Reklama

Kot syberyjski najlepszym przyjacielem człowieka

O tym, że koty są wyjątkowymi mieszkańcami domu państwa Rajsnerów spod Łabiszyna świadczą nie tylko wszechobecne detale w postaci zdobiących ściany rysunków, grafik i zdjęć, ale przede wszystkim błysk w oku właścicieli na widok swoich pupili i odwzajemniona sympatia futrzaków. - Moja miłość do kotów zaczęła się dość nieoczekiwanie, bo jako że nigdy wcześniej nie miałam zwierzątka w domu, nie sądziłam, ze mam w sobie takie pokłady miłości do zwierzaków - opowiada Joanna Rajsner, która od kilkunastu lat zajmuje się hodowlą kotów syberyjskich, wywodzących się z mroźnej Rosji. Jest szczęśliwą posiadaczką 7 uroczych kotek i 3 dostojnych kocurów, które są już pełnoprawnymi członkami rodziny.

Każdy z kotów pani Joanny jest inny i każdy z nich zachwyca swoją niepowtarzalnością. Wyróżnia je nie tylko wyjątkowy wygląd (mają lśniące, gęste futro, lwią kryzę i grzywę), ale również charakter. Pomimo tego, że z natury są odrobinę dzikie bardzo przywiązują się do swoich właścicieli i nie bywają agresywne. - Z początku urzekł mnie ich wygląd - dziki, a jednocześnie dostojny kot poruszający się z niezwykła gracją i lekkością. W miarę, jak poznawałam charakter kota syberyjskiego na przykładzie moich pierwszych kotek, zakochiwałam się w nich coraz bardziej. Mówią, że kot syberyjski to pies w kociej skórze. I to prawda - to koty, których najlepszym przyjacielem jest człowiek. Zawsze są blisko nas, witają nas w drzwiach, kiedy przychodzimy do domu, a jednocześnie są też niezwykle niezależne - niekoniecznie pozwolą sobie na zbyt długo trwające pieszczoty. Co jednak ważne, nie reagują agresją, kiedy czują, że mają dość tego typu bliskiego kontaktu, a odchodzą na pewną odległość. Z dziećmi potrafią stworzyć niesamowitą relację pełną zrozumienia i cierpliwości. To naprawdę niezwykłe koty. Zresztą już od wieków kot syberyjski znany był jako stróż domostw - specyficznym mruczeniem potrafił ostrzec ludzi przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. W Rosji panuje też przeświadczenie, ze kot syberyjski to kot przynoszący szczęście i zdrowie, więc do nowego domu jest wpuszczany jako pierwszy - opowiada pani Joanna, która nie ukrywa, że swoje powołanie odnalazła zupełnie przypadkowo.

 

Reklama
Odpowiednio rozmieszczone drapaki zapewniają kotom ciągłą aktywność fot. Justyna Kulpińska

 

Pierwszy kot zawitał do w domu państwa Rajsnerów ponad 14 lat temu. Był komunijnym prezentem dla ich starszej córki Oliwii. Obawy związane z pojawieniem się nowego domownika bardzo szybko okazały się zupełnie niepotrzebne. Persiczka o wdzięcznym imieniu Pomarańczka szybko skradała serca całej rodziny, która zaakceptowała nawet jej trudny charakter. - Była zazdrosna, zaborcza, chwilami agresywna. Ale upodobała sobie mnie na swojego człowieka, a ja... cóż, mogłam jej miłość tylko przyjąć. Kiedy straciliśmy ją w tragicznych okolicznościach, szukaliśmy kotki, która byłaby zupełnie inna niż Pomarańczka. Tak trafiliśmy do hodowli kotów brytyjskich, gdzie wypatrzyliśmy przepiękną koteczkę w kolorze gorzkiej czekolady. Niestety, razem z koteczką dostaliśmy w pakiecie śmiertelną dla niej chorobę - FIP - i po dwóch miesiącach nie było już jej z nami. Byłam tak zdruzgotana tymi stratami, że postanowiłam odpuścić sobie posiadanie zwierząt w domu. Wytrzymałam... 3 tygodnie. Jednak nie chciałam już kotów rasowych, chciałam dać dom jakiemuś potrzebującemu kotkowi. Taki miałam plan, dopóki nie zobaczyłam w jednym z ogłoszeń Gai - dziś mogę śmiało powiedzieć, że najcudowniejszego kota, jakiego spotkałam w swoim życiu - wspomina hodowczyni.

Reklama

 

Koty syberyjskie doskonale dogadują się z dziećmi fot. Justyna Kulpińska

 

Po Gai kolejną przywiezioną do Łabiszyna Wsi kotką była Joshi. Piękno obu zostało dostrzeżone podczas wystawy kotów rasowych. Pani Joanna postanowiła wybrać się na nią za namową hodowczyni, od której pochodziły. - Odbyło się to oczywiście pod jej przydomkiem. Zgodziłam się i to był początek mojej drogi do założenia hodowli. Chłonęłam atmosferę, wiedzę, zasady oceniania i słowa zachwytu nad moimi kotkami. Jakiś czas później ta sama hodowczyni zaproponowała, żebym pod jej hodowlą pozwoliła kotkom mieć kocięta. To był kolejny krok na tej drodze. Niestety, współpraca nie przebiegała tak, jak powinna, więc postanowiłam zacząć działać na własną rękę. Dzięki temu miałam wszystko pod kontrolą i na czas - reklamę, opłaty za prowadzenie hodowli, rodowody.

Reklama

 

Do zdjęcia pozuje Xara - pierwsza kotka urodzona w hodowli fot. Justyna Kulpińska

 

Wtedy też Joanna Rajsner wpadła na pomysł nazwy przydomka własnej hodowli - Sheer Joy, która w języku angielskim oznacza czystą radość. - To jest to, co daje mi obecność moich sierściastych, dbanie o ich dobrostan, pielęgnacja. I tak to trwa do dziś - przyznaje. Hodowczyni dba o stały rozwój swojej wiedzy na temat kotów. Ukończyła m.in. kurs felinoterapii (jest jedną z metod zooterapii, która polega na kontakcie osoby poddawanej terapii z kotem), europejski kurs hodowcy, brała udział w różnego rodzaju seminariach i wykładach. Może pochwalić się dziesiątkami zdobytych dyplomów. Liczne medale i puchary to natomiast wystawowe trofea jej pupili.

Reklama

 

Dom państwa Rajsnerów pełen jest ozdób nawiązujących do życia kotów fot. Justyna Kulpińska

 

Obecnie ma 10 kotów - żyjące przez większą część roku na zewnątrz (w wolierach z ocieplonymi domkami) 3 kocury i 7 rezydujących w domu kotek, które mają swój własny, pełen udogodnień pokój. Nie wszystkie są cały czas aktywne jako hodowlane. Ich właścicielka wychodzi z założenia, że wystarczą maksymalnie 3 mioty. Potrzebny jest czas i możliwość odpowiedniego zaopiekowania się maluchami i zsocjalizowanie ich przed oddaniem do nowych domów. Każdy z kociaków pojawiających się na świecie otrzymuje imię już w hodowli. - Jest to konieczne chociażby z uwagi na to, że każdy kociak musi mieć wyrobiony rodowód, z którym opuszcza hodowlę. Imiona są nadawane według liter alfabetu - pierwszy miot był na literę A i każdy kolejny na kolejną literę alfabetu. Najczęściej w wymyślaniu imion pomaga mi 10-letnia córka, Tosia. Oczywiście zdarza się, że imię zostało już nadane, rodowód wyrobiony, a przyszli właściciele chcieliby, żeby miał na imię inaczej. Nie ma z tym problemu - w hodowli nazywamy wtedy takiego kotka imieniem nadanym przez nowych właścicieli, a tylko w rodowodzie ma takie, które wynika z alfabetu. Jeśli natomiast kocię ma nowego właściciela, zanim wyślę dokumenty do wyrobienia rodowodów, to proszę ich, żeby spróbowali wymyślić imię na daną literę, które będzie im się podobało - tłumaczy pani Joanna. Kilka razy zdarzyło jej się odmówić sprzedaży zarezerwowanego wcześniej kota osobom, które nie chciały zgodzić się na warunki wiązane z jego bezpieczeństwem i ogólnym dobrostanem. Ceni sobie również bezpośredni lub telefoniczny kontakt z nabywcami zwierząt. Dzięki temu wie, jak się rozwijają, cieszą ją ich postępy, a za sprawą regularnie przysyłanych zdjęć widzi, jak rosną, zmieniają się i wkraczają w dorosłość.

Reklama

 

Liczne medale i puchary to wystawowe trofea kotów syberyjskich fot. Justyna Kulpińska

 

Hodowczyni z pełnym przekonaniem twierdzi, że życie w otoczeniu tylu kotów jest wyciszające, relaksujące i uzdrawiające. - Zdarza się oczywiście, że jest i stres, szczególnie, jak są komplikacje porodowe, czy kiedy coś się dzieje z maluszkami. Ale wtedy mam wsparcie w rodzinie. Oczywiście, domownicy pomagają w codziennych czynnościach - sprzątaniu, zabawie. Pielęgnacja i karmienie jest moją działką. Hodowla to jednak także wyrzeczenia, szczególnie, jeśli chodzi o wyjazdy rodzinne. Niestety, przy takiej liczbie kotów trudno znaleźć kogoś, kto chciałby się nimi zająć, więc najczęściej wyjeżdżamy osobno tak, żeby zawsze ktoś był w domu - dodaje.

Reklama

Kolejną, a właściwie pierwszą pasją pani Joanny jest praca zawodowa. Już od dziecka marzyła o tym, żeby zostać nauczycielką i tak też się stało. Uczy języka angielskiego i stara się bezkonfliktowo pogodzić te dwie sfery swojego życia. - Koty śpią średnio 18 godzin na dobę, więc kiedy ja pracuję zawodowo, one wypoczywają. Nie mam więc wyrzutów sumienia, że je zaniedbuję. Jednak na pewno koty rządzą moim czasem wolnym - uwielbiam spędzać z nimi czas, obserwując ich zabawy. To lepsze od najciekawszego filmu. O tym, jaka to dla mnie przyjemność może świadczyć fakt, że nigdy nawet przez chwilę nie pomyślałam o tym, że mogłabym narzekać, że trzeba wcześniej wstać, żeby nakarmić koty, posprzątać, pobawić się z nimi, że nie zawsze wszędzie możemy iść czy jechać, szczególnie, kiedy są maluchy. Takie życie sobie wybrałam, jestem szczęściarą, że mam w tym, co robię pomoc i wsparcie rodziny oraz, że dzięki hodowli i kotom spotkałam wielu wspaniałych, przyjaznych ludzi na swojej drodze - mówiła z błyskiem w oku.

 

Reklama

 

Justyna Kulpińska, 1 III 2021

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości