Inwestycja w Piechcinie została już zakończona. Inspektor nadzoru budowlanego wydał pozwolenie na użytkowanie kolejnych sześciu zbiorników.
fot. Magdalena Kruszka
Piechcin, gaz, propan-butan, zbiornik, mieszkańcy, inwestor
- 2.400 m3 gazu nie zagraża bezpieczeństwu
16 lipca inspektor nadzoru budowlanego wydał pozwolenie na użytkowanie kolejnych sześciu zbiorników z gazem płynnym propan-butan ulokowanych w Piechcinie. Pierwszych sześć jest użytkowanych od czerwca 2012 roku. Każdy ze zbiorników ma 200 m3. Mieszkańcy czują się zagrożeni, inspektor nadzoru oraz starosta, który pozwolenie na budowę wydał uspokajają, że powodów do obaw nie ma, bo inwestycja została wykonana zgodnie w planem.
O sprawie pisaliśmy już niejednokrotnie na łamach Pałuk w czasie, kiedy inwestor rozpoczynał stawianie zbiorników pomiędzy zabudową Piechcina a kamieniołomami. Obecnie jest to inwestycja prowadzona przez inowrocławską firmę Salinex z Krzysztofem Niemczykiem na czele.
Przypomnijmy, inwestycja prowadzona jest w obszarze górniczym, kilkaset metrów od socjalnego budynku wielorodzinnego po dawnych warsztatach szkolnych na ul. Fabrycznej, i równie niedaleko szkoły i bloku po internacie szkolnym na ul. Radłowskiej, a już całkiem blisko, bo po sąsiedzku, budynku z mieszkaniami socjalnymi po dawnej siedzibie orkiestry Kujawy.
W tej chwili inwestor może wykorzystywać już 12 pojemników po 200 m3 każdy, czyli łącznie 2.400 m3. Już rok temu podawaliśmy, że jeden taki zbiornik pomieści tyle samo gazu propan-butan co 9.091 przeciętnych 11-kilogramowych butli stosowanych w domowym użytku.
Te przeliczenia działają na wyobraźnię mieszkańców Piechcina, którzy sąsiadują ze zbiornikami, i budzą ich poważne obawy. Wcześniej próbowali jakoś przeciwdziałać tej inwestycji. Sławomir Zelek, obecny radny, zbierał podpisy pod protestem w czasie, kiedy jeszcze funkcji radnego nie pełnił. Pisał do Okręgowego Urzędu Górniczego w Poznaniu list z prośbą o przeciwdziałanie inwestycji. Nic nie wskórał.
- Przez pewien czas zbierałem podpisy, organizowałem akcję protestacyjną, ale Urząd Górniczy odpisał, że wszystko jest w porządku, że nie widać tam nic złego - mówi Sławomir Zelek. - Stwierdziłem, że to walka z wiatrakami.
Przekonany o bezpieczeństwie jednak nie jestem. To jest teren górniczy i jeżeli wydobycie kamienia wapiennego będzie się odbywało w kierunku Piechcina, to wstrząsy tektoniczne będą coraz większe. Jeśli starostwo wydaje pozwolenie na budowę takich zbiorników, to coś tutaj jest nie tak. Na mój rozum, to nie jest bezpieczne. Mieszkańcy się już oswoili. Ale też trzeba przyznać, że kontakt z inwestorem jest żaden, a jestem pewien, że 95% mieszkańców Piechcina w ogóle nie wie, co to za inwestycja.
Swoje obawy wyraża również sołtys Piechcina i radny Aleksander Kabaciński. Sprawa poruszana była na komisji rolnictwa, leśnictwa i ochrony środowiska, ale inwestycja przebiegała zgodnie z prawem i formalnie nie było powodów do wysuwania zastrzeżeń. To jednak nie uspokaja sołtysa Piechcina.
- Nie chce mi się wierzyć, że takie rzeczy mogą się dziać w terenie górniczym - mówi Aleksander Kabaciński. - Tutaj domu wybudować nie można, a 12 zbiorników z gazem sobie stoi. O zagrożeniach nikt nie chce dyskutować, a ja sobie myślę, że jeśli jedna butla gazowa domowa rozwala część budynku, to możemy sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby nastąpił wybuch tych dwunastu zbiorników.
Sołtys Piechcina podkreśla, ze inwestycja była przeprowadzana drobnymi krokami, powoli. Od ośmiu lat dążono do tego, żeby takie zbiorniki powstały. Inspektor nadzoru budowlanego Zbigniew Napierała przypomina, że inwestycja realizowana była etapami. W 2012 roku zostało wydane pozwolenie na budowę. Pozwolenie na użytkowanie pierwszego etapu, czyli pierwszych sześciu zbiorników, zostało wydane w czerwcu 2012 roku, natomiast pozwolenie na użytkowanie kolejnych sześciu zbiorników inspektor wydał 16 lipca tego roku. Uspokaja, że inwestycja zrealizowana została zgodnie z projektem i nie ma powodu do obaw.
- My na tym etapie nie będziemy badać, czy obiekt zagraża bezpieczeństwu czy nie, bo to nie nasza rola - mówi Zbigniew Napierała. - Skoro projekt został zatwierdzony, to my nie mamy co badać. Wszelkie protokoły badań i sprawozdania zostały złożone. Są dokumenty ze straży pożarnej, z „sanepidu”, więc nie było podstaw, żeby pozwolenia na użytkowanie nie wydać.
Niektórzy mieszkańcy byli przekonani, że zbiorniki będą znajdować się pod ziemią, sądzą, że gdyby były one faktycznie pod ziemią, byłoby bezpieczniej. Dziwią się, że znajdują się one na powierzchni i zostały jedynie przysypane hałdami piasku. Zbigniew Napierała podkreśla, że inwestycja została zrobiona zgodnie z projektem i zbiorniki zostały ustawione dokładnie tak, jak przewidywał projekt.
- Generalnie mogę stwierdzić, że nie ma obaw - mówi Zbigniew Napierała. - Stać się może wszystko, mogą być różne zdarzenia, ale na dziś obiekt spełnia wymogi prawa. Co więcej, sąsiedzi nie są stronami w tej sprawie. Rozumiem, że jako społeczność mają prawo się obawiać, ale swoje pretensje powinni kierować wyłącznie do starosty, że wydał pozwolenie na budowę.
Starosta Zbigniew Jaszczuk wyjaśnia, że po stwierdzeniu zgodności z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego terenu górniczego Bielawy I zatwierdzonego uchwałą Rady Miejskiej w Barcinie pozwolenie na budowę obiektu zostało wydane.
- To dla nas jest podstawą - mówi starosta Zbigniew Jaszczuk. - To nie jest nasze widzimisię. Na bazie planu zagospodarowania przestrzennego Rada Miejska w Barcinie umożliwiła wybudowanie takiego obiektu. Nie mieliśmy podstaw, żeby nie wydać pozwolenia na budowę. Jeśli bym go nie wydał w ciągu 65 dni, to inwestor mógłby mnie skarżyć o odszkodowania z tego tytułu.
Starosta podkreśla, że jest poważnie zrobiona dokumentacja, dostarczone zostały wszelkie pozwolenia i dopóki wszystko odbywa się zgodnie z tą dokumentacją, nie ma powodu, żeby przewidywać zagrożenia, nawet wobec faktu, że inwestycja ta powstała na terenie górniczym.
- Rozumiem obawy mieszkańców, ale idąc tym tropem, to na Śląsku nic nie mogłoby powstać - mówi starosta Zbigniew Jaszczuk. - W centrach miast też są zbiorniki z gazem i nic się nie dzieje, muszą być stosowane wszelkie reżimy bezpieczeństwa, a w tym przypadku rzeczywiście są one stosowane.
Inwestor firmy również dla nas pozostał nieosiągalny, a pracownicy nie zdecydowali się, aby opowiedzieć o inwestycji i ewentualnych zagrożeniach.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1119 (30/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze