Wspomnień czar... czyli Wanda Grabowska i Bogdan Rymanowski w rozmowie o Krakowie i Nowej Hucie
fot. Barbara Filipiak
Żnin, biblioteka, Rymanowski , dziennikarz, spotkanie
Rymanowski w ogniu pytań
W ubiegły wtorek do żnińskiej Biblioteki Publicznej w Żninie, na zaproszenie Jadwigi Jelinek i Henryka Tokarza z Księgarni Pałuckiej, przybył dziennikarz Bogdan Rymanowski.
Spotkanie autorskie, podczas którego gość promował m.in. swoją ostatnią książkę "Ubek", przybrało niecodzienną formę, gdyż tym razem to znany z TVN24 dziennikarz odpowiadał na pytania, które zadawała mu przeprowadzająca wywiad Jadwiga Jelinek, dyrektorka żnińskiej książnicy.
Kawa na ławę została wyłożona, nie zabrakło bowiem wątków z życia prywatnego Bogdana Rymanowskiego, jak i dotyczących jego pracy dziennikarskiej, etyki dziennikarza, rzetelności i obiektywizmu podczas prowadzonych audycji telewizyjnych.
Szczególnie bliska dziennikarzowi jest Nowa Huta, w której dorastał. Dlatego też gdy obecna na spotkaniu Wanda Grabowska zaczęła wspominać znane także i jej klimaty ówczesnej Nowej Huty i Krakowa, w których przyszło dorastać Rymanowskiemu, dziennikarz ożywił się i chętnie opowiadał o swojej rodzinie, początkach w opozycji, działalności w Federacji Młodzieży Walczącej i zainteresowaniu szerokim światem, który przybliżał mu "Dziennik Telewizyjny". - Mieszkając w Nowej Hucie trudno nie było być w opozycji, zaangażować się w nią. To były lata osiemdziesiąte. Jedyne za co mogę podziękować Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej to, że dała mi tę szansę sprawdzenia się jako człowiekowi bo myślę, że mimo wszystko żyjemy dzisiaj w innym systemie, niż wtedy przed 89 rokiem - powiedział dziennikarz.
Słuchaczom opowiedział o tym, jak zainteresował się polityką. Już jako mały 7-8 letni chłopiec namiętnie oglądał mecze piłki nożnej i dziennik telewizyjny. - Moi rodzice po prostu myśleli, że mają jakieś nienormalne dziecko, no bo kto pamięta tamte czasy to wie, że dziennik telewizyjny to jednak była od początku do końca czysta propaganda. Ale było to coś, co mi pozwalało tak naprawdę patrzeć na świat. I potem gdy już zacząłem świadomie myśleć, w 1980 roku, po porozumieniu sierpniowym, miałem wtedy 13 lat, to dziennik telewizyjny służył mi jako taki materiał porównawczy do tego, co słuchałem w radiu Wolna Europa.
Z perspektywy lat pracy Rymanowski uważa, że każdego człowieka trzeba szanować, gdyż nawet najgorszy zbrodniarz, mówiąc o polityku, ma prawo do tego, by na pytania odpowiadać w cywilizowanych warunkach. - W dziennikarstwie dla mnie najbardziej pociągające jest to, że ja mogę poznawać nowych ludzi, że ja mogę dotknąć kogoś i w takiej rozmowie, często nawet krótkiej, poznać, czy to jest człowiek, który kogoś udaje, czy on jest szczery w tym co mówi. I to jest właśnie to, co do tej pory mnie trzyma w tym zawodzie - usłyszano. Pytano go także, jak się ma rzetelność dziennikarza do jego poglądów politycznych i obiektywizmu. Bogdan Rymanowski odpowiedział, że nikt nie jest w stu procentach obiektywny, jednak dziennikarz powinien być przede wszystkim rzetelny, czyli nie manipulować i nie kłamać w swoim programie, i każdej ze stron dać takie same prawa do wypowiedzenia się. - Prawdziwa sztuka polega na tym, żeby zaprosić do studia polityka, zadać mu wszystkie pytania, doprowadzić do tego, by on pokazał swoją twarz, ale jednocześnie żeby ten polityk wyszedł ze studia ze świadomością, że było fantastycznie - powiedział. Dodał przy tym, że dziennikarstwo nie powinno służyć do publicznego linczu, jednak to nie zaprzecza - jego zdaniem - temu, by postawić polityka pod ścianą.
Bogdan Rymanowski zapytany, dlaczego zdecydował się napisać książkę "Ubek" odpowiedział, że historia Janusza Molka wydała mu się ciekawa. - Jest ona wyjątkowa w tym sensie, że to był człowiek, który służył złu, ale w pewnym momencie, nie oceniając na ile to jest wiarygodne czy nie, stwierdził, że popełnił zło, zaczął prosić swoje ofiary o wybaczenie, i była w nim taka autentyczna potrzeba odkupienia swojej winy - powiedział autor książki. Mariusz Kazik skomentował ten fakt, iż nie byłoby Janusza Molka i jego spowiedzi, gdyby nie został on zdemaskowany, gdyby udało mu się po 1990 roku wejść w nowe struktury UOP. - Ale pan trafił w dziesiątkę. Gdyby on miał dzisiaj jakąś lepszą pozycję społeczną, zawodowo prestiżową to myślę, że on by się nie zdecydował na tą spowiedź - odpowiedział na to dziennikarz, który mimo iż spędził z Januszem Molką wiele godzin, nadal uważa, że jest on dla niego tajemnicą. - Na pewno jest to bardzo pokiereszowany wewnętrznie człowiek. Przeżył straszne rzeczy, na własne życzenie zresztą, bo ja go nie usprawiedliwiam. To co robił przez te siedem lat to było godne potępienia, i on zresztą o tym mówi, ale paradoksalnie wydaje mi się, że istotę sprawy uchwycili państwo Czachorowie, czyli ludzie na których on donosił, a którzy mu wybaczyli. Oni w pewnym momencie powiedzieli, że paradoksalnie dzisiaj on jest w najtrudniejszej sytuacji ze wszystkich esbeków, bo on został ujawniony i wszyscy go znają, czyli na nim się skupia tak naprawdę w jakimś sensie nienawiść i uzasadniona jakby pogarda dla ludzi, którzy zachowywali się w ten sposób. A ci, którzy nie są w stanie przyznać się do tego, albo którzy nie mówią o swojej przeszłości dzisiaj, korzystają z tego, że wtedy byli donosicielami - stwierdził dziennikarz.
Podczas spotkania w żnińskiej bibliotece usłyszano także o powstaniu mafii w Polsce. - Źródłem powstania mafii w latach 70. ubiegłego wieku w Polsce byli albo funkcjonariusze SB, albo tajni agenci SB, i ludzie, którzy w ten sposób mieli informacje o pewnych rzeczach. Gdyby się dziś przejrzało teczki wszystkich gangsterów to ich powiązania z esbecją są w dziewięćdziesięciu procentach oczywiste. Jedni poszli drogą legalną, czyli zdobyli pracę w nowych służbach, inni zaś zasilili struktury mafijne - stwierdził Bogdan Rymanowski.
Na zakończenie poproszono dziennikarza o skomentowanie wypowiedzi Janusza Molki, iż mentalność ludzi służb jest niezmienna niezależnie od czasów. - Rzeczywiście istota pracy wszystkich służb specjalnych, od KGB poprzez CIA, przez SB, na dzisiejszej ABW kończąc jest taka sama. Ci ludzie posługują się metodami przestępczymi, czyli kłamstwem, oszustwem, intrygami itd., działając oczywiście w interesie państwa. Jest jednak wielka różnica między tym, co było w PRL-u, a dzisiejszymi historiami. Wtedy SB to było państwo w państwie, dzisiaj w związku z tym, że jednak następuje demokratyczny, ułomny a jednak wybór nowych władz, jest możliwość kontroli. Nie dajmy się jednak zwariować, jesteśmy tylko ludźmi, i nawet gdyby te służby były wyposażone w najlepszy sprzęt to po pierwsze: jeśli nie robimy nic złego to nie mamy się czego bać, a po drugie: nie przesadzajmy. Na szczęście żyjemy w demokracji, jedni mówią, że ułomnej i ja się z tym zgadzam, ale jednak w demokracji, i mimo wszystko nie ma takiej totalnej kontroli i mamy wolność słowa - stwierdził Bogdan Rymanowski, na co Henryk Tokarz odparł: - Proszę pana, ale kiedyś cenzura była państwowa, a teraz cenzura jest na każdym etapie. Dziennikarz przyznał, że najgorsza jest autocenzura czyli cenzura dziennikarzy, którzy pewnych spraw nie poruszają, gdyż boją się reakcji swoich szefów. Dodał przy tym, że chyli czoło przed dziennikarzami lokalnymi, bo im jest trudniej wykonywać swoją pracę i utrzymać źródło informacji w tajemnicy, w środowisku, w którym wszyscy się znają. - Niestety coraz więcej jest takich sytuacji, że dzisiaj prasa lokalna jest pod presją władzy lokalnej - dodał.
Po spotkaniu Bogdan Rymanowski rozdawał autografy i podpisywał swoją najnowszą książkę "Ubek".
Więcej zdjęć w galerii.
Barbara Filipiak, 27 II 2013
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze