„Czy to się nagrywa?“ - chciała wiedzieć radna Ewa Myśliwiec fot. Remigiusz Konieczka
Szubin, posiedzenie, komisja, protokół, dyktafon
Czy to się nagrywa?
Między zastępcą burmistrza Szubina a radną Ewą Myśliwiec na posiedzeniu komisji doszło do wymiany zdań na temat zgody na nagrywanie obrad.
Posiedzenie komisji rolnictwa, ochrony środowiska, handlu i usług odbyło się 1 lutego. Każde posiedzenie komisji, oprócz tego, że na sali obecny jest protokolant, jest dodatkowo nagrywane na dyktafon. W poniedziałek protokolantem był Patryk Dzikowski. Położył dyktafon na stole i zajął miejsce, by przygotować się do sporządzania protokołu również pisemnie. Dyktafon leżał w miejscu, które początkowo było puste, ale po chwili lekko spóźniona pojawiła się radna Ewa Myśliwiec i usiadła w miejscu, w którym wcześniej został położony dyktafon. Jeszcze w luźnej rozmowie między nią a radnym Tadeuszem Ciesielskim pojawił się temat terenu na boisko w Szkocji, o które radna i jednocześnie sołtys bardzo zabiega. W tym czasie pojawiła się na sali zastępca burmistrza Krystyna Sichel. Radna Ewa Myśliwiec postanowiła o sprawę boiska zapytać zastępcę burmistrza. Traf chciał, że w tym samym czasie przewodnicząca komisji otworzyła posiedzenie, a dyktafon już rejestrował obrady. Ewa Myśliwiec pytała, jakie są szanse na powstanie boiska. Radna chciała zadać szczegółowe pytania i w pewnym momencie ujrzała przed sobą dyktafon: - Czy to się nagrywa? - spytała.
Wiceburmistrz stwierdziła, że należałoby zapytać radnych, czy można nagrywać posiedzenie komisji. Pracownik Urzędu wyjaśnił, że nagranie służy do celów sporządzenia protokołu, a po sporządzeniu protokołu pisemnego nagranie jest niszczone komisyjnie. Wstał i zabrał dyktafon sprzed radnej. Wtedy Ewa Myśliwiec bez ogródek stwierdziła, że ona sobie nie życzy, bo czuje się skrępowana, bo nie wiadomo, gdzie to później wypłynie, a poza tym czasami w luźnej rozmowie pyta o takie rzeczy, które nie powinny być nagrane. Na to protokolant, w geście dobrej woli, zaproponował, że może radna powiedzieć, kiedy będzie luźna rozmowa, by było można w tym czasie dyktafon wyłączyć. Ma też ona możliwość uczestniczenia w komisyjnym usunięciu owego nagrania. Po tej propozycji temat nagrywania zszedł na drugi plan, a Ewa Myśliwiec kontynuowała temat boiska (stwierdziła, że czasem czuje się zbywana, bo od jednego naczelnika posyłana jest do drugiego), natomiast dalsza rejestracja obrad komisji przebiegła bez problemów.
Żeby wyjaśnić kwestię rejestrowania obrad komisji lub sesji Rady Miejskiej, zwróciliśmy się o komentarz do instytucji, która stała, stoi i stać będzie na straży jawności życia publicznego, a mianowicie do Fundacji im. Stefana Batorego.
Dyrektor projektu Odpowiedzialne państwo Grzegorz Makowski zachęcił, by panie, jeśli mają wątpliwości co do słuszności rejestrowania obrad sesji lub obrad komisji, przeczytały Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej. Artykuł 61, ustęp drugi, mówi bowiem, że prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu. Dodał, że jeżeli ktoś tego nie wie, a uczestniczy w obradach komisji lub na sesji, to powinien iść do szkoły. Oprócz tego, co mówi Konstytucja, dochodzą przepisy zawarte w Ustawie o pracownikach samorządowych, które określają ich obowiązki (m.in. dbanie o przestrzeganie Konstytucji RP, w tym zapisów art. 61, czy udzielanie informacji organom, instytucjom i osobom fizycznym, a także sumienne i staranne wykonywanie poleceń przełożonego) i dlatego poddawanie w wątpliwość wykonywania czynności służących stworzeniu i przekazaniu opinii publicznej za pomocą protokołu informacji, nie powinno w ogóle się zdarzyć. Każdy obywatel ma prawo nie tylko do lektury protokołu, ale również do obecności na posiedzeniach komisji i sesjach.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1251 (5/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze