Reklama

Zwierzętom mróz nie straszny

Hodowle przed zimą
     Zwierzętom mróz nie straszny
     Wytworzenie w sposób sztuczny podwyższonej temperatury w pomieszczeniach, gdzie trzymane są zwierzęta hodowlane w czasie zimy, to nie tylko dodatkowy koszt dla hodowcy. Przede wszystkim stwarza to zagrożenie dla zwierząt, gdyż w przegrzanych pomieszczeniach tworzy się wilgoć, a przez to dobre warunki dla rozwijania się groźnych bakterii.

Zdaniem Huberta Suleckiego, zimą nie potrzeba w oborze specjalnie dostosowywać temperatur, gdyż chłód bydłu opasowemu nie grozi, a wręcz pozwala uniknąć rozwijania się bakterii
             fot. Karol Gapiński

     Hodowcy bydła i trzody chlewnej, nawet pomimo doświadczeń ostatniej srogiej zimy, wychodzą z założenia, że bydło czy trzoda chlewna w czasie mrozów nie powinny być specjalnie dogrzewane.
Grzegorz Ciszak to jeden z największych hodowców bydła mlecznego w Mamliczu. Jego stado liczy 65 krów mlecznych, 60 jałówek i dodatkowo jeszcze byczki. Wszystkie zwierzęta są z rasy holsztyńsko-fryzyjskiej.
     Zaledwie półtora miesiąca temu hodowca oddał do użytku wybudowaną przez siebie od podstaw oborę - 1.200 m2 powierzchni (wraz z dojarnią). Jest to obora bez stropu, wentylacyjna. Świetlik kalenicowy, czyli otwór wentylacyjny w dachu, ma wysokość 25 cm. Wentylacja otwarta ma być przez całą zimę.
     Grzegorz Ciszak podkreśla, że ma już doświadczenie w hodowaniu bydła w oborze bezstropowej.
Co więcej, ma też porównanie, jak wygląda hodowla bydła w oborze starego typu, czyli stropowej, i w oborze nowoczesnej. Otóż w tej pierwszej panuje ciepło, które wytwarzają zwierzęta. W czasie zimy, przy częstym otwieraniu i zamykaniu drzwi, do takiej obory dostaje się wilgoć.

Grzegorz Ciszak podkreśla, że nawet podczas dużych mrozów lepiej, żeby w oborze było chłodno. Nie wolno jej ogrzewać ani też zasłaniać szczelin wentylacyjnych. Wówczas bowiem powstawałaby wilgoć, a bydło narażone byłoby na choroby płucne.
              fot. Karol Gapiński

     - Miałem część hodowli w starego typu oborze, a część już w takiej bez stropu i z wentylacją. Okazało się, że w tej stropowej stado miało o 20% większą zachorowalność na choroby płucne. Dlatego całkiem odszedłem od tego typu hodowli. Na zimę żadnych zabezpieczeń nie przewiduję. Bydło jest wytrzymałe. Przecież zwierzęta dzikie też sobie podczas zimy radzą. W oborze zaś, gdzie trzymane jest liczne stado, zwierzęta wytwarzają własne ciepło. Najważniejsze zaś jest to, że nie wieje i dzięki temu stado utrzymuje się w należytej formie do wiosny. Taki sposób hodowli zalecają też lekarze weterynarii - tłumaczy Grzegorz Ciszak.
     Jego sąsiad Hubert Sulecki ma mniejszą hodowlę, specjalizuje się w bydle opasowym. Byczki, które odchowuje do wieku 2 lat, również nie mogą mieć zbyt ciepło zimą.
     Gdyby powstała wilgoć, stworzone zostałyby warunki dla rozwoju bakterii.
     Zwłaszcza że obora, w której są trzymane zwierzęta, jest oborą starego typu, ze stropem, a zatem ciepło wytworzone przez stado w niej zostaje, aż do otwarcia wrót do pomieszczenia.
     Dlatego Hubert Sulecki nie przewiduje żadnego dogrzewania obory.
     W czasie ostatniej zimy temperatury spadały bardzo nisko, a stadu nic złego się nie stało.
Również Władysław Kiszka, doradca rolny w Powiatowym Zespole Doradztwa Rolniczego w Żninie zaleca, aby nie przegrzewać pomieszczeń, w których trzymane jest bydło. - Dla bydła optymalna temperatura w pomieszczeniu to 8 stopni Celsjusza. Oczywiście stopień czy dwa mniej lub więcej nie zaszkodzi. Dla trzody chlewnej taka optymalna temperatura w pomieszczeniu powinna wynosić kilkanaście stopni Celsjusza. Niektórzy hodowcy, jeśli temperatura na dworze mocno spada, obijają drzwi chlewów jakimiś płytami, które mają do dyspozycji w gospodarstwie. Jednak należy pamiętać, żeby nie było za ciepło, gdyż w zamkniętym, słabo wentylowanym pomieszczeniu, w którym żyje stado, tworzą się niebezpieczne gazy, od których zwierzęta mogą paść. Nie wspomnę już o tym, że w takich warunkach zwierzęta łatwiej chorują. Dlatego lepiej, żeby było w środku chłodniej, a sucho, niż ciepło i mokro - mówi Władysław Kiszka.

Reklama
Trzoda chlewna zimą może spokojnie przebywać na wybiegach na zewnątrz chlewni. Warunkiem jest, ażeby wybiegi takie były pod grubą warstwą obornika. Same zaś świnie hodowane w ten sposób podczas zimy muszą otrzymywać więcej paszy, ażeby nie ucierpiała produkcja.
             fot. Karol Gapiński

     Marek Krakowiak w Młodocinie hoduje trzodę chlewną z najpopularniejszych u nas ras PBZ  i WBP.  Już od wielu lat, jeszcze pracując wspólnie z ojcem, Marek Krakowiak przystosował swoją trzodę do przebywania na wybiegach na świeżym powietrzu. Wielu hodowców tak robi. Marek Krakowiak zmuszony był do tej metody przede wszystkim przez brak możliwości zwiększenia powierzchni chlewów, przy jednoczesnej chęci zwiększenia stada. - Zaobserwowałem, że świnie chętnie przebywają na wybiegu nawet zimą. Co więcej, lubią i w tym czasie spać na dworze. Jeśli spadnie śnieg, wcale nie uciekają pod dach. Ważne jest jednak, aby przynajmniej te 50 cm obornika pod sobą na wybiegu miały, zwłaszcza zimą - mówi Marek Krakowiak. Dodaje on również, że zwierzęta cały czas mają wybór, czy być na zewnątrz, czy w środku, gdyż wejście i wyjście jest umożliwione. Hodowca w czasie ostatniej zimy nie zanotował strat w stadzie, które wynikałyby z mrozu. Żadnych zabezpieczeń w chlewie nie stosuje. Dba jedynie o ciepło w tej części chlewni, gdzie żyją prosięta z maciorami.
     Doradca Władysław Kiszka uważa, że wybieg dla trzody chlewnej nawet zimą jest dobrym i stosowanym rozwiązaniem. - Na ugniecionym oborniku takiej świni jest ciepło, zwłaszcza gdy się w tym oborniku zagrzebie. Warstwa takiego obornika wytwarza temperaturę 30 do 35 stopni Celsjusza, więc świni jest komfortowo. Jednak na noc raczej bym tak stada nie radził zostawiać. Dodam, że przy hodowli na wybiegu trzeba stosować więcej wzbogaconej paszy, ażeby nie ucierpiała przy tym produkcja - mówi Władysław Kiszka.
     Marek Krakowiak z tym się całkowicie zgadza. To jednak, co straci, stosując podczas ostrej zimy więcej paszy w hodowli, zyskuje, ponieważ nie musi martwić się o ogrzewanie.
     Jeśli chodzi o przystosowanie do zimy kurników, Władysław Kiszka powiedział, że w powiecie żnińskim nawet na wsi odchodzi się od hodowli drobiu, nie mówiąc już o mieście, w którym też były przed laty przydomowe kurniki. Teraz zakazują tego w miasteczkach przepisy o zachowaniu spokoju i porządku publicznego.
     Rolnicy odchodzą od hodowli przydomowych, ponieważ są one nieopłacalne. Jajka są powszechnie dostępne w sklepach, podobnie mięso drobiowe. Dogrzewanie kurników zimą jest nieopłacalne z uwagi na drogie paliwo grzewcze, a nawet solidnie zabezpieczony przed mrozami kurnik i tak w czasie zimy przepuszcza chłód, przez co kury niosą mniej jajek. Z kolei w profesjonalnych, dużych fermach drobiowych, których na naszym terenie prawie w ogóle nie ma, problem docieplania pomieszczeń nie istnieje, gdyż budynki takie i tak są ogrzewane.

Karol Gapiński
Pałuki nr 978 (45/2010)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości