Reklama

Długi i karaluchy

Prezes o tej pani nie chce dyskutować
     Długi i karaluchy
     Właścicielka jednego z mieszkań w SM Kujawy nie może sobie poradzić przy 830 zł miesięcznej renty ze spłatą zadłużenia i odsetek, które ma wobec spółdzielni. Dziwi się w ogóle, że jakiekolwiek zadłużenie powstało, bo przecież nie tylko płaciła czynsz, ale także wykupiła swój lokal od spółdzielni.

Elżbieta Furmaniak każdej nocy przy pomocy słoiczków urządza po ciemku polowanie na karaluchy w swoim mieszkaniu. Nie może zapalić światła, bo wtedy insekty uciekają za szafy. - „Chodzą mi te prusaki po twarzy, po nogach, gdy jestem w łóżku, a winę za to, że się tu pojawiły, ponosi Spółdzielnia Mieszkaniowa, gdyż przez 6 lat był pęknięty pion w mieszkaniu, a fekalia z tej kanalizacji przeciekały do mego mieszkania” - mówi Elżbieta Furmaniak.
             fot. Karol Gapiński

    Elżbieta Furmaniak mieszka w jednym ze 102 lokali w bloku przy ul. Lotników 15 w Barcinie. Jest to blok administrowany przez Spółdzielnię Mieszkaniową Kujawy w Barcinie.
    Zamieszkała tutaj jeszcze w latach 70., zaczynając w 1972 r. pracę w Kombinacie Cementowo-Wapienniczym Kujawy w Wapiennie. Był to pierwszy rok funkcjonowania cementowni pod Barcinem.
Elżbieta Furmaniak, która była córką rolnika Antoniego Heiniha ze Słaboszewa (gm. Dąbrowa Mogileńska) wraz ze swoim ówczesnym mężem otrzymała przydział lokalowy w jednym z bloków należących do zasobów mieszkaniowych KCW Kujawy.
    - Mój zawód wyuczony to wprawdzie było fryzjerstwo, a rodzina mieszkała w Słaboszewie, prowadząc gospodarstwo rolne. Ja pracowałam w cementowni, a później w handlu jako ekspedientka, w kilku kolejnych sklepach. Problemy zdrowotne nie pozwoliły mi wypracować całego stażu pracy. W 2001 r. przeszłam zawał mięśnia sercowego. Wtedy mieszkałam już tutaj sama. Byłam rozwiedziona. Nawet nie wiedziałam, że to zawał. Po prostu nagle zrobiło mi się słabo. Przed oczami było czarno, zaczęłam osuwać się na podłogę. Zdołałam jeszcze wykręcić numer telefonu po lekarza. Dopiero po latach, kiedy specjalista skierował mnie na badania, okazało się, że moje serce przeszło wcześniej lekki zawał - opowiada Elżbieta Furmaniak.
    Pod koniec lat 90., przy wsparciu taty, Antoniego Heiniha, który sprzedał stado swoich byków i krów, żeby zmechanizować gospodarstwo, zdołała za ówczesne 3.000 zł wykupić mieszkanie, które wcześniej zajmowała z byłym mężem. Obecnie, jak mówi Elżbieta Furmaniak, jest to lokal własnościowy z wpisem do księgi wieczystej pod jej nazwiskiem.
    Również w latach 90. Elżbieta Furmaniak popadła w konflikt sądowy ze Spółdzielnią Mieszkaniową Kujawy, której władze zarzucały jej wysokie zadłużenie w opłatach czynszowych. W 1995 r. Sąd Rejonowy w Szubinie i kilkanaście lat później Sąd Rejonowy w Inowrocławiu w sprawach z powództwa barcińskiej spółdzielni wydały w sprawie Elżbiety Furmaniak orzeczenia niekorzystne dla niej.  Sąd uznał, że rzeczywiście jest ona dłużniczką spółdzielni (przy czym wysokość zadłużenia w tych wyrokach była różna, bo dokonywane były pewne spłaty).
    6 listopada 1997 r. Elżbieta Furmaniak zawarła ze spółdzielnią porozumienie, na podstawie którego miała spłacać w ratach zadłużenie z tytułu czynszu i opłat. Wynosiło ono wtedy 5.618,74 zł. Elżbieta Furmaniak zobowiązała się spłacać tę kwotę w ratach po 10 zł miesięcznie, płatnych do 15 dnia każdego miesiąca, począwszy od listopada 1997 r. Nie zwalniało jej to z obowiązku bieżącego regulowania należności za zajmowany lokal pod rygorem postawienia z powrotem w stan wykonalności całego niespłaconego długu wraz z odsetkami, co oznaczałoby dla Elżbiety Furmaniak zajmowanie przez komornika jej dochodów i o wiele większe wpłaty na rzecz spółdzielni. Po zawarciu tego porozumienia mieszkanka dokonywała wpłat na poczet należności za zajmowany lokal. Wpłaty te spółdzielnia zaliczała w pierwszej kolejności za bieżące zobowiązania, co było dodatkowym ukłonem dla Elżbiety Furmaniak, bo stwarzało to jej możliwość otrzymywania dodatków mieszkaniowych przyznawanych przez burmistrza.
    Niecałe 4 lata później, a dokładnie 21 maja 2001 r. zarząd spółdzielni podjął decyzję o umorzeniu Elżbiecie Furmaniak odsetek od kwoty głównej długu (odsetek, dług został), wynoszących wtedy 3.104,79 zł. Jednak na podstawie wpływów od Elżbiety Furmaniak w kolejnych latach władze spółdzielni uznały, że nie wypełnia ona postanowień porozumienia z 1997 r., w związku z czym traci ono ważność. 1 czerwca 2007 r. spółdzielnia złożyła u komornika przy Sądzie Rejonowym w Inowrocławiu wniosek o wszczęcie postępowania egzekucyjnego, żeby odzyskać należność główną wyliczoną wtedy na 1.580,41  zł. Komornik zajął i przekazał spółdzielni od lipca do września 2007 r. z dochodów Elżbiety Furmaniak łącznie 488,89 zł.
    Kobieta jednak nie zgadzała się z zajęciem swych dochodów przez komornika. W pozwie przeciwko spółdzielni, którą oskarżała o pobieranie nienależnych administratorowi mieszkania kwot, mieszkanka używała dwóch argumentów. Pierwszy z nich to taki, że komornik nie miał prawa zajmować jej dochodów, bo ona już dawno swe długi spłaciła. Przedstawiła sądowi w pozwie apelacyjnym tezę, że jeszcze w 1995 r., po niekorzystnym dla niej wyroku, zapłaciła spółdzielni co najmniej 1.100 zł na poczet spłaty wierzytelności. Kiedy sąd zażądał dowodów, nie okazała ich, a zrzuciła odpowiedzialność za ich odnalezienie na spółdzielnię, która powinna archiwizować wszystkie swoje wpływy. Spółdzielnia przedstawiła sądowi wykaz ze swoich kont, na którym nie było dowodów spłacenia całego długu przez Elżbietę Furmaniak. Drugim argumentem miała być zgoda Spółdzielni, wydana w 2001 r., na nabycie przez Elżbietę Furmaniak spółdzielczego prawa własności do lokalu. To, zdaniem Elżbiety Furmaniak,  było równoznaczne z brakiem zadłużenia lokatorki wobec spółdzielni.
    Sąd w Inowrocławiu nie uznał argumentów Elżbiety Furmaniak. Orzekł, że 17 grudnia 2007 r. nie do końca spłacone długi, wynikające z wyroku szubińskiego z 1995 r., wynosiły 383,52 zł kwoty głównej i 708 zł odsetek, a wykonalność egzekucji komorniczej (zawieszona przez 8 miesięcy od czasu złożenia powództwa przez Elżbietę Furmaniak do czasu wydania w tej sprawie orzeczenia) nie podlega cofnięciu. Sąd Okręgowy w Bydgoszczy, w którym apelowała Elżbieta Furmaniak, potwierdził orzeczenie sądu inowrocławskiego, wskazując, że z kont analitycznych w spółdzielni wynikał na dzień 17 grudnia 2007 r. taki stan zadłużenia, jak ustalił sąd rejonowy. Nie ma dowodów według sądu, że stan tych kont jest nieprawdziwy.
    Elżbieta Furmaniak do dzisiaj twierdzi, że spłaciła swe długi całkowicie, a spółdzielnia ją oszukała.
- Zresztą nie tylko w sprawie tych jakoby moich należności. Jakiś czas temu w którymś mieszkaniu nade mną był gdzieś uszkodzony pion, przez co byłam regularnie zalewana. Kiedy informowałam o tym spółdzielnię, to nic nie robili. Fekalia leciały z góry na moją kuchnię i łazienkę. A teraz przez to wszystko zagnieździły się tu karaluchy. W nocy łażą mi po nogach. Czasami jakiegoś uda mi się złapać, ale to te małe, bo te duże to są sprytniejsze. Mam 63 lata i nie mam gdzie głowy położyć - żali się Elżbieta Furmaniak.
    Sąsiedzi nie mają w mieszkaniach karaluchów, ale Elżbieta Furmaniak tak. Na dowód trzyma schwytane insekty w słoiczku. Jak twierdzi, powodem, że u niej są karaluchy, a u innych nie, jest to, że z winy spółdzielni to w jej mieszkaniu dochodziło do zalewań, których przyczyny jej zdaniem spółdzielnia miała obowiązek usunąć, a nie robiła tego.
    Od 1 marca br. komornik ponownie zajmuje jej dochody. Renta, z której się utrzymuje kobieta, wynosi 830 zł, ale teraz komornik co miesiąc zabiera z tej kwoty 250 zł. Zostaje niecałe 600 zł, a trzeba opłacić nie tylko rachunki, ale i wykupić lekarstwa.
    Prezes spółdzielni Henryk Popławski powiedział jedynie, że wyroki sądów i wykonalność egzekucyjna, która nabiera mocy, muszą świadczyć same za siebie. Elżbieta Furmaniak może sobie twierdzić, że nie jest dłużniczką, ale dowody mówią co innego. Henryk Popławski mówi, że na pretensje  Elżbiety Furmaniak nie będzie w ogóle odpowiadał, bo nie ma to sensu. - Mogę tylko powiedzieć, że pani ta pisze non stop jakieś odwołania do sądów, jakieś skargi do nas. Niech za cały mój komentarz do działań tej pani starczy to, co napisała na kopercie, kierując któreś ze swoich pism do nas. Otóż stwierdziła na tej kopercie, że spółdzielnia tworzy z wymiarem sprawiedliwości zorganizowaną grupę przestępczą - powiedział prezes.

Karol Gapiński
Pałuki nr 954 (21/2010)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości