Reklama

Koń w upale

Odebrane właścicielowi
     Koń w upale
     Koń stał w upale w niewielkim okólniku. Zwierzę nie miało wody. W zrujnowanym budynku 36 świń było ściśniętych jak sardynki w puszce. Taki los zgotował swym zwierzętom Zenon A. z Chomiąży Szlacheckiej. Na mocy decyzji wójta Zdzisława Kuczmy zwierzęta trafiły do innego gospodarstwa.

Transport konia sprawił najwięcej problemów
       fot. Arkadiusz Majszak

    13 sierpnia po południu Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Żninie otrzymał telefoniczną informację z bydgoskiego oddziału Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt Animals, że przy jednej z posesji w Chomiąży Szlacheckiej stoi przywiązany do płotu koń. Animalsi ustalili, że zwierzę jest źle traktowane przez właściciela. Na miejsce udał się Andrzej Domagalski, zastępca powiatowego lekarza weterynarii w Żninie. Zauważył wówczas konia, który przebywał w ogrodzeniu z drewnianych drągów, znajdującym się przy ścianie budynków. Koń nie miał wody. Nie był również zabezpieczony przed działaniem niekorzystnych warunków atmosferycznych. W zagrodzie nie było właściciela Zenona A. Właściciele domków letniskowych, sąsiadujących z posesją Zenona A. nie wiedzieli, gdzie mężczyzna poszedł. Sołtys Chomiąży Dorota Gaj przywiozła wodę dla konia.
    16 sierpnia w gospodarstwie Zenona A. została przeprowadzona kontrola w zakresie dobrostanu i minimalnych warunków utrzymania zwierząt gospodarskich. Wzięli w niej udział również pracownicy Urzędu Gminy w Gąsawie i Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, ponieważ wcześniej Andrzej Domagalski powiadomił o kontroli wójta Zdzisława Kuczmę i policję.
    - Kontrola wykazała, że brakuje pomieszczenia do utrzymania konia. Zwierzę przebywało tylko w okólniku zbudowanym z drągów. Powierzchnia dla systemu otwartego jest zbyt mała. Poza tym, koń musi być przynajmniej 3 razy dziennie pojony. Brakuje również ochrony przed zwierzętami drapieżnymi - opowiada zastępca powiatowego lekarza weterynarii.
    Podczas kontroli Andrzej Domagalski poszedł w głąb gospodarstwa i zapytał właściciela, czy hoduje jeszcze inne zwierzęta. Ten zaprzeczył. Lekarz weterynarii otworzył jednak drzwi od zrujnowanego budynku gospodarczego i zauważył, że znajdują się w nim świnie w różnym wieku i o różnej masie. Okazało się, że Zenon A. nie stworzył nawet minimalnych warunków do hodowli i utrzymania świń. Nie miał spisu świń. Brakowało dokumentacji leczenia zwierząt oraz książki rejestracji stada. Nie zgłosił również powiatowemu lekarzowi weterynarii zamiaru hodowli świń. Andrzej Domagalski zwrócił też uwagę, że nie ma miejsca do składowania obornika. Gospodarstwo jest nieogrodzone. Nie było również zabezpieczeń przed wtargnięciem zwierząt drapieżnych.

Zenon A. nie chciał wydać zwierząt i zażyczył sobie, by przyjechał wójt. Na jego prośbę Zdzisław Kuczma przyjechał do Chomiąży, wówczas mężczyzna się uspokoił.
       fot. Arkadiusz Majszak

    - W bardzo złym stanie higienicznym była przygotowywana karma. Zwierzętom nie zapewniono opieki i warunków utrzymania, biorąc pod uwagę minimalną powierzchnię. Nie czyszczono i nie dezynfekowano pomieszczeń. Brakowało właściwych koryt i poideł. Zwierzęta były w różnej wadze i w różnym wieku, niezabezpieczone przed wzajemną agresją i walkami - tłumaczy Andrzej Domagalski. I podkreśla, że świnie były utrzymywane w stanie rażącego niechlujstwa, w skandalicznych warunkach.
Po sporządzeniu protokołu z kontroli powiatowy lekarz weterynarii skierował wniosek do wójta Zdzisława Kuczmy o podjęcie działań mających na celu poprawę warunków bytowych zwierząt lub odebranie ich mieszkańcowi Chomiąży, zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt. Wójt wydał decyzję o czasowym odebraniu Zenonowi A. zwierząt. 20 sierpnia przedstawiciele Powiatowego Inspektoratu Weterynarii, przedstawiciel gminy, policjanci i zatrudnieni przez gminę pracownicy podjęli czynności polegające na odebraniu mieszkańcowi Chomiąży zwierząt i przewiezieniu ich do gospodarstwa wskazanego przez wójta.

Reklama
Niektóre świnie były bardzo osłabione
       fot. Arkadiusz Majszak

    Na terenie zagrody panował ogromny nieład i nieporządek. Mężczyzny początkowo nie było w gospodarstwie. Po kilkunastu minutach został odnaleziony przez policję. Upierał się, że zwierząt nie wyda. Zwracał uwagę osobom próbującym zabrać konia, że zrobią mu krzywdę. Mówił, że to jego własność, która gwarantuje mu utrzymanie. Dodał, że odda zwierzęta, kiedy na miejsce przyjedzie wójt. Zdzisław Kuczma został o tym poinformowany przez swego pracownika. Po chwili przyjechał do Chomiąży. Dopiero wtedy mężczyzna - zakuty w kajdanki, by nie stawiał oporu - nieco się uspokoił. Załadowanie 36 świń na przystosowaną do przewozu zwierząt ciężarówkę przebiegło sprawnie. Trudniej było przewieźć konia. Pięcioletnia klacz stawiała opór. Dopiero po podaniu środka uspokajającego konia udało się wprowadzić na przyczepę, tak by nie zrobił sobie i ludziom krzywdy.
    Cała akcja trwała blisko trzy godziny. Właściciel konia próbował przekonać wójta, by pozwolił mu zaprowadzić zwierzę do znajomego rolnika z Chomiąży, gdzie będzie miał schronienie i odpowiednie warunki. Wójt nie mógł już decyzji zmienić. Zwierzęta zostały przewiezione do gospodarstwa w Sarbinowie. Wójt prosił, by nie podawać nazwiska osoby, która zaopiekuje się zwierzętami, gdyż Zenon A. gotów będzie tam pojechać.
    - Musiałem wydać decyzję o czasowym zabraniu tych zwierząt. Uznałem, że nie ma możliwości na poprawę warunków tym zwierzętom. Jeśli w ciągu 7 dni właściciel poprawi warunki, to będzie mógł je z powrotem otrzymać. A jeśli nie poprawi warunków zwierzętom, to wystąpię do sądu o pozbawienie go tego inwentarza. Pan A. ma 3 dni na odwołanie się od mojej decyzji do Samorządowego Kolegium Odwoławczego - tłumaczy wójt.
    Zenon A. oświadczył, że jest chory. Miesiąc temu pochował matkę, która również chorowała. Mieszka sam. Jego zdaniem zwierzęta były karmione. Dziwił się, że zabrano mu konia. Twierdzi, że jest ciepło, dlatego koń stał sobie w ogrodzeniu przy chlewni. Decyzję wójta odebrał. Policjanci wyjaśnili mu, jakie może poczynić kroki, by odzyskać zwierzęta.
    Jeden z właścicieli domków letniskowych, znajdujących się w pobliżu gospodarstwa Zenona A., przyznał, że jest mu żal właściciela zwierząt, gdyż w jednej chwili stracił cały swój dobytek. Ale dodał, że jeszcze bardziej żal mu zwierząt, bo Zenon A. nie zapewnił im właściwych warunków.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 967 (34/2010)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości