Reklama

Gosia odeszła od nas cichutko w świątecznym majowym dniu

Przeraża nas bardzo ten moment, w którym utracimy w końcu najdroższe nam osoby. Nie ma jednak na to sposobu, gdyż w życiu doczesnym mamy wykupiony bilet w jedną tylko stronę i nie dano nam żadnej szansy aby wykupić powrotny. Istnieje na ogół jedna główna alternatywa: albo my utracimy najbliższych, albo oni nas.

 

      W świątecznym dniu Trzeciego Maja 2014, we wczesnych godzinach porannych, nastąpiło to co wydawało się niemożliwe. Odeszła od nas najwspanialsza żona i matka, najlepsza córka i siostra, od kilku lat także szczęśliwa babcia, energiczna i zawsze skora do bezinteresownej pomocy: nasza najukochańsza przyjaciółka Małgosia Popkowska, z domu Jarmuż, dla większości z nas po prostu Gosia.
      Większość z nas, pochodzących z Jej osobistego kręgu przyjaciół i dobrych znajomych, znało ją przynajmniej z czasów licealnych, datujących się na drugą połowę lat siedemdziesiątych. Uczęszczała w żnińskim ogólniaku, wspólnie ze swoim - jak się po kilku latach okazało - mężem Zbyszkiem, do klasy o profilu matematyczno-fizycznym. Stali się szybko, acz w odpowiednim dla nich obojga czasie, gdy kończyli już studia, życiową parą - zawarli w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych związek małżeński; za kilka lat pojawiły się upragnione i bardzo kochane dzieci: Kasia i Maciek. Oboje założyli już swoje rodziny, a  Kasia wraz z mężem Januszem zdążyli przysporzyć bardzo szczęśliwym z tego powodu dziadkom dwóch wnuków. Syn Maciek, wspólnie ze swoją żoną (również) Kasią, dopiero niedawno zawarli związek małżeński. Odchodząc, była jednak spokojna, że wszystko zmierza we właściwym kierunku.
W wielkim i niewysłowionym bólu Gosia pozostawiła z całą pewnością swoich ukochanych rodziców. Dopóki wystarczało sił, była im bardzo pomocna często ich odwiedzając.
      Była, podobnie jak jej brat Jan, znakomicie przez nich wychowana w wielkopolskim etosie wspólnej pracy na rzecz rodziny i swojej małej ojczyzny - Żnina i Pałuk. To ułatwiało jej podejmowanie trudnych obowiązków i rozwiązywanie żmudnych zadań codziennych, które - mając ich znaczenia pełną świadomość - podejmowała gorliwie i chętnie.
      Taka postawa rzutowała bardzo pozytywnie na wspólne przedsięwzięcia realizowane w kręgu przyjaciół i bardzo bliskich znajomych Gosi, w którym często spełniała się, podejmując w sposób bezinteresowny i przykładny codzienne działania, lubiąc - co wyniosła z rodzinnego domu - różne inicjatywy w małych grupach szczególnego wzajemnego zaufania i zrozumienia. Stawiała sobie wówczas, a wymagała tego od innych, konkretne cele organizacyjne oraz niejednokrotnie niełatwe zadania do wykonania. Jej aktywność stanowiła wówczas często przykład dla innych, gdyż była pragmatyczna i racjonalna, i zawsze oraz na każdym etapie Jej uczestnictwa w przedsięwzięciu, umiała jasno i dobitnie powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi i do czego należy dążyć. Miała, zarówno w działalności zawodowej, jak i w realizowaniu wytkniętych przez siebie w życiu prywatnym celów, ogromną zdolność do szybkiej oceny oraz analizy podejmowanych zadań, jak również wielką umiejętność wykonania właściwej syntezy i weryfikacji uzyskanych w trakcie działań rezultatów.
      Gośka była zawsze bezpośrednia, zachowywała się naturalnie, swoją potężną energię oraz nieprzeciętną elokwencję spożytkowując właściwie, bezinteresownie służąc i pomagając innym. Miała w sobie zakorzeniony etos pomocnictwa. Pomimo postępującej choroby, dalej myślała o innych, nie obarczając ich jednak swoją ciężką z nią walką. Jej postawa podczas choroby zasługuje na najwyższe uznanie i dla nas - Jej przyjaciół oraz znajomych - będzie kolejnym dobrym przykładem, jaki pozostawiła nam Gosia.
Gosia miała także szczególny dar łączenia ludzi, właściwego uwspólniania ich często na pozór rozbieżnych zamierzeń. Można by rzec, że dobrze wychodziło Jej szukanie i proponowanie wspólnego języka w większej grupie znanych Jej osób. Może dlatego tak świetnie spędzało się razem wakacyjne wyjazdy gdy ich uczestnikami byli Zbyszek i Gosia? Gosia starała się znajdować wówczas kompromis i pogodzić różne w tego typu sytuacjach opinie i poglądy. W opinii niektórych, mogłaby także stanowić wartościowy materiał na polityka wysokiej klasy - wolała jednak zawsze przysłowiową pracę u podstaw w małych grupach wykonawczych, a nie przebywanie w blasku fleszy i jupiterów, gdyż, ponad wszystko, cechami Jej były: skromność i brak pychy.
      Lubiła barwy życia jak mało kto. Emanowała niespożytą energią w codziennym działaniu, podczas zabawy całą sobą wyrażała aprobatę dla życia i jego powabów. Lubiła taniec i ruch, intensywne spacery z kijkami w towarzystwie przyjaciółek. Kochała muzykę i śpiew, w tym niewątpliwie poezję śpiewaną. Stąpając mocno po ziemi (ziemia powinna być tym żywiołem, który dobrze Ją określał), dopóki wystarczało sił, zagłębiała się w lekturę prasy, preferując swoją nieodłączną „Wyborczą”, a w ostatnim czasie podczytując ulubione książki z zakupionego dla Niej przez rodzinę Kindle`a.
      Stale była na przysłowiowym tropie kolejnych przepisów i nowości kulinarnych. Gdy się do niej przychodziło, potrafiła wyczarować przepyszne danie ze swojej zawsze dobrze zaopatrzonej lodówki. Choć na pierwszym miejscu myślała o swojej rodzinie, to wystarczało Jej także sił by służyć radą innym, np. gdy przyszło Jej udać się na zakupy do sklepów z odzieżą - z tego wszyscy Ją również znaliśmy, bo doświadczaliśmy wielokrotnie Jej dyskretnej troski o naszą małą codzienność. Dotyczyło to również pomocy w rozszyfrowywaniu skomplikowanych przepisów skarbowo-podatkowych. Taką także Ją zapamiętamy! Pamiętającą nasze gusta, upodobania i preferencje w ubiorze, wzrost i rozmiary naszych ubrań - w tym była niedościgniona! Robiła to tak naturalnie i niepostrzeżenie, że często nawet nie zdążyliśmy Jej w pełni podziękować - teraz, acz poniewczasie, bardzo za tę codzienną i niewymuszoną o nas troskę Jej bardzo dziękujemy! I za wiele, bardzo wiele innych, pozornie drobnych rzeczy i ulotnych przysług, których wskutek Jej do nas miłości i sympatii doświadczyliśmy - już Jej za to w tym życiu nie podziękujemy, a szkoda, bo naprawdę jest za co!
      Ech, Gośka, jakże ciężko jest i pusto się wokół zrobiło, gdy tak nagle w kwiecie wieku od nas odeszłaś i pomimo całej swojej wielkiej energii pozwoliłaś ten jeden jedyny raz się pokonać! Gdybyś wiedziała, że tak ogromną pustkę pozostawisz, pewnie byś tego nigdy nie uczyniła! Tak my, którzy tutaj `po tej stronie rzeki` pozostajemy, to w głębokim i nieukojonym bólu w chwili obecnej wyrażamy. Mamy jednak wszyscy pełną świadomość tego, że gdy zabrzmi wieczna pieśń, to przyjdzie i nam tak, jak Tobie, pozostawić naszą barkę na brzegu i, podobnie jak Ty to teraz uczyniłaś, zacząć nowy łów. Taka jest nasza odwieczna droga. I choć nie odbywamy jej (na ogół) wspólnie, to jednak mamy świadomość jej nieuchronności i jednokierunkowości. A także tego, że nikt tej nieuchronności... nie uniknie - wszyscy kiedyś spotkamy się po tamtej stronie. Jakże aktualne obecnie i na przyszłość przesłanie św. Jana Pawła II wskazuje jasno na to, abyśmy się tego nie lękali. Weźmy więc sobie dzisiaj to przesłanie do serca: Nie lękajcie się! Dziś Gosia, tak zawsze pełna życia i pozytywnej energii, dopełniła dzieła tego przesłania!

Reklama

Cześć Jej pamięci!
Przyjaciele Gosi Popkowskiej
Pałuki nr 1160 (19/2014)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości