Reklama

Historycznie o Zakładach Zbożowych w Żninie

- Od 2001 roku prowadzę Zakłady Zbożowe w Żninie. Pomimo trudnego początku, firma utrzymała się na rynku i w tym roku obchodzi 20-lecie działalności. Przedsiębiorstwo istnieje dzięki ciężkiej pracy pracowników. To ich zaangażowanie i pasja sprawiły, że tyle osiągnęliśmy - mówi właściciel Marek Adamski, który na co dzień uwielbia zajmować się wnukami, czytać o drapieżnych ptakach, wilkach i pielęgnować ogród.

- Jak wyglądały początki firmy?
- Są lata 90. Następują zmiany ustroju politycznego. Gospodarka systemu socjalistycznego powraca na drogę kapitalizmu. Prezydent obiecuje każdemu obywatelowi 100 mln złotych. Królują narodowe fundusze inwestycyjne, do których państwo przekazuje najlepsze krajowe firmy. Fundusze mają podnieść ich wartość. Niestety tak się nie staje. Gospodarka się rozpada, a przedsiębiorstwa są dzielone i sprzedawane. Następuje prywatyzacja. Takimi zmianami poddane są również Polskie Zakłady Zbożowe w Bydgoszczy, do których należał magazyn położony w Żninie. W roku 2001 nastąpiły kolejne burzliwe zmiany w gospodarce. Wraz z żoną, w tym czasie zakupiłem magazyn w Żninie na prawach pierwokupu. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że cenę zakupu wynegocjowała inna firma. Mieliśmy duży zapał oraz koncepcję do prowadzenia spółki prawa handlowego z udziałem rolników, jednak z czasem zapał zmalał. Spółka z o.o. bez kapitału mogłaby sobie nie poradzić na rynku. 5 czerwca 2001 r. jest dniem rozpoczęcia działalności naszej firmy. Było nas niewielu, którzy wierzyli w powodzenie. W tym okresie mówiło się: żeby firma przetrwała na rynku, musi istnieć 5 lat. Jednak, gdy już miała 5 lat, okazywało się, że to za wciąż za mało. Początki były trudne.

- Dlaczego pan przejął tę firmę?
- Tak jak już wspomniałem, nastąpił rozpad zakładów pracy, straciliśmy pracę, nie tylko ja, ale i wszyscy pracownicy. Magazyn, w którym prowadzę działalność został wystawiony na sprzedaż. Powiedziałem sobie, że nigdy nie pójdę zarejestrować się do urzędu pracy jako bezrobotny. Mogę chodzić w dziurawych butach, ale nie pójdę. Taką mam mentalność. Chciałem tworzyć swoją własną działalność. Pojawiła się możliwość zakupu magazynu na prawach pierwokupu i z niego skorzystałem.

Reklama

 

fot. Angelika Uścińska

 

- Jak wyglądał zakład, gdy pan go zakupił?
- W okresie przemian nikt nie inwestował w tego typu obiekty, ponieważ były postrzegane jako niepotrzebne obciążenie dla młynów. Budynki i urządzenia nie zachwycały swoim wyglądem. W momencie, gdy tutaj powróciliśmy, trawa była wysokości jednego metra. Dominował kolor brązowy, ponieważ wszędzie była rdza. W pierwszych latach konserwowaliśmy i malowaliśmy. Jednocześnie rozszerzaliśmy swoją działalność oferując nowe produkty, takie jak środki żywienia zwierząt, nawozy czy środki ochrony roślin. Mieliśmy coraz większą liczbę klientów, dzięki czemu mogliśmy zatrudnić więcej pracowników. Generalnie przez 8-9 lat budowaliśmy fundamenty firmy.

Reklama

- Na jakie trudności trafił zakład?
- Przedsiębiorstwo było obłożone kredytami na zakup obiektu i towarów, a do tego początkowo miało mało miejscowych klientów, których dopiero później systematycznie pozyskiwało. Bazowało głównie na odbiorcach zewnętrznych. Do tego dochodziła nieufność firm korporacyjnych, które nie wiedziały, czy mogą zaufać nowej firmie i czy otrzymają zapłatę za dostarczony towar. Sytuacja na rynku była nieciekawa. Na wiosnę zboże bywało tańsze niż kupowane w żniwa. Pomimo tego, firma dzięki dobrej kadrze i właściwym decyzjom kierownictwa, pokonała wszystkie trudności. Nastąpiło szybkie poszerzenie oferty. Problemy są po to, aby je rozwiązywać, a nie się nad nimi roztkliwiać. Przewaga sektora prywatnego jest taka, że każdy problem rozwiązujemy szybko i nie uciekamy od niego. U nas jest tak, że wszystkie sprawy załatwiają pracownicy, a tymi bardziej skomplikowanymi zajmuję się ja.

- Jaką funkcję kiedyś pełniły Polskie Zakłady Zbożowe?
- Głównym zadaniem Przedsiębiorstwa Polskie Zakłady Zbożowe była produkcja mąki i skup zbóż pod potrzeby przemiału od rolników i dużych gospodarstw, natomiast kierownik wydziału PZZ w Żninie był odpowiedzialny za pracę trzech magazynów i młyna w Łabiszynie. Ponadto odpowiadał za skup zbóż w 5 gminnych spółdzielniach. Był taki układ, że jeżeli popsułoby się zboże, które GS kupił od rolników o podwyższonej wilgotności, to nie oni byli winni, ale szef PZZ, ponieważ to on nie zabrał tego zboża na suszarnie. Później przyszedł okres lat 90, gdzie budowano suszarnie M820 i M840. To był skok do przodu. Z kolei, gdy były zbudowane suszarnie, nastąpił wielki postęp rolnictwie. Pojawiły się kombajny, więc nikt nie młócił już mokrego zboża. PZZ były odpowiedzialne za dostarczenie mąki na chleb, ale nie miały dostatecznej mocy produkcyjnej. Miały warsztaty i technologię, więc modernizowały młyny gospodarcze, które w zamian wspomogły je w produkcji mąki. To była sprawa strategiczna w kraju. Dbano o bezpieczeństwo żywnościowe kraju, a przede wszystkim aby nie zabrakło chleba, który był podstawowym środkiem żywienia.

Reklama

- Na czym polegała modernizacja firmy?
- Największym problemem w firmie był wąski wjazd do zakładu i od tego zaczęliśmy. Rozpoczął się też okres inwestycji, czyli budowa wagi wozowej 60 tonowej, suszarni do kukurydzy, nowego budynku biura, wiaty do nawozów. Zaczęliśmy też modernizację bazy magazynowej. W 2015 r. wybudowaliśmy nowy punkt przyjęcia i spedycji o zdolności 130 ton na godzinę i pojemności 2.700 ton. To największa inwestycja. Dodam tak dla ciekawości, że załatwianie tych wszystkich dokumentów z ARiMR trwało ponad dwa lata, a w 7 miesięcy musieliśmy zrealizować inwestycję - w tym były 3 miesiące zimy, kończył się program. W 2019 r. rozbudowaliśmy bazę magazynową o kolejne 6 tys. ton wraz ze zbiornikami i wagopakarką. Nasz magazyn kiedyś mógł pomieścić 5 tys. ton, a teraz to 12-13 tys. Te dwie inwestycje były po raz pierwszy realizowane przy współfinansowaniu ze środków ARiMR.

 

Reklama
Największa inwestycja w zakładzie fot. Angelika Uścińska

 

- Co charakteryzuje pana firmę?
- Nasze hasło brzmi "Firma przyjazna dla rolnictwa". Z okazji 20-lecia istnienia firmy mamy kolejne: "20 lat wzbogacamy rolniczy świat od 2001 r.". Nas charakteryzuje to, że jeżeli z kimś się umówimy na cokolwiek, to my to realizujemy. Umowa to rzecz święta. Teraz to nie sztuka sprzedać towar, ale dostać za niego pieniądze. Nasza branża jest obarczona dużym ryzykiem handlowym, ponieważ jest bardzo dużo wyłudzeń towaru i upadłości firm, które nie poradziły sobie na rynku lub celowo doprowadzają do upadłości. Kiedyś to były rozboje z pistoletami, a dziś to sprawka tak zwanych białych kołnierzyków. Polega to na tym, że ktoś pod kogoś się podszywa, towary wyjeżdżają i znikają. Trzeba na to uważać. Firma nasza przez dwadzieścia lat charakteryzuje się terminową płatnością za zakupiony towar.

Reklama

- Czy są organizowane specjalne wydarzenia w firmie?
- Przez szereg lat robiliśmy dni otwarte firmy. Jeden z kolegów powiedział, że warto takie spotkania organizować. Zapraszaliśmy rolników i firmy, z którymi współpracowaliśmy, firmy rozbijały namioty, przywoziły swoje materiały reklamowe. Na terenie zakładu robiło się kolorowo. Porządkowaliśmy plac, stawialiśmy stoły, które przykryliśmy białymi lub kolorowymi obrusami. Jak słońce świeciło, to odbijało się od obrusów i raziło naszych gości, więc imprezę przenieśliśmy do wnętrza magazynu. Co roku wymyślaliśmy atrakcje i programy rozrywkowe. Prowadziliśmy imprezy przy grillu i piwie. Inne firmy zaczęły nas naśladować. W końcu stwierdziliśmy, że ta forma się wyczerpała. Postanowiliśmy robić coś innego - wyjazdy dla pań do opery, teatru. Niestety pandemia uniemożliwiła nam organizacje w ostatnim czasie. Dla panów organizowaliśmy wyjazdy na dni pola. W 2015 r. zorganizowaliśmy uroczyste otwarcie nowego punktu przyjęcia i spedycji z bazą magazynową.

- Czy pandemia wpłynęła na działalność firmy?
- Mieliśmy przeogromne obawy. Pierwszy problem jaki pojawił się to rękawiczki jednorazowe. Wyglądało tak, że jakbyśmy ich nie mieli w odpowiedniej ilości, to musielibyśmy zamknąć firmę. Takie były pierwsze wymogi. Potem problemem było zdobycie maseczek. Udało się nam je zakupić i zrobić zapasy. Mamy kontakt z dużą grupą osób. Przychodzą do nas klienci oraz my wozimy do nich towar. Nie można sobie pozwolić na przerwę w zaopatrzeniu gospodarstw w paszę dla zwierząt. Największe obawy pojawiły się w okresie żniw - czy władze Państwowe nie wydadzą zarządzeń i nakażą rygory, które bardzo skomplikują skup.

Reklama

- Jak pan patrzy na swoją firmę od momentu, w którym rozpoczęła swoją działalność, do tej chwili?
- Dzisiaj jest to zupełnie inna firma jak na początku, została przebudowana i zmodernizowana. Dwadzieścia lat to kawał czasu. Dużo rzeczy w tym czasie wydarzyło się, na które z perspektywy czasu patrzymy z satysfakcją. Były też momenty trudne i denerwujące, ale dzisiaj je wspominamy i wydają się nam zabawne. Z perspektywy czasu czuję się w pewnym sensie człowiekiem sukcesu, bo utrzymałem tę firmę. Wielu moich kolegów z branży nie dawało mi szansy na dłużej niż dwa lata.

- Czego nauczyło pana prowadzenie takiej firmy?
- Nauczyło mnie pokory. Było dużo sytuacji, które dały mi ważną lekcję. Rynek rolny jest nieprzewidywalny. Zdarzają się okresy prosperity, ale jest ich mało. Generalnie piętrzą się trudności. Pierwsze lata były latami bardzo złożonymi i skomplikowanymi. Na przykład ceny zbóż w żniwa były wyższe niż na wiosnę. Analizowałem taki rok i zastanawiałem się jak należało postąpić. Wiedziałem jak wyglądała sytuacja. Wracałem do początku podejmowania tej decyzji i dochodziłem do wniosku, że jednak innej decyzji podjąć nie było można. Zrozumiałem, że na wiele rzeczy nie mam wpływu, a trzeba się skupić na sprawach, na które mam wpływ. Jeżeli współpraca z jakąś firmą się nam nie układa to regulujemy wzajemne zobowiązania i zamykamy temat. Nie można też napawać się sukcesem, bo pycha idzie krok przed upadkiem. Możemy spojrzeć na Żnin. Było tutaj wiele firm, które nie przetrwały.

Reklama

 

Zakład osiąga sukcesy dzięki pracowitym ludziom fot. Angelika Uścińska

 

- Czy żałuje pan, że jakiejś rzeczy pan nie zrobił w firmie, a mógł?
- Ogólnie wychodzę z takiego założenia, że jeżeli coś nie zostało zrobione albo niewykorzystane, to ja tego nie żałuję. Najwidoczniej tak musiało być. Moim celem jest skuteczne prowadzenie firmy i tak też się stało. Takich magazynów jak ten w całej Polsce było bardzo dużo. Na bazie ich powstało wiele firm, ale niewiele kontynuuje działalność.

- Czy prowadzenie firmy wpływa lub wpływało mocno na pana życie prywatne?
- Kiedyś dzieciaki nadały mi nazwę do e-maila: pracus, czyli pracuś. To z czegoś wynikało, tak właśnie mnie postrzegali. Dzisiaj jak na nich patrzę, to mogę powiedzieć, że teraz oni są pracusiami. Mogę też stwierdzić, że stres nie wpływa specjalnie na moje życie. Mówię, że w firmie pracuje się 20 godzin, śpię 8 i gdy ktoś zapyta się, gdzie są te cztery godziny, to ja odpowiadam, że firma mi się śni. Lata pracy nauczyły mnie rozumienia działania firm i zachowania ludzi. Przedsiębiorca musi widzieć co chce osiągnąć, znać swoje możliwości a także kalkulować ryzyko niepowodzenia. Nie można się stresować niepowodzeniem, trzeba podejmować działania i dążyć do celu.

Reklama

- Jakie plany ma pan względem swojej firmy?
- Moim marzeniem jest, aby firma miała zawsze płynność finansową. W firmie zawsze wszystko było płacone na czas, ponieważ zawsze tego przestrzegałem. Chciałbym, aby tak zostało. Mówię o tym, ponieważ wkrótce mój syn Piotr przejmie tę firmę. Aktualnie przygotowuje się do tego. Chciałbym po prostu, aby dalej kontynuował działalność z powodzeniem i satysfakcją.

- Czy chciałby pan coś dopowiedzieć?
- Kieruję podziękowania w stronę pracowników, bo to dzięki nim firma nadal istnieje. Zauważyłem, że moi pracownicy są ambitni i chcą pokazać, że nawet jak nie ma mnie dłużej w zakładzie, to praca nie będzie gorsza - a nawet będzie lepsza. Dziadek mawiał, że jeden to może się tylko najeść, a do pracy potrzeba więcej ludzi. W naszej firmie panuje rodzinna atmosfera, tutaj nie ma pogoni jak w korporacjach. Każdy może do mnie przyjść i porozmawiać na każdy temat. Jeśli sprawa dotyczy firmy, to i tak ja ostatecznie podejmuję decyzję. Jednak warto posłuchać innych, zwłaszcza że znają się na swojej pracy i mają niejednokrotnie ciekawe pomysły. Nie mogę zapomnieć o naszych dostawcach i odbiorcach - rolnikach oraz partnerach handlowych. W ich stronę kieruję podziękowania za dobrą wieloletnią współpracę. Powiem górnolotnie, że razem, wspólnie z podobnymi firmami do naszej, zapewniamy bezpieczeństwo żywnościowe kraju.

Reklama

Angelika Uścińska, 16 VI 2021

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości