Rynek w Szubinie
Sklepy odcięte od klientów
Mniej klientów i mniejsze obroty w sklepach. To skutek prac rewitalizacyjnych na Rynku w Szubinie. Właściciele liczą straty i zwalniają pracowników.
Po czterech i pół roku Danuta Michalak straci pracę Wokół Rynku w Szubinie jest kilkanaście sklepów i punktów usługowych. Interes kręcił się dobrze dopóty, dopóki nie rozpoczęła się rewitalizacja Rynku. Wcześniej na placu był duży parking. Każdy kto chciał, mógł zaparkować i wyskoczyć do sklepu po zakupy. Teraz jest to niemożliwe.
Prace budowlane rozpoczęły się w połowie października. Budowana jest kanalizacja sanitarna i deszczowa. Później na Rynku będzie położona nowa nawierzchnia. W tej chwili Rynek jest jednym wielkim placem budowy i nie da się tu wjechać. Barierki stoją na wylotach w kierunku ul. Winnica i ul. Młyńskiej. Nie można przejechać w kierunku ul. św. Marcina. Możliwy jest tu tylko ruch pieszy po wąskim skrawku chodnika.
Handlowcy załamują ręce. Brak parkingów i ograniczone dojście odstraszyły klientów. Obroty spadają. Jednym więcej, innym mniej. Wszyscy liczą straty i decydują, co robić: ciągnąć interes czy zawieszać działalność.
- Nikomu nie chce się chodzić po wykopach. Wiele osób chodzi tam, gdzie im wygodnie. Dobrze, że robią, bo szubiński Rynek jest jednym z najbrzydszych w okolicy, ale powinni to inaczej zorganizować. Najpierw jedną, a potem drugą część. Nikt się nami nie zainteresował. Jest coraz gorzej. Mamy czekać do wiosny? Do tego czasu połowy sklepów nie będzie. Nic nie dały te nasze wędrówki do burmistrza - powiedziała nam jedna z handlujących na Rynku.
W spożywczym pytamy, jak remont wpłynął na kondycję sklepu. Słyszymy smutną odpowiedź: - Wpłynął tak, że ja w tym tygodniu zostaję bez pracy - odpowiada ze łzami w oczach Danuta Michalak.
Kobieta pracuje w sklepie na Rynku od czterech i pół roku. - Ja tym żyję. Innej pracy dla siebie nie widzę - mówi nam pani Danuta. I dodaje, że przychodzi teraz o 90% klientów mniej niż przed rozpoczęciem prac budowlanych. W sobotę od 8:00 do 13:00 było 4 -5 klientów. Wcześniej przez pół dnia zarobiła na swoją pensję. Teraz nie. I dlatego sklep zostanie zamknięty, a ona straci pracę. Nie będzie miała nawet prawa do zasiłku, bo pracuje teraz na pół etatu.
Paulina Brzykcy i Sandra Meler ze sklepu "Chatka Puchatka" jeszcze około trzy tygodnie będą na Rynku. Potem przeniosą sklep na ul. 3 Maja. - Ktoś powinien wziąć za to odpowiedzialność. Za tych wszystkich ludzi, którzy z powodu rewitalizacji stracą pracę. Powinien być jakiś zasiłek okresowy. To przecież nie moja wina, że szef mnie zwalnia - twierdzi sprzedawczyni.
W jednym ze sklepów odzieżowych liczba klientów spadła o 30-40 procent. Właścicielka powiedziała, że po rozpoczęciu prac budowlanych ma problem z dostawą towaru. Musi to robić albo po 22:00 albo przed 6:00 rano. Właścicielka powiedziała, że poszła z tym problemem do urzędu, ale - jak to ujęła - spotkała się z arogancją urzędnika. Nie powiedziała jakiego. - Zamiast bronić swojej gminy, to odstrasza - mówi. - Nie wiem, co dalej będzie. Nie chciałabym zamykać. Ale jak mnie sytuacja zmusi, to zawieszę działalność. Może grudzień przetrwam. Zobaczę, jaki będzie styczeń i luty.
Za około trzy tygodnie z Rynku zniknie sklep z artykułami dziecięcymi Chatka Puchatka. Zostanie przeniesiony na ul. 3 Maja. Przenosiny są spowodowane spadkiem obrotów. A spadek obrotów wiąże się z remontem. - Klienci przestali przychodzić - mówią sprzedające tam Sandra Meler i Paulina Brzykcy.
Właścicielka sklepu usługowo-odzieżowego Ewa Jamsela również odnotowała spadek klientów i obrotów. Najbardziej widać to w dni targowe, a mianowicie w środy i soboty. Powiedziała, że w innych miastach, np. w Kcyni i Nakle, remonty rynków wyglądały inaczej. Zamykano jedną część, a po zakończeniu zamykano drugą. Obawia się, że podczas zimy i obfitych opadów śniegu jej sklep w ogóle zostanie odcięty od klientów.
Na sesji Rady Miejskiej 4 listopada radny Stanisław Wypych, w imieniu handlujących na Rynku, zwrócił burmistrzowi uwagę na to, że sklepy są odcięte od świata. Dodał, że handlowcy z trudem utrzymują działalność i miejsca pracy. Radny zapytał, czy jest możliwość otwarcia ruchu na Rynku.
Ignacy Pogodziński odpowiedział, że jest zadowolony z tempa prac budowlanych: - Chodzi o to, żeby wykonawca zrobił to szybko. Będziemy w tej materii rozmawiać. Prace nie mogą zostać odłożone, bo zaangażowane są w to środki Unii Europejskiej i mamy wyznaczone terminy. Jak nie zrobimy tego w tym roku, to stracimy pieniądze. Za utrudnienia przepraszam, ale one będą - powiedział na sesji burmistrz.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 978 (45/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze