Ośno, Popowo Tomkowe - plan dwóch ferm
Drążą temat zagrożenia
Przez ostatnie dni mieszkańcy Ośna zdobywają wiedzę na temat ferm norek, wciąż jednak za główny powód sprzeciwu przedstawiają niehumanitarne warunki bytowania i uśmiercania norek, na drugim miejscu jest odór i zagrożenie stwarzane przez dwie duże fermy norek w odległości 4 km od siebie.
Mieszkańcy Ośna wnoszą kolejne, indywidualne już teraz protesty przeciwko budowie fermy na blisko 63.000 sztuk norek (hodowla ma być specjalnością gospodarstwa rolnego). Nie wierzą w zapewnienia inwestora Kazimierza Żywanowskiego, że hodowla norek nie stwarza uciążliwych warunków dla środowiska. Sami kontaktują się z mieszkańcami wsi, w których takie fermy funkcjonują. Jeden z mieszkańców zapewnił, że rozmawiał z mieszkańcami Pawłowa, gdzie na jego obrzeżach fermę ma już inwestor chcący budować w Ośnie. - Były osoby, które niechętnie się wypowiadały, jednak od innych uzyskałem zapewnienie, że hodowla norek jest uciążliwa z uwagi na odór. Dowiadywaliśmy się też w okolicach innych ferm norek i słyszymy to samo, że smród jest nawet do 6 km - zapewnia jeden z silnej grupy przeciwników budowy.
Sołtys Ośna Zdzisław Ludkiewicz mówi, że mieszkańcy systematycznie zdobywają coraz to większą wiedzę o zagrożeniach, jakie niesie taka ferma. - Od kilkunastu miesięcy trwa spór na terenie gminy Mieleszyn w związku z budową fermy norek w Popowie Tomkowym. Gdyby obie te fermy powstały zarówno w Popowie, jak i u nas w Ośnie, to w linii prostej w odległości 4 km na pograniczu województw mamy dwie takie fermy - mówi sołtys Ośna.
Odór jest jednym z powodów sprzeciwu, jednak za ważniejszy mieszkańcy wsi podają względy humanitarne. Za naganną uważają masową hodowlę i wczesne uśmiercanie tych drapieżników w celach pozyskania futerek. Do tego rodzaj uśmiercania poprzez zagazowywanie przeraża mieszkańców. Mieszkańcy nie chcą takiej rzezi we wsi. Jak mówią, w krajach wysokorozwiniętych zakazano hodowli norek i takiego traktowania zwierząt, dlatego jest to tak opłacalny interes w państwach, gdzie się na takie traktowanie zwierząt pozwala.
Przeciwnicy powstania fermy pod lupę szczegółowo wzięli specyfikację tej inwestycji, jaka znajduje się do wglądu w janowieckim ratuszu. Doszukują się tam nieprawidłowości, jedną z nich jest wskazanie, że w ciągu roku norka zje 250 kg ubocznego produktu pochodzenia zwierzęcego - drobiowego i rybnego, a wydali w ciągu roku zaledwie 15 kg odchodów. Za inną nieścisłość podają wielkość płyty obornikowej, która by pomieścić chociażby wskazaną wielkość odchodów musiałaby sięgać wysokości 35 m. Tu posiłkowali się pomocą specjalistów w tej dziedzinie.
Przeciwko budowie gospodarstwa rolnego specjalizującego się w hodowli norek oprócz list mieszkańców trzech sołectw Laskowa, Gącza i Ośna wpływają do Urzędu indywidualne sprzeciwy. Protest taki złożyli między innymi właściciele miejscowej firmy Delta Trading, którzy prowadzą sprzedaż maszyn do obróbki drewna, czy pieców ceramicznych, prowadzą również biuro turystyczne. Po maszyny przyjeżdżają odbiorcy z daleka, zdarza się tak, że firma zapewnia wówczas nocleg. Trudno im wyobrazić sobie funkcjonowanie takiej firmy i podejmowanie klientów przy emisji zapachów z hodowli norek.
Anna i Grzegorz Janas, właściciele gospodarstwa rolnego, postanowili skorzystać z programu Lider Plus w dziedzinie różnicowania kierunków działalności nierolniczej i świadczyć usługi cateringowe. Podpisali już umowę, otrzymali dotację i są w trakcie budowy budynku gastronomicznego na ten cel. - W przyszłości myśleliśmy o budowie sali bankietowej, o rozwoju tej działalności, jednak dziś to wszystko staje pod znakiem zapytania w przypadku planów budowy fermy norek we wsi, która jak się dowiadujemy, emituje nieprzyjemne zapachy do 6 km, a tu byśmy ją mieli pod nosem - mówi Grzegorz Janas, mieszkaniec Ośna. Zapewnia, że nie jest przeciwny inwestycjom, na początku wieść o nowej inwestycji we wsi go nawet ucieszyła, jednak kiedy poznał zagrożenie i sposób niehumanitarnej hodowli, to wyraził swój sprzeciw, tak jak inni mieszkańcy tej i sąsiednich wsi. - Nie jestem przeciwny inwestycjom, ale niech one nie kolidują z inną działalnością, niech nie ograniczają, czy nawet nie eliminują innych lokalnych przedsięwzięć gospodarczych - mówi Grzegorz Janas.
Mieszkańcy chcą się spotkać z inwestorem, również Kazimierz Żywanowski wyraził taką wolę, by rozwiać wątpliwości i obawy mieszkańców. Do spotkania ma dojść jeszcze w październiku.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1026 (41/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze