Henryk Barwiński, pomimo, że był sumiennym płatnikiem składek zdrowotnych, dzisiaj na ugiętej od ciężaru kuli, na jednej nodze musi czekać na pieniądze z NFZ, które pozwolą mu zakupić nową protezę na utraconą, prawą kończynę.
fot. Karol Gapiński
Barcin, inwalida, Henryk Barwiński, NFZ, proteza, pieniądze
Proteza na taśmę klejącą
Henryk Barwiński, inwalida z Barcina na swojej jednej nodze, o dwóch kulach stanął w kolejce po nową protezę, której wykonanie musi zrefundować NFZ. Ale kolejka się dramatycznie wydłuża, bo fundusz zdrowia nie ma pieniędzy.
O Henryku Barwińskim z Barcina pisaliśmy nieco ponad pół roku temu W Tygodniku Barcińskim "Pałuki". Przypomnijmy, że ten mieszkaniec Barcina w marcu 1990 roku przebywał od dłuższego czasu w Berlinie, gdzie do pracy skierowało go na delegacje rodzime przedsiębiorstwo: Zakład Budowy Kolei w Poznaniu.
W Dzień Kobiet tamtego roku Henryk Barwiński postanowił odwiedzić pozostające w Barcinie żonę oraz córki. Podczas wsiadania do pociągu na Dworcu Wschodnim w Berlinie doszło do tragicznego w skutki zdarzenia. Za panem Henrykiem, który próbował wyjść z pociągu na peron, gdzie zostawił swój bagaż, zatrzasnęły się automatyczne drzwi i zmiażdżyły mu prawą nogę.
Nastąpiła hospitalizacja w berlińskiej klinice, gdzie lekarze po zdiagnozowaniu wydali wyrok: nie da się uniknąć amputacji zniszczonej kończyny. I tak Henryk Barwiński od 1991 r., kiedy dobiegł końca proces zdrowienia kikuta, a następnie rehabilitacji, zaczął się poruszać m.in. dzięki protezie prawej nogi.
Protezę otrzymał bezpłatnie dzięki ubezpieczeniu, które opłacane było przez pracodawcę w Polsce. Następne protezy były wymieniane wedle przepisów co 4 lata. Wszystkie koszty refundowało państwo. Problemy Henryka Barwińskiego rozpoczęły się na przełomie wieków, kiedy to w Polsce zmieniały się przepisy dotyczące realizowania świadczeń zdrowotnych. O tym, jak te przepisy utrudniały życie poszkodowanemu na berlińskim dworcu, pisaliśmy w nr 15 Tygodnika Barcińskiego "Pałuki".
OKLEJONA PROTEZA
W kwietniu br. Henryk Barwiński wprawdzie nie miał nowej protezy, a tylko tę, którą otrzymał w 1999 r., ale była ona jeszcze zdatna do użytku. Choć już wtedy trzeba było ją kleić taśmą, wciąż dawała się nałożyć na kikut i przy pomocy jednej kuli możliwe było w miarę swobodne poruszanie się. Jednak jak przypomina pan Henryk, miał on prawo wymienić tę protezę za darmo na nową już w sierpniu 2003 r. Wymianie towarzyszy żmudne załatwianie spraw formalnych w Bydgoszczy, a także przymiarki w protezowni. Dlatego pan Henryk postanowił czekać, aż dotychczasowa proteza ostatecznie przestanie się nadawać do użytku. W kwietniu stało się jasne, że ten moment nadchodzi. Dlatego Henryk Barwiński zaczął zabiegać o wymianę protezy.
GROZI ZŁAMANIE OSTATNIEJ PODPORY
Mówi Henryk Barwiński: - "Nawet gdybym nie wiem jakim cudem zdołał tę protezę nałożyć na kikut, to i tak nie mógłbym chodzić. Bałbym się. Ta proteza bowiem w każdej chwili może ostatecznie trzasnąć na dwie części. I co? Przewrócę się albo w domu, albo na ulicy? Złamie sobie lewą nogę, która jest moją ostatnią podporą?
Barcinianinowi bardzo doskwiera to, że musiał ograniczyć do minimum swe wyjścia z domu.
- A od tego tylko siedzenia i siedzenia masa ciała też rośnie. Później już w ogóle trudno będzie utrzymać taki ciężar, jakim się staję na jednej nodze i ewentualnie nowej protezie" - żali się Henryk Barwiński.
Dodajmy, że wcześniej, pomimo swego inwalidztwa, prowadził on aktywne życie. Dużo się poruszał. Także na świeżym powietrzu. Starał się również być przydatny w domu.
PŁYNNIE ZGINAJĄCA SIĘ STOPA
Henryk Barwiński udał się do chirurga ortopedy, który przyjmuje w barcińskim ośrodku zdrowia. W tym miejscu trzeba wyjaśnić, że w świetle obowiązujących procedur ktoś, kto ubiega się o wymianę protezy najpierw musi udać się do lekarza, który wypisze mu skierowanie. Później dopiero zainteresowany kieruje się do Narodowego Funduszu Zdrowia.
- "Od chirurga z Inowrocławia, który do naszej przychodni przyjeżdża, dowiedziałem się, że mógłbym liczyć na lepszą protezę niż te trzy poprzednie, których używałem przez prawie piętnaście ostatnich lat" - przedstawia inwalida z Barcina.
Dotychczasowe protezy nie miały nigdy ruchomej stopy. A tymczasem istnieje możliwość założenia protezy ze zginającą się płynnie podczas ruchu stopą. To bardzo ułatwia poruszanie się.
- "Ale nie wiem, czy mi takie coś Narodowy Fundusz Zdrowia zrefunduje. Bo przecież oni wciąż nie mają pieniędzy. Od chirurga dowiedziałem się, że taka proteza z poruszającą się stopą kosztuje coś koło 2.400 zł, a takie, które zakładałem wcześniej były warte jakieś 1.500 zł. Tylko, tak jak mówię: co mam sobie robić nadzieję na ulepszenia, jak tutaj w ogóle, nawet tej tańszej protezy nie mogę się doczekać. Latem była u nas z wizytą Ania, jedna z córek, która na co dzień mieszka w Hamburgu. Pojechała za mnie do Bydgoszczy, bo gdzie ja mam się tłuc na jednej nodze? Złożyła w NFZ wniosek, żeby mi przyznali nową protezę. To było 6 lipca. Powiedzieli, że do końca roku proteza będzie. Ale niestety nie ma. I nawet, gdyby teraz, za chwilę poinformowali, że już jest moja kolej i mogę się po zlecenie wybrać do siedziby funduszu, to i tak same przymiarki i wykonanie protezy potrwają tak długo, że już się pogodziłem, że w święta będę tylko na jednej nodze. A tu tyle roboty przed Gwiazdką" - tłumaczy.
DWIE KULE ZAMIAST JEDNEJ
Henrykowi Barwińskiemu smutno i ciężko. Smutno, bo nie wychodzi na dwór tak często, jak by marzył. - "Nawet do kościoła w niedzielę trudno się wybrać" - mówi. Ciężko zaś dlatego, że nawet w mieszkaniu, podczas najprostszych czynności zawsze musi się podpierać na 2 kulach, co blokuje mu możliwość jednoczesnego działania dłońmi. Kiedy zaś mógł założyć protezę, to do poruszania się wystarczała tylko jedna kula. W efekcie jedna dłoń była wolna.
- "Wie pan jaki to wysiłek, jak człowiek ze 100 kilo waży? Cały ciężar trzeba czasami wziąć na te dwie ręce" - przedstawia nasz rozmówca prezentując jednocześnie, jak w praktyce wygląda jego poruszanie się na nodze i 2 kulach.
- "Na nadgarstki muszę zakładać ściągacze, bo ręce już mam wyeksploatowane. Jak idę do sklepu, to siateczkę z zakupami muszę wieszać na nadgarstku. Tak, że wie pan, co to za zakupy, jak chłop zaledwie z kilo, albo półtora może dźwignąć oparty tylko na tych kulach. Szczęście, że mieszkam na parterze, a nie np. na 4 piętrze w bloku. Wtedy to już naprawdę byłoby więzienie".
LOS HENRYKA I LOS DYREKTORA
Henryk Barwiński w oczekiwaniu na sygnał z NFZ powoli traci cierpliwość. Narzeka, że każą mu czekać, bo nie ma pieniędzy.
- "Całe życie składki na ubezpieczenie płaciłem, los mnie nie oszczędził. A oni pieniędzy nie mają? Ciekawe, że ministry jeżdżą limuzynami, a ja tylko ściągacze na rękach i kule. Gdyby tak nowa proteza potrzebna była dyrektorowi NFZ, to nie czekałby z pewnością na nią przez pół roku. A swojej dotychczasowej nie donosił do granic wytrzymałości oklejając taśmami" - pan Henryk Barwiński nie ukrywa swojej frustracji.
- "Niestety. Nasze możliwości finansowe są, jakie są. Trzeba czekać w kolejce" - tłumaczy Barbara Nawrocka, rzecznik prasowy Kujawsko-Pomorskiego NFZ.
W POLSCE SĄ KOLEJKI
Jak wskazuje Barbara Nawrocka, spośród świadczeń refundowanych przez NFZ są takie, które traktuje się priorytetowo oraz te, na których sfinansowanie trzeba czekać w kolejce. Gdyby chodziło o pierwszą protezę w życiu, taką tymczasową, którą dostaje się po amputacji i wygojeniu kikuta na czas rehabilitacji, to Henryk Barwiński w kolejce by nie czekał. Ale proteza, której potrzebuje teraz, nie jest już pierwszą w jego życiu.
Zaopatrywanie w cewniki, pieluchomajtki itp. w ramach świadczeń NFZ odbywa się, zdaniem rzecznika, szybciej. Priorytetowo traktuje się wszelkie świadczenia w naglących przypadkach względem dzieci.
Henryk Barwiński musi czekać na potwierdzenie z NFZ, że pieniądze są i może już udać się do protezowni robić przymiarki. O zasadach realizowania świadczeń decyduje rozporządzenie Ministra Zdrowia. Są priorytety i świadczenia, na które trzeba czekać w kolejce. A że nie zawsze jest w NFZ aż tyle pieniędzy, ile potrzeba, to czasami kolejki się wydłużają.
PO ŚWIĘCIE TRZECH KRÓLI
Barbara Nawrocka przekazała mi jednak również optymistyczne dla barcinianina wiadomości. Pani rzecznik zbadała indywidualny przypadek Henryka Barwińskiego i zapewniła, że na przełomie listopada i grudnia dostanie on z NFZ potwierdzenie zlecenia na wykonanie protezy. Do tego dostanie też wykaz punktów, które wykonują protezy, a przy tym mają kontrakty z NFZ. W którymś z nich Henryk Barwiński będzie mógł się stawić do przymiarki. Później jednak czeka go kilka miesięcy oczekiwania. W tym roku z pewnością protezy nie dostanie, ale w pierwszych tygodniach przyszłego roku już powinien ją odebrać. Zapytałem Barbarę Nawrocką, czy pan Henryk Barwiński może liczyć na lepszą i droższą od dotychczasowych, protezę. Taką z poruszającą się stopą.
- "Protezę możemy zrefundować jednorazowo do kwoty 2.800 zł. Jeśli taka z ruchomą stopą kosztowałaby tyle, ile wstępnie szacował lekarz pana Henryka Barwińskiego, czyli jakieś 2.400 zł, to nie ma żadnego problemu. Świadczeniobiorca nic za to nie zapłaci. Jeśliby zaś koszt protezy przekroczył owe 2.800 zł, to różnicę z tych sum wynikających musiałby pokryć sam zainteresowany. Albo z własnej kieszeni, albo z innych źródeł" - przedstawiła rzeczniczka funduszu.
Jest jeszcze jedna dobra wiadomość dla Henryka Barwińskiego. Otóż w przyszłości nie będzie on musiał czekać już na kolejną nową protezę cztery lata. Po nowelizacjach przepisów okres oczekiwania wynosi teraz 3 lata. Po tym czasie można wnioskować o nową protezę, która będzie refundowana.
Karol Gapiński
Pałuki nr 667 (48/2004)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze