Reklama

John Gerrits - człowiek, który zapoczątkował przyjaźń polsko-holenderską w Szubinie

W latach 80. i 90. Szubin i holenderskie miasto Dinxperlo utrzymywały bardzo ścisłe relacje. Zaczęło się od pomocy materialnej jaką Holendrzy przysłali do Szubina w pierwszych dniach stanu wojennego. Potem były wzajemne odwiedziny, koncerty, wymiany młodzieżowe, a także pomoc materialna. Zaczęło się od przyjazdu Johna Gerritsa do Szubina do przyszłej żony.

Dinxperlo położone jest na granicy niemiecko-niderlandzkiej we wschodniej Holandii. To stamtąd na początku lat 80. do Szubina przybył John Gerrits.

PRZED STANEM WOJENNYM

Danuta Siewkowska wspomina, że w grudniu 1981 roku, na kilka dni przed wprowadzeniem stanu wojennego, w Szubinie zjawili się dwaj Holendrzy, którzy przyjechali do proboszcza parafii pw. św. Andrzeja Boboli z pytaniem, czy mieszkańcy nie przyjęliby holenderskiej pomocy. Była to pomoc organizowana przez kościoły - protestancki w Holandii i katolicki w Polsce. Jednak rychło po wizycie Holendrów wybuchł stan wojenny.

Reklama

- Myśleliśmy, że z tej pomocy nic już nie będzie, aż w lutym dostaliśmy wiadomość, że przyjechał transport z żywnością i produktami chemii gospodarczej. Część rzeczy została w Szubinie, a reszta została zawieziona do Bydgoszczy - mówi Danuta Siewkowska.

W czasach stanu wojennego między Dinxperlo a Szubinem jeździły głównie transporty z żywnością, proszkami i chemią gospodarczą oraz odzieżą. Pomoc trafiała do obu szubińskich parafii. W parafii pw. św. Andrzeja Boboli pomoc rozdzielał Caritas, którym kierowała Danuta Siewkowska.

Reklama

PO STANIE WOJENNYM

Po stanie wojennym przyszedł czas na wymianą kulturalną. Do grodu pelikana przyjechał z Dinxperlo chór męski. Zaowocowało to występem połączonych chórów - Con Spirito z Holandii i Chóru im. Jana Pawła II z Szubina. Było to w maju 1984 roku. Rok później zorganizowana została rewizyta. Do Dinxperlo pojechali chórzyści z prof. Elżbietą Szubertowską na czele. Jej siostra Danuta Siewkowska, jako aktywna działaczka zdelegalizowanej w stanie wojennym Solidarności, nie mogła opuścić kraju.

Reklama

Elżbieta Szubertowska pamięta ciepłe przyjęcie ze strony Holendrów. Tam chór dał koncert na rzecz odnowienia kościelnych organów. Holendrzy ofiarowali szubińskim chórzystom ubiory i buty. Polacy zostali przyjęci w domach prywatnych. - Dla nas to było otwarcie na raj - wspomina prof. Elżbieta Szubertowska, która do Holandii wyjeżdżała na występy z zespołem dziecięcym Tańczące nutki.

POMOC DLA SZPITALA

Szubinianie byli pod wrażeniem Holandii, głównie dlatego, że w kraju królowała szara PRL-owska rzeczywistość, a tam były produkty, których w Polsce nawet Pewexy nie miały. Między Holendrami a Polakami związywały się więzi, rodziny się zaprzyjaźniały, a kontakty utrzymywane były latami. W latach 90. pomoc z Holandii nadal płynęła do Szubina, ale była to już inna pomoc. W Polsce nie brakowało już żywności czy ubrań, a konkretnych pieniędzy i konkretnego sprzętu.

Reklama

Marek Domżała był wtedy dyrektorem szubińskiego szpitala (obecnie wicedyrektor ds. medycznych w Nowym Szpitalu w Nakle i Szubinie). Powiedział nam, że do Szubina trafił bardzo potrzebny wówczas sprzęt w postaci gastrofiberoskopu czy aparatu do znieczulania na saleę operacyjną. Z kolei z likwidowanego szpitala w Winterswijk do grodu pelikana trafiły meble czy aparatura do laboratorium.

- Myśmy wtedy niewiele mieli i bardzo tego sprzętu potrzebowaliśmy - mówi Marek Domżała. - Do dziś w szpitalu można spotkać rzeczy, które wtedy dostaliśmy.

Reklama

Holendrzy pomogli nawet w zakupie karetki dla szpitala w Szubinie. Marek Domżała wyjaśnił, że strona holenderska pokryła połowę ceny, a druga połowa pochodziła z budżetu gminy Szubin.

- Zapraszaliśmy potem delegacje z Holandii i pokazywaliśmy sprzęt jaki ofiarowali - wspomina Marek Domżała. - Pamiętam Johna Gerritsa jako uczynnego, miłego człowieka o wielkim sercu. Nie było dla niego problemu w tym, aby wspomóc to wszystko, co związane było z Polską. Spotykaliśmy się z dużą otwartością. Zresztą nie tylko jego, ale wszystkich mieszkańców Dinxperlo.

Reklama

ZASŁUŻONY DLA SZUBINA

Były burmistrz Szubina Ignacy Pogodziński podkreślił, że John Gerrits był osobą zasłużoną dla Szubina i jego mieszkańców. Był jednym z inicjatorów pomocy humanitarnej, jaka płynęła do Polski z Holandii po wprowadzeniu stanu wojennego. W przekazywaniu pomocy pomogło też to, że jedna z mieszkanek Szubina została jego żoną. John Gerrits pracował w firmie transportowej Raben. To ułatwiało przewóz darów do Szubina. Trafiały one do obu szubińskich parafii, a mianowicie do ks. Jana Kątnego i ks. Bolesława Dzierwy. Były zbierane przez całą społeczność holenderskiego miasteczka, a w zbiórkę zaangażowane były władze lokalne Dinxperlo. Pomoc płynęła w latach 80., a po odzyskaniu przez Polskę suwerenności po 1989 roku przyjazne stosunki między Dinxperlo i Szubinem trwały nadal.

Reklama

Remigiusz Konieczka, 6 VII 2022

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości