Reklama

Uwaga na gruźlicę bydła

Żnin, powiat, bydło, gruźlica
     Uwaga na gruźlicę bydła
     Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Żninie w tym roku zetknął się z gruźlicą bydła. Prątki tej choroby zostały stwierdzone u zwierząt w dwóch stadach. Proces jej zwalczania jest długotrwały.

     Powiatowy Lekarz Weterynarii Maciej Joachimowski zaznaczył, że Polska jest wolna od gruźlicy bydła, niemniej jednak zdarzają się przypadki jej pojedynczych ognisk. W powiecie żnińskim gruźlicy nie stwierdzono w całej historii jego istnienia (od reformy administracyjnej). Występowała w latach 60., 70. i 80., i to był ostatni okres, w którym się pojawiła.
     W grudniu 2015 r. została stwierdzona po uboju w rzeźni w Szamotułach u 4 sztuk bydła pochodzącego z naszego powiatu.
     W wyniku przeprowadzonego dochodzenia ustalono, że te sztuki pochodziły ze stada w Skórkach, w związku z czym całe stado poddano badaniu. Okazało się, że wszystkie zwierzęta reagowały dodatnio. Te sztuki, które w taki sposób reagowały, zostały zabite. Było to dziewięć sztuk bydła i jeden kuc. Potwierdziły to badania w Państwowym Instytucie Weterynarii w Puławach, gdzie dostarczono próby z zabitych zwierząt.
     Maciej Joachimowski wyjaśnił, że prątek gruźlicy bydlęcej jest niebezpieczny, ponieważ ludzie są wrażliwi i mogą się tą chorobą zarazić.
     - Na podstawie dochodzenia ustalono, że sztuki bydła, u których stwierdzono gruźlicę, zostały zakupione w gospodarstwie w Tonowie. Tam było ognisko pierwotne, a w Skórkach ognisko wtórne. W Tonowie chore sztuki również zostały wybite. Ustaliliśmy, że wyizolowany prątek cechował się bardzo wysoką zaraźliwością i zjadliwością - dodał Maciej Joachimowski.
     W Tonowie zostały zabite aż 54 sztuki bydła, które łącznie z mlekiem pochodzącym od tych sztuk zutylizowano w zakładzie utylizacyjnym. Maciej Joachimowski powiedział, że nie ustalono źródła gruźlicy. Mogły to być odpady rzeźniane, jakimi karmiono lisy, znajdujące się na fermie w tym gospodarstwie. - Mimo że ferma była utrzymana w należytym stanie, prątek mógł jakoś się wydostać - tłumaczy Powiatowy Lekarz Weterynarii.
     W 2015 r. w województwie wielkopolskim odnotowano 10 ognisk tej choroby. Być może mięso do skarmiania lisów pochodziło stamtąd. Źródłem mogła też być np. słoma ze stogów zanieczyszczona przez zwierzęta dzikie. Wykluczono człowieka jako źródło zakażenia, gdyż wszystkie osoby mające kontakt ze zwierzętami zostały poddane badaniom. Chorobą tą można zarazić się drogą oddechową lub pokarmową. Co ciekawe, u badanych dwóch tuszek lisów z tej fermy obecności prątków nie stwierdzono. Stąd też hipoteza, że być może gruźlicę mogły roznieść psy.
     Koszty związane z likwidacją ognisk poniesione przez Skarb Państwa, to kwota ok. 400.000 zł. Choroba ta zwalczana jest z urzędu i rolnicy otrzymują rekompensatę. Pod warunkiem, że gospodarstwo spełnia obowiązujące wymogi sanitarno-weterynaryjne oraz że do zakażenia nie doszło z winy rolnika. Rolnik oczywiście nie otrzymuje całej kwoty, odszkodowanie obejmuje wartość rynkową zabitych zwierząt. Pozostałe wydatki to koszty zabicia, transportu, utylizacji, dezynfekcji, badań laboratoryjnych itd. Dla rolnika dodatkowym kosztem jest przestój w produkcji na czas likwidacji ogniska.
     Aby ustrzec zwierzęta od choroby, a rolnika od strat finansowych, trzeba pilnować zasad bezpieczeństwa. Ważne jest to z racji tego, że objawy gruźlicy bydlęcej trudno od razu spostrzec, gdyż pojawiają się w późnym stadium choroby. Te objawy, to m.in. duszność, kulawizna, wytrzeszcz gałek ocznych, zaburzenia trawienia, porażenia, mniejsza wydajność w produkcji mleka.
     Dlatego lepiej nie dawać okazji prątkom gruźlicy w dotarciu do gospodarstwa. - Należy kupować zwierzęta z tych gospodarstw, które są pod kontrolą weterynaryjną, prosić od hodowcy sprzedającego bydło o decyzję na urzędową wolność stada od gruźlicy bydła, nie wprowadzać postronnych osób w miejsca bytności zwierząt, ograniczyć dostęp dzikiej zwierzyny do stada (np. na pastwisku), a także zabezpieczyć pokarm czy siano przed innymi zwierzętami (wałęsające się psy, koty itp.) - wyjaśnia Maciej Joachimowski. Teraz ognisko w Skórkach zostało wygaszone, a ognisko w Tonowie nadal jest w trakcie wygaszania. Oprócz zabicia zwierząt, obory poddawane są dezynfekcji, sprzęt używany w pracy ze zwierzętami jest czyszczony i dezynfekowany, a wszystko co nie nadaje się do dezynfekcji np. drewniane elementy wyposażenia obór - spalane. Cały proces walki z gruźlicą trwał pół roku.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1276 (30/2016)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości