Reklama

Studium bez wiatraków

- „Pamiętajmy o tym, że argumenty za i przeciw się równoważą. Jedne i drugie są dokładnie tyle samo warte. Dyskusja tutaj jest bardzo trudna, bo ma charakter subiektywny” - stwierdziła Małgorzata Janiak.

          fot. Magdalena Kruszka

Gąsawa, studium uwarunkowań, zagospodarowanie przestrzenne, wiatraki, wójt
      Studium bez wiatraków
     Poprawione studium uwarunkowań, bez możliwości ulokowania wiatraków na terenach gąsawskich, zostało wyłożone w Urzędzie Gminy w Gąsawie. Choć wójt i radni poparli protesty mieszkańców, to na posiedzeniu komisji nie obyło się bez burzliwej dyskusji z udziałem mieszkańców i inwestora.

      Na wspólnym posiedzeniu komisji Rady Gminy Gąsawa Małgorzata Janiak z firmy Kolektor Serwis z Leszna, która opracowywała studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Gąsawa, przedstawiała zmiany wprowadzone w tym studium po analizie uwag, które wpłynęły po wyłożeniu studium. Informowała ona, że prace nad tym dokumentem rozpoczęły się w październiku 2012 roku, a w styczniu 2013 roku projekt studium był opracowany i został przedstawiony do uzgodnień.
      PRACA NAD STUDIUM
      - W pierwszym etapie, w lutym 2012 roku, zmiana studium nie uzyskała uzgodnienia Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska oraz zarządu województwa, uzyskaliśmy natomiast uzgodnienie wojewody, również Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska wydał nam negatywną opinię do tej zmiany studium - informowała Małgorzata Janiak. - Biorąc pod uwagę wymagania, jakie nam przekazał marszałek województwa i RDOŚ, zmiana studium została ponownie opracowana i już w styczniu wszystkie te opinie były pozytywne.
      Małgorzata Janiak przyznała, że uzgodnienia studium odmówił marszałek województwa, ale odmowa wpłynęła 17 dni po wyznaczonym terminie. Informowała także, że gmina ma prawo taki termin wyznaczyć, a w przypadku jego niedotrzymania uznaje się, że to uzgodnienie jest uzyskane. Dlatego też potem studium zostało wyłożone do publicznego wglądu i udostępnione mieszkańcom, także w formie elektronicznej. Wyłożone do publicznego wglądu studium zawierało między innymi wprowadzenie na terenie gminy możliwości lokalizacji kilku rodzajów terenów zabudowy, czyli terenów zabudowy mieszkaniowo-usługowej, zagrodowej, mieszkaniowo-letniskowej, terenów aktywizacji gospodarczej, terenów pod usługi turystyczne; wyznaczone zostały obszary dopuszczalnej lokalizacji elektrowni wiatrowych wraz ze strefą ich oddziaływania. W studium podane były ograniczenia związane z przyrodniczymi uwarunkowaniami.
      Małgorzata Janiak poinformowała również, że 16 lipca odbyła się dyskusja publiczna na temat studium, przybyło na nią 16 osób i w trakcie tej dyskusji poruszono tematy związane z Muzeum Archeologicznym i z otoczeniem Biskupina.

 - „Ja nie mam w tym żadnego interesu. Jestem osobą niezwiązaną z nikim, nie mam ziemi, nie jestem rolnikiem, nie jestem związana z Muzeum Archeologicznym i chciałabym, żeby gmina była piękna, ale nie biedna, bo my za chwilę będziemy popadać w nędzę” - mówiła Maria Warda.

Reklama

       fot. Magdalena Kruszka

      WÓJT UWZGLĘDNIA PROTESTY
      Po wyłożeniu projektu studium wpłynęły 74 uwagi do tego dokumentu, z czego 70 uwag w całości albo w części dotyczyło usunięcia z projektu elektrowni wiatrowych. Uwagi były mniej więcej tej samej treści i zawierały obawy mieszkańców o pogorszenie warunków i komfortu życia, a także o swoje zdrowie. Po wyłożeniu studium wszystkie uwagi rozpatrywał wójt Gąsawy Zdzisław Kuczma i 70 uwag dotyczących likwidacji możliwości lokalizacji elektrowni wiatrowych na terenie gminy zostało przez niego rozpatrzone pozytywnie. W studium wprowadzono zatem zmiany i przedłożony Radzie na nowo projekt nie zawiera zapisu o możliwości lokalizacji elektrowni wiatrowych. Małgorzata Janiak poinformowała, że dopuszczalne jednak będzie lokalizowanie przez rolników małych elektrowni kilkunastometrowych, które produkują prąd dla jednego gospodarstwa. Nie ma natomiast wyznaczonych terenów pod lokalizację ferm wiatrowych. - Wyłączenie tych terenów z rysunku studium powoduje, że tych elektrowni de facto zlokalizować nie można, dlatego że nie można opracować dla nich planu - mówiła Małgorzata Janiak. Po konsultacji z Urzędem Wojewódzkim studium zostanie ponownie wyłożone.
      TRZY WNIOSKI
      Radna Maria Warda wyraziła wątpliwość związaną z decyzją wójta o pozytywnym rozpatrzeniu uwag dotyczących lokalizacji elektrowni. - Nie wiem, co tak naprawdę panem wójtem kierowało, czy opinia komitetu protestacyjnego; czy wie, co myśli cała gmina - mówiła radna Warda i złożyła wniosek, aby całą dokumentację skierować do prokuratury, która by zbadała, co było zrobione z naruszeniem prawa, a co nie. Zaproponowała, żeby dopiero potem wrócić do tematu. - Rolnicy, którzy chcą budować duże chlewnie, protestują przeciwko dużym wiatrakom, bo będą im przeszkadzały, a postawią sobie mniejsze wiatraki, ponieważ będzie ich na to stać. Nasza gmina nie ma żadnej możliwości rozwoju. Uważam, że prokuratura ma obowiązek zbadać wszystkie za i przeciw.
      Radna Maria Warda złożyła także wniosek, aby zobowiązać posłów ziemi bydgoskiej do zajęcia się sprawą. - Budowa wiatraków to program rządowy, a rząd z kolei jest nękany przez Unię Europejską z powodu niewywiązywania się ze zobowiązań budowy elektrowni i chciałabym wiedzieć, co na ten temat mówią posłowie - podkreśliła radna.
      Trzeci wniosek radnej dotyczył przeprowadzenia referendum w gminie Gąsawa na temat tego, kto jest za lokalizowaniem na tych terenach wiatraków, a kto jest przeciw. Radna zaproponowała, żeby nie przegłosowywać ich na posiedzeniu komisji, tylko do czasu sesji sformułować je jak należy i dopiero wtedy poddać pod głosowanie. - Ja nie mam w tym żadnego interesu. Jestem osobą niezwiązaną z nikim, nie mam ziemi, nie jestem rolnikiem, nie jestem związana z Muzeum Archeologicznym i chciałabym, żeby gmina była piękna, ale nie biedna, bo my za chwilę będziemy popadać w nędzę, chyba że wszystkie osoby, które tak protestują zobowiążą się, że wszystkie swoje nieruchomości przepiszą na rzecz gminy, w razie jak nie będzie mogła spłacić długów i będzie groził zarząd komisaryczny. Może to i śmieszne, ale także dramatyczne. Ja widzę, ile jest biedy w tej gminie - stwierdziła Maria Warda.
      ARGUMENTY OBU STRON TYLE SAMO WARTE
      Małgorzata Janiak stwierdziła, że prokuratura nie podejmie się rozstrzygnięcia, czy wiatraki szkodzą zdrowiu czy nie, natomiast pod prokuratorską ocenę można poddać tryb prawny postępowania przy tym studium i uznała, że jest on całkowicie zgodny z prawem.
      - Pamiętajmy jeszcze o tym, że argumenty za i przeciw się równoważą - stwierdziła Małgorzata Janiak. - Jedne i drugie są dokładnie tyle samo warte. Dyskusja tutaj jest bardzo trudna, bo ma charakter subiektywny. Opinia ministerstwa zdrowia mówi o tym, że nie stwierdzono negatywnego wpływu, ale stwierdzono złe samopoczucie osób, których budynki są zlokalizowane przy elektrowniach wiatrowych, bo ono wynika z negatywnego stosunku do elektrowni. Rzeczywiście tak jest, że osoby nieakceptujące elektrowni wiatrowych w swoim sąsiedztwie będą się autentycznie czuły źle. Państwo musicie zdecydować, którą z grup, czy przeciwników, czy zwolenników elektrowni, zaspokoicie w ich żądaniach, bo tu nie ma złotego środka ani dobrego rozwiązania. Przekonanych nie trzeba przekonywać, a przeciwników przekonać się nie da. Małgorzata Janiak tłumaczyła także, że jej firma jest niezależna i zajęła się opracowywaniem studium dlatego, że wygrała przetarg i że z inwestorem nie jest w żadnym stopniu związana.       Tłumaczyła też, że ornitolog Andrzej Łuczak, który prowadził badania, jest opłacany przez firmę Kolektor Studio z Leszna i nie ma nic wspólnego z firmą Windbud, a jego przedstawiciela poznała po podpisaniu umowy z gminą.
      WĄTPLIWOŚCI MIAŁ JEDEN RADNY
      Wójt Zdzisław Kuczma przypomniał, jak wyglądały plany zlokalizowania elektrowni wiatrowych na terenie gminy Gąsawa. Wspomniał, że początkowo miało być ich 12, ale po wątpliwościach Wiesława Zajączkowskiego dotyczących zlokalizowania ich w sąsiedztwie Biskupina, ostatecznie planowano zbudować ich 8 o mocy 2 MW. Informował również, że firma Windbud, która miała plany związane z elektrowniami, przekazała gminie dotację, która pokryła koszty opracowania dokumentacji. - Firma przekazała darowiznę na rzecz gminy i jest ona zgodna z ustawą o finansach publicznych - mówił wójt Gąsawy. - Nie wszystkie pieniądze z darowizny zostały przeznaczone na opracowanie studium. W ramach przetargu cena za opracowanie studium wyszła niższa.
      Wójt uznał, że zaniepokoiły go uwagi przeciwników dotyczące kwestii zdrowotnych, ale też biorąc pod uwagę niepokój sporej części gminy zdecydował się pozytywnie rozpatrzyć uwagi do studium złożone przez przeciwników wiatraków. Nie bez znaczenia była także dla niego deklaracja Janusza Radzikowskiego z firmy Windbud, że jeśli pojawi się choć jeden protest w sprawie budowy elektrowni, to plany zostaną zaniechane.
      20 PROCENT PRAWDY
      Radny Mariusz Kazik stwierdził, że jeżeli uwagi przeciwników wiatraków zostały przyjęte i uwzględnione w studium, to nie ma sensu kontynuować dyskusji, bo temat jest już zamknięty. Z kolei radny Adam Adamczyk przyznał, że cieszy się z decyzji wójta, mimo że dwa lata temu radni dali zielone światło dla inwestycji wiatrowych. - Trochę muszę radnych wytłumaczyć, że do końca wszystkich aspektów nie znaliśmy, żałuję tylko tego, że dwa lata temu nie było żadnego odzewu - mówił radny. - Gmina straciła pewne środki, ale ważny jest aspekt zdrowotny. Niechby było 20% prawdy z tego co mówi Wojtek [Wojciech Szczęsny - przyp. mk], to warto zagłosować na nie. Dobrze, że wójt poszedł w stronę mieszkańców. Tak się to powinno robić.
      FINANSE NIE BEZ ZNACZENIA
      Radny Aleksander Kledzik pytał, ile gmina straci na rezygnacji z inwestycji wiatrowych. Wójt Gąsawy wyliczał, że koszt budowy jednej elektrowni wynosi około 3-3,5 mln euro. 2% podatku od nieruchomości, ale nie od całości, tylko od budowli, wynosi około 140.000 zł od jednego wiatraka. - Spraw zdrowotnych nie umiem wycenić, bo ja nie wiem, na co mogą chorować z tego powodu, więc tu o szkodach czy korzyściach nie będę mówił - stwierdził wójt Zdzisław Kuczma.
      Pomiędzy radnym Wiesławem Zajączkowskim a Małgorzatą Janiak zaszło nieporozumienie dotyczące uzgodnień z RDOŚ. Radny twierdził, że w RDOŚ uzgodnione zostały tylko trzy wiatraki i z tych trzech wiatraków należałoby obliczać wpływy dla gminy. Uznał, że w tym świetle ten cały interes jest mało opłacalny. Wspomniał też o amortyzacji obiektów i o przecenianiu ich co dwa-trzy lata i że wiąże się z tym zmniejszenie podatku.
      - Nie wiem, skąd się wzięła informacja o trzech elektrowniach, pismo było udostępniane państwu na żądanie i nie ma żadnych warunków w piśmie z RDOŚ - mówiła Małgorzata Janiak. - Na tym etapie studium w ogóle nie dyskutuje się na temat ilości. Ono pokazuje obszar dopuszczalnej lokalizacji. Studium nie jest prawem, jest kierunkowym dokumentem pozwalającym prowadzić pewne procesy.
      - Pani nie czyta pism - stwierdził Wiesław Zajączkowski.
      Oboje wymienili się dokumentami, którymi dysponują, po czym Małgorzata Janiak stwierdziła, że mowa jest o zupełnie różnych sprawach, bo radny dysponował opinią z RDOŚ, a ona omawiała uzgodnienie z RDOŚ. - To pismo pozwala budować trzy elektrownie, ale ja proponuję, żeby nie było żadnej, więc nie kłóćmy się - powiedział wójt Zdzisław Kuczma i dyskusja na ten temat zakończyła się aplauzem ze strony przybyłych mieszkańców.
      Wiesław Zajączkowski stwierdził jeszcze, że straty z tytułu budowy wiatraków są zdecydowanie większe niż korzyści z ich budowy. - Dla mnie sprawą jest oczywistą, że z tych wiatraków należało zrezygnować. To jest jedyna słuszna decyzja pana wójta. Jako dobry polityk, jak zaczął w końcu liczyć szable, to mogłoby się okazać, że mógłby przegrać w głosowaniu - stwierdził radny.
      INWESTUJE, DOTUJE, OBIECUJE
      Na posiedzeniu komisji miał okazję wypowiedzieć się także Janusz Radzikowski z firmy Windbud, która miała poważne plany inwestycyjne związane z budową elektrowni wiatrowych w gminie Gąsawa. Informował on, że firma nigdy nie zamierzała i nie zamierza budować turbin o mocy 3 MW. Powiedział, że na podstawie kilku źle wybranych dla wiatraków lokalizacji nie można oceniać wszystkich tego typu przedsięwzięć. Odniósł się także do swojej obietnicy wycofania się z planów w razie protestów: - Tak, jeżeli byłyby to protesty uzasadnione w oparciu o prawo - podkreślił Janusz Radzikowski. - Jeżeli łamalibyśmy jakikolwiek aspekt prawny, odległościowy, hałasowy czy też ornitologiczny, to natychmiast byśmy się z tej lokalizacji wycofali. Jednakże z tej analizy, którą my wykonaliśmy, żaden z tych aspektów nie został złamany.
      Janusz Radzikowski wyjaśnił również, że darowiznę na rzecz gminy przekazał w trosce o jej rozwój. Dodał, że mieszka tu od piętnastu lat i widzi nieutwardzoną drogę, brak wody bieżącej i rozumie, że gminy na to nie stać. Inwestor informował, że cztery turbiny miały zostać zlokalizowane na gruntach parafii, za zgodą kurii, a kierowało nim między innymi to, żeby dać możliwość remontowania kościoła w Gąsawie, bo korzyści z dzierżawy miała otrzymywać parafia i kuria. Pozostałe cztery turbiny zlokalizowane miały być na gruntach prywatnych. Janusz Radzikowski obliczył także, że gmina Gąsawa otrzymuje z tytułu tzw. janosikowego 49.048 zł, a analizując przykłady gmin ościennych wyliczył, że każda z turbin dawałaby gminie kwotę około 140.000 zł, czyli 1.120.000 zł rocznie. - Te pieniądze gmina otrzymywałaby co roku - mówił Janusz Radzikowski. - Ponadto przygotowaliśmy pełną koncepcję rozwoju drogownictwa w obszarze realizacji inwestycji. W pełni koszty funkcjonowania drogownictwa w tym obszarze miał pokryć inwestor. Nie zamierzam nikogo przekupić, ale przy okazji inwestycji wspieramy i sport, i oświatę i inną działalność kulturalną w danej gminie. Mówię wprost, ja zarabiam jako firma, również trzeba w jakiś sposób społeczeństwu coś z tego dać.
      Inwestor doprecyzował, że podatek od budowli płacony jest w wysokości 2% wartości początkowej i ten podatek się nie amortyzuje, a na zarzuty Wojciecha Szczęsnego, że zmienia się właściciel wiatraków, a wraz ze zmianą właściciela zmienia się szacowanie wartości, więc i wpływy do budżetu gminy z tytułu podatku, Janusz Radzikowski odpowiedział, że podatek od elektrowni wybudowanej przez Windbud po 15 latach będzie taki sam jak w pierwszym roku.
      - W przypadku inwestowania za kredyt nie ma możliwości zaniżenia wartości początkowej - tłumaczył przedstawiciel firmy Windbud.
      NIE WIERZY W CUDA
      - Nie uważam, że rozwój naszej gminy gwarantują nam tylko wiatraki. Tak wygląda, jakby pan był cudotwórcą i jak pan odejdzie, nie będzie wiatraków, to my tu wszyscy padniemy - stwierdził Wojciech Szczęsny i podkreślił, że kościół w Gąsawie jest wyremontowany od dawna, a parafianie raz w miesiącu dają datki na ten cel. Pytał również, skąd inwestor ma wzór algorytmowy do wyliczenia subwencji wyrównawczej.
      - Czy pan wie, skąd pochodzą subwencje wyrównawcze? - pytał Wojciech Szczęsny. - One są prosto z Ministerstwa Finansów. One przepływają bezpośrednio do gminy po wyliczeniu skomplikowanego wzoru algorytmowego. To nie jest takie proste, że pan sobie wejdzie w budżet na Internecie i powie, jaka jest subwencja. Pan mówi o takich kwotach śmiesznych, to są po prostu grosze. Wojciech Szczęsny podkreślił, że według niego subwencja wyrównawcza po odliczeniu subwencji oświatowej wynosi 2.100.000 zł i porównał gminę Gąsawa do gminy Gołdap, która ma budżet podobny do gąsawskiego tłumacząc, że tam wpływy z wiatraków wynosiły 1,8 mln zł, ale zabrano tej gminie subwencję w wysokości 1,5 mln zł.
      Zbigniew Korniluk, mieszkaniec Gąsawy i członek Stowarzyszenia Ekologicznego uznał, że gdyby gmina zafundowała sobie wysypisko lub spalarnię śmieci, to więcej zarobiłaby niż na wiatrakach.
      W TROSCE O PTAKI
      Janusz Radzikowski starał się odpierać także zarzuty ornitologów, tłumacząc, że przeloty ptaków odbywają się na takich wysokościach, które nie kolidują z pracą turbin wiatrowych. Twierdzenie to poparł opinią ornitologa pracującego dla firmy opracowującej projekt studium.
      - My mieszkamy w tej gminie i widzimy, gdzie te ptaki lecą, czyli tam, gdzie te wiatraki będą budowane - powiedział Roman Szczęsny.
      Andrzej Łuczak, ornitolog współpracujący z firmą Kolektor Studio, poinformował, że prowadził roczne badania ornitologiczne i dostarczał je osobom opracowującym studium. Wynika z nich, że wiosną i latem jedynym problemem ornitologicznym powstającym w tym miejscu są przeloty gęsi, a w mniejszym stopniu żurawi. Starał się też określić, ile ptaków ginie na jednej turbinie wiatrowej. - Wytyczne z 2011 roku zaproponowane przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska określają śmiertelność dla Europy i Ameryki i wskazują na liczbę 6,7 ptaka na turbinę wiatrową - mówił Andrzej Łuczak. - Jeśli chodzi o dane z Polski absolutnie nic tego nie potwierdza. Dane z Polski pokazują, że 0,7 ptaka przypada na turbinę wiatrową. To jest niewiele. Myślę, że 6-7 ptaków w skali roku jest w stanie załatwić jeden kot.
      - Nie chodzi o wróbelka czy o sikorkę, tylko chodzi nam o chronione ptaki - podkreślił Roman Szczęsny.
       OFERUJE KOLEJNE ANALIZY
     Inwestor powiedział, że jest wiele organizacji mających duże doświadczenie, jak choćby Salamandra, której firma może zlecić dokonanie analizy dodatkowej: - Nie boimy się zlecić tej analizy takiej firmie, która wycina wiatraki w pień. Ja muszę ufać ekspertom i fachowcom. Nie mogę ufać zapisom gdzieś w Internecie - stwierdził Janusz Radzikowski.
      Inwestor tłumaczył, że lokalizacje wyznaczone przez firmę, czyli 600, 700 i 800 metrów od zabudowań, w żaden sposób nie są w oddziaływaniu infradźwięków, pola elektromagnetycznego i hałasu, polskie normy nie są w tym aspekcie w żadnym stopniu przekroczone. - Można przedstawiać szereg argumentów o szkodliwości dla zdrowia - mówił Janusz Radzikowski. - Dziwię się tylko, że wcześniej nikt państwu nie przedstawiał argumentów o szkodliwości nikotyny, telefonii komórkowej, masztów, stacji wysokiego napięcia. One tak naprawdę w myśl opinii tak zwanych tutaj autorytetów jeszcze bardziej szkodzą zdrowiu, a jednak w tym wszystkim funkcjonujemy.
      SYNDROM SMOLEŃSKI, SYNDROM TURBIN
      Ostre słowa ze strony Janusza Radzikowskiego padły, kiedy poruszył zarzuty protestujących dotyczące zagrożenia dla zdrowia spowodowanego elektrowniami wiatrowymi.
      - Bóle głowy, bezsenność, depresja, nasłuchałem się bardzo dużo na ten temat od państwa - mówił inwestor. - Nie wiem, o czym to świadczy, czy o słabej służbie zdrowia, skoro jest tak dużo chorych osób w państwa gminie. Na tych wszystkich spotkaniach spotkałem się z tak zwanym syndromem smoleńskim, z całym szacunkiem dla ofiar tej katastrofy. Protestujący tłumaczą cały czas, że nieważne, jakie są fakty i argumenty, my mamy rację. W żaden sposób nie chcemy działać w państwa gminie w celu ominięcia prawa. Jeśli państwa argumenty się potwierdzą, to trzeba będzie wyłączyć turbiny. Nie chciałbym, żeby przez tak zwany aspekt przyszłych wyborów, państwa rozwój energii odnawialnej był na przyszłe lata totalnie zablokowany.
      Wojciech Szczęsny w imieniu Komitetu Protestacyjnego przedstawił stanowisko dotyczące ewentualnego zlokalizowania wiatraków w gminie Gąsawa. Podkreślił na początku, że czuje się obrażony podaniem przykładu związanego ze Smoleńskiem, na co Janusz Radzikowski przeprosił i zapewnił, że nie chciał nikogo urazić. Wojciech Szczęsny, powołując się na różne opracowania, wspominał o zespole udręczenia przy turbinach, syndromie turbin wiatrowych, infradźwiękach i rezonansie. - To, że mamy zespół udręczenia, to nie mój wymysł - stwierdził Wojciech Szczęsny. - Nie czekajmy na superbadania naukowe. Nawet jeśli to jest tylko subiektywne odczucie, to mamy problem. A syndromu turbin wiatrowych ja nie kojarzę z komórką.
      Z całą stanowczością podkreślił, że elektrownie powinny znajdować się nie bliżej niż 2-4 km od zabudowań. Powtórzył wiele informacji, które przekazywał już mieszkańcom gminy na wcześniejszych zebraniach, między innymi na temat spadku wartości gruntów znajdujących się w okolicy wiatraków.
      - Badania, które są na dzień dzisiejszy wykonane w Polsce na temat działania turbin wiatrowych w żaden sposób nie potwierdzają pana wystąpienia - zauważył Janusz Radzikowski. - Syndrom turbin wiatrowych istnieje, ja to potwierdzam. On jest właśnie widoczny między innymi w pana wystąpieniu.
      Inwestor podkreślał, że uchwalenie w studium lokalizacji źródeł wytwórczych powyżej 100 KW o niczym by nie przesądziło, a dałoby szansę na przyszłość na zrealizowanie takiego przedsięwzięcia. Janusz Radzikowski zadeklarował, że na wszelkie pytania i wątpliwości postara się szczegółowo odpowiedzieć i zaproponował uchwalenie studium, które wyznaczy obszar pod energetykę wiatrową lub każdą inną, bo bez takiego zapisu gmina zablokuje sobie jakiekolwiek możliwości lokalizowania innych technologii wytwórczych. Zobowiązał się wystąpić o pełną decyzję środowiskową, przeprowadzić pełen monitoring środowiska, zaangażować innych, niezależnych ekspertów i zaproponował, żeby dopiero po pełnej opinii odpowiednich organów decydować o tym, czy wiatraki w gminie zlokalizować.
      ARGUMENTY DLA RADNEJ NIE DO PRZYJĘCIA
      Głos na samym końcu ponownie zabrała Maria Warda: - Jeśli kogoś obrażę niechcący, to nie przepraszam, ponieważ będę mówiła szczerze, z serca, a to powinno być wybaczone każdemu - stwierdziła. - Jestem przerażona. Powinniśmy poczekać do chwili, kiedy rząd coś powie. Mam wrażenie, że znalazłam się w epoce średniowiecza i z pewnością dyrektor muzeum w Biskupinie będzie zadowolony, bo na pewno przynajmniej do granic gminy ono się rozrośnie. Te argumenty, które tu padają, są nie do przyjęcia. Państwo, których bardzo lubiłam, odwróciliście się ode mnie, ponieważ raczyłam powiedzieć, że jeśli nie energia odnawialna, to atom. Bolesne jest to, że od gminy się chce dużo, żeby wsparła ośrodek, a sami wskażcie nam inwestorów, sprowadźcie ich do gminy. Tak być nie może, żeby wszystko negować i działać przeciwko rozwojowi gminy.
      RADNI ZDECYDOWALI PRZECIW
      Głosowanie nad nowym kształtem studium, w którym znalazły się wszystkie uwzględnione przez wójta uwagi, odbyło się na końcu posiedzenia komisji. Trzech radnych opuściło salę obrad przed głosowaniem. Jak poinformowała Mirosława Majda protokołująca posiedzenie, dziewięć osób przyjęło nowy kształt studium, natomiast dwóch radnych: Ryszard Szczęsny i Zygmunt Nowakowski wstrzymało się od głosu.

Reklama

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1125 (36/2013)

 

Więcej informacji na ten temat:

Wiatraki, choroby i zniszczony krajobraz

W gminie Gąsawa nie chcą turbin wiatrowych

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama