Reklama

Burmistrz: 52 zł, Izba Rolnicza: 50 zł

Jutro (9 grudnia) radni Żnina będą głosować nad uchwałami podatkowymi na 2017 rok. Burmistrz proponuje podatek rolny w wysokości 52 zł/1dt, czyli tyle samo, ile wynosi w tym roku. Izba Rolnicza i kółka rolnicze oraz spółdzielnie Farmer wnioskują, aby podatek był niższy i wynosił 50 zł/1dt.

     Średnia cena skupu żyta podana w komunikacie prezesa Głównego Urzędu Statystycznego jako podstawa do ustalenia podatku rolnego na 2017 r. wynosi 52,44 zł/1dt. Na jutrzejszej sesji Rady Miejskiej w Żninie będą uchwalane wymiary podatków lokalnych i burmistrz Robert Luchowski ma zamiar zaproponować obniżenie średniej ceny skupu żyta jako podstawy podatku rolnego do stawki 52 zł/1dt.
     - Jeśli włodarz danej gminy chce zaproponować zmianę stawki urzędowej, to ma obowiązek zasięgnąć opinii w tej sprawie od Izby Rolniczej. Delegaci do Izby Rolniczej z danej gminy wypracowują taką opinię i ona jest wysyłana do włodarza gminy. Oczywiście Rada Gminy nie ma obowiązku przyjmować stawek takich, jakie pozytywnie opiniują przedstawiciele izby. Niemniej jednak jest to umocowane prawnie, by takowa opinia została w ogóle wydana - tłumaczy Ryszard Kierzek, prezes Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej.
     Tak też było w przypadku gminy Żnin i tym razem. - My żeśmy wystosowali wspólnie opinię Izby Rolniczej, kółek rolniczych i spółdzielni rolniczych „Farmer“. Nasza propozycja jest taka, aby cenę skupu żyta do obliczania podatku w gminie Żnin obniżyć na 2017 r. do 50 zł/1dt - poinformował Fabian Heinich, przedstawiciel gminy Żnin w Izbie Rolniczej.
     Uzasadniając wniosek o większe obniżenie podatku rolnego w stosunku do ceny proponowanej przez GUS oraz przez burmistrza, dodał, że rolnicy w gminie Żnin gospodarują w podobnych, niekorzystnych dla rolnictwa obszarach, jak niektóre sąsiednie gminy - Barcin, Gąsawa czy Rogowo.

 

Reklama
Fabian Heinich, przedstawiciel gminy Żnin w Izbie Rolniczej, przedstawił informacje na temat stawek podatku rolnego w 2016 r. i proponowanych lub już uchwalonych na 2017 r. w sąsiednich gminach:
Gąsawa - stawka podatku rolnego wynosi 52 zł i ma zostać utrzymana.
Janowiec Wlkp. - 51 zł i ma zostać utrzymana.
Rogowo - 48 zł i zostanie utrzymana.
Barcin - 40 zł i ma zostać utrzymana.
Dąbrowa Biskupia - było 41,60 zł, będzie 42,80 zł.
Dąbrowa koło Mogilna - 39 zł i stawka zostanie utrzymana.
Szubin - 51 zł i stawka zostanie utrzymana.
Pakość - 43,50 zł i stawka zostanie utrzymana.
Mogilno - 44 zł i stawka zostanie utrzymana.
Złotniki Kujawskie -  45 zł i stawka zostanie utrzymana.
Janikowo - stawka wynosi 47 zł, ma zostać obniżona do 46 zł.


     - I nasi sąsiedzi są objęci dopłatami z tytułu ONW 260 zł do hektara. W Żninie natomiast kilkanaście lat temu, gdy decydowano o określeniu obszarów o niekorzystnych warunkach, nasz wniosek - byłem wtedy bowiem w Radzie Miejskiej - w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi został rozpatrzony negatywnie. Zdecydował czynnik demograficzny. Okazało się, że gęstość zaludnienia jest zbyt duża, aby można było ustanowić w naszej gminie status obszarów ONW. A przecież nasze ziemie i uwarunkowania klimatyczne nie różnią się od sąsiadów. Ponieważ teraz my nie możemy w przeciwieństwie do nich liczyć na dodatkowe dopłaty, to uznaliśmy, że rolnicy nasi powinni mieć wyraźniej obniżony wymiar podatku niż tylko o 44 grosze - tłumaczy Fabian Heinich.
     Co prawda opinia Izby Rolniczej w przypadku obniżenia stawki podatku jest konieczna, jednak nie jest ona wiążąca dla Rady Miejskiej w Żninie. To ona ostatecznie zdecyduje jutro, jaka będzie stawka podatku rolnego w 2017 r.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1295 (49/2016)

Reklama

 

Komentarz
Podatek rolny 2,5% wyższy
     Przez naszą gazetę przechodzi parada tytułów: „Podatek rolny w tej samej wysokości!“, „Nie ma podwyżki podatku rolnego!“. Na pierwszy rzut oka oba tytuły mówią to samo. Ale czy na pewno?
     Podatek rolny ustala się według średniej ceny skupu żyta za jedenaście kwartałów poprzedzających rok podatkowy. Wylicza ją i ogłasza prezes GUS. Dla gospodarstw rolnych podatek stanowi równowartość pieniężną dwóch i pół kwintala żyta za hektar, czyli 250 kg, lub - jak to powinno brzmieć urzędowo - 2,5 dt (decytony).
     Zgodnie z komunikatem prezesa GUS z 18 października 2016 r. w sprawie średniej ceny skupu żyta za okres 11 kwartałów, będącej podstawą do ustalenia podatku rolnego na rok podatkowy 2017, cena ta wyniosła 52,44 za 1 dt. Rok wcześniej średnia cena skupu była o około 2,5 % wyższa (53,75 zł za 1 dt).
     Tak więc rolnik, który w papierach ma 20 hektarów przeliczeniowych, wpłaci rocznie za podatek tyle, ile wynosi średnia cena (ta wyliczona przez GUS) 50 kwintali żyta lub mniej. Dlaczego mniej? Bo każda rada gminy ma przywilej obniżenia stawek urzędowych. Na naszym terenie korzystają z tego wszystkie gminy; jedne obniżają mniej, inne więcej. Pod koniec każdego roku rady gmin podejmują uchwały w sprawie obniżenia średniej ceny skupu żyta przyjmowanej jako podstawa obliczenia podatku rolnego na rok następny. Niektóre gminy już mają to za sobą. Ustalając podatek na rok przyszły w Rogowie obniżono tę średnią cenę skupu do 48 zł, w Dąbrowie Mogileńskiej wynosi ona 38 zł, w  Łabiszynie 52 zł, w Barcinie i w Mogilnie 40 zł. W Żninie w roku ubiegłym wynosiła ona 52 zł, ile wynosić będzie w roku następnym, dowiemy się jutro.
     Tak więc obniżając tę stawkę poniżej urzędowej, ale pozostawiając ją w ubiegłorocznej wysokości - gmina wcale nie obniża podatku. Pozostawienie stawki na ubiegłorocznym poziomie powoduje jej podwyższenie o 2,5%.
     A co z podatkami od nieruchomości - drugim ważnym składnikiem finansów gmin?
     Tu w poprzednich latach zazwyczaj podawano, że podwyższa się je o prognozowany wskaźnik inflacji (inflacja wskazuje, o ile ceny rosną i jest wyliczana przez Narodowy Bank Polski). Gdy wynosiła 50% (pamiętam i takie czasy), gdy wynosiła 15% lub 6% - wszystko było zrozumiałe. Ceny rosną, więc i podatki rosną wraz z cenami.
     Nieco się ta maszynka zacięła rok temu, gdy mieliśmy do czynienia po raz pierwszy od przedwojennych czasów (mam na myśli II wojnę światową) z deflacją. W 2015 rząd prognozował na 2016 rok 1,7% inflacji, tymczasem już drugi rok mamy do czynienia z deflacją. Czyli podatki podniesione o prognozowany wskaźnik inflacji (czyli teoretycznie pozostawione na tym samym poziomie) - tak naprawdę zostały już dwukrotnie podniesione!
     W założeniach budżetowych państwa sporządzonych w czerwcu tego roku zaplanowano na 2017 rok inflację w wysokości 1,3%. Rząd próbuje wygrzebać kraj z deflacyjnego dołka (pomoże w tym między innymi program 500+) i może mu się w końcu uda. Tu dygresja - jak mu się to za bardzo uda i za dwa lata będziemy musieli walczyć z dziesięcioprocentową inflacją - też miło nie będzie. Teoretycznie dla szarego człowieka deflacja jest OK, bo ceny spadają. Ale generalnie nie jest to zjawisko korzystne, bo co by było, jakby zaczęły spadać płace? A to, że zbyt duża inflacja też jest niekorzystna, pamiętamy z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Szerzej na te tematy można poczytać, klikając banner „Fortuna kołem się toczy“ na naszej stronie www.palukitv.pl - o inflacji i deflacji piszemy w rozdziale: „Dlaczego ceny rosną?“ (drukowany był w Pałukach w 2013 roku).
     Wróćmy do tematu. Ceny, które służą do obliczania inflacji spadały, w wyniku czego mieliśmy deflację. Co robiły gminy? Najczęściej pozostawiały podatek od nieruchomości w niezmienionej wysokości. W przypadku płatników - mieszkańców gminy, było to jeszcze jako tako w porządku. To nie płace przecież spadały, tylko ceny. Gorzej z przedsiębiorcami - z osobami prowadzącymi działalność gospodarczą. Presja cenowa skutkuje zmniejszeniem zysków, marż, wszyscy jadą po bandzie, zaciskają pasa i starają się wystawiać głowę ponad wodę, aby nie utonąć, ryzykują, czasem bankrutują. Przejdźmy się po Żninie, Mogilnie, czy po Strzelnie i policzmy puste lokale na parterze. Po nich widać, że z naszym lokalnym życiem gospodarczym nie jest różowo.
     Ale przecież właśnie bogaczy - przedsiębiorców, którzy w obecnych czasach pełnią tę rolę, jaką w latach pięćdziesiątych mieli kułacy - można i trzeba doić!
     Żarty na bok.
     Radni, ustalając wysokość podatków, wpływają na dobrobyt swojej gminy. Im są niższe, tym ten dobrobyt większy. Temu, kto płaci mniejszy podatek od nieruchomości, zostanie więcej pieniędzy na remont elewacji, na posłanie dzieci na studia, na zjedzenie obiadu w Basztowej czy w Józefinie. Tak będzie tworzył dobrobyt swojego miasta, który jest sumą dobrobytu mieszkańców.
     Interes korporacji, jaką jest urząd gminy, jest oczywiście inny. Uzasadnienie miejskich wydatków znajdzie się zawsze. Gmina musi mieć na swój własny rozwój, na odnawianie gabinetów, zatrudnianie coraz to nowych urzędników, na budowę piramid, na wyjazdy urzędników do krajów kapitalistycznych. A oszczędza, gasząc lampy oświetlające ulice miasta.
     Zobaczenie granicy między podatkami zbyt niskimi (wtedy gmina nie ma na budowę kanalizacji deszczowej, remonty ulic, dowóz dzieci do szkół), a zbyt wysokimi (wtedy bankrutują sklepy i apteki, przedsiębiorstwa wynoszą się gdzie indziej, przerejestrowywane są ciężarówki) nie jest łatwe, ale ta granica istnieje.
     Uważam, że w czasach deflacji podatki nie powinny zostawać na tym samym poziomie (a podwyżka to już gruba przesada ze strony rządzących), ale powinny być obniżane.

Reklama

Dominik Księski
Pałuki nr 1295 (49/2016)

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości