Tajemnica pokoju nr 9
Gdyby prawidłowo zaparkowali...
Radny, który chce wejść do pokoju przewodniczącego Rady Miejskiej winien uzgadniać to z burmistrzem. Nie może brać sam klucza z biura Rady. Stało się tak po scysji opozycyjnych radnych, Macieja Grabowskiego i Dariusza Kaźmierczaka, z burmistrzem Leszkiem Jakubowskim, któremu nie podoba się sposób i częstotliwość wykorzystywania tego pokoju przez opozycję.
Maciej Grabowski i Dariusz Kaźmierczak, radni Rady Miejskiej w Żninie,
przedstawili na sesji Rady Miejskiej oświadczenie, w którym wyrazili
swoje oburzenie związane z aroganckim, ich zdaniem, zachowaniem
burmistrza Leszka Jakubowskiego. Chodziło o zdarzenie z 21 października
około 10:30. Obaj byli wtedy obecni w biurze przewodniczącego Rady (na
które w oświadczeniu używają określenia Biuro Rady), na co wszedł
burmistrz i zwrócił im uwagę, że źle zaparkowali samochody. W złożonym
na sesji oświadczeniu radni piszą: Na naszą odpowiedź, że jest to
parking ogólnodostępny i żadnego zakazu tam nie ma, burmistrz
kontynuował: „Ja was jeszcze załatwię, musimy z tym skończyć. Od
dzisiaj będziecie do mnie przychodzić po klucze od biura i będziecie
mnie pytać o zgodę na pobyt tutaj”.
Zapytaliśmy przewodniczącego Rady Miejskiej Lucjana Adamusa, jakie są
i jakie były zasady korzystania przez radnych z biura Rady.
Przewodniczący powiedział, iż tak naprawdę, to nikt radnych z biura
wyrzucić nie może. Nie można zabronić dostępu do tego pomieszczenia. -
To co ci radni napisali w oświadczeniu, to błąd. Napisali, że burmistrz
im zakazał wstępu do biura Rady. Nieprawda. Każdy radny ma do niego
dostęp - powiedział Lucjan Adamus, który dodał, że jako biuro Rady
rozumie pomieszczenie, w którym siedzą pracownicy Urzędu Miejskiego
obsługujący wszystko to, co związane jest z Radą. - Pomieszczenie,
o które im chodzi, jest biurem przewodniczącego Rady Miejskiej, a nie
biurem Rady. Uzgodniłem z burmistrzem i pracownikami, że mogą się tam
odbywać komisje, dyżury radnych i zebrania prezydium Rady Miejskiej.
Natomiast, jeśli radni przychodzą i mają ochotę spotkać się z wyborcą
lub mieszkańcami, to burmistrz udostępnia im odpowiednie pomieszczenie
- jeśli zajdzie taka konieczność, to nawet salę sesyjną. Decyzja w tej
kwestii leży po stronie burmistrza, bo to on - tak jak powiedział -
odpowiada za Urząd. Również za te pomieszczenia.
Na sesji Leszek Jakubowski wyjaśnił radnym, iż od urządzania polityki
Dariusza Kaźmierczaka są kawiarnie, a nie biuro przewodniczącego Rady
Miejskiej. Dodał, że jako burmistrz odpowiada za całość Urzędu. Podczas
rozmowy z Pałukami stwierdził, iż naturalną sprawą jest, że nie mogąc
wjechać do garażu, zwrócił uwagę radnym, którzy zastawili kierowcy
Urzędu wjazd (co nie pierwszy raz się zdarzyło), a nerwy go poniosły
dopiero, gdy otrzymał arogancką odpowiedź. - Ci panowie przesadzali.
Nie dość, że panoszyli się w biurze przewodniczącego, to jeszcze żądali
dla swych gości kawy, herbaty, kazali sobie usługiwać. Przesadzili.” -
wyjaśnia burmistrz.
Opozycyjni radni uważają, że jest to szykana i każdorazowe pytanie
o zgodę na wydanie kluczy i możliwość skorzystania z biura
przewodniczącego Rady uniemożliwi im sprawne wykonywanie mandatu
i ograniczy kontakty z mieszkańcami ze względu na częste nieobecności
burmistrza w Urzędzie Miejskim.
Dotąd - zarówno w tej, jak i we wcześniejszych kadencjach - bez względu
na to, kto był przewodniczącym, wszyscy radni korzystali zwyczajowo
z pokoju przewodniczącego, pobierając klucz w biurze Rady, czy to
w celu spotkania z mieszkańcami, czy to w celu omówienia między sobą
spraw związanych z prowadzoną przez nich działalnością polityczną,
czyli swobodnie, a nie tylko w czasie dyżurów i posiedzeń komisji.
Zapytaliśmy Lucjana Adamusa, czy nowe zasady korzystania
z pomieszczenia, na drzwiach którego jest tabliczka Biuro
Przewodniczącego Rady, obowiązują od chwili incydentu z burmistrzem,
czy obowiązywały też wcześniej, tylko tak naprawdę nikt tego nie
respektował. Lucjan Adamus wyjaśnił, że zasady obowiązywały, ale do
jego biura wchodził praktycznie każdy radny. - Czy pan by wszedł pod
nieobecność osoby urzędującej, np. burmistrza, do biura pod jego
nieobecność? Ja bym nie wszedł - odpowiedział sam sobie Lucjan Adamus.
- Tam na drzwiach jest napisane to, co jest. I nie ma żadnych problemów
z udostępnieniem biura pod moją nieobecność, jeśli burmistrz wyrazi na
to zgodę.
Zatem jeśli radny chce wejść do pokoju numer 9 w Urzędzie Miejskim, to musi najpierw udać się po klucz do burmistrza Żnina.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 927 (46/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze