Reklama

Sprawdza czy policjanci mówili prawdę

Maciej Tobijański, Żnin, policja, prokuratura, policjanci
     Sprawdza czy policjanci mówili prawdę
    Maciej Tobijański z Kcyni, decyzją prawomocnego wyroku sądu został uniewinniony od zarzutu prowadzenia rozmowy przez telefon komórkowy podczas jazdy samochodem i nie będzie musiał płacić mandatu. Teraz kcynianin złożył zawiadomienie do prokuratury o zbadanie sprawy, czy żnińscy policjanci nie składali fałszywych zeznań.

     O sprawie pisaliśmy w marcu br. Przypomnijmy, iż Maciej Tobijański wracając z pracy do domu został zatrzymany w Żninie przez policjantów. Funkcjonariusze wyjaśnili mu, iż powodem zatrzymania było prowadzenie rozmowy przez telefon komórkowy w czasie jazdy samochodem. Mężczyzna wyjaśnił, iż prowadził rozmowę korzystając z zestawu bluetooth, czego prawo nie zabrania. Tłumaczył również, iż w ogóle nie trzymał w ręku telefonu. Policjanci z kolei byli przekonani, że widzieli z odległości 50-70 metrów, iż mężczyzna trzymał w ręku telefon.
     Kcynianin nie przyjął mandatu oraz wniósł skargę na czynności wykonywane przez policjantów podczas zatrzymania do komendanta wojewódzkiego policji w Bydgoszczy. Skarga została przekazana komendantowi powiatowemu policji w Żninie. W opinii komendanta, na podstawie zgromadzonego materiału nie potwierdzono, aby funkcjonariusze policji dopuścili się działań niezgodnych z prawem lub etyką zawodową policjanta. Maciej Tobijański uznał, że został pokrzywdzony bezpodstawnym oskarżeniem i próbą ukarania za wykroczenie, którego nie popełnił i zapowiedział, że wykorzysta wszelkie możliwości prawne, by udowodnić, iż podczas jazdy samochodem nie rozmawiał przez telefon komórkowy.
     Sprawę musiał rozstrzygnąć żniński sąd. Sąd nie znalazł dowodów na to, że Maciej Tobijański prowadząc samochód rozmawiał przez telefon. Sędzia prowadząca sprawę podczas trwania przewodu sądowego przeprowadziła eksperyment procesowy z udziałem stron na ulicy Aliantów w Żninie, w miejscu, w którym policjanci widzieli kcynianina jak rozmawiał przez telefon. Ostatecznie Maciej Tobijański został uniewinniony z zarzutów stawianych mu przez policjantów i mandatu nie będzie musiał płacić.
     Po zakończeniu sprawy i uprawomocnieniu się wyroku Maciej Tobijański poinformował Prokuraturę Okręgową w Bydgoszczy o możliwości popełnienia przez funkcjonariuszy wydziału ruchu drogowego Komendy Powiatowej Policji w Żninie następujących przestępstw: przekroczenia uprawnień podczas zatrzymania, w szczególności poprzez świadomie podjętą próbę ukarania za wykroczenie, co do którego funkcjonariusze powinni mieć świadomość, że nie zostało popełnione; poświadczenia nieprawdy; składania fałszywych zeznań na etapie przygotowawczym, po skierowaniu sprawy do postępowania sądowego; składania fałszywych zeznań w postępowaniach skargowych prowadzonych przez Komendę Powiatową Policji w Żninie oraz Komendę Wojewódzką Policji w Bydgoszczy; składania fałszywych zeznań podczas postępowania w sądzie. Kcynianin wnosi o przeprowadzenie postępowania oraz dokonanie właściwej kwalifikacji prawnej.
     W pismach procesowych kierowanych do sądu w Żninie szczegółowo uzasadniłem i wykazałem poprzez zbudowanie matematyczno-fizycznego modelu zdarzenia, że przebieg wydarzeń nie mógł być taki, jak w swoich zeznaniach opisują to policjanci. Zeznania policjantów są w jednoznaczny sposób sprzeczne ze zbudowanym przeze mnie modelem, niespójne, nielogiczne i zawierają cały szereg nieścisłości. Stąd jednoznaczny wniosek, że składane na każdym z etapów zeznania nie mogły być prawdziwe. Jest dla mnie również oczywiste, co wprost wynika z zeznań funkcjonariuszy, zaprotokołowanych przez sąd, że oboje wymienieni mieli pełną świadomość tego, że zarówno ich postępowanie, jak i zeznania nie opierają się na faktach. Moja wersja wydarzeń znalazła potwierdzenie w postępowaniu sądowym, a w szczególności w przeprowadzonym na wniosek sądu eksperymencie oraz wyroku sądu - czytamy w uzasadnieniu złożonego do prokuratury wniosku.
     Maciej Tobijański w rozmowie z Pałukami zaznacza, iż zawiadomienie do prokuratury - wysłane po dość długim wahaniu - wzięło się z tego, że nie może być zgody na to, iż dwoje policjantów może umówić się na cokolwiek i ich zgodne zeznania wystarczą na to, aby dowolnej osobie przypisać dowolną winę.
     Policjanci, występujący bądź co bądź jako świadkowie w sądzie, opowiadają niestworzone historie, z matematyczno-fizycznego punktu niemożliwe - a są przekonani, że sąd musi dać im wiarę, bo to oni reprezentują „władzę”. Nikt nie weryfikuje tego, czy policjanci w ogóle zeznają prawdę, czy nie. Pan Jaźwiński nie miał żadnych wątpliwości, że wykroczenie zostało popełnione - pytam: na jakiej podstawie??? Bardzo wiele osób przede mną, i zapewne również po mnie może stać się ofiarami takiego postępowania policjantów. Policjanci są przymuszani przez swoich przełożonych - o czym mówią różnego rodzaju media - do wykazywania się w statystykach, choć oczywiście oficjalnie wszyscy wszystkiemu zaprzeczają. Złożona przeze mnie skarga była rozpatrzona „po łepkach” - nikt nie zadał sobie trudu, aby dokonać realnej analizy zdarzenia - odpowiedź na skargę była w oczywisty sposób zbywająca i wymijająca - kontynuuje kcynianin. I dodaje, że kiedy przemyślał sobie wszystko i zdał sobie sprawę ze społecznych konsekwencji uznał, że nie można przejść nad tym, co go spotkało, do porządku dziennego.
     - Nie chcę oczywiście używać zbyt wielkich słów i na pewno należy tutaj unikać patosu, ale niech każdy czytelnik ma świadomość, że w dowolnym momencie i jego może spotkać podobna historia, o ile nie będzie naszego jednoznacznego sprzeciwu. Co więcej - poniosłem przecież realne szkody - musiałem skorzystać z kilku dni urlopu, aby móc wziąć udział w rozprawach. Poniosłem koszty dojazdu do sądu i koszty związane choćby z przeprowadzeniem eksperymentu. Nie bez znaczenia są również te najmniej wymierne - koszty moralne - podważone zaufanie do ludzi w mundurach - podkreśla Maciej Tobijański.
     Jak się dowiedzieliśmy, prokuratura okręgowa w Bydgoszczy skierowała sprawę do prokuratury w Szubinie, która z kolei przekazała ją do prokuratury w Żninie. Kierownik żnińskiej prokuratury Grażyna Pawlaczyk powiedziała nam, że sprawie zostanie nadany bieg.
     Nadkom. Krzysztof Jaźwiński zwraca uwagę, że w sytuacji, kiedy zatrzymany mężczyzna nie przyjął mandatu, sprawę musiał rozstrzygnąć sąd. I takie rozstrzygnięcie zapadło. Do chwili zamknięcia numeru gazety nie uzyskaliśmy informacji, dlaczego żnińscy policjanci nie odwołali się od wyroku sądu.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1226 (32/2015)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości