Reklama

Zaniedbana klacz

Drewno, gmina Gąsawa
     Zaniedbana klacz
     Nata, dziewięcioletnia klacz, jest bardzo chora. Zwierzę ma zostać uśpione. Mieszkanka Drewna zarzuca mężowi, z którym jest w trakcie rozwodu, że podczas jej nieobecności zaniedbał konia. Mężczyzna broni się, że próbował wezwać pomoc, ale z uwagi na śnieg dojazd był utrudniony. Czy doszło do popełnienia przestępstwa ustali policja.

Koń jest wyczerpany   
        fot. Arkadiusz Majszak

     9 grudnia ubiegłego roku mieszkanka Drewna (imię i nazwisko do wiadomości redakcji) wyjechała do Norwegii. Została zaproszona przez córkę i zięcia, by wspólnie spędzić święta. Jest w trakcie rozwodu z mężem.
     KOŃ BEZ POMOCY
     Do Polski kobieta wróciła 4 stycznia. Weszła do stajni, by przywitać się z Natą, dziewięcioletnią klaczą. I oniemiała. Koń był wyczerpany. Zapytała męża, co się zwierzęciu stało.
     - Odpowiedział, że obtarła sobie bok o metalowe barierki. Poza tym gnije mu noga. Kiedy wyjeżdżałam był to piękny koń, a wracając zastałam wrak - mówi nasza rozmówczyni.
     Zięć zaznacza, że w tak złym stanie konia jeszcze nie widział. Z obu tylnych kończyn sączy się ropa z krwią. Bok ma ogromną ropiejącą ranę i jest wytarty. Mężczyzna rozumie, że z uwagi na obfite opady śniegu dojazd był utrudniony. Dziwi się, że teść nie udzielił klaczy pomocy. Wszystkie leki i opatrunki znajdują się w domu.
     Kobieta twierdzi, że dopiero, kiedy jej mąż zauważył, że wraz z dziećmi jadą w stronę domu,  zadzwonił do weterynarza.
     ZGŁOSZENIE NA POLICJĘ
     Koń prawdopodobnie zostanie uśpiony. Weterynarz daje mu 20% na przeżycie.
     - Jest to wynikiem tylko i wyłącznie zaniedbania. Jeśli widział, że coś się koniowi dzieje, to powinien wezwać weterynarza. Lekarz zostawiłby samochód we wsi i doszedł pieszo. Gdyby chociaż zechciał podać lekarstwa do czasu aż przyjedzie lekarz. Fakt, że nikt nie jest tu w stanie dojechać samochodem osobowym. Ten koń wygląda tak, jakby się przewrócił i dostał tej infekcji - opowiada kobieta. Dodaje, że mąż miał w zwyczaju wypuszczać konia ze stajni, by sobie pobiegał.
6 stycznia nasza rozmówczyni zgłosiła sprawę policji.
     - Jak przyjechaliśmy, to koń cały czas leżał na boku. W święto Trzech Króli wstał i dopiero wtedy zobaczyliśmy jego bok. Myśleliśmy, że koń ma skaleczone kopyta. Kiedy zobaczyliśmy jak ma poturbowany bok, zadzwoniliśmy na policję. Przyjechali i zrobili zdjęcia. Brak było jakiejkolwiek opieki nad koniem. Przed moim wyjazdem ważył 800 kg, teraz waży 300 kg - uważa kobieta.
     Nata to klacz z rasy wielkopolskiej. Jeden z lepszych skoczków. Koń ujeżdżony, chodzący pod siodłem w rekreacji. - Gdybym wiedziała, że po moim powrocie zastanę konia w takim stanie, to bym nie wyjeżdżała. Uważam, że wystarczającą karą za to zaniedbanie będzie sprawa za znęcanie się nad zwierzęciem - mówi nasza rozmówczyni.

Rana „Naty”
         fot. Arkadiusz Majszak

     CHCE URATOWAĆ KONIA
     Ryszard M., który opiekował się koniem pod nieobecność żony, zwraca uwagę, że dzwonił w święta do sołtysa Drewna z prośbą, by odśnieżyć drogę do jego posesji, ponieważ koń zachorował i weterynarz nie może do niego dojechać.
     - Dbam o tego konia, ale ze względu na warunki atmosferyczne, czyli zasypaną drogę,  weterynarz nie mógł dojechać. Zaspy są na pół metra. Do sklepu chodziłem pieszo. Koń jest w trakcie leczenia. Leczy go pani weterynarz. Pani była już na drugiej wizycie i okazało się, że zwierzę ma w poduszkę wbity gwóźdź. Gdzieś chodziła i sobie gwóźdź wbiła. Ona się podpierała i ten bok o te metalowe barierki w boksie sobie obtarła. Ja to miejsce obłożyłem ręcznikami. Staramy się robić wszystko, żeby zwierzę żyło. Zrobię wszystko, by koń przeżył - opowiada Ryszard M. i na dowód przedkłada zaświadczenie lekarsko-weterynaryjne z 4 stycznia. Wynika z niego, że w badaniu stwierdzono infekcję ropną stawu kopytowego i uszkodzenie ścięgna zginacza głębokiego palca. Koń został poddany leczeniu.
     Weterynarz z Klonowa, która podjęła się leczenia Naty, zapytana, czy zaniedbanie mogło doprowadzić klacz do stanu skrajnego wyczerpania, odpowiedziała, że nie może udzielić informacji na temat leczenia zwierząt komukolwiek. Na pytanie, czy zwierzę uda się uratować, czy powinno zostać uśpione, wyjaśniła: - Ze względu na stan zdrowia tego konia zaproponowałam właścicielowi chociażby ze względów humanitarnych uśpienie tego konia. Zwierzę nie wróci do pełni zdrowia.
     PÓŹNA POMOC
     Sołtys Drewna Barbara Krygier przyznaje, że Ryszard M. dzwonił do niej i poinformował, że koń jest chory. Prosił przy tym, by odśnieżyć drogę do jego domu, ponieważ przyjedzie pani weterynarz. - To było w ubiegłym tygodniu. Przed świętem Trzech Króli - zaznacza pani sołtys.
     Znajomy zarówno Ryszarda M., jak i jego żony, który zajmuje się hodowlą koni, twierdzi, że Ryszard M. dzwonił do niego dzień przed wigilią Bożego Narodzenia i pytał o radę, jak pomóc klaczy, która zachorowała.
     - Jaki był stan faktyczny konia, to trudno powiedzieć. Rozmawialiśmy przez telefon. Ja nie jestem weterynarzem. Nie jestem też w stanie stwierdzić, co się stało temu koniowi przez telefon. Z tejże rozmowy telefonicznej zrozumiałem, że koń ma ropę w kopycie. Pojechałem do niego na początku nowego roku i okazało się, że to co innego. Koń nie mógł na nodze stanąć. Poleciłem mu natychmiast weterynarza i zadecydowałem, by natychmiast dzwonił po pomoc weterynaryjną - mówi hodowca koni.
Znajomy obu stron konfliktu podkreśla, że Ryszard M. kocha zwierzęta i ich nie krzywdzi. Przyznaje jednak, że koń został zaniedbany i że Ryszard M. za późno zwrócił się o pomoc do weterynarza.
     - Może obawiał się, że nikt nie dojedzie. Jednak od strony lasu [Gąsawki - am] można było dojechać. Przede wszystkim powinien natychmiast zadzwonić do weterynarza, a nie dzwonić do mnie. Uważam, że jego reakcja była za późna. Jak dla mnie koń został zaniedbany - dodaje hodowca koni.
Nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie, powiedział nam, że od 6 stycznia funkcjonariusze prowadzą czynności mające wyjaśnić, czy doszło do popełnienia przestępstwa wynikającego z przepisów ustawy o ochronie zwierząt. Dodał, że kluczowe w tej sprawie będą opinie lekarza weterynarii leczącego konia. Jak dotychczas ustalono, choroby powstały z przyczyn niezamierzonych przez człowieka. - Jeśli koń chodzi i wbije mu się gwóźdź, to trudno wskazywać, czy to wina osoby, która się nim opiekowała. Dlatego kluczowe w tej sprawie będzie orzeczenie lekarza weterynarii. Póki co, jest już podjęta decyzja o uśpieniu tego konia, gdyż trudno go przywrócić do normalnego funkcjonowania. Ustalamy, czy jakieś osoby przyczyniły się do takiego stanu rzeczy czy nie - wyjaśnia Krzysztof Jaźwiński.

Reklama

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 987 (2/2010)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości