Barcin, Miejski Dom Kultury, Katarzyna Tomala, zajęcia, muzyka
Sekcja wokalna bez Katarzyny Tomali
Od 31 czerwca Katarzyna Tomala, po dziesięciu latach współpracy z Miejskim Domem Kultury w Barcinie, kończy swoją karierę w tym miejscu. Dyrektor twierdzi, że nie potrafi ona współpracować w zespole i stosuje niedopuszczalne metody wychowawcze wobec dzieci. Część rodziców pisze list, w którym wyraża protest.
Katarzyna Tomala od prawie dziesięciu lat prowadziła zajęcia wokalne w MDK w Barcinie. Umowę miała przedłużaną co rok i była to umowa-zlecenie. W tym roku dyrektor MDK w Barcinie Tomasz Gronet postanowił nie przedłużyć jej umowy. Początkiem nieporozumień był koncert z okazji Dnia Kobiet. Umowa wygasła 31 czerwca.
PROBLEM SCENARIUSZA I KRZYKI
- Zwróciłem pani Katarzynie uwagę na to, że scenariusz jest niedopracowany i zobowiązałem się, że w kolejnym roku jej pomogę ze scenariuszem, a ona z dziećmi zaczęła się dzielić uwagami typu, że dyrektorowi nic się nie podoba, co jest nieprawdą, bo dzieci wystąpiły wspaniale i sam je za to pochwaliłem - przypomina Tomasz Gronet. - Nie wyobrażam sobie, jak można komentować to, co się dzieje między dyrektorem a wychowawcą podczas zajęć. Krytykowała moje decyzje, zarzucała, że wspieram pracownię rzeźbiarską, a sama dostała laptopa, kiedy tylko objąłem funkcję dyrektora w barcińskim Domu Kultury. Wciągała dzieci w konflikt, który moim zdaniem był wydumany.
Zastrzeżenia dyrektora budził także sposób prowadzenia zajęć. Przyznał, że od dorosłej uczestniczki tych zajęć i od innych pracowników dowiedział się, że Katarzyna Tomala krzyczy na dzieci. - Dla mnie jako dla dyrektora, to jest nie do zaakceptowania - stwierdził Tomasz Gronet. - Dorosła uczestniczka zajęć uważała, że to jest coś normalnego, ale dla mnie jest to rzecz niebywała. Na zajęcia do Domu Kultury nie przychodzi jakaś łobuzerka, te dzieci wiedzą, po co przychodzą. To są dzieci grzeczne i ułożone, i nie wyobrażam sobie, żeby w ten sposób sprawować dyscyplinę.
Innym zarzutem wobec Katarzyny Tomali było to, że nie potrafiła ona współpracować w zespole, a jej zachowanie rzutowało na jakość pracy innych pracowników MDK.
W tej chwili grupa wokalna działająca przy MDK w Barcinie liczy 25 dzieci i młodzieży. Na początku czerwca do gabinetu dyrektora przyszło 7 matek dzieci z sekcji wokalnej. - Nie dowiedziałem się, jakie zarzuty mają wobec mnie poza tym, że strasznie się zachowuję - mówi dyrektor MDK. - Jak powiedziałem rodzicom, że poszło o scenariusz, to stwierdzili, żebym nie przesadzał, bo to jest tylko Barcin. Pytałem, dlaczego dzieci są takie zestresowane podczas koncertów. Rodzice mówili o dyscyplinie, nie o krzyku. Stwierdzili, że to przynosi efekty, a dzieci się rozwijają i mają osiągnięcia.
Dyrektor Tomasz Gronet zauważa, że osiągnięcia barcińskiej grupy wokalnej kształcącej się pod okiem Katarzyny Tomali nie są wcale większe od osiągnięć innych grup działających przy Domach Kultury. Podczas spotkania z rodzicami na początku czerwca Tomasz Gronet zapewnił ich, że nic się nie zmieni i że nie będzie rozwiązywał umowy z Katarzyną Tomalą. Przyznał, że wówczas faktycznie nie planował tego robić, ale problem narastał, a on sam przez kilka tygodni nie mógł się doprosić, żeby Katarzyna Tomala spotkała się z nim, natomiast znalazła czas, żeby pójść do burmistrza i stwierdzić, że źle się dzieje w MDK. W tej sytuacji Tomasz Gronet postanowił umowy nie przedłużać. - Moim zadaniem jest stworzenie zespołu, który będzie dobrze ze sobą współpracował i firma będzie działała dobrze - powiedział Tomasz Gronet. - Pani Tomala nie nadaje się, żeby być członkiem zespołu.
PROTEST CZĘŚCI RODZICÓW
Na początku sierpnia niektórzy rodzice wystosowali list do burmistrza Barcina Michała Pęziaka, w którym wyrazili swoje niezadowolenie oraz sprzeciw wobec niepodjęcia dalszej współpracy dyrektora MDK z instruktorem sekcji wokalnej. Powoływali się na sukcesy i osiągnięcia dzieci z tej sekcji. Stwierdzili, że nie znają uzasadnienia decyzji dyrektora i nie wiedzą, jakie będą dalsze losy sekcji wokalnej.
Nie odmawiamy Panu Dyrektorowi prawa do prowadzenia własnej polityki kadrowej - czytamy w liście rodziców. Jednakże Miejski Dom Kultury to nie jest „prywatny folwark“ Pana Dyrektora i uważamy, że powinien on brać pod uwagę sugestie, propozycje i oczekiwania mieszkańców gminy Barcin. A w naszym przypadku wszystkie one zostały zignorowane.
Rodzice w liście wyrazili oczekiwanie, że zostanie przywrócona współpraca MDK z Katarzyną Tomalą.
Tomasz Gronet zauważył, że list podpisali rodzice 12 dzieci, a sekcja liczy 25 osób. Uznał, że nie wszyscy rodzice nie zgadzają się z jego decyzją. Wspomniał też, że należy brać pod uwagę te dzieci, które zapisywały się do sekcji, a potem rezygnowały, bo nie odpowiadała im forma prowadzenia zajęć. Odpowiadając na to pismo stwierdził, że zadaniem dyrektora jest stworzenie zespołu gwarantującego sprawne funkcjonowanie instytucji, a Katarzyna Tomala nie potrafi pracować zespołowo.
- Pretensjami kierowanymi pod adresem pracowników MDK wywoływała niepotrzebne napięcia - stwierdził dyrektor i dodał, że nie do zaakceptowania była również forma dyscyplinowania uczestników zajęć. - Pani Tomala często krzyczała na dzieci, a przecież żadne, nawet złe zachowanie, nie uprawnia nauczyciela do takiego zachowania. Akceptowanie takiej formy pracy przez część rodziców nie może i nie będzie dla mnie okolicznością usprawiedliwiającą. Nie mogłem również zaakceptować wciągania dzieci w konflikt nauczyciela z dyrektorem. Pani Katarzyna Tomala podczas zajęć „narzekała“ na dyrektora, negatywnie komentowała moje decyzje, przekazywała dzieciom nieprawdziwe informacje, np. na temat mojej oceny ich występów. Jeśli chodzi o osiągnięcia pani Katarzyny Tomali, to nie były one ani większe, ani mniejsze od osiągnięć innych instruktorów w innych Domach Kultury.
Katarzyna Tomala stwierdziła, że sprawa zakończenia współpracy z MDK w Barcinie na mocy decyzji dyrektora Tomasza Groneta nie powinna być tematem medialnym. Uznała, że najlepiej będzie, jeśli pozostanie ona w gestii Urzędu Miejskiego w Barcinie. Dodała jednakże, że tylko dyrektor Gronet określał relacje z nią jako konflikt, co niejednokrotnie podkreślała w rozmowach z pracodawcą. Odnosząc się do zarzutów stwierdziła: - Aby wydać wiążącą opinię o pracowniku, należałoby mieć poważne podstawy i przede wszystkim zapoznać się ze szczegółami wieloletniej działalności, a przecież pan dyrektor nigdy nie był na moich zajęciach, nie przyszedł o nic zapytać, nie interesował się w ogóle naszymi potrzebami ani dokonaniami, nawet gdy próbowałam go o nich informować. W przeciągu dziesięciu lat mojej współpracy z Miejskim Domem Kultury w Barcinie lista działań, osiągnięć moich wychowanków, różnych akcji, w których brali udział, występów publicznych i dowodów uznania jest tak duża, że musiałabym spędzić wiele dni, żeby to wszystko spisać. Zastrzeżenia dyrektora Miejskiego Domu Kultury w Barcinie były pierwszymi, z którymi spotkałam się na przestrzeni 30 lat pracy zawodowej. Jeśli w przeciągu tych lat miałam kilkudziesięciu wychowanków, to liczę się z tym, że nie wszyscy z nich byli zadowoleni ze współpracy, tak, jak i ja nie zawsze byłam zadowolona z postępów każdego z nich. Najważniejsze jednak jest to, co prezentowaliśmy na zewnątrz, co proponowaliśmy mieszkańcom i co było pozytywnie oceniane społecznie. Z większością absolwentów mam nawet po wielu latach bliski kontakt i jestem dumna z tego, co osiągnęli, jak również z tego, że chcą się ze mną dzielić swoimi sukcesami lub proszą o radę i pomoc. Obecna grupa wychowanków i rodziców stara się o kontynuację prowadzonych przeze mnie zajęć, więc chyba o niezadowoleniu nie może być mowy - stwierdziła Katarzyna Tomala.
Dyrektor Tomasz Gronet zapewnia, że sekcja wokalna przy MDK w Barcinie będzie istnieć, zmieni się tylko instruktor. Prowadzi już na ten temat rozmowy i gwarantuje, że zajęcia poprowadzi bardzo dobry i efektywny pedagog, a dzieci szybko odczują różnicę w sposobie prowadzenia zajęć.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1281 (35/2016)
Z listów
Jesteśmy rozczarowani i rozgoryczeni
Szanowna Redakcjo!
Jesteśmy rodzicami dzieci uczęszczających do sekcji wokalnej przy Miejskim Domu Kultury w Barcinie, autorami sprzeciwu skierowanego do Rady Miejskiej i Burmistrza Barcina w sprawie nieprzedłużenia współpracy MDK w Barcinie z p. Katarzyną Tomalą. My również jesteśmy zdania, że sprawa ta nie powinna być medialna, jednak nie pozostawiono nam wyboru.
1 września 2016 r. w tygodniku „Pałuki“ ukazał się artykuł pt. „Sekcja wokalna bez Katarzyny Tomali“, który w naszej ocenie zawiera informacje wyjęte z kontekstu, ale przede wszystkim brakuje w nim naszej opinii dotyczącej całej tej sprawy. Uznaliśmy, że zarówno p. Tomala, jak i my, zostaliśmy przedstawieni krzywdząco i niesprawiedliwie. Instruktorka - jako osoba nienadająca się do pracy ani z dziećmi, ani z dorosłymi, natomiast my rodzice - jako osoby narażające na stres nasze pociechy i przymykające oczy na karygodne zachowanie instruktora sekcji. Nie jest to prawdą, nie zgadzamy się z tą opinią i nie możemy być wobec niej obojętni. Czujemy się w obowiązku stanąć w obronie p. Tomali, jak i własnej.
Pani Redaktor powołała się na pismo naszego autorstwa do lokalnych władz (swoją drogą - kto je udostępnił i na jakiej podstawie?), jednak nie skontaktowała się z żadnym z rodziców, aby poznać naszą opinię o przedmiotowej sprawie. W tym miejscu chcemy zauważyć, że to my, na wyraźną prośbę naszych dzieci, podjęliśmy starania o pozostawienie p. Katarzyny Tomali w pracy w MDK w Barcinie. We wspomnianym wyżej piśmie zabrakło dosłownie kilku podpisów (na dzień jego sporządzenia fizycznie do sekcji uczęszczało 20 dzieci, w tym dwa rodzeństwa) tylko dlatego, że był to czas wakacji i urlopów i część rodziców była po prostu nieuchwytna. Interpretowanie braku podpisów jako aprobaty dla decyzji p. Dyrektora jest zbyt dalece wysuniętym wnioskiem.
Pani Katarzyna Tomala pracowała w sekcji wokalnej w Barcinie od 10 lat. Przez cały ten czas nie wpłynęła na nią żadna skarga, ani do ówczesnego dyrektora MDK, ani do lokalnych władz (natomiast wiemy, że nasze uwagi na temat działalności obecnego Dyrektora MDK nie są jedyne). Również dzieci nie skarżyły się na zachowanie instruktorki. Przyzwyczaiły się do zasad panujących na zajęciach, poznały wzajemne oczekiwania i zwyczajnie się z nią zżyły. Na zajęcia chodziły chętnie, poświęcając wszystkie swoje piątkowe popołudnia, wolne soboty, czasem niedziele i dodatkowe popołudnia w środku tygodnia. Z pewnością nie robiłyby tego, gdyby działa im się tam krzywda. Nie docierały do nas w tym czasie żadne niepokojące sygnały dotyczące metod wychowawczych stosowanych przez instruktorkę. Zarówno nasza, jak i dzieci współpraca z nią układała się pomyślnie.
Z chwilą zmiany na stanowisku Dyrektora (w lutym b.r.) zaczęły pojawiać się nieporozumienia i problemy związanie z funkcjonowaniem sekcji i osobą p. Tomali. Swoją współpracę z p. Katarzyną p. Gronet rozpoczął od ciężkich słów krytyki pod adresem instruktorki w związku z organizacją koncertu z okazji Dnia Kobiet. Wcześniej w naszym mieście odbywało się wiele imprez i koncertów z różnych okazji, do których scenariusze pisała p. Tomala i wiemy, że bardzo się one podobały. Dowodem na to mogą być pełne sale widowni i zadowolenie odbiorców, którzy niejednokrotnie przekazywali rodzicom i dzieciom słowa uznania i podziękowania za emocje i wrażenia, które przeżywali podczas ich występów. Do samego końca swojej pracy w sekcji p. Katarzyna napotykała na trudności i krytykę pod swoim adresem, co miało przełożenie na jakość pracy i atmosferę panującą w MDK. Wcale nie oznacza to, że instruktor wciągał dzieci w konflikt nauczyciela z Dyrektorem. Nasze dzieci są świetnymi obserwatorami i same potrafią wyciągać wnioski. Nikt nie musi ich buntować czy czegokolwiek im sugerować. Swoimi, podkreślamy - swoimi - spostrzeżeniami dzieliły się z rodzicami wracając do domu. Natomiast nie widzimy nic niestosownego ze strony p. Tomali w dzieleniu się z rodzicami informacjami o sytuacjach mających istotny wpływ na bieżącą pracę sekcji czy realizowane przedsięwzięcia. Dyrektor Gronet nigdy nie uczestniczył w zajęciach sekcji wokalnej, osobiście nie był świadkiem nieodpowiedniego zachowania p. Katarzyny wobec dzieci, nigdy też w rozmowie z instruktorką nie przedstawił jej zarzutu, że na nie krzyczy. Opierał się jedynie na informacjach, jakie uzyskał od innych pracowników oraz, jak to nazwano, od „dorosłej uczestniczki zajęć“. Tu rodzi się pytanie: dlaczego w takim razie, wiedząc, że członkom sekcji wokalnej dzieje się taka krzywda, nie zareagował wcześniej, nigdy nie rozmawiał na ten temat z prowadzącą zajęcia? Od samego początku w postawie p. Dyrektora nie było odrobiny dobrej woli, aby poprawić współpracę z p. Tomalą. Konsekwentnie próbował udowadniać, że nie nadaje się ona do pracy w jego zespole.
Nie zgadzamy się ze stwierdzeniem, że podczas wspomnianego czerwcowego spotkania z nami p. Dyrektor nie dowiedział się, jakie zarzuty mamy wobec niego. Trwało ono ponad dwie godziny i w tym czasie jasno i wyraźnie przedstawiliśmy Dyrektorowi nasze uwagi dotyczące sekcji, współpracy z instruktorem, oczekiwania i spostrzeżenia. Na naszą prośbę o to, aby p. Dyrektor spotkał się z dziećmi, wszedł od czasu do czasu na zajęcia, spróbował ocieplić relacje, stwierdził, że „nie będzie się ośmieszał“... Zaproponowałyśmy też, aby przy najbliższej okazji, kiedy dzieci zdobędą jakieś nagrody, osobiście im pogratulował i pochwalił. Nic takiego nie miało miejsca. Prosiłyśmy, by dla dobra naszych dzieci, które szczerze liczą na dalszą współpracę z p. Tomalą, spróbował pokierować tą współpracą tak, aby ta mogła być kontynuowana z korzyścią dla wszystkich. Usłyszeliśmy obietnicę, że nie będzie zmiany na stanowisku instruktora sekcji wokalnej. Jak wiemy, obietnica ta nie została dotrzymana...
Pan Dyrektor „nie wyobraża sobie, jak można komentować przy uczestnikach podczas zajęć to, co się dzieje między dyrektorem a wychowawcą“. My nie wyobrażamy sobie, jak można w obecności obcych osób, na formalnym spotkaniu (mowa o wizycie rodziców w MDK w czerwcu b.r.) wyrażać się obraźliwie i lekceważąco o osobie, z którą łączy go zależność służbowa, nazywać ją „toksyczną“. Nie wyobrażamy sobie, żeby Miejski Dom Kultury traktowany był jak „prywatny folwark“ p. Dyrektora, a takie stwierdzenie padło z jego ust. I tak samo nie życzymy sobie, aby nasze dzieci nazywane były „zapchajdziurami“, a takie określenie usłyszeliśmy, kiedy p. Gronet zacytował słowa - jak twierdzi - jednego z pracowników Domu Kultury (pod nieobecność tegoż pracownika).
Uczęszczając na zajęcia wokalne w MDK nasze dzieci przeszły ogromną metamorfozę, włożyły w swój rozwój dużo pracy, a to co do tej pory osiągnęły, zawdzięczają p. Katarzynie. Niektóre osiągnęły to w naprawdę krótkim czasie. Dlatego nie można w tym wszystkim umniejszać jej roli, bo lista osiągnięć dzieci pod jej skrzydłami jest długa. Kiedy występują one wśród innych śpiewających dzieci np. w szkole, widać między nimi ogromną różnicę. Dostrzegają to nauczyciele, rodzice i przypadkowi słuchacze. P. Tomala sprawiła, że sekcja pięknie się przez lata rozwinęła i z roku na rok przybywało dzieci zainteresowanych nauką śpiewu. Jest osobą wymagającą, konsekwentną, oczekującą od wychowanków wzorowej organizacji, samodzielności, odpowiedzialności. Oczywistym jest, że nie każdy uczestnik był w stanie takim wysokim wymaganiom sprostać. Pani Tomala zawsze wykazywała troskę o swoich podopiecznych, uczyła dobrych manier i kultury osobistej. Jest bardzo dobrym specjalistą w swojej dziedzinie. Smutne, że w całej historii skupiono się na tym, co p. Tomala rzekomo zrobiła źle, a nikt nie wspomina o tym, co było dobre. Uważamy, że nietaktownym i niegrzecznym jest rozstawać się w takiej atmosferze z pracownikiem, który efektywnie przepracował w MDK 10 długich lat. Trudno będzie znaleźć godnego następcę.
Nie chodzi o to, by wzajemnie łapać się za słówka i prowadzić niekończącą się, jałową polemikę, ponieważ do niczego to nie doprowadzi. Według nas cała ta historia to szukanie przez p. Dyrektora na siłę argumentów dla poparcia swojej decyzji, dlatego nie zamierzamy już więcej zabierać głosu w tej sprawie. Chcąc spełnić prośbę naszych dzieci wykorzystaliśmy znane nam oficjalne drogi. Dziś już wiemy, że starania te nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Kilka dni temu otrzymaliśmy od Zastępcy Burmistrza Barcina odpowiedź na nasze pismo w sprawie zakończenia współpracy z p. Tomalą, z którego jasno wynika, że nie ma możliwości jej kontynuowania. Niby wszystkim chodzi o dobro naszych dzieci, które jasno określiły swoje oczekiwania - chcą uczyć się śpiewu u swojego dotychczasowego instruktora... Oczekiwania te osobiście wyraziły na spotkaniu z Zastępcą Burmistrza Barcina. Dlatego przykre jest, że nikt nie znalazł takiego rozwiązania, które by im to umożliwiło. Wraz z dziećmi jesteśmy tym rozczarowani i rozgoryczeni.
z poważaniem
Zofia Rosińska
w imieniu rodziców dzieci
uczęszczających do sekcji wokalnej
przy Miejskim Domu Kultury
w Barcinie
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze