Reklama

Pożar w Szubinie. Rodzina z dwójką dzieci straciła mieszkanie

Od lat włączali się w akcje charytatywne organizowane m.in. w Królikowie, czy w Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Teraz Małgorzata i Maciej Majdanowie sami potrzebują pomocy. W Niedzielę Palmową spaliło się całe ich mieszkanie. Stracili wszystko.

Zgłoszenie do straży pożarnej wpłynęło pięć minut po 18.00. Na Osiedle Spółdzielcze do pożaru mieszkania zostały skierowane trzy zastępy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej z Szubina. Jak nas poinformował rzecznik prasowy KP PSP w Nakle st. kpt. Bartosz Walkowiak, po dotarciu na miejsce strażacy zastali duże zadymienie i rozwinięty pożar. Z sąsiednich mieszkań zarządzono ewakuację. Do tego jedna osoba zgłosiła złe samopoczucie i została wezwana karetka pogotowia. Po ponad godzinie sytuacja została opanowana. Spaleniu uległo całe mieszkanie z wyposażeniem. Nasz rozmówca dodał, że prawdopodobną przyczyną pożaru było zwarcie w instalacji elektrycznej, a straty szacuje się na kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Poszkodowanymi są Małgorzata i Maciej Majdanowie wraz z dziećmi. Poprosiliśmy ich o spotkanie w spalonym mieszkaniu. Zgodzili się. Pięć dni po pożarze w mieszkaniu nadal było czuć ostry dym spalenizny. Codzienne wietrzenie na niewiele się zda. Wysoka temperatura i topiące się tworzywa sztuczne zrobiły swoje. Wszystkie ściany, sufity i podłogi były okopcone, osmalone, czarne. I do tego ten gryzący smród.

Z opowiadania małżonków dowiadujemy się, że w niedzielę 2 kwietnia około 10.00 z dwójką dzieci wyszli z mieszkania. Nie było ich cały dzień. Kiedy wrócili, to dowiedzieli się od siostry i szwagra pana Macieja, z którymi sąsiadują przez ścianę, że przez ich gniazdko wydobywa się dym.

- Poszedłem do góry, chciałem otworzyć drzwi, ale się nie dało. Wołałem kota, bo myślałem, że jest przy drzwiach. Kota nie dało się uratować. Do mieszkania też się nie udało wejść. Było bardzo silne zadymienie. Duszące. Natychmiast wezwałem straż pożarną. Po około 10 minutach byli już na miejscu. Z siostrą i szwagrem musieliśmy się ewakuować na dół. Strażacy podjęli akcję gaśniczą. Jak wróciliśmy do mieszkania to zastaliśmy to co widać - mówi Maciej Majdan.

Małgorzata i Maciej Majdanowie kupili mieszkanie przy ul. gen. Jarosława Dąbrowskiego w Szubinie dwa lata temu. Szybki remont trwał trzy miesiące, żeby mogli się wprowadzić z wtedy jeszcze małą córeczką (cztery miesiące temu urodziło im się drugie dziecko). Potem mieszkanie remontowali i urządzali sami. Kilka tygodni temu pan Maciej zakończył łazienkę. W jeden dzień cały poświęcony czas i włożone środki w to mieszkanie strawił ogień. Spaliły się ubrania dorosłych i dzieci. Do tego łóżko, pampersy, chusteczki, monitor oddechu dla dziecka, nosidełko do samochodu, komputer, sprzęt elektroniczny, kamery, aparaty, dokumenty, a nawet pieniądze z utargu z pracy pana Macieja. Te meble, które się nie spaliły są i tak w bardzo złym stanie technicznym.

- Na szczęście udało się uratować albumy, które strażacy gasili w zlewie. Zdjęcia są uratowane. To nasze jedyne pamiątki i wspomnienia jakie nam zostały - mówi Małgorzata Majdan.

Oficjalnej przyczyny pożaru nie znają. Z oględzin mogą domyślać się, że źródłem pożaru było gniazdko elektryczne w pokoju ich starszej córki. Pierwsze ogniem zajęło się łóżeczko. Zresztą cały pokój wygląda najgorzej ze wszystkich pomieszczeń. Dla małżonków przyczyna pożaru jest zastanawiająca, bo do gniazdka nie było nic podłączone, dlatego pytają skąd to zwarcie.

Aż żal im na to patrzeć. Szczególnie panu Maciejowi, bo remontował wszystko swoimi siłami. Każą wolną chwilę na to przeznaczał. Teraz mieszkają u rodziny. Codziennie przychodzą, wietrzą i powoli porządkują mieszkanie. Dziękują Spółdzielni Mieszkaniowej, która oddelegowała ludzi do pomocy przy porządkowaniu lokalu i obniżyła czynsz, by finansowo ulżyć poszkodowanym. Rodziny małżonków oferują pomoc przy remoncie.

Już teraz otrzymują wsparcie i pomoc ludzi dobrej woli. Dostali ubrania dla dzieci i siebie. Pomagają oba zakłady pracy - PKS Bydgoszcz, gdzie pracuje pan Maciej i Poczta Polska, gdzie pracuje pani Małgorzata. Organizowane są tam zbiórki. Została założona zrzutka w Internecie. Potrzeba pieniędzy, bo całe mieszkanie nadaje się do kapitalnego remontu. Na tą chwilę nie wiedzą ile to będzie kosztować, ale bez kucia ścian się nie obejdzie. Chcą wymienić całą instalację elektryczna, aby takie nieszczęście się nie powtórzyło.

Remigiusz Konieczka

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości