lewej ręce, na plecach, na karku. Zajęły się troszkę włosy z tyłu. Tamci uciekli. Ja, kiedy byłem w wojsku podczas zasadniczej służby wojskowej, nauczyłem się, jak sobie poradzić w takiej sytuacji. Szybko ściągnąłem palącą się kurtkę, wrzuciłem do rowu. Palił się jeszcze golf, a dokładnie rękaw. Też udało mi się to zdjąć i odrzucić od siebie - relacjonuje Wojciech Ciężak.
     Wkrótce mężczyzna w samej koszulce, roztrzęsiony i zszokowany, przy tym jęczący z bólu zdołał dotrzeć pieszo do DPS w Barcinie. Zaraz udzieliła mu pomocy pielęgniarka. Została wezwana policja. Wojciech Ciężak teraz żałuje, że nie wezwał policji od razu, gdy tylko zabrano mu zapalniczkę.
     Wojciech Ciężak został zabrany na pogotowie. Stwierdzone zostały poparzenia górnej części pleców i karku oraz ramienia. Były to poparzenia 1 i 2 stopnia. Pacjent nie musiał być hospitalizowany i po opatrzeniu wrócił do domu.
     Na podstawie relacji pokrzywdzonego policjanci wkrótce zatrzymali 2 mieszkańców Barcina: Dariusza K. i Mariusza P. We wtorek stanęli oni przed prokuratorem rejonowym w Szubinie.
     - Po przesłuchaniu został im postawiony zarzut z artykułu 157 paragraf 1 w związku ze spowodowaniem obrażeń u pokrzywdzonego skutkujących powyżej 7 dni. Grozi za ten czyn kara pozbawienia wolności do 5 lat. Jednak po uzyskaniu opinii biegłego w zakresie chirurgii może być zmieniona kwalifikacja w związku z obrażeniami poniżej 7 dni do artykułu 157 paragraf 2 kodeksu karnego. Wtedy taki czyn może być ścigany z oskarżenia prywatnego. Jakkolwiek są to oparzenia 1 i 2 stopnia, to nie są rozległe i być może będą skutkowały poniżej 7 dni, to jednak prokurator może podjąć decyzję o wszczęciu postępowania z oskarżenia publicznego - przekazał nam zastępca prokuratora rejonowego w Szubinie Piotr Szwarc.
     Jeszcze wczoraj, gdy Wojciech Ciężak zmieniał opatrunek na najboleśniejszym oparzeniu ramienia, z rany płynęła krew.
     Tymczasem nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie, powiedział, że czynności w tej sprawie jeszcze trwają i choć pokrzywdzony został zawieziony wraz z podejrzanymi do lasu samochodem przez inną osobę niż podejrzani, to tylko ci dwaj usłyszeli zarzuty. Dochodzenie pokaże, czy zarzuty mogą być postawione innym osobom. Dotyczy to również ewentualnej zmiany zarzutów przez prokuratora.
     We wtorek prokurator, oprócz postawienia zarzutów podejrzanym, zastosował też wobec nich środek zapobiegawczy w postaci dozoru policyjnego. Mają zgłaszać się w jednostce policji sześć razy w tygodniu od poniedziałku do soboty.
     Na zakończenie Katarzyna Polachowska przyznała w rozmowie z nami, że niestety mieszkańcy DPS, kiedy wychodzą na ulice miasta, są czasami szykanowani, wyśmiewani przez niektórych ludzi, co jest dla tych mieszkańców zawsze przykre. W ostatnim czasie jednak żaden z mężczyzn mieszkających w DPS w Barcinie nie padł ofiarą agresywnie zachowujących się osób. Aż do ostatniej soboty.

Karol Gapiński
Pałuki nr 999 (14/2011)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości