Reklama

Wiktoria a świat dorosłych

Sebastian nie raz uderzył Joannę. Ona kilka razy od niego uciekała, ale wracała. W 2009 roku pojawiły się podejrzenia, że ich córka Wiktoria nosi znamiona zespołu dziecka maltretowanego. Śledztwo zostało umorzone, rodziny nie objęto dozorem kuratorskim. Na początku stycznia stan małej Wiktorii zaniepokoił pracownicę MOPS. Dziecko zmarło 25 stycznia. Rzecznik Praw Dziecka nie wyklucza wniosków o postępowania dyscyplinarne w stosunku do osób, które na skutek braku działań nie zapobiegły tej tragedii.

Mieszkańcy Żnina przy grobie Wiktorii fot. Arkadiusz Majszak

     W nocy z 24 na 25 stycznia zmarła dwuletnia Wiktoria, córka Joanny i Sebastiana. Ojciec dziewczynki został zatrzymany przez policję, oskarżono go o śmiertelne pobicie dziecka. Po przesłuchaniach prokuratura złożyła wniosek do sądu o tymczasowy areszt. Sąd przychylił się do wniosku prokuratury.
     Sebastian Sz., z którym związała się Joanna, dziewięć lat temu trafił do więzienia za pobicie Dominika, syna z poprzedniego związku z inną kobietą. Tłumaczył się wówczas, że dziecko spadło z huśtawki. A w rzeczywistości - na co zwracali uwagę lekarze - nosiło ślady maltretowania. Joanna wiedziała o kryminalnej przeszłości Sebastiana.
       ŻĄDANIE SAMOSĄDU
     Informacja o śmierci dziewczynki szybko obiegła cały Żnin. Gdy po przesłuchaniach w ubiegłą środę policjanci wprowadzali Sebastiana Sz. do radiowozu, czekający tłum przeklinał go, obrzucał wulgaryzmami i domagał się samosądu na żnińskim rynku.
     - Te osoby były na miejscu pouczone, że nie może dochodzić do zakłócania porządku publicznego. Zdarzenie zakwalifikowaliśmy jako zakłócanie porządku publicznego. Wiemy, że ludzie byli rozemocjonowani, że górę wzięły emocje. Te emocje na bieżąco studziliśmy - wyjaśnia nadkom. Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Żninie.
     Jan Bednarek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy, tłumaczy, iż to, czy prokuratura postawi zarzuty matce Wiktorii zależeć będzie od treści opinii po sekcji zwłok. Mając te dane będzie można ustalić, czy matka naraziła dziecko na niebezpieczeństwo uszczerbku na zdrowiu.
     - To będzie zależało od treści opinii biegłych. Protokół sekcji będzie dodatkowo zawierał badanie pobranych wycinków ciała, krwi, na ewentualność powstałych zaburzeń. Na oględziny zwłok i związane z nimi opinie składa się sekcja zwłok i badanie pobranych wycinków i materiałów. Teraz mamy tylko materiały wstępne. Na ich podstawie w tej chwili nie możemy się wypowiadać na temat przyczyny zgonu dziecka. Z reguły sporządzenie takiej opinii trwa od 3 do 4 tygodni. Zwróciliśmy się do Zakładu Medycyny Sądowej, żeby potraktował tę sprawę priorytetowo - zaznacza Jan Bednarek.
       UZASADNIONE UMORZENIE
     Rzecznik prasowy bydgoskiej Prokuratury Okręgowej wydał również oświadczenie, które odnosi się do śledztwa umorzonego w 2009 roku przez żnińską prokuraturę, kiedy pojawiły się podejrzenia, że Wiktoria nosi znamiona zespołu dziecka maltretowanego. W oświadczeniu czytamy: W związku z publikacjami prasowymi dotyczącymi postępowania Ośrodka Zamiejscowego Prokuratury Rejonowej w Szubinie z siedzibą w Żninie w sprawie spowodowania u 2-letniej Weroniki Sz. (pisownia oryginalna) obrażeń ciała skutkujących zgonem, w których odnoszono się również do prowadzonego w 2009 r. postępowania związanego z faktem stwierdzenia u 7-miesięcznej wówczas Weroniki Sz. zasinień na twarzy - informuję, że akta wskazanej wyżej sprawy i zasadność podjętej w tym zakresie decyzji kończącej postępowanie stały się przedmiotem oceny Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy.

     W następstwie kontroli sposobu prowadzenia omawianego postępowania stwierdzono, że zostało ono umorzone zasadnie przy pełnym materiale dowodowym. Jednocześnie informuję, że jedną z zasadniczych przesłanek decydujących o umorzeniu postępowania stanowiła opinia biegłego, który ocenił, iż stwierdzone u dziewczynki obrażenia mogły powstać bez udziału innych osób, np. cyt.: „na skutek uderzenia się dziecka o pręty łóżeczka lub podczas wyrywania się dziecka z rąk”. Należy dodać, że w oparciu o całość zgromadzonej w sprawie dokumentacji oraz przeprowadzone wówczas badania biegły nie dopatrzył się się zjawiska maltretowania dziecka.
       DOSTALI PO D... ZA PRACĘ
     Maria Bursztyńska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej wyznaje, że po poniedziałkowej emisji programu Tomasz Lis na żywo nie chce jej się rozmawiać z mediami. Odbiera nieprzyjemne telefony na komórkę. Dziwi się, skąd ludzie znają jej numer.
     Pani dyrektor wyjaśnia, że w 2009 roku MOPS wnioskował do sądu o objęcie nadzorem kuratora Joanny i Sebastiana. Sąd nie przyznał opieki kuratorskiej i nie powiadomił Opieki, dlaczego taką decyzję podjął. Nam również nie udało się takowej informacji pozyskać, ponieważ pomimo wielu prób z prezesem sądu w Żninie nie udało nam się porozmawiać. Maria Bursztyńska zwraca też uwagę, że 29 grudnia pracownik socjalny widząc od jakiegoś czasu, że mała Wiktoria coraz gorzej wygląda, polecił jej matce, by zgłosiła się z córeczką do lekarza. Pracownik był zaniepokojony, że dziecko ma wyraźne sińce. Joanna zadeklarowała, że uda się z Wiktorią na wizytę lekarską. Pani dyrektor relacjonuje, że pracownik socjalny zadzwonił do lekarza pediatry i poinformował, że 5 stycznia na wizytę przyjdzie matka z dzieckiem. Dodał, iż zachodzi podejrzenie, że dziecko jest maltretowane. Lekarz miał ocenić, czy dziecko jest bite.
     - Pani doktor (Maria Bursztyńska nie chce podać nazwiska) przebadała dziecko i powiedziała naszemu pracownikowi 11 stycznia, że dziecko miało tylko anemię, że nie ma syndromów dziecka maltretowanego oraz, że nie wzięła dziecka na oddział, bo była infekcja. Dlaczego telewizja nie dotarła do lekarki, która 5 stycznia badała dziecko? Pisaliśmy do policji, lekarzy i sądu. A telewizja znalazła kozła ofiarnego, że to pracownice MOPS są głupie i nieudolne. Uważam, że program pana Lisa był tendencyjny. Po co chodziliśmy do tych ludzi? Za to, że pracowaliśmy dostaliśmy teraz po d... Może lepiej trzeba było to zostawić i w ogóle się tym nie interesować. 5 stycznia były już sińce i znaki. Dlaczego pani doktor nie reagowała? Mój pracownik chcąc uchronić to dziecko szukał pomocy wśród lekarzy - mówi Maria Bursztyńska.
     Dyrektor MOPS zaznacza, że Joanna w dalszym ciągu może liczyć na pomoc MOPS. W miniony poniedziałek odwiedzili ją pracownicy Opieki. Matka Wiktorii prosiła o pomoc psychologiczną. Taką pomoc otrzyma zarówno Joanna, jak i jej matka. W tej chwili MOPS nie będzie wnioskował o objęcie Joanny nadzorem kuratora, ponieważ jest ona w ciąży, a poza tym ma zapewnioną opiekę matki.
       NIE CHCIAŁA POMOCY
     Piotr Chodkiewicz, dyrektor NZOZ Epoka, w której leczona była Wiktoria, uważa, że trudno jest komuś pomóc, kiedy ktoś się przed tą pomocą broni. Dodaje, że pomiędzy przychodnią a MOPS-em była prowadzona korespondencja na temat stanu zdrowia dziewczynki.- Pani doktor powiedziała, że widziała zasinienia. Pytała matkę, czy dziecko zostało uderzone. Matka odpowiedziała, że dziecko się przewróciło i ma na to świadka. Pani doktor przekazała MOPS, że dziecko ma anemię, jest przeziębione i zasinione. Matka miała się zgłosić na wizytę kontrolną, ale się nie zgłosiła - wyjaśnia Piotr Chodkiewicz.
Dyrektor Epoki zwraca uwagę, że dziecko było diagnozowane w kierunku skazy krwotocznej. Diagnoza taką wadę potwierdziła. - To tłumaczyło sińce - zauważa Piotr Chodkiewicz.
     Z lekarką, która leczyła Wiktorię, nie udało nam się porozmawiać, ponieważ przebywa na urlopie za granicą.
       TOKSYCZNA MIŁOŚĆ
     Babcia zmarłej Wiktorii opowiada, że od samego początku, gdy tylko Joanna zaczęła się spotykać z Sebastianem, była przeciwna temu związkowi. Nie akceptowała go też cała rodzina. Wszyscy znali przeszłość Sebastiana. Matka do znudzenia powtarzała córce, że do końca życia nie zaakceptuje jej nowego mężczyzny. I wychowywała jej dziecko z pierwszego związku. O poprzednim mężczyźnie matka nie może powiedzieć złego słowa, a o Sebastianie mówi, że to człowiek psychiczny. Z tego powodu kontakty między matką a córką zostały ograniczone. Nasza rozmówczyni przyznaje, że z powodu wyboru niewłaściwego mężczyzny, nie odwiedzała córki.
     - Ona uciekała od niego. Były między nimi częste awantury. Mieszkała u mnie przez kilka dni. Mówiliśmy, że jej pomożemy finansowo. Alimenty za pierwsze, wychowywane przez nas dziecko, byśmy jej oddawali. Przekonywałam ją, żeby poszła do pracy, ułożyła sobie życie i odeszła od tego człowieka. Po kilku dniach, kiedy była u nas, były telefony i błagania od niego, że to się nie powtórzy, że sobie coś zrobi. Ona nie mogła od niego odejść. Bił ją, gdy była w ciąży. Widziałam, jak przy mnie ją uderzył. Być może była od niego uzależniona. Ja mówię, że to toksyczny związek spowodował, że pomimo, iż była bita nie potrafiła od niego odejść. Gdy zaszła z nim drugi raz w ciążę bała się, że zostanie sama i pewnie dlatego chciała z nim zostać. Tak naprawdę to nigdy nie potrafiła mi powiedzieć, dlaczego była z Sebastianem i dlaczego nie chciała od niego odejść - opowiada matka.
     Rodzina Joanny proponowała jej wyjazd do Warszawy, by odizolować się od Sebastiana. Miałaby zapewnioną pracę, opiekę nad dziećmi i możliwość dokończenia studiów, które przerwała. Jednak Joanna twierdziła, że nie chciałaby być tak daleko od rodziny. Wiedziała również, że kiedy odejdzie od Sebastiana, ten nie da jej spokoju.
     Matka Joanny uważa, że Wiktoria miała skazę krwotoczną. Wystarczyło, że tylko się przewróciła i na skórze pojawiał się siniak. Gdy widywała Wiktorię, to na jej ciele widziała pojedyncze siniaki. Raz na głowie, kiedy indziej nad łukiem brwiowym. Babcia zawsze słyszała usprawiedliwienie, że wnuczka się uderzyła. Dodaje, że Sebastian nie zajmował się dzieckiem. Często bywał pod wpływem alkoholu.
       NIE BYŁO JEJ W DOMU 
     Z relacji matki i babci Wiktorii wynika, że 24 stycznia o 22:00 Joanna zadzwoniła do matki i powiedziała, że źle się czuje. Wymiotowała. Jest w zaawansowanej ciąży. Matka zadzwoniła do starszej córki, siostry Joanny. Obie doszły do wniosku, że należy zawieźć Joannę do Epoki. Po wizycie w przychodni wykupiła leki. Joanna wróciła do domu.
     - Jak wróciła do domu, to dziecko wydawało jej się dziwne. Wiktoria podkurczała nóżki i jęczała jakby ją brzuszek bolał. Córka dała jej miętowej herbatki i poprosiła Wiktorię, by przyniosła zabawkę. Przyniosła, ale cały czas uskarżała się na brzuszek. Brzuszek był bardzo twardy i córka zaczęła jej ten brzuszek masować. Sebastian nie chciał jej pomagać. Zrobił awanturę, że nie może spać i zarzucił córce, że ją zaraziła. Dziecko zwymiotowało po tym masażu. Po jakimś czasie Joanna zasnęła razem z Wiktorią. Po jakimś czasie się obudziła. Dziecko leżało koło niej w bezruchu. Jak zaświeciła światło, zauważyła oczy w bezruchu, patrzące w jeden punkt. Leżała bez znaku życia. Córka próbowała ją reanimować. Wezwali pogotowie. Tak mi opowiedziała o tej sprawie i tak też zeznała na policji - mówi babcia Wiktorii.
     Joanna: - Mnie wtedy w domu nie było. Nie wiem, co się stało. Przy mnie nigdy dziecka nie uderzył. Dziecko nieraz płakało, bo nigdy z nim nie chciało zostać samo. Nawet na dwie minuty do „Netto” zabierałam Wiktorię z sobą, bo nie chciała z nim być. Ja nigdy dziecka nie biłam. On przy mnie też jej nie bił. Może robił to, kiedy nikt tego nie widział?
     Joanna przyznaje, że były podejrzenia, iż dziecko jest bite, lecz zwraca uwagę, że w 2009 roku biegły również stwierdził, że siniaki nie były skutkiem bicia.
     - Ja nigdy nie biłam Wiktorii. On przy mnie również tego nie robił. Gdyby chociaż jeden raz uderzył dziecko, to bym od niego odeszła. Wystarczyło, że pozwoliłam sobie, żeby on mnie tak traktował. Kiedy od niego odchodziłam, to zaraz okazywało się, że to moja wina, że chcę go zostawić i rozbić rodzinę. Ja się go bałam, bo mówił, że nie da mi spokoju, że nie pozwoli na to, żeby kto inny wychowywał jego dziecko. Popełniłam błąd, że nie wyjechałam do Warszawy. Do końca życia nie wybaczę sobie, że poświęciłam dla niego dziecko, bo mogłam wcześniej odejść. Bałam się jednak, że nie ułożę sobie z nikim innym życia, że on mi nigdy nie da spokoju - wyznaje Joanna.
       CZEMU BIŁ
     Dlaczego dorośli potrafią być agresywni wobec dzieci? Psycholog Marcin Florkowski wyjaśnia, że jeden z czynników wiąże się z dzieciństwem. Jeśli ktoś doznawał przemocy w dzieciństwie, to później jako dorosły ma skłonność do maltretowania własnych dzieci. Inny model zakłada, że agresja jest cechą wrodzoną, czyli odnosi się do teorii uwarunkowań biologicznych. Po trzecie niektóre osoby reagują agresją, kiedy nie radzą sobie ze stresem.
       KTO TEŻ PONOSI WINĘ
     Marcin Florkowski zaznacza, że jeśli sąsiedzi mają podejrzenia, że za ścianą dochodzi do maltretowania dziecka, powinni zareagować. Sprawę można zgłosić anonimowo odpowiednim służbom, w tym do Sądu Rodzinnego, który może wyznaczyć kuratora. Podejście takiego typu, że to nie moje dziecko i nie będę się wtrącał jest błędem, bo prowadzi do tragedii.
     Dlatego, jeśli sąsiedzi coś słyszeli, a nie reagowali, to popełnili błąd. Zdaniem Marcina Florkowskiego to, że teraz społeczeństwo będzie matkę oczerniać i potępiać, chociaż nic w tej sprawie nie zrobiło, wynika z poczucia winy. I przyznaje, że matka Wiktorii nie będzie miała łatwego życia. Joanna powinna zostać otoczona pomocą psychoterapeuty lub kuratora.
     Jakub Śpiewak z warszawskiej fundacji Kindprotect, zajmującej się ochroną dzieci i młodzieży przed zagrożeniami uważa, że w przypadku związku Joanny i Sebastiana mamy do czynienia z bardzo częstym zjawiskiem w tego typu rodzinach - uzależnienia chorobliwego. Polega ono na tym, że kobiety, które są ofiarami przemocy w rodzinie, uzależniają się od swego oprawcy, ponieważ nie są w stanie bez niego funkcjonować. - Dopóki leje mnie, to to akceptuję. Obowiązkiem matki jest chronić dziecko - wyjaśnia Jakub Śpiewak.
     Czy śmierci Wiktorii można było zapobiec? Według Jakuba Śpiewaka, w sytuacjach, kiedy w grę wchodzi przemoc, sąsiedzi mówią zazwyczaj, że nic nie widzieli i nic nie słyszeli. Podobnie było w przypadku śmierci Wiktorii.
     - Ja w to nie wierzę. Wierzę natomiast w to, że dziecko było katowane przez całe swoje życie, a więc niemożliwe, żeby sąsiedzi nic nie słyszeli. Druga sprawa to nieudolność instytucji. Ta rodzina była już rozpoznawana. Ojciec dziecka odsiedział już wyrok. Była postawiona przez lekarza diagnoza zespołu dziecka maltretowanego. Nie wiem, jak prokurator może uwierzyć w bajkę, że dziecko uderzyło się w szczebelki. Za tę sprawę powinna polecieć dyrektor MOPS-u. Jeśli ma 27 pism, to nie na tym polega praca pracownika socjalnego. Konkretni ludzie sobie z tym nie poradzili, a nikt teraz nie ponosi odpowiedzialności. Jeśli to się nie zmieni i oni nie dostaną po uszach, to za miesiąc lub dwa nie będzie to Żnin, a inna miejscowość. Te osoby muszą ponieść odpowiedzialność. Spraw o znęcanie policja i prokuratura nie lubi, ale tak nie można tego traktować. - mówi Jakub Śpiewak. I dodaje, że za śmierć Wiktorii odpowiedzialność ponosi nie tylko Sebastian Sz., ale wszyscy ci, którzy go przed tym nie powstrzymali. Podkreśla, że Joanna niedługo urodzi kolejne dziecko. Trzeba jej pomóc, by mogła być dobrą matką dla dziecka, którego się spodziewa, a także by narodzone dziecko nie nosiło piętna zmarłej siostry. Jakub Śpiewak zwraca uwagę, że Joannę trzeba uchronić, by nie związała się ponownie z nieodpowiednim mężczyzną. Zaznacza, że kobiety, które doświadczają przemocy, mają tendencje do otaczania się złymi facetami.
       NIE WYKLUCZA WNIOSKÓW DYSCYPLINARNYCH
     Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak z urzędu podjął działania wyjaśniające w sprawie pobicia ze skutkiem śmiertelnym niespełna dwuletniej Wiktorii. W tym celu zwrócił się do komendanta powiatowego policji w Żninie oraz prokuratury o aktualne informacje na temat postępowania w sprawie pobicia - w szczególności o wyniki sekcji zwłok dziecka, a także o przesłanie akt wcześniejszych postępowań dotyczących stosowania przemocy wobec Wiktorii. O akta spraw dotyczących rodziców Wiktorii Marek Michalak wystąpił również do Sądu Rejonowego w Żninie oraz Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Rzecznik Praw Dziecka czeka również na kopię dokumentacji medycznej z placówek ochrony zdrowia, w których dziecko było leczone.
     Jak nas poinformował Maciej Zwierzyński z działu komunikacji społecznej Biura Rzecznika Praw Dziecka, dalsze czynności rzecznika w tej sprawie zależeć będą od analizy nadesłanej dokumentacji. Marek Michalak nie wyklucza jednak wniosków o postępowania dyscyplinarne w stosunku do osób, które na skutek braku działań nie zapobiegły tej tragedii. Rzecznik zwróci się również do ministra pracy i polityki społecznej o informacje na temat stanu prac nad aktami wykonawczymi do ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, której nowelizacja weszła w życie w sierpniu ubiegłego roku.
       PROKURATOR CZEKA NA WYNIKI
     Mateusz Martyniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej w Warszawie, powiedział, że jeśli chodzi o obecnie prowadzoną sprawę dotyczącą śmierci Wiktorii, prokurator generalny wie, że prokuratura w Żninie oczekuje na szczegółowe wyniki badań i sekcji zwłok. Wyniki te pozwolą szczegółowo ustalić przyczyny zgonu dziecka. Prokuratura Generalna nie zna natomiast szczegółów umorzonego postępowania z 2009 roku, kiedy podejrzewano, że Wiktoria jest maltretowana. - Prokurator badał sprawę. Nie wiem, na czym się opierał. Na jakim materiale opierał się prokurator i dlaczego taką decyzję podjął, powinna odpowiedzieć Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy - dodał Mateusz Martyniuk.

Reklama

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 990 (5/2011)

 

Inne teksty na ten temat:

Łzy Sebastiana Sz.

11 lat więzienia dla Sebastiana Sz.

Nie choroba genetyczna, lecz pobicie

Wiktoria została pobita

Opinia gotowa, ale bez podpisu

Sprawa wysoce medyczna

Biegła z Poznania: dziewczynka mogła chorować

Ojciec Wiktorii na wolności

Nadal brak opinii w sprawie śmierci Wiktorii

Dziecko mogła zarazić matka

Zeznawali lekarze

Jelito samo nie pęka

Dłuższa przerwa

Kolejni biegli pytani o opinię

Związek między dolegliwościami matki i dziecka

Reklama

Zeznawali lekarze, nie ma wyroku

Obrona wzywa na świadka doktora Z.

Oskarżony czuje się zagrożony

Ojciec Wiktorii nie przyznaje się do winy

Skaza krwotoczna wykluczona

Sebastian Sz. nie przyznaje się

Matce Wiktorii postawiono zarzut

Zarzuty tylko wobec Sebastiana Sz.

Wiktoria zmarła w wyniku pobicia

Prokurator generalny sprawdza

Oskarżony o śmiertelne pobicie córeczki

Sebastian Sz. w areszcie śledczym

Wyrok utrzymany

 

 

Podobne teksty:

Tragedia dziecka

(Ad)Opcja rodziny zastępczej

Babcia czeka na decyzję sądu

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości