Reklama

Sąd zdecyduje o zasiedzeniu

Tur, Szubin, gmina, działka, zasiedzenie, sąd, rozprawa
     Sąd zdecyduje o zasiedzeniu
     Podczas porządkowania spraw gruntowych w Urzędzie Miejskim w Szubinie urzędnicy odkryli, że jest w Turze działka gminna, którą użytkuje wiceprzewodniczący Rady Miejskiej. Wezwali go do uiszczenia opłaty za 10 lat wstecz i oddania działki. Radny działki nie zamierza oddać, uważa, że nabył ją na zasadzie zasiedzenia. Sprawa trafiła do sądu.

     Przez ponad trzydzieści lat mieszkańcy Turu użytkowali sobie działki gminne nie płacąc dzierżawy. Uprawiali tam warzywa, sadzili drzewka owocowe. Użytkowali nie spytawszy właściciela o zgodę. Inna sprawa, że właściciel się o to nie upominał. Właścicielem jest gmina, która przez lata siedziała cicho. Użytkownicy oddali swoje działeczki osobie, która cały teren zrekultywowała, uporządkowała i ogrodziła. Tą osobą jest Marek Kornalewicz - w obecnej kadencji radny i wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Szubinie. Jednocześnie w Urzędzie Miejskim doszukano się, że w Turze jest gminna działka, która przez lata była zapomniana.
     W listopadzie 2015 roku Marek Kornalewicz został poproszony o rozmowę z naczelnikiem wydziału gospodarki przestrzennej Zbigniewem Behnke. Tam została mu przedstawiona sytuacja związana ze statusem prawnym działki 272/5 w Turze. Wiceprzewodniczący obecnie zajmuje część tej działki. W piśmie do burmistrza Szubina Artura Michalaka wyjaśnił, że 1 października 2005 roku nabył prawo własności działki w związku z zasiedzeniem w złej wierze. Oznacza to, że korzystał z tej działki tak jakby była jego własnością, przy czym wiedział, że działka miała innego właściciela. Ratusz nie zgodził się z taką interpretacją prawa, twierdząc, że zasiedzenia nie było i wezwał Marka Kornalewicza do oddania terenu i zapłaty 3.150 zł za użytkowanie działki przez 10 lat. Urząd wyznaczył termin oddania i zapłaty na 29 stycznia br. Na początku lutego Marek Kornalewicz złożył wniosek do sądu o nabycie nieruchomości w złej wierze. Co prawda zasiedzenie może nastąpić po 30 latach, ale wniosek opierał się na orzecznictwie stwierdzającym, że jeśli dotyczy gruntów gminnych, to zasiedzenie może nastąpić po 15 latach.
     Drugie posiedzenie sądu w tej sprawie odbyło się 27 października. Na ten dzień sędzia Jolanta Jabłońska zaplanowała przesłuchanie świadków. Stronę gminną reprezentował radca prawny Wojciech Pacewicz, natomiast Marka Kornalewicza z żoną, radca prawny Bartosz Kornalewicz (który jest synem Marka Kornalewicza).
     W trakcie zeznań świadków okazało się, że wcześniejsi użytkownicy działek sami je sobie zagospodarowywali od lat 60. XX wieku, sami też rezygnowali z ich prowadzenia i sami oddali je w użytkowanie Markowi Kornalewiczowi, który potem całość zrekultywował i ogrodził. Teraz jest tam trawnik i studnia. Nigdy wcześniej, a więc przed 2015 rokiem, gmina Szubin nie dopominała się od użytkowników, mieszkańców Turu, o jakiekolwiek pieniądze.
     - Swoją działkę użytkowali rodzice. Jeszcze jak byłam dzieckiem, w latach 60., mieli to ogrodzone, mieli własny ogródek - zeznawała świadek Hanna K. - W 1975 roku zmarł ojciec i matka sama musiała tę działkę uprawiać. Z wiekiem nie miała siły. Pan Marek zwrócił się z pytaniem, czy mama nie oddałaby mu tej działki. Chciał nawet coś zapłacić, ale mama nie wzięła. Chciała tylko to oddać i żeby zostały rozebrane klatki. Mogło to być w 2002-2003 roku. Nie pamiętam dokładnie, bo nie mieszkałam wtedy z rodzicami.
     Hanna K. powiedziała też, że swoje działki oddali inni użytkownicy, ale nie wiedziała, czy uzyskali z tego jakieś korzyści czy nie. Na pewno nikt nikogo nie pytał o zgodę, kiedy w latach 60. mieszkańcy zagospodarowywali ten teren na zasadzie kto pierwszy, ten lepszy. Brali ile chcieli, grodzili swoje i uprawiali. Jak ktoś nie chciał już prowadzić ogródka, oddawał innej osobie.
     - Każdy robił co chciał, a z gminy nikt nie przychodził i nie mówił „macie ogródki“ - mówiła Hanna K.
     Okazało się też, że ogródki uprawiali w większości lokatorzy budynku poczty. W latach 60. i 70. ogródki zwyczajowo przypisane były do któregoś z mieszkań. Kiedy pod koniec lat 90. lokatorzy wykupywali mieszkania na własność, to nabywali tylko ten udział w gruncie, który dotyczył mieszkania. Żadnych innych nieruchomości, w tym ogródków działkowych, na własność nie nabyli. Nie zmieniło to jednak tego, że traktowali te działki jako swoje, mimo że właścicielem była gmina. Urzędnicy nie wiedzieli wówczas, że taki grunt gmina w ogóle posiada.
     Barbara Ś. użytkowała działkę od lat sześćdziesiątych. Przeprowadziła się do Turu dokładnie w 1960 roku. - I każdy brał sobie po kawałku - zeznawała. - Najpierw mniej, a potem mąż coraz dalej stawiał płot.
     Sąd zapytał, czy ktokolwiek z mieszkańców jeździł do Urzędu Miejskiego i pytał o zgodę na użytkowanie terenu. Barbara Ś. odpowiedziała, że nie. Dodała też, że z Urzędu nikt przez kilkadziesiąt lat nie przyjeżdżał, nie interesował się i nie robił żadnych pomiarów geodezyjnych na działce. Ona sama za działkę nie płaciła. Barbara Ś. oddała swoją działkę Markowi Kornalewiczowi z ulgą, bo nie miała już siły, by ją uprawiać. Teraz teren jest zagospodarowany i uporządkowany.
     Zeznająca tego dnia jako trzecia Ewa P. jako ostatnia przekazała Markowi Kornalewiczowi swoją działkę. Prowadziła najmniejszy ogródek, który miał około 50 m2. Przekazała go 12-13 lat temu. Jak kupiła mieszkanie w budynku poczty, ogródkiem zajmowała się 3-4 lata. - Potem nie chciałam. Pan Marek się zapytał, czy bym mu nie przekazała. Dlaczego nie. Sam wyszedł z inicjatywą. Zgodziłam się, bo ogródki były już oddane. Oddała moja mama i inni. Ja jako ostatnia. Pan Marek zrobił tam porządek i teraz pięknie to wygląda - mówiła Ewa P.
     Sąd zapytał świadka o pieniądze: - Nie wiem, czy ktoś otrzymał pieniądze. Pan Kornalewicz proponował, ale ja nie wzięłam, bo to nie mój grunt - wyjaśniła zeznająca. Później jeszcze dodała, że każdy z użytkowników, mimo iż nie był właścicielem gruntu, to gospodarował na nim jak na swoim. - Postawił taki płotek i czuł, że to jego.
     Jedną z największych części działki uprawiał Andrzej A. Zeznał, że było to około 500-600 m2. Jednak nie on bezpośrednio przekazał działkę Markowi Kornalewiczowi, a jego syn. Andrzej A. w 1996 roku wyprowadził się z Turu do Potulic, a mieszkanie i działkę przekazał synowi Rafałowi. Ten przez rok jeszcze ją jakoś uprawiał, a potem przestał. Mówił ojcu, że mu się nie opłaca. Działka nie była uprawiana i zarosła. Po kilku latach syn Andrzeja A. przekazał działkę Markowi Kornalewiczowi. Świadek powiedział, że przed oddaniem działki syn zadzwonił do niego i pytał o zgodę. - Powiedziałem mu, że jak nie chce, a ktoś inny chce, to czemu nie. Skoro nic nie robił, to niech przekaże komuś, kto zrobi porządek. - Czy syn otrzymał pieniądze? - pytała sędzia. - Nie wiem - odpowiedział świadek, bo okazało się, że nie ma kontaktu z synem. Andrzej A. nie wie, gdzie syn może przebywać, czy w Polsce, czy za granicą. Jak zeznał - może być wszędzie. Dodzwonić się też nie może, bo syn zmienia numery telefonów.
     - Może przebywa w zakładzie karnym? - pytała sędzia Jolanta Jabłońska. - Z racji tego, że mieszkam w Potulicach, to pewnie bym wiedział, że tam jest - odpowiedział świadek.
     Rafał A. jest tym użytkownikiem, który wziął pieniądze za działkę, na co Marek Kornalewicz ma pokwitowanie. Sąd wyraził zgodę na to, bo ojciec rozpoznał podpis syna na pokwitowaniu. Andrzej A. stwierdził, że na 100% jeden z podpisów jest jego syna (- Bo podobny do mojego - powiedział), a drugi na 99%. Reprezentujący gminę radca Wojciech Pacewicz wniósł o powołanie biegłego grafologa.
     Ostatnim zeznającym był Jan K., który pomagał przy porządkowaniu terenu. Prywatnie jest bratem wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej w Szubinie. A że w tym czasie, w którym Marek Kornalewicz zaczął zagospodarowywać teren, Jan K. przeszedł na emeryturę, to miał czas na to, by się porządkowaniem zająć. Nie wie, czy jego brat płacił użytkownikom za działki. Nikt też nie został zmuszony do przekazania działek.
     Mieszkańcy Turu przekazywali działki, bo od lat je użytkowali. Traktowali je jak swoje. Gmina zapomniała się o nie upomnieć, a oni na siłę nie przypominali się urzędnikom.
     Naczelnik Zbigniew Behnke przyznał, że jest zbyt wiele gminnych gruntów do opanowania, ale o tej działce gmina nie zapomniała, bo wytyczyła do niej drogę dojazdową. Dodał też, że padła propozycja wystawienia przez gminę gruntu na sprzedaż, ale Marek Kornalewicz zainteresowany był i jest nabyciem działki na własność ze względu na poniesione koszty na zagospodarowanie terenu, a przetarg otwarty tego mu nie gwarantuje.
     Radca Bartosz Kornalewicz wniósł o przesłuchanie Marka Kornalewicza, natomiast radca Wojciech Pacewicz dodał, by sąd przesłuchał także żonę radnego. Sędzia Jolanta Jabłońska uznała, że przesłucha oboje małżonków, ale już na kolejnej rozprawie.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1290 (44/2016)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości