Kobranocka i Skaldowie w Żninie
Zabrzmiały niezapomniane przeboje
Takie tłumy ludzi na żnińskim rynku nie zdarzają się często. Tak dobre koncerty w grodzie Śniadeckich zdarzają się może jeszcze rzadziej. W niedzielę w Żninie zagrała Kobranocka i Skaldowie. Oba zespoły spotkały się z owacyjnym przyjęciem publiczności.
Jacek Zieliński - frontman "Skaldów"
Po występie "Kobra" rozdawał autografy fot. Marta Złotnicka
"Skaldów" słuchali i starsi i młodsi fot. Marta Złotnicka - Między trzecim a ósmym rokiem życia w okresie letnim przyjeżdżałem do Żnina na Szkolną 7/2 - takim wspomnieniem Andrzej Kobra Kraiński rozpoczął niedzielny koncert, z miejsca nawiązując kontakt z publicznością i zaskarbiając sobie jej sympatię. Później było już bardzo rockowo, zespół zagrał wszystkie swoje najważniejsze kawałki: I nikomu nie wolno się z tego śmiać, Hipisówkę i oczywiście - Kocham cię jak Irlandię. Gdy zabrzmiały pierwsze takty tego nieśmiertelnego przeboju - publiczność oszalała - niestety był to już ostatni numer Kobranocki.
Po dość długiej przerwie, spowodowanej względami technicznymi, na scenę wyszli Skaldowie. Swój występ zespół rozpoczął od przeboju Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał; następnie Skaldowie zagrali wszystkie piosenki z lat sześćdziesiątych, którym zawdzięczają tak ogromną popularność. Nieco starsi widzowie, których na koncercie Skaldów nie brakowało, nucili wraz z Jackiem Zielińskim - Nie całuj mnie pierwsza, Prześliczną wiolonczelistkę i inne niezapomniane piosenki. Przeszło półtoragodzinny koncert Skaldowie zakończyli Wieczorem w Cansas City, który zagrali na bis.
Występ Kobranocki i Skaldów długo będzie wspominany jako jeden z najlepszych koncertów w Żninie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze