Żnin, PCZ, kradzież, oddział położniczy, poród, sala porodowa, pieniądze, dokumenty, kluczyk
Poród kosztowny dla tatusia
Mieszkaniec Trzemeszna asystował na sali porodowej przy narodzinach swego dziecka. W tym czasie nieznany sprawca z sali szpitalnej skradł jego saszetkę, a w niej dokumenty, gotówkę, karty płatnicze, kluczyki do samochodu.
Do kradzieży doszło na oddziale ginekologiczno-położniczym w Pałuckim Centrum Zdrowia w Żninie. Rzecz miała miejsce w środę 27 maja. Na oddziale pojawił się mieszkaniec Trzemeszna Waldemar M. Na sali chorych otaczał opieką mamę swego przyszłego dziecka, której termin porodu właśnie się zbliżał. Trzemesznianin miał przy sobie saszetkę, którą zostawił na sali chorych. W trakcie jego pobytu na oddziale, u jego partnerki rozpoczęła się akcja porodowa. W związku z tym rodząca została zabrana na salę porodową i udał się na nią również rozemocjonowany faktem narodzin swego potomka Waldemar M.
Mężczyzna w tej sytuacji zapomniał o swojej saszetce i zostawił ją w sali, w której panie leżą zwykle przed i po porodzie. Jak wynika z naszych nieoficjalnych informacji z PCZ, moment ten wykorzystał nieznany sprawca. Z racji tego, że oddział ginekologiczno-położniczy jest jednym z najczęściej odwiedzanym przez gości z zewnątrz miejscem w szpitalu, wizyta mężczyzny nie wzbudziła niczyich podejrzeń. Zaglądał on do poszczególnych izb, w których przebywały matki, najczęściej ze swoimi dziećmi. Mówił, że kogoś szuka i rozpytywał w związku z tym pacjentki. Prawdopodobnie to on wykorzystał również fakt chwilowej nieobecności na jednej z sal którejkolwiek z matek. Zauważył tutaj saszetkę należącą do trzemesznianina i ukradł ją. W tym czasie jej właściciel witał się ze swoim dzieckiem, które przychodziło na świat kilka izb dalej.
Nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie, poinformował, że w saszetce, która została skradziona, znajdowała się gotówka, dowód osobisty, prawo jazdy, telefon komórkowy i dwie karty płatnicze należące do Waldemara M. Były w niej również kluczyki do samochodu trzemesznianina.
Na szczęście sprawca nie zdołał odnaleźć na parkingu samochodu swej ofiary i pojazdu tego nie ukradł. Za to - nim prawowity właściciel zablokował karty płatnicze - zdążył jeszcze wypłacić z jego konta 2.580 zł na podstawie jednej z tych kart. Straty łączne, które poniósł Waldemar M., zostały oszacowane na 7.580 zł.
Nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński przekazał, że jakkolwiek w dochodzeniu brane są pod uwagę różne wersje zdarzeń - też i taka, że sprawcą mógł być ktoś ze szpitala - to jednak wszystko wskazuje na to, że złodziej był osobą z zewnątrz, która weszła na oddział i wykorzystała okoliczności sprzyjające dla swego przestępczego czynu.
W myśl artykułu 278 kodeksu karnego sprawcy kradzieży grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.
Zastępcę dyrektora szpitala ds. leczniczych Wojciecha Hillemanna zapytaliśmy, czy PCZ ma jakieś pomysły, ażeby zwiększyć bezpieczeństwo w placówce, jeśli chodzi o zagrożenia związane z kradzieżami. - Nie jest to pierwszy epizod kradzieży. Nie zawsze były one nagłaśniane. Od lat zdarzały się i zdarzają takie przypadki - niestety. Z 10 lat temu np. okradziony został pracownik w pracowni RTG. Innym razem, gdy jeszcze otrzymywaliśmy pensje do ręki, a nie na konta, to całą wypłatę skradziono lekarzowi na chirurgii. W tej chwili po prostu apelujemy o ostrożność. Są np. przypadki, gdy pacjentka idzie na dłuższą chwilę do łazienki, a na stoliku zostawia przy łóżku całą biżuterię. Pacjenci przyjeżdżają też do nas z laptopami, a telefony komórkowe też potrafią zostawiać na stoliku. Tak nie należy czynić. To stanowi pokusę dla przypadkowych osób będących akurat w szpitalu, a niemających dobrych zamiarów. Kiedyś były wyznaczone dni i godziny odwiedzin, ale teraz szpital jest otwarty i ludzie przychodzą tutaj niemal przez całą dobę. Tego typu sytuacje, jak ostatnia na porodówce, mogą zdarzyć się na każdym oddziale. U nas np. na oddziale wewnętrznym w niedziele jest tak gęsto od gości, że trudno czasami przejść przez korytarz. Teoretycznie mogą w odwiedziny przychodzić 2 osoby, ale w praktyce - ze względu na otwartość - przychodzi nawet po 10 albo i więcej osób. Ja oczywiście myślałem o tym, co zrobić. Można zatrudnić strażnika. Może nie da on rady wszystkiego skontrolować, ale też odniesie efekt psychologiczny, że ktoś jest i czuwa. Ponadto można też założyć kamery na oddziałach, ale to wszystko kosztuje - zauważa Wojciech Hillemann.
Zastępca dyrektora szpitala dodał, że po powrocie do pracy dyrektora Romana Pawłowskiego trzeba będzie na ten temat porozmawiać i być może zwrócić się o pomoc do Starostwa Powiatowego w Żninie, by znaleźć jakieś rozwiązania zmierzające do poprawy bezpieczeństwa w PCZ.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1216 (22/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze