Szubin, komisariat, prokuratura, mieszkaniec
Inne komisariaty, ale prokuratura ta sama
Mieszkaniec szubińskiej starówki oskarża organa ścigania o to, że umarzają dochodzenie, bo w sprawę zamieszany jest syn byłego policjanta. Twierdzi również, że jest prześladowany przez policję tylko dlatego, że w przeszłości przebywał w areszcie. Zażalenie na postępowanie policji i prokuratury rozpatrzy sąd.
Opowieść zaczyna się we wrześniu ubiegłego roku, a dokładniej ostatniego dnia tego miesiąca. Mieszkaniec szubińskiej starówki usłyszał dzwonek do drzwi, otworzył i zobaczył czterech mężczyzn. Jak mówi, od jednego z nich usłyszał: - Chodź tu k..., szmato, zaraz się z tobą rozprawię.
- Jak to usłyszałem, to się wystraszyłem, chciałem zamknąć drzwi, ale mężczyźni naparli na nie, zaczęli kopać i je zniszczyli. Ja z mamą od środka je trzymałem. Ojciec krzyczał, żeby wezwać policję, a oni jak to usłyszeli, to uciekli - relacjonuje mieszkaniec Szubina.
Nasz rozmówca twierdzi, że po zjawieniu się policji, w trakcie rozmowy usłyszał od funkcjonariuszy imię i nazwisko jednego z napastników, bo wcześniej znał jego pseudonim Groszek i wiedział, gdzie mieszka, a także nazwisko drugiego z nich.
- Tego „Groszka” znałem wcześniej z widzenia. Dwadzieścia trzy lata, niski, dobrze zbudowany. Kilka miesięcy wcześniej, w lipcu, zauważyłem, że z kolegami gonił na ulicy mojego młodszego brata. Zapytałem, o co chodzi. Brat powiedział, że o 200 zł za narkotyki. Ci, którzy gonili brata, powiedzieli, że to nie moja sprawa, że mam się trzymać z daleka. „Groszek” rzucił się na mnie z pięściami i zacząłem się bronić. Działo się to wszystko na oczach mojej matki i narzeczonej. Potem usłyszałem od niego, że się ze mną rozprawi. Dlatego unikałem tego chłopaka, nie pokazywałem się, nie chciałem prowokować sytuacji. Aż nadszedł 30 września - wyjaśnia mieszkaniec Szubina.
Policja miała przyjechać po 10-15 minutach. - Jak powiedzieli mi nazwisko tego chłopaka, to skojarzyłem je z nazwiskiem byłego policjanta. Zapytałem, czy to jest syn policjanta. Potwierdzili, ale dodali, że emerytowanego. Dlatego od początku byłem przeciwny temu, by to dochodzenie prowadziła szubińska policja. Złożyłem wniosek o wyłączenie z tej sprawy komisariatu w Szubinie. Sprawa trafiła do Barcina - dodaje nasz rozmówca.
Dochodzenie było prowadzone w kierunku wyjaśnienia sprawy zniszczenie mienia, czyli drzwi i spowodowania strat w wysokości 3.000 zł, bo na tyle zostały wycenione naprawy, oraz stosowania gróźb karalnych wobec mieszkańca Szubina.
Poszkodowany twierdzi jednak, że mimo tego, że dochodzenie prowadził komisariat w Barcinie, to i tak on, jako strona, ma zastrzeżenia do pracy policjantów. Podkreśla, że bez względu na to, czy sprawę prowadzi policja w Szubinie czy Barcinie, to i tak pod nadzorem tej samej prokuratury. Konfrontacja między nim a domniemanym napastnikiem o pseudonimie Groszek odbyła się w Nakle. - Tam przesłuchiwał nas policjant, który wcześniej był w policji w Szubinie. Podczas konfrontacji to ja zostałem ośmieszony przez policjanta. Pytał mnie ironicznie, czy chcę sobie chałupę wyremontować czyimś kosztem. Zarzucał mi, że chcę się odegrać, bo ojciec policjant mógł mi w przeszłości coś zrobić. A „Groszek” od początku sprawiał wrażenie, że mu nic nie grozi - zauważa nasz rozmówca.
Mieszkańcowi Szubina nie podoba się, że osoba, która mu miała grozić, nie została uznana za podejrzaną, a za świadka w sprawie. Dziwi go, że mimo przekazania sprawy do Barcina, konfrontowano strony w Nakle w obecności osoby związanej z Szubinem. Mówi o notatce służbowej policjantów z Barcina, w której napisano, że jego matka z narzeczoną nie stawiły się na wezwanie do Barcina, a żadnego wezwania nie było. - Najlepiej, gdyby to prowadziła policja z Bydgoszczy, Świecia, Grudziądza, byle nie stąd, bo tu każdy każdego zna - wyjaśnia. - Od początku ta sprawa śmierdzi. Ja policję od trzech lat nagrywam, fotografuję i wytykam im błędy. Oni bezskutecznie próbują złapać mnie na przestępstwie. Uwzięli się na mnie.
- Dlaczego? - dopytujemy.
- Nie ukrywam swojej przeszłości - odpowiada mieszkaniec Szubina. - Ale chwalić się też nie ma czym. Przyznaje, że związał się z nieodpowiedni towarzystwem, że trafił do aresztu, ale dodał, że swoje odsiedział, że chce prowadzić normalne życie, wyjść na prostą, ale boi się wyjść na ulicę, bo policjanci potrafią podejść i przy ludziach go legitymować, obszukiwać, sprawdzać telefon. Uwzięli się na niego.
- Ale czym to się przejawia? - pytamy dalej.
Wtedy mieszkaniec Szubina opowiada historię z października ubiegłego roku. Na ulicy, przy której mieszka, stoją znaki zakazujące zatrzymywania się. Podjechał samochodem wraz z rodziną i narzeczoną, która auto prowadziła (mężczyzna nie ma prawa jazdy). Na ulicy stał szereg samochodów, mimo wspomnianego zakazu. Mężczyzna wysiadł z auta, by otworzyć bramę. W tym czasie przyjechał patrol policji wcześniej wezwany przez jednego z sąsiadów ze względu na źle zaparkowane pojazdy.
- Policjant zwrócił się bezpośrednio do mnie używając mojego nazwiska: „Daj dowód”, chociaż ja nie kierowałem. Wtedy ja chciałem zrobić telefonem zdjęcie radiowozu, jak stoi na zakazie, ale nie zdążyłem, bo się na mnie rzucili. Zatrzymali mnie i chcieli wyrwać telefon z ręki. Byli silni, a ja nie dałem się skuć. Potraktowali mnie gazem i wezwali wsparcie. W obecności rodziny, sąsiadów rzucili mną o budynek mieszkalny. Czterem nie dałem już rady i siłą zostałem wsadzony do radiowozu - relacjonuje mieszkaniec Szubina. Mówi, że został zabrany na komisariat, a tam został zmuszony do podpisania protokołu zatrzymania, bo nic nie widział, a oczy łzawiły mu po gazie. Na tym samym dokumencie nie podpisał się żaden z policjantów. Pojechał do Komendy Wojewódzkiej Policji z zawiadomieniem o podejrzeniu przekroczenia obowiązków służbowych przez policję w Szubinie. Z KWP skierowano go do Komendy Miejskiej Policji Bydgoszcz Północ, stamtąd wrócił do KWP. Poradzili mu tam, by udał się na obdukcję. Wykonano ją w szpitalu Jurasza, bo w weekendy zakład medycyny sądowej był zamknięty. Stwierdzono znaczne otarcia skóry, potłuczenia i gaz pieprzowy na twarzy łącznie z oczami. Złożył doniesienie. Sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa, która oddelegowała sprawę według właściwości terenowej do Szubina, a z Szubina trafiła do sądu w Żninie.
- Ja tego nie rozumiem. Kieruje się sprawę do miejsca, w którym nie powinna być wyjaśniana. Żnin i Szubin to ten sam sąd, ta sama prokuratura, wszyscy się znają - żali się mieszkaniec Szubina. W sprawie gróźb karalnych oraz zniszczenia drzwi, zdaniem naszego rozmówcy, jest podobnie. Twierdzi, że dochodzenie prowadzone jest źle, po to, by oczyścić z podejrzeń syna byłego funkcjonariusza. Nawet matka Groszka była prosząc o wycofanie sprawy. - W zamian za polubowne załatwienie sprawy oferowała kwotę za uszkodzone drzwi. Po całym zajściu 30 września drzwi były dziurawe. Sugerowano nam, aby je zabezpieczyć, co zrobiliśmy. Policjanci zamiast wykonać zdjęcia zniszczonych drzwi, przyjechali następnego dnia lub jeszcze później i zrobili je, jak drzwi już były zabite płytami. Teraz się okazało, że ja mam inne zdjęcia drzwi, a policja inne - mówi. - Jadąc na interwencję patrol policji mijał sprawców i też ich nie zatrzymał.
W trakcie wyjaśniania sprawy drzwi i gróźb zostali przesłuchani świadkowie, w tym Groszek. Zaprzeczył, by groził, zaprzeczył też, że mógł uszkodzić drzwi. Oświadczył, że nie zna mieszkańca starówki, a jego brata zna z widzenia ze szkoły. Zeznał też, że 30 września ub. roku nie było go na miejscu zdarzenia. Policjanci zaprzeczyli, że mijali grupę napastników. Śledczy stwierdzili, że innych bezstronnych świadków nie udało się ustalić. Policja umorzyła sprawę. Mieszkaniec Szubina złożył zażalenie na decyzję prokuratury.
Nadkom. Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy żnińskiej komendy wyjaśnia, że nie może już informować o sprawie, która została umorzona. Skoro jest odwołanie, to zajmie się nią sąd.
Dariusz Mańkowski, prokurator rejonowy z Szubina również podkreśla, że o dalszym losie sprawy zdecyduje sąd. Jeśli uzna za słuszne, to skieruje sprawę do ponownego rozpatrzenia. Zapytaliśmy prokuratora, czy skierowanie dochodzenia do innego komisariatu policji, ale w obrębie tej samej prokuratury, jest wskazane. Dariusz Mańkowski wyjaśnił, że nie wnika w sprawy prowadzone przez ośrodek zamiejscowy w Żninie. Jest zastępca, który się tym zajmuje, a on nie ma prawa wpływać na bieg dochodzenia. Przyznaje, że mógłby wnioskować o przeniesienie sprawy do innej prokuratury rejonowej, ale prokurator okręgowy tylko w wyjątkowych sytuacjach decyduje się na takie przeniesienie sprawy.
Mieszkaniec Szubina nie zgadza się z prokuratorstwem i twierdzi, że można przekazać sprawę, jeśli się chce. Jan Bednarek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy tłumaczy, że sprawy kierowane są do wyjaśnienia przez inne prokuratury wyjątkowo po to, by prokuratorze nie można było zarzucić stronniczości. Ważne jest to, kto nadzoruje dochodzenie, ale ważniejsze, kto je prowadzi (komisariat w Barcinie podlega innej komendzie powiatowej policji niż komisariat w Szubinie). Prokurator rejonowy może wystąpić z wnioskiem do Prokuratury Okręgowej o przeniesienie dochodzenia do Nakła czy Mogilna, a w opisywanym wypadku podjął po prostu inną decyzję, kierując się najpewniej ekonomiką prowadzenia dochodzenia.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1206 (12/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze