Bielawy, Lafarge, teren górniczy, zagospodarowanie
Dyrektor Kopalni: Teren górniczy nie jest rolniczym
Rolnicy: To my jesteśmy właścicielami tej ziemi
Dla ziem rolników z Aleksandrowa w projekcie planu zagospodarowania przestrzennego naniesiono zapis strefa upraw rolnych z ograniczonymi prawami zabudowy. Uchwały mające przekreślić prawa rolników do nieograniczonego korzystania ze swoich ziem, jedna po drugiej w liczbie czterech, przepadły jednak w głosowaniu.
Ziemie wsi Aleksandrowo mają - zgodnie z obowiązującym od 1993 roku planem zagospodarowania przestrzennego - charakter rolniczy. Rada Miejska planuje to zmienić. W nowym projekcie planu ziemie te występują jako strefa upraw rolnych z ograniczonymi prawami zabudowy. Rolnicy postawili zarzuty i złożyli protesty do proponowanych zmian. Zmiany te były przedmiotem głosowań na ostatniej sesji Rady Miejskiej w Barcinie.
Chodziło o coś więcej niż rozpatrzenie zasadności protestu kilku mieszkańców. W kolejnych głosowaniach radni zdecydowali o losach Aleksandrowa i innych wsi leżących w zasięgu oddziaływań koncernu Lafarge Kujawy.
GŁOS EKSPERTA
Dyskusję rozpoczęła długim wywodem o zasadach tworzenia planów zagospodarowania przestrzennego Krystyna Babraj-Szostak, reprezentująca twórców planu zagospodarowania terenu górniczego Bielawy 1. Wykład ten podsumowała wnioskiem, iż gospodarstwa leżące na terenie górniczym nie mogą sobie pozwolić na stawianie na swojej ziemi budynków mieszkalnych i gospodarczych o charakterze trwałym, bo teren może w przyszłości przejąć kopalnia wapna.
GŁOS ROLNIKÓW
W imieniu rolników z Aleksandrowa do argumentów Krystyny Babraj-Szostak odniósł się Stanisław Michalak, przedstawiciel mieszkańców wsi, goszczący na sesji: - To my jesteśmy właścicielami tej ziemi. "Lafarge" uważa, że nie możemy jej eksploatować według naszych zamiarów i chce przedzielać nasze ziemie terenami górniczymi. Uważa, że nie możemy stawiać trwałych budynków. Wszyscy wiemy, co to znaczy. Budynki tymczasowe są droższe i nieekonomiczne. My potrzebujemy budynków na 100 albo 150 lat, żeby się opłacało w nich hodować zwierzęta. Gdy nasze ziemie zostaną podzielone, to jak będziemy produkować zwierzęta? Na odległość, przez "komórki"?
Gdyby "Lafarge" chociaż przedstawił nam oferty kupna naszej ziemi. Ale nie, oni nie chcą jej teraz, bo i wcale jej nie potrzebują. Im zależy tylko na tym, żeby zabezpieczyć wielki obszar wokół siebie, choć korzystać z niego będą pewnie za 200, albo 300 lat. Pragną także nie dopuścić tam innych firm ze swojej branży. Wysoka Rada wie dobrze, co oznacza brak konkurencji.
GŁOS LAFARGE
Obecny także na sesji dyrektor Kopalni Wapienno Krzysztof Mączka potwierdził, że kopalnia nie proponowała wykupu gospodarstw ich właścicielom. Nie wiedział też, czy przedsiębiorstwo w ogóle będzie zainteresowane takim wykupem w przyszłości. Powtórzył za panią ekspert Krystyną Babraj-Szostak: - Prawo jest jasne, teren górniczy nie jest terenem rolniczym.
RIPOSTA
Stanisław Michalak zripostował: - Paragrafy ładnie wyglądają, ale tylko z jednej strony.
DYSKUSJA
Aleksander Kabaciński, przewodniczący komisji rolnictwa tak przedstawił sprawę: - Na terenie samych Bielaw "Lafarge" ma około 300 hektarów gruntów do eksploatacji. Spośród nich zakład zabiera tylko 4 do 5 hektarów rocznie. Są to grunty nie zagospodarowane i znajdują się w gestii Agencji Rolnej. Do tej pory "Lafarge" ma kopaliny pod dostatkiem i nie musi ingerować w inne tereny. Przecież możemy istnieć jak do tej pory: gospodarz uprawiając rolę, a "Lafarge" - produkując wapno i cement. A jeżeli nie, to niech w ciągu dwóch lub trzech lat koncern wykupi cały teren. Bo nie może być tak, że rolnik niepewny swej przyszłości przez lata, siedzi na walizkach i czeka na rozwój sytuacji: można gospodarzyć, czy nie? Swoją drogą, jak to jest z tym prawem, że wcześniej był zakaz budowy na terenie górniczym tylko budynków mieszkalnych, a teraz okazuje się, że już nic nie można tam budować?
Ekspert od planów zagospodarowania przestrzennego, Krystyna Babraj-Szostak podkreślała, że sporządzający plan Zarząd Miasta nie był stroną czyichś interesów. Wynajął projektantów, ci stworzyli plan, który określa prawa stron do zagospodarowania terenu.
Tymczasem Aleksander Kabaciński w nawiązaniu do wspomnianych przez siebie bielawskich 300 hektarów będących w gestii Lafarge, pytał o dalsze około 1.000 hektarów, których los miał się decydować: - Czy może mi pani powiedzieć o faktycznej własności tego obszaru? Czy należy on do prywatnych rolników, czy do Agencji Rolnej? Ekspert nie potrafiła dać na to odpowiedzi, co tłumaczyła brakiem na miejscu danych, których nie zabrała.
GŁOSOWANIE NAD ZARZUTAMI
Wreszcie Rada, mając już świadomość, iż decyzja, którą ma podjąć zaważy na rozwoju terenu Bielawy 1 na dziesiątki lat, przystąpiła do głosowania.
Uchwały mające przekreślić prawa rolników do nieograniczonego korzystania ze swoich ziem, jedna po drugiej w liczbie czterech, przepadły w głosowaniu.
Głosując w ten sposób radni uznali zarzuty czterech rolników z Aleksandrowa za zasadne, co oznacza, że ich ziemie nadal będą miały rolniczy charakter. Rolnicy ci mogą w związku z tym wznosić na swojej ziemi trwałe budynki. Choć jeszcze nieformalnie, bo tą formalnością Rada, jak powiedział zastępca burmistrza Michał Pęziak, zajmie się na jednej z najbliższych sesji.
Zarzut wobec planu zagospodarowania przestrzennego - jak powiedział zastępca burmistrza Michał Pęziak - może wnieść każda osoba, której interes prawny plan narusza. Jeśli kolejne osoby z Aleksandrowa będą zgłaszały zarzuty i będą wnosiły o uznanie ziemi, na której znajdują się ich gospodarstwa, za typowo rolniczą (bez ograniczeń) i jeśli te zarzuty będą oparte na tym samym uzasadnieniu, co czterech rolników, zostaną one uwzględnione.
- Gdyby te cztery zarzuty odrzucono, to gmina musiałaby poszkodowanym osobom wypłacić odszkodowanie - podkreślił później wiceburmistrz.
GŁOSOWANIE NAD PROTESTAMI
Po głosowaniach nad czterema zarzutami, radni przeszli do głosowania nad protestami. Autorami protestów byli mieszkańcy Aleksandrowa i Rada Sołecka Piechcina.
Mieszkańcy Aleksandrowa protestowali przeciwko uznaniu całego projektu planu zagospodarowania przestrzennego za obowiązujący, jako że, ich zdaniem, jest on niekorzystny dla rolników.
Jak się jednak okazało podczas prezentacji szczegółów planu przez Krystynę Babraj-Szostak, źle odczytali oni intencję planu. Mianowicie zrozumieli widniejące na nim oznaczenie "obszar górniczy", jako "strefa oddziaływań górniczych". Jaka jest różnica między tymi dwoma wyrażeniami? Budowanie obiektów w strefie oddziaływań górniczych innych niż obiekty kopalni jest wykluczone. Obszar górniczy, to obszar występowania złóż kopalnianych nie w eksploatacji, na którym można stawiać tymczasowe budowle. Autorzy protestu niepotrzebnie więc obawiali się, że niektórzy właściciele ziem, np. we wsi Aleksandrowo, nie mogliby jej uprawiać.
Wiceburmistrz Michał Pęziak powiedział: - Rolnicy wnieśli uwagi dotyczące terenów, których nie byli właścicielami. Ich interes prawny nie był więc w tym przypadku bezpośrednio zagrożony. Dlatego w tym przypadku pretensje przedstawicieli społeczności prawnie nazwać należy protestami.
UWAGI I GROŹBY
Przed głosowaniem nad piątą z kolei uchwałą Krystyna Babraj-Szostek powiedziała, iż jeśli nie będzie przestrzegane prawo w oparciu o plan zagospodarowania przestrzennego, to sprawa może być przez poszkodowanego (można się było domyślać, że przez Lafarge) wniesiona do sądu. Dyrektor kopalni Krzysztof Mączka dodał, że jeśli kolejne decyzje Rady będą niekorzystne dla koncernu, w którym pracuje, to być może Lafarge w ogóle będzie musiał się wycofać z terenu gminy.
Pięciu protestów mieszkańców Aleksandrowa i Rady Sołeckiej Piechcina Rada Miejska w Barcinie nie przyjęła. Tym samym Rada nie odrzuciła projektu planu zagospodarowania przestrzennego jako całości, o co w protestach wnioskowano.
- Myślę, że wszystkim nam, którzy podjęliśmy taki werdykt, przyświecała podobna ocena jego konsekwencji. Wiedzieliśmy mianowicie, iż przyjęcie tych pięciu protestów naruszyłoby interesy strategicznego dla przyszłości naszej gminy zakładu - ocenił decyzję Rady wiceburmistrz.
Aleksander Kabaciński - sołtys Piechcina i Aleksandrowa powiedział, iż rozumieją, że popełnili błąd wnosząc protesty, jednakowoż są usatysfakcjonowani, gdyż Rada Miejska przyjęła zarzuty.
PRZYSZŁOŚĆ PLANU
Nowy plan zagospodarowania przestrzennego przyjęty jeszcze nie został; prace nad nim trwają.
Karol Gapiński
Pałuki nr 527 (13/2002)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze